Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość leonieee

Mam dość swojego faceta

Polecane posty

Gość leonieee

Nie wiem już, co robić :( Może mi coś doradzicie? Dawać temu jeszcze szanse czy nie? Jesteśmy parą 3 lata, mamy razem dziecko (roczne) Tym bardziej z tego powodu ciężko mi z nim się rozstać.... Jestem do niego bardzo przywiązana i bardzo go kocham. Jest miłością mojego życia, dotychczas wszystko mi w nim pasowało. Doagadywaliśmy się we wszystkich tematach. Wspólne pasje, wspólne marzenia, plany, wszystko. W dodatku jest taki przystojny i nie wyobrażam sobie być z kimś innym (mimo, że sama jestem atrakcyjna i miałabym wybór). Ale nie mogę go po prostu znieść. od urodzenia małej nasz związek powoli się sypał. Z miesiąca na miesiac było coraz gorzej. Ale od 2 miesiecy to jest już dramat. Non stop wałkujemy ten sam temat. Nie mamy czasu na to, żeby ze sobą gdzies wyjść, spędzić namiętne chwile jak kiedyś. Teraz skupiam się całą sobą na Róży i póki jest malutka nie mogę jej ot tak zostawić i pójść gdzieś z nim- czasami moja mama nam pomaga, ale tylko czasem. On wyraźnie narzeka na ten brak bliskości. Ale co ja mam zrobić? Zrobił się mega wkurzający. Siedzi sobie spokojnie, ja do niego podchodze jestem miła, czuła. A on zaraz sobie robi ze mnie żarty. Szydzi, wysmiewa. Zaraz mówi " Boże, to tylko żarty" ale mnie one nie śmieszą. Ciągle wyśmiewa moją rodzinę, to, że na moim osiedlu gdzie się wychowałam jest niezła hołota i buractwo.. Ciagle mi o tym przypomina. Czuję się przy nim głupia, tępa, ponieważ wiecznie wytyka mi drobne błędy i komentuje " Jaki głupolek z ciebie", niby nie jest to chamskie, ale jednak mnie irytuje. O wszystko się obraża, strzela fochy. Ostatnio miał jakiś problem i co? Pokłóciliśmy się ze sobą, ponieważ za cholerę nie chciał mi powiedzieć, co się stało. Po czym w końcu wyszło na jaw, że po prostu pokłocił się z rodzicami o jakąś błahostkę. Aktualnie nie pracuje, poszukuje pracy. I czym się zajmuje na codzień? Siedzi na komputerze, wychodzi na piwo z kumplami. A potem przychodzi i mi narzeka, że jest strasznie zmęczony. Szlag mnie trafia, bo to przeciez ja cały czas sie zajmuje małą! On jak do mnie przyjdzie to może max.raz ją przewinie albo wcale, nic przy niej nie robi. Kompletnie nic. To ja jestem wykonczona, a on mi nawet nie pomaga. Mówię mu, to weź, to zrób. Aby w koncu się ruszyl. A on? Ok, robi to ale widać, że mu sie nie chce, a potem przy każdej kłótni mi wypomina, że uwaga; JA MU ROZKAZUJĘ. I sobie wyolbrzymia, że niby traktuję go jak pomywacza, jak śmiecia. Przecież tylko go proszę o pomoc! Jak tylko narzekam na to, że tyle dziś się narobiłam koło Róży to mi mówi, " Tyle matek wychowuje dzieci, ale akurat ty sobie nie radzisz, ciekawe co?" Nie mam w nim żadnego wsparcia. Ciagle mi mówi " Rozumiem cie, rozumiem" ale co mi z takiego rozumienia, skoro on w ogóle tego nie okazuje? Kiedyś byłam chora, miałam gorączkę 39 stopni ale i tak chodziłam i zajmowałam sie dzieckiem. W tym czasie on sobie grał w głupie gry. Natomiast innym razem twierdził, że strasznie boli go brzuch i sobie leżał na łożku z telefonem, a ja sie zajmowałam Różą. Jutro mamy iść na wesele mojej kuzynki, całe wakacje o tym wie, ale nagle dzisiaj stwierdził, że z nami nie jedzie, ponieważ z Różą będzie dużo roboty, że będzie szaleć, że będzie pewnie niegrzeczna i żeby w ogóle nie jechać. Doskonale wie, jak abrdzo mi zależało na tym weselu. Pokłocilismy sie o to i dopiero się zgodził na ten wyjazd, ale czy naprawde musielismy sie az pokłócić? Zresztą żremy się ze sobą codziennie. Wydaje się, że o błahostki, ale to naprawdę jest na dłuższą metę nie do zniesienia. Ostatnio pokłociliśmy się o coś rano i nie rozmawialiśmy, potem oczywiście JA zaczęłam rozmowę, byłam miła, zaczęłam mu śpiewać taką piosenkę o miłości, wtuliłam się w jego ramiona....Przez moment był miły, a za chwile zamilkł obrażony. I się go pytam, o co mu znowu chodzi. A on? Że sobie przypomniał poranną kłotnie i mu się nie chce ze mną gadać. No paranoja! Poza tym zachowuje sie jak dziecko. Jak tylko jest jakaś spina to ucieka. Wychodzi z domu, rozłącza telefon, nie odzywa sie. O wyjaśnienie każdego spięcia muszę walczyć ja. On nic nie robi, najchetniej by uciekł. Jest obłudny. Niedawno zaproponował mi, żebyśmy się przez 2 tugodnie nie spotykali. Że on na te 2 tygodnie pójdzie mieszkać do kumpla, uwaga abym ja sobie odpoczeła od niego. Ha ha, bardzo zabawne. Ja mam sobie odpocząć? Zajmując się 24 godziny dzieckiem? A on tymczasem spędzi miłe chwile z kumplami. Nieźle sobie to ukartował, ale nie jestem głupia, powiedziałam mu co o tym mysle, a on powiedział, ze nieprawda, że znowu przesadzam, ze chciał dla mnie dobrze. Na wszystko ma wyjasnienie i wiecznie robi z siebie ofiarę. Jego rodzice mu powiedzieli, że źle mnie traktuje. Że powinien zająć się dzieckiem. Po czym on powiedział mi, że wszyscy sie na niego rzucają i widza w nim same wady...Co ja mam go pocieszac? Nie wiem co robic, dziewwczyny pomóżcie mi :( Najchętniej rozstałabym się z nim. Nadal go kocham. Nadal noszę pierścionek na palcu. Ale gdyby nie Róża, rozstałabym się z nim. Bo to co on wyprawia to już przegięcie...Mimo cierpienia, rzuciłabym go bo wiem że to byłoby dla mnie najlepsze. Męczy mnie to, prawie codziennie płacze. Trzyma mnie przy nim dziecko. I co ja mam zrobic? Zostawic go? Szukac małej innego tatusia? ;( To jest okropne. Myslalam, ze wiąże się z dorosłym człowiekiem a nie szczeniakiem..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
streść to trochhe

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
powinnaś spakować siebie i dziecko i na kilka dni wyjechać do swoich rodziców. przemyśli sprawę i się zmieni. najpierw go uprzedź ,że jak się nie zmieni to wyjedziesz do rodziców . jak odpowie : "jedź" to jedź. ja tak zrobiłam ale mój facet się zmienił i jest dla mnie od tamtej pory kochany

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
smutne to, niestety ale teraz wiekszosc facetow sie tak zachowuje, sprubuj pogadac jeszcze z jego rodzicami, moze na niego wplyna bardziej, a jak nie to sie z nim rozstan i kaz plqcic alimenty skoro sie nawet mala nie zajmuje. szkoda tylko dziecka ze nie bedzie mialo wzoru ojca

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość samiiii1985
Nie dziwi mnie to wcale. Tacy są niestety w większości faceci. Dlatego ja nie decyduje się na dziecko. Z wszystkimi obowiązkami zostałabym sama. Wolałabym go rzucić i dostawać alimenty, bo i tak oprócz pieniądzy żadnego z niego pożytku nie ma, a jeszcze dodatkowy stres

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Gadanie z jego rodzicami nie ma sensu. Pewnie staną za synkiem

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
pogadaj z nim powaznie, postaw mu ultimatum ale nie rób pochopnych ruchów ponieważ strasznie łatwo spaprać sobie i dziecku zycie, a zawsze sie wydaje że trawa jest bardziej zielona tam gdzie nas nie ma, a jaką masz pewność że nowy jak to ujęłaś tatuś będzie lepszy ??? czasem potrzeba terapii szokowej powiedz mu że tak dłużej nie dasz rady podzielcie sie obowiązakami ja pilnuje dziecka ty pozmywaj, wynies śmieci itd. jeżeli wszystko będzie z góry jasne nie bedzie potem oskarżeń o rozkazywania itp. Głowa do góry, małżeństwa z małymi dziećmi częśto przeżywają podobne perypetie a z czasem nieraz wszystko się układa, sama jesteś zmęczona poproś mame o pomoc wyjdz gdzies z koleżanakami odpocznyj zobaczysz swiat w innych barwach

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×