Gość gość Napisano Październik 12, 2014 Jest jakiś wspólny mianownik wszystkich znanych nam wirusów? To pytanie kieruję do znawców tematu. Nasuwa mi się to pytanie ponieważ zauważyłam że szybko się zarażam jeśli ktoś prątkuje kicha na mie a w wynikach badań okazuje się że ma infekcję bakteryjną - wówczas zarażam się naprawdę bardzo, bardzo szybko i właściwie szanse na to że nie będę chora są znikome. Sytuacja wygląda inaczej, kiedy w wynikach badań bakterie są nieliczne a osoby wokół mnie chorujące są dręczone są przez wirusa, który rzuca im się w zależności od ich słabych punktów-jednym na zatoki innym na płuca, oskrzela, uszy itd. Ja swoją odporność na wirusy dostrzegłam jeszcze w czasach studenckich i od tamtej pory żyję w przeświadczeniu że z chorym na infekcję wirusową mogę się nawet całować a i ta mnie nie dopadnie. Oczywiście wiem że każdy wirus niesie ze sobą bakterię, jednak one choć nieliczne to chyba szybko giną gdy choremu wprowadza się antybiotyk-bo jak choremu zaczynają wysiadać zatoki to antybiotyk jest ostatnią deską ratunku. Zauważyłam też że z tą moją odpornością nie do końca jest tak, że jest ona nabyta. W zeszłym roku byłam bardzo osłabiona i dopadł mnie wirus. Mam taką przypadłość że nie tracę apetytu nawet chorując i jem a nawet mam z tego przyjemność-więc zwyczajnie mój organizm ma paliwo by się bronić. U swoich bliskich zauważyłam że jest odwrotnie-dopada ich, tracą apetyt i gasną w oczach, aż w końcu wchodzi antybiotyk a apetyt wraca po miesiącu i tyle też trwa powrót do formy-masakra jakaś! Dlaczego oni łapią wszystko a ja przy nich nie choruję? Można to wytłumaczyć jakoś logicznie? Udostępnij ten post Link to postu Udostępnij na innych stronach