Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

myszka2612

Depresja ? Pomocy !

Polecane posty

nie wiem co mi jest . Studiuję , mam fajnego , kochającego chłopaka , rodziców . A mimo to ciężko mi żyć . Jestem na ostatnim roku studiów . Do tej pory wszystko było ok . A teraz nie wiem . Boję się iść do kina , na uczelnię . Mimo tego , że dopiero początek października to mam już opuszczone sporo zajęć . Boję się chodzić w miejsca publiczne . Kiedy siedzę na uczelni , jest mi albo słabo , albo chyba jest mi niedobrze , boli mnie brzuch . Wydaje mi się , że zaraz mogę zwymiotować , albo coś takiego . Nie wiem . Do kina nie chodzę , do restauracji też nie , bo własnie boje się , że nie dobiegnę np . do toalety . To bez sensu. Wiem . Ale boje się . Boje się , że zawale . Rozmawiałam o tym z mamą , ale powiedziała tylko , ze mam się zebrać w sobie i minie . I tyle . I że to ostatni rok , mama dać radę i tyle. nie wiem , nie wiem co robić :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Bielinek Sałatnik
To wygląda na jakiś zespół lękowy, a nie depresję. Skoro studiujesz to przejdź się do psychiatry w studenckim ośrodku zdrowia. Powiedz jak się czujesz. W najgorszym wypadku dostaniesz jakieś leki, które pomogą Ci przebrnąć przez ten rok. Końcówka studiów jest ciężka psychicznie - pamiętam jak sama się czułam. Z jednej strony mnóstwo nauki, pracy, przygód, a z drugiej - ogromny lęk przed przyszłością. Nie bój się, dasz radę, a jeśli czujesz, że pękasz - idź do psychiatry. Od tego jest.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
to chodź tylko w takie miejsca gdzie kibel jest na wyciągnięcie ręki no oczywiście ręki też za daleko nie wyciągaj tę trzymaj na pulsie bo drugą musisz trafić w klamkę no i szybkiego biegania i krótkich kolejek.Pociesz się inni też nie mają łatwo nie mogą zapomnieć o pampersie sztucznej szczęce peruce a nawet zapominają zabrać rozum ci najczęściej do domu nie wracają z różnych powodów i niespodzianek losowych i to są dopiero uroki cywilizowanego człowieka.No i czy dawniej nie było lepiej kiedy wyszło się na łono Natury zaczerpnął człowiek świeżego powietrza pełną piersią nieświadom kłopotów z jakimi dziś nam przychodzi się mierzyć.Pozdrawiam MAX.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
to nie depresja tylko nerwica. Można samodzielnie próbować się leczyć ziołówkami, ale idx raczej do lekarza, nawet rodzinnego, dostaniesz coś bardziej skutecznego

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość fffretkka
Miałam coś takiego na pierwszym i drugim roku studiów. Rano wstawałam, gardło zaciśnięte, właściwie nie oddychałam wtedy, a sapałam. Nie mogłam jeść, schudłam prawie 10 kilo. Większość pokarmów wywoływała u mnie nudności albo było mi niedobrze, ciężko na żołądku. Jak po pół roku milczenia powiedziałam o tym rodzicom, to stwierdzili, że mam zebrać się w sobie i się nie poddawać. Chciałam rzucić studia, miałam wrażenie, że sobie nie poradzę (choć szło mi dobrze, zawsze średnia powyżej 4). Odwiedli mnie od tego, dziś nie żałuję, że ich posłuchałam. Ale żałuję, że nie poszukałam pomocy u specjalisty, może bym się wygadała przed kimś obcym, dostała jakieś leki i nie ciągnęłoby się to półtora roku. Wcześniej nie miałam depresji, dołki kilkudniowe może, jak coś się w życiu pokomplikowało. Jestem radosna, optymistka z natury, a wtedy jechałam na uczelnię i modliłam się, żeby się tramwaj wykoleił i żebym zginęła na miejscu... Masakra. Nie wiem, jak u Ciebie, ale na mnie wpłynęły depresje i niepowodzenia innych - długa depresja poporodowa siostry, jej ciągłe zapłakane telefony z drugiego końca kraju. Bezrobocie ojca i jego dół tym wywołany. Depresja mamy z powodu niefajnej pracy, sytuacji ojca i mojej siostry. W końcu i ja miałam dość, nie udźwignęłam tego. Ale nie mówiłam o tym głośno, bo nie chciałam rodzicom dokładać zmartwień. dziś wiem, ze źle robiłam, że powinnam mówić od początku. Widzieli, że chudnę, że ciągle mi niedobrze, ale myśleli, że mi jedzenie szkodzi. Zbyt byli sami zdołowani, aby zauważyć moje cierpienie w milczeniu. Dopiero jak im się kiedyś rozpłakałam przy śniadaniu i wydukałam, że mam myśli samobójcze, zobaczyli, że coś się dzieje pod ich nosem. I że nie tylko starsze dziecko ma problemy. Ale pewnego dnia powiedziałam sobie "dość". Miałam wtedy umówioną wizytę do psychiatry mojego ojca, ale wiedziałam, że ona mi nie pomoże, bo o sytuacji rodzinnej musiałabym wygadać się przed kimś zupełnie postronnym, nie u kogoś komu się mój ojciec zwierzał. Nie poszłam na wizytę, wzięłam się za siebie. Poprawa nie przyszła z dnia na dzień, ale powoli. W marcu zabrałam się w życiem za bary, w maju było ze mną ok. I od tamtej pory zdarzyło się parę dołków, a depresja i skłonności samodestrukcyjne czasami podnoszą łeb. Jednak nie daję się. Oby do przodu! :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja z perspektywy nie psychologa tylko zwykłej dziewczyny która też lubi sobie od czasu do czasu popaść w stany depresyjne radziłabym Ci: - po pierwsze - nałykać się magnezu i witamin, bo sporo takiego depresyjnego nastroju wynika po prostu z tego że jesteśmy wypłukani z substancji które pozwalają naszym nerwom dobrze funkcjonować - potem - znowu oswoić się sama ze sobą, bo się chyba od siebie odzwyczaiłaś. Wsiądź do jakiegoś autobusu, pojechać do jakiegoś małego miasteczka, pod miastem gdzie studiujesz, do parku narodowego, nie wiem, gdzieś, gdzie będziesz mogła spędzić cały dzień sama ze sobą. Spaceruj, rozmyślaj, słuchaj muzyki, wypij gdzieś sama kawę czytając książkę albo gazetę. Nabierz przyjemności z przesiadywania sama ze sobą. - potem jeszcze raz wyjdź do ludzi, ustępuj miejsca w autobusie, mów dzień dobry i miłego dnia nawet komuś kto nie odpowiada Ci dzień dobry. Myślę że Ci szybko przejdzie :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie sądziałam , że w tak krótkim czasie dostanę tyle odpowiedzi :) Dzisiaj np . nie poszłam na zajęcia , nie dałam rady . Płaczę od rana , chciałabym , żeby studia już się skończyły . Zastanawiam się na rzuceniem studiów , ale niestety nie mogę . Ostatni rok , nie mogę zawieść rodziców ,ani siebie , chyba . Chciałabym skończyć studia. Kiedyś , byłam duszą towarzystwa . Imprezy , imprezy i jeszcze raz imprezy . Teraz chyba wolę siedzieć w domu i się zamartwiać . Ha ! Ale wiem , że to nic nie pomoże . nie wiem , nie wiem co robić . Schudłam , tak , ponad 10 kg. Nie wiem czy to od tego wszystkiego , czy po prostu mam jakieś problemy zdrowotne . Naajlepiej czuję się w obecności Mojego chłopaka . Gdybym mogła , to spędzałabym z nim 24h na dobę . Ehh , niestety to niemożliwe . Niby żadna odległość - 30 km nas dzieli , on pracuje , ja studiuje . Tzn w tygodniu , bo na weekend jesteśmy bliżej siebie - mieszkamy w tej samej miejscowości . Bardzo bym chciała coś ze sobą zrobić . Byłam już u psychologa , ale tak szczerze - nie bardzo mi to jakoś pomogło

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Pociesz się to samo nigdy nie przechodzi i żadne leki nie są w stanie zlikwidować przyczyn nie łódź się to tylko z czasem przybiera inne formy i zależy od kondycji kilku narządów wewnętrznych ale każdy musi przez to przejść aby z czasem móc powiedzieć że to niestety prawda .Oczywiście będziesz miała jeszcze lepsze okresy ale wynikające głównie z zaakceptowania i przyzwyczajenia się do obecnego stanu który po pewnym czasie w zależności od zewnętrznych radostek życia będzie wydawał ci się znośny.Na tym głównie polega wyjątkowość Natury że to czego nie sposób zwyciężyć wiedzą i ciężką pracą usiłujemy za wszelką cenę uznać za swojskie bo trzeba z tym żyć.MAX.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×