Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Partnerka nie chce zaręczyn!!!

Polecane posty

Gość gość

Cześć mam 27 lat moja partnerka 25, jesteśmy ze sobą już prawie 3 lata. No więc wiadomo, że przychodzi taka chwila, że myśli się o zaręczynach no i tu się zaczynają schody. Nasz związek jest zmienny, pierwszy rok był wspaniały, jak to chyba w większośc***ar, potem były już tylko kłótnie i to dosłownie o pierdoły, każdy z nas miał swoje zdanie i interpretował je po swojemu, czasami po całym dniu spokoju, wystarczył moment, jakiś krótki dialog i już kłótnia. Widuję się z partnerką tylko w weekendy, ale i rozmawiając przez tel potrafiliśmy się kłócić i to ostro. Odziwo nie doszło nigdy do rozstania, były momenty typu: odchodzę, to koniec itp. ale żadne z nas nie miało odwagi tego zrobić, być może żadne z nas nie chciało na siebie brać winny, bo zawsze kończyło się to tak, że jedna strona mówiła to co koniec? a druga jak wolisz, nie to ty jak wolisz? i tak czy siak nigdy nikt pierwszy się nie odważył to powiedzieć. Partnerka i ja mamy ciężkie charaktery, lubimy mieć oboje rację, ona żyj***ardziej realnością, uważa, że dzieci chce ale później, że najważniejsza jest praca a nie ślub, czy życie razem. To wszystko prawda, lecz ja uważam, że nie trzeba żyć w taki sposób, że nie założę rodziny ponieważ mam dziś pracę a jutro mogę nie mieć, gdyby tak człowiek miał myśleć, że wszystko jest takie nie pewne, to nigdy by nie założył rodziny. Moi rówieśnicy po pół roku chodzenia już są zaręczeni, a mają kiepską pracę i też się boją czy jej nie stracą. Tak czy siak mam wrażenie, że musiałbym wygrać w totolotka, aby moja partnerka poczuła, że może bez strachu stworzyć rodzinę. Jednak ostatnio po rozmowie z nią na temat: A gdybym się chciał cię kiedyś oświadczyć? Otrzymałem odpowiedź, że nie rób tego, bo ci nie odpowiem, ponieważ było między nami średnio i nie jest mnie pewna. Martwi mnie, że wspomina tylko te złe rzeczy, a nie te dobre, nie wierzy we mnie, że jestem dobrym człowiekiem, mam charakterek, ale staram się jej zawsze pomóc i robię dla niej co zechce. Ostatnio np. ciągle rozmawiamy o jej pracy, wysłuchuję jej problemy, a mimo to oskarża mnie, że jej nie rozumiem, nie słucham, nie patrzy na to, że ja się produkuję czasem po 1000kroć. Partnerka jest typem kobiety której 100 razy mówić, że będzie dobrze, ale ona i tak przeżywa i złości się, że jej nie wspieram, to co mam jeszcze zrobić, za nią te problemy załatwić? Zauważyłem też w niej totalny zanik uczuć, owszem mówi, że mnie kocha, ale nie okazuje tego. Nie przytuli, nie pocałuje, ostatnio jak na spacerze złapałem ją za rękę, to powiedziała że nie chce, a potem mnie przeprosiła. Sama powiedziała mi gdy chciałem z nią o tym pogadać, że nie czuje potrzeby bliskości wcale, nie mogłem tego pojąć, bo nie widzimy się codziennie a jak mnie widzi, to mam wrażenie, że jestem tylko do pogadania i umilenia czasu. Ona tłumaczy tym, że się oddalamy, ale ja sam nic nie zrobię, jak ona będzie jak lód. Aż zapytałem się jej czemu więc ze mną jesteś, skoro jest tak źle, a ona bo wierzy, że będę taki jak na początku. Tylko, że nie wiem czy ja wytrzymam takie jednostronne staranie się, a czuje się w tym związku jak na tykającej bombie. Muszę się kontrolować, pilnować czy aby wszystko dobrze robię, żeby jej nie zranić, nie palnąć czegoś, nie wejść jej w zdanie. No chcę poprostu by było fajnie, jednak z nią jest tak, że nawet jak sądzisz, że dzień jest udany, to na sam koniec potrafi wystrzelić ci czymś co cię zdołuje, zasmuci albo zezłości. Nie wiem co zrobić, poczekać z zaręczynami aż uczucia może znów się trochę w niej obudzą, albo nic nie robić i dać jej czas? To jest przykre, że po 3 latach kobieta którą kochasz, nie jest pewna swoich uczuć, owszem nie było różowo, a w życiu łatwo nie jest, ale ile można czekać? Co sądzicie? Pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
to znajdz sobie inna partnerke

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
A ja mam do ciebie jedno pytanie: Czy ty jesteś NORMALNY ze chcesz ślubu mimo tego jak wygląda wasz związek>?>> Człowieku ty chyba upadłes na głowę, tak nie powinien wygladac zwiazek. Z tego włąsnie sie biora rozwoduy bo ludzie biorą slub z kims z kim sie nie dogaduja a myslą ze po slubie sie ułozy. Jestem w szoku jak głupi sa ludzie!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
a czy ty chłopie znasz pojęcie toksyczna miłość? Jesli ni to własnie twoj zwiazek nia jest i musisz mieć cos z głową ze mimo to chcesz slubu z kobietą która ewidentnie chce się od ciebie uwolnic ale nie potrafi. A ty toskyczny typ który bopi sie ze ona odejdzie lecisz po pierscionek i sie jej oswiadczasz:-( skąd ja to znam:-( miałam tkaiego faceta, kupił pierscionek a ja go pogoniłam w diabły.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Chciałbym się oświadczyć, bo chcę z nią być i staram się naprawić nasze relacje, ale wychodzi to tak, że tylko ja chce to naprawić, a ona czeka na efekty, sama też nic od siebie nie dając. Mówiłem, jej że jeśli jest ze mną nieszczęśliwa to zakończmy to, lecz za każdym razem, gdy była sytuacja, gdzie nie wytrzymałem i już miałem wyjść od niej, to zawsze mnie zatrzymywała ze łzami, żebym tego nie robił, potrafi powiedzieć, chcesz to odejść, wracaj do siebie, ale gdy to zrobię to mnie zatrzymuje. A jak jej mówię, czemu mnie zatrzymujesz, to ona mówi, bo wierzy, że się ułoży, ona bardziej w to wierzy niż ja co mnie cieszy, tylko że ja mam się starać by tak było a ona nic. A ja nie wiem czy walka z kamieniem ma sens?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
nie chce mi się tego całego czytać, napiszę tylko, że POZAZDROŚCIĆ :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Typowo toksyczna relacja:-( Nikt nie jest szczęsliwy ale nie potrafi sie odejść:-( Tak wezcie slub, weźcie ale juz dziś ci mówię ze max za 2 lata będzie rozwód. Ja rozumiem miłośc, porywy serca ale na Boag ludzie używajcie w doborze parnera na całe zycie rozumu:-(🖐️

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja wiem, że nie jest dobrze i powalczę bo chcę być ze swoją partnerką, nie mówię, że oświadczyć się już teraz chce, pomyślałem o tym tak poprostu i chciałem zobaczyć reakcje partnerki co o tym by sądziła. Na daną chwilę też nie jestem pewny. Chcę ten toksyczny związek jak mówicie uratować i wiem, że mogę, bo wiem jaki byłem i wiem co źle robiłem. Pytanie jest tylko jedno, jeśli wracam na właściwe tory, a partnerka nie, czy moje starania nie będą jak kulą w płot, skoro ona we mnie nie wierzy?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość yot
pytanie do was obojga jest takie: jestem z nią/nim ponieważ... ale trzeba na nie uczciwie odpowiedzieć, zastanowić się nie raz, nie dwa i jednocześnie nie zastanawiać się tak długo, by tworzyć coś, czego nie ma trzeba dojść do miejsca, gdzie jest pytanie o strach przed samotnością, czy NIE JEST ON WIĘKSZY od poczucia bezsensu, dyskomfortu obecnego związku

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
hahahah tyy naprawde jestes tak naiwny ze wierzysz w takie cuda? cxzlowieku wy sie wzajemnie wykanczacie i nigdy to sie nie zmieni, chyba ze na gorzej. Kazdy jest jaki jest i albo to sie akceptuje i zycje w zgodzie albo nie i jest sytuacja jak u ciebie. Toksyczna.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Czyli uważacie, że nie ma sensu się starać i walczyć? Ja wiem jak ten związek wygląda, ale mimo wszystko chcę go naprawić to źle?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×