Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Czy ja jestem dziwny?pytanie do kobiet

Polecane posty

Gość gość

Witam, Ogólnie nie wiem od czego zacząć. To co napisze może być banalne. Może wielu się będzie smiać, ale chce poznać jak to widzą kobiety. W ramach wstepu: Poznałem swoja dziewczynę na portalu randkowym. Ona była wtedy swieżo po studiach, koncu niedawnym 3 letnim zwiazku. Ja po przejsciach z inna kobieta (ciężko przeżytym), z dluga przerwa od zwiazku.. Mieszkała w Łodzi - a ja jestem z południa Polski. Dzieliła nas pół Polski. Jednak uczucie się szybko rodziło - i mimo odleglości w ciemno pojechałem do niej w odwiedziny po ok miesiącu - uznałem ze warto zaryzykowac - choc sparzony w przeszlosci, przysiegalem sobie ze nie bede sie pchal w zwiazki na odleglosc. Po spotkaniu wlasciciwe weszlismy szybko w faze zwiazku - nie umialem nie zaryzykowac dla takiej kobiety.. Po ok 1-2 miesiącu po spotkaniu u niej w Łodzi, wróciła do rodzinnego miasta gdzie miala kawalerke mamy (nie znalazla tam pracy, a koszty byly coraz wyzsze i postanowila wrocic. Mniejsza odleglosc do mnie tez byla duza motywacja). Poznala szybko moich rodzicow, wspolne wycieczki, plany. Jezdzilem do niej regularnie i zostawalem na poczatku tydzien, poltora, a pozniej ponad dwa tygodnie. Wizyty byly mniej wiecej co miesiac. Jak znalazla prace to musialem sie dostosowywac do swoich obowiazkow (na gospodarstwie) i do jej pracy. Jakos sie toczylo. Bylo duzy tesknoty - ale radzilismy sobie - tak przynajmniej mowila. Zeby nie bylo - byly lepsze i gorsze dni.(choc one rzadkie) Dzieki gorszym dniom uczylismy sie siebie. Poznawalismy na co mozna pozwolic, jak rozladowac atmosfere, znalesc kompromis...wiem brzmi ckliwie;) Trwalo tak wlasciwie rowny rok. Dodam ze wtedy gdy mnie nie bylo "realnie: to kontakt byl staly przez kom, skyp. Nigdy jej nie skrzywidzilem, nie zdradzilem, podchodzilem powaznie do zwiazku - bo dla mnie to wazny aspekt. Do rzeczy: Kilka dni temu mialem kiepski humor i "wylewalem smutki". Takie ogolne marudzenie na czym swiat stoi. Nagle temat zszedl nie wiadomo z czego na kwestie ze jej ciezko, ze ona juz tak nie potrafi, ze nie mam pracy tu gdzie ona, ze ona chce stabilizacji, ze regularnie chce budzic sie i zasypiac przy kims co jej zalezy itd. Nagle w ciagu kilku chwil wlasciwie zakonczyla zwiazek. 30 sekund wczesniej planowalismy gdzie zamieszkany na kilka dni w ramach malej rocznicy i wycieczki, a nagle koniec. Bylem w szoku...ale uznalem ze moze ma taki dzien, chwilowe zalamanie, ze moze jednak cos zawalilem i trzeba bedzie to rozwiazac...i damy rade jak zawsze. Kilka dni minelo i nic sie nie zmienilo. Na sile probowalem dowiedziec w koncu co postanowila, bo ile mozna zyc w niepewnosci. Powiedziala w koncu ze mnie kocha, ale nie tak jak kiedys (dla mnie sie kocha, albo nie - nie rozumiem tego zdania w ogole - wytlumaczy ktos?). Ze ja to wewnetrzenie niszczylo, ze nie jestesmy ze soba na co dzien a ona musi tak miec. Ze przez to potrafila wyzywac sie na mnie i byc sfrustrowana i ze to tylko narastalo. Ze balem sie caly czas zaryzykowac, ze nic glosno nie planuje...Ze skladalem cv w miescie ale nie widziala mojego eutuzjazmu? (no ludzie w Polsce jest jak jest, i ciezko wierzyc nagle w prace na miejscu...) Ona uznala ze nie chce z nia mieszkac. Nie powiem - poklocilismy sie troche, ale pozniej znow zaczeslismy rozmawiac. Powiedzialem jej wprost o oczuciach, powiedzialem ze mialem zamiar w wakacje poprosic ja do moich rodzicow, bo chcialem by oni zrozumieli ze moga na moja pomoc w gospodarstwie, ale ze mnie "porywa" do siebie. Powiedzialem o tym ze ze wzgledu na przeszlosc mam obawy, jestem ostrozny - moze az za bardzo w niektorych kwestiach. jak np w mieszkaniu ze soba juz jak maz i zona i planowaniu zycia po niecalym roku zwiazku... jej mieszkanie to tez de facto mieszkanie jej mamy - i nie chcialem byc tam jak piate kolo do wozu, nic nie moc zmieniac za bardzo. Lub inwestowac bardzo, ale z natawieniem juz na slub? dla mnie to jednak za szybko...Ale chocby - zapytalem ze jakbym zaryzykowal to czy by cos to zmienilo, czy uwaza ze dalibysmy sie utrzymac wspolnie z naszymi zarobkami itd - nie zarabiamy duzo, a w pojedynke poki co bylo latwiej chocby cos odlozyc...ona uznala ze ja nie mysle nic o mieszkaniu, a ja chcialem po ludzku wszystko pomalu, racjonalnie i by to jakos wypalilo i nikt nie mial do mnie zalow, a nie zebysmy mieszkali dla mieszkania, a zyli tak minimum by przezyc... Dziwi mnie ze majac juz te 26 lat, nie chce nawet popatrzec jak ja to widze/widzialem. Ze uczucia i to ze jednak dbalem o nia, doradzalem w roznych kwestiach, kupowalem z nia rzeczy i do mieszkania i dla niej, jezdzilem regularnie choc to tez wydatki i duza niewygoda - bo to nie ona sie tlukla pol dnia by dojechac. Ze nie zwraca teraz na to zadnej uwagi. Myslalem ze normalny facet, ktory ma uczucia i zarowno mowi o nich i okazuje - ze to jest wszystko cos wart. Choc 2 szansy. Boli ze nawet nie mowi ze chce przerwy, zastonownienia - skonczyla i tyle. Wiem ze miala wczesniej faceta z ktorym miala 3 letni zwiazek, a ktory ja zdradzal, ktory cpal, chlal...wczesniejsi przed nim, tez nie byli zbyt udani. Albo nia rzadzili, albo olewali. A byla dluzej niz ze mna, bo mieszkali z nia? On nastoletnich lat ciagle miala zwiazki i zawsze ja brali do mieszkania - i sama przyznaje ze dla niej to totalna norma i zawsze tak bylo i tylko teraz nie. Jest jedno ale... nawet ten z 3 letniego zwiazku nie tyle z nia mieszkal, co zalatwil mieszkanie jej i 2 lokatorow 5 minut od swojego domu - i sobie tak wpadal. Byli studentami, wiec to bylo wygodne do wszystkiego. I do "samodzielnosci" i do czestych imprez i do seksu. Ale czy to bylo wspolne zycie jakie teraz kreuje? Wg mnie to nie bylo zadne poswiecenie tak "mieszkac" Dodam ze wlasciwie wszystko rozbija sie tylko o ta kwestie...i dla mnie to chore rozstawac sie i burzyc wszystko przez taka rzecz - moich argumentow, propozycji juz nie slucha. Jakby wykula postanowienie i tylko powtarza i robi podsumowania. Jestem taki dziwny? taki do d**y i tak zle myslalem i dzialalem? Zalezy mi na niej i kocham ja, ale przez to co powiedziala, jak teraz reaguje to nie wiem co robic. Jestem zdołowany, nie mogę się pozbierać i po ludzku nawet do końca nie rozumiem... Przepraszam jesli zbyt przydlugo i zbyt chaotycznie miejscami.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Mógłbyś to trochę rozwinąć?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Moze powiedz jej to,lub napisz list? Kobiety lubia ja listy.:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Powiedziałem jej to, ale w ogóle się do tych kwestii nie odniosła. Ogólnie nie odpowiedziała na nic, co jest dla niej problematyczne z moich pytań/argumentów. Powtarza tylko te kwestie, które jakby miała przygotowane do odpowiedzi odgórnie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Moim zdaniem po tak krótkim czasie znajomości może Was łączyć jedynie zauroczenie, a nie miłość. Z powodu odległości zauroczenie Twojej kobiety ochładza się. Może poznała też kogoś na miejscu, a może po prostu nie ma cierpliwego charakteru.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
mi sie wydaje,ze ona Cie nie kochała i dlatego tak postanowiła to skończyć. Uparła sie na ten argument zeby nie powiedzieć wprost,ze po prostu juz nie chce z Tobą być. A że nie ma do czego sie przyczepić poza tym,bo ją dobze traktowales to uczepila sie tego. Moze dla niej powiedzenie,ze kocha Cie,ale nie tak jak kiedyś oznacza,że sie odkochała. To taki sam tekst jak powiedzenie komuś "zasługujesz na kogoś lepszego". Gdyby Cie kochała to jednak nawet gdyby jej coś nie odpowiadało wolałaby pójść na jakiś kompromis,wywalczyć coś,porozmawiać z Tobą szczerze co by tu zmienić,żeby wam sie żyło lepiej..a nie od razu zrywać. A skoro ona jest pewna w swoim postanowieniu to musi być pewna,że nie chce z Tobą być. Bo nawet sie nie waha,a myślales,ze to tylko jakiś kryzys i jej sie odmieni. A tu nic z tego :( także przykro mi... oczywiście moge sie mylić to są tylko moje przypuszczenia po tym co napisałeś. A tak naprawde nie wiem co jej w głowie siedzi

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
/ Powtarza tylko te kwestie, które jakby miała przygotowane do odpowiedzi odgórnie./ - no wlasnie mi sie wydaje ze po prostu uparla sie na to,zeby mieć jakiś argument na zerwanie,a po prostu prawda jest taka,ze jej przeszło uczucie i to tylko wymówka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
przeczytalem tak z 1/3 i juz wiem dlaczego to zrobila. Sluchaj facet to ma byc facet a nie jakis ckliwy, przewrazliwiony nie wiem kto, chlopiec, dziecko , druga kobieta. Facet ma byc meski, chlac wódkę,********* zarabiac kase i isc na wojne a nie jakies pitu pitu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
chlanie wódki to nie męskość to wada :O ja bym pogonila dziada który pije

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
no tak ,prawdziwy facet chleje i bije do tego :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×