Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

DreamDiver

Czy powiedzieć jej o chorobie? Kiedy?

Polecane posty

Witam. Mam bardzo poważny dylemat. Spotykam się z pewną dziewczyną od trzech tygodni i jutro odbędzie się nasze czwarte spotkanie. Nie mogę jeszcze powiedzieć, że jest moją dziewczyną, ale wiążę z tym wielkie nadzieje. Sądzę, że zdążyła mnie polubić i nie chcę żeby się to zmieniło... Jak dotychczas dawałem jej subtelne sygnały, świadomie bądź nieświadomie, że coś jest ze mną nie tak, ale nie wiem jak powiedzieć jej wprost o moim problemie. Chodzi o to, że choruję na bliżej nieokreśloną chorobę stawów, która polega na stopniowej degradacji chrząstki, co objawia się ich strzelaniem, przeskakiwaniem, sztywnością, a w odległej przyszłości powstawaniem w nich stanów zapalnych. Dotyczy to wszystkich stawów, zwłaszcza kolan, łokci, ramion. Szyja czy kostki nie są tutaj wyjątkiem. Od kilku lat chodzę po ortopedach, reumatologach i innych lekarzach, ale nie są w stanie dokładnie powiedzieć co mi jest. W tej chwili nie jest tak źle żebym nie był w stanie normalnie funkcjonować, jest w miarę stabilnie, ale jestem osobą, która myśli perspektywicznie. Co prawda znamy się praktycznie tylko trzy tygodnie, ale żeby nawiązać znajomość zbierałem się kilka lat, mniej więcej od momentu kiedy dowiedziałem się o tej przypadłości. Nie wyobrażam sobie, żebym mógł kochać kogoś innego niż ona. To nie jest zauroczenie, bo ono nie trwa latami... Kto nie był w tej samej sytuacji może nie zrozumieć, ale tak właśnie jest. Oprócz fizycznej strony choroby istnieje jej psychologiczny aspekt. Kompletnie mnie ona zdołowała. Początkowo wiązało się to z niespełnionymi ambicjami o byciu kimś lepszym. Chciałem dowieść sobie i innym, że stać mnie na więcej. Niestety przypadłość nigdy nie pozwoli mi już na uprawianie sportu, pójście na siłownię i generalnie na trzymanie formy czy poprawę sylwetki. Było to dla mnie bardzo ważne, bo sprawiało mi to ogromną satysfakcję i pozwalało mi być pewnym siebie. Był okres, w którym prawie się z tym pogodziłem, ale kiedy zauważyłem, że choroba powoli postępuje wpadłem w paranoję. Powoli wycofywałem się z życia towarzyskiego, odsuwałem się od znajomych i rodziny i zacząłem się nad sobą użalać. Straciłem pewność siebie i nie miałem żadnej motywacji. Wielu rzeczy z tego powodu nie zrobiłem, bo zacząłem siebie przekonywać, że każdy krok, który robię, każda czynność, którą wykonuje sprawia, że się zużywam. Teraz wiem, że było to stwierdzenie na wyrost, ale nie jest to do końca fałsz. Trwało to i w pewnym stopniu nadal trwa kilka lat. Dzień w dzień budziłem się z świadomością, że wszystko co robię jest bezcelowe, że nigdy jej nie poznam, a jeśli to zrobię to zniszczę jej życie. Rok temu musiałem zrezygnować ze studiów, bo nie wytrzymałem, ale planuję wrócić za rok, a w międzyczasie naprawić to co zepsułem. Od około miesiąca czuję się lepiej, przynajmniej w kwestii swojej psychiki. Ponownie mogę w miarę normalnie funkcjonować, poprawiają się moje kontakty z ludźmi, zaczynam tworzyć pewne plany na przyszłość, inwestować w siebie itp, ale konsekwencje życia w ten sposób kilka lat z pewnością są widoczne. Nadal mam problemy z pewnością siebie, samooceną, kiedy mi się pogorszy ze stawami miewam złe nastroje i wyrzucam sobie, że jeśli przerodzi się to w związek to będę dla niej utrapieniem. Mam spore zaległości w wielu sferach życia, w tym edukacyjnej. Jeżeli chcę wyjść na prostą i jednocześnie osiągnąć coś więcej, wycisnąć z życia co się da to będzie to wymagało ode mnie mnóstwo pracy. Boję się tylko, że kiedyś zabraknie mi sił i że nie będzie miała we mnie oparcia. Bardzo się staram żeby wziąć się w garść, ale często jest to trudne. I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, o której wcześniej nie wspomniałem... Jest to najprawdopodobniej choroba genetyczna (chorował na nią mój ojciec), o czym absolutnie nie mogę jej powiedzieć na tym etapie naszej znajomości. Boli mnie to, że kiedyś będę musiał jej o tym powiedzieć, ale chcę być z nią szczery. Ona opowiedziała mi o swojej sytuacji rodzinnej i o jej problemach, więc czuję się zobowiązany zrobić to samo. Chodzę już do psychologa i pojutrze mam spotkanie z trenerem osobistym, który doradzi mi w wielu kwestiach, ale moje spotkanie z nią odbędzie się jutro i naprawdę nie wiem jak podejść do tej sprawy. Pozdrawiam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
To jest oszustwo-zostawianie takich informacji na potem. Ale ja bym poczekała na Twoim miejscu. Planów małżeńskich jeszcze nie macie, dzieci to odległa przyszłość.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dlatego właśnie nie wiem co zrobić. Wiem, że to odległa przyszłość, ale teraz bardziej chodzi o to czy zaakceptuje mnie takim jaki jestem. Jestem jej winny wyjaśnienia żeby była świadoma dlaczego czasami zachowuję się tak, a nie inaczej. Ciężko jest mi to ukrywać tym bardziej, że ona opowiedziała mi o temacie, o którym nie rozmawia z każdym, o sytuacji jaka miała miejsce w jej rodzinie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×