Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość kamiillll11102

żywy karp :(

Polecane posty

Gość gość
mój kumpel karpia zawsze na żywca obrzynał z łusek, płetw itd wynajmowaliśmy razem mieszkanie i nawet poza okresem świątecznym lubił jeść karpia :) oczywiście zarżnietego własnymi rękoma :P jak przedmówcy: obrzynał go w zlewie :P łuski, płetwy, brzuch bez "znieczulenia" :D :D :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ja to bym go zarznął na żywca :D :D albo w maszynke do mięsa wcisnął żywcem hehe :D by go wycisneło ze wszystkim :D mój ojciec zostawia go w zlewie żeby się zadusił :D kiedyś wziałem nóż i go żywego skrobałem i podcinałem

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
najlepiej żywego w zlew władować i wrzątkiem :D :D oj by się wierzgał hehe jak byłem mały to ojciec kupił karpia ja go nazwałem pimpuś bo tak skakał w reklamówce :D ryczałem potem jak nie wiem bo go mama kazała zarzynać ;p a w tym roku.....zabiłem 3 sztuki :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ja kupiłem na święta karpia niby miał być ubity ale jak go mama z siatki włożyła do zlewu to ożył i zaczął brykać a ja jako chłop z jajami musiałem bo pozbawiać płetw i "wykończyć" :D zostawiłem go w zlewie żeby się "poddusił" i oprawiałem potem :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
do miski dziada włożyć bez wody albo garnka :) poleży straci siły i pociąć go, moj tata tak robił - wkładał go w miske zdzierał łuski brzuch mu zacinał a karp grzecznie leżał bo nie miał "wyjścia ucieczki" hehe :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
moja mama wkładała karpia do garnka i przykrywała pokrywką :D ja zawsze go kupowałem a ona go tam zamykała żeby udusić :) poleżał troche, powierzgał sie i w końcu udusił sie zawsze :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
przed swietami przyniosłem niby zabitego do domu ale ozyl mama go zostawiła chwile w zlewie i dobijała (skrobała, patroszyla) i zdechł ale fikał brykał i skakał

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
kiedyś pamietam jak przyszedłem do domu a tu siatka leży na stole i nagle cos sie w niej rusza :D otwieram a tu mama karpia kupiła żywego :D biedak leżał w tej siatce, mama robiła jakieś tam sałatki i mowiła że musi go zadusić bo nie będzie go biła w łeb tłuczkiem :p leżał z godzine chyba i tam go coraz sprawdzała albo ojciec czy już kończy żywot :D potem mu obrzynała płetwy itp a on jeszcze coś tam żył (chyba tylko sie poddusił)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
kiedyś moi starsi kupili karpia żywego :D patrze a tu reklamówka w zlewie, zaglądam - żywy karp :P potem go tata wyjął i patroszył a on skakał XD

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
raz mój starszy kupił karpia i biedak leżał w zlewie właśnie bez wody :( mama go tam płukała i w końcu go zatłukli chyba w głowę go czymś wybiła (aż sie biedak rzucał jak dostał :/ pewnie bolało)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ja kiedyś sam kupilem karpia, żywy w siatce :D moja mama mówiła ze go usmaży ale jak ja go ubije, niby był oszołomiony ale żył w tej reklamówce, w końcu mama się wkurzyła, do gara go pod pokrywke i tak dogorywał dopóki się nie udusił. mój kumpel kiedyś mówił, że owija go w ścierke, i bije go w łep tłuczkiem, wsadza w zlew i obrzyna z łusek i płetw itd i wtedy się nie wierzga :) swoją drogą biłem świnie 2 miesiące temu to była dopiero robota. brachol ją związał, polewaliśmy ją wodą żeby umyć - kwik niesamowity. zarzynanie to w ogóle się darła :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
mój brat zawsze zarzynał karpia :P ja akurat tylko się przyglądałem jak go tnie zazwyczaj go tłukł po łbie przez siatke albo wyjmował do zlewu i tam patroszył biedaka na żywca :O ogólnie zawsze kupował takie grube :D po kilkanaście kg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
to ja w grudniu miałem podobnie :D dziadek mnie wysłał na jakieś tam zakupy i mówi żebym kupił karpia tylko ubitego :P wstąpiłem na targ, wybrałem skurczybyka, wylądował na wadze i mówie do faceta żeby go bił od razu, to on go w łeb trzonkiem od noża aż karpik ogonkiem pomachał i tyle :D przekładam skurczybyka w domu z dziadkiem do miski - żyje hahaha, dycha, wierzga ogonkiem i chuj :P no to ja go za ogon przez szmate i skrobie mu łuski :P w końcu się w********m i mu zaciąłem brzuszek - ni ch***a bo nie dobiło go to :D wypatroszony dostawał konwulsji i zachlapal wszystko krwią. W końcu dziadek go postawił na brzuchu i tak go po łbie wybił tłuczkiem, że padł :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
btw. karp ma twardy brzuszek i jak nie jest ostry nóż to trzeba go po tym brzuszku "pomęczyć" :D swoja drogą to dziwne, że z bólu nie pada od razu jak mu się bebechy wyrywa :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
mój tata raz przyniósł karpia żywego :D gruby byczek.. do zlewu byka i go mordowaliśmy :) ja przytrzymywałem bo sie rzucal a tata skrobał aż przy skrobaniu brzuszka dostawał konwulsji i omal nie uciekł :D potem go dalej już nie tłukłem, tata mu uciął płetwy i dobił jakoś

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Mój tato zawsze walił karpia w głowę żeby go oszołomić a potem odrąbywał tasakiem głowę.Robił to bardzo szybko. Dopiero wtedy rybę patroszył i czyścił z łusek. Żadnego duszenia i patroszenia na żywca. Starał się by zwierzę jak najmniej cierpiało. Wasze opisy są sadystyczne-jakbyście czerpali przyjemność z agonii zwierzęcia. To chore.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gośjwnsndbsbnssć
Niedobrze mi jak to wszystko czytam :/ ku**wa

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ale sie czepiacie, że ktoś rybie żywcem płetwy uciął czy ja skrobał..mój ojciec zawsze tak robił i nic w tym nadzwyczajnego. Dziadek wiele razy ją wkładał w miske i tam sie po prostu dusiła - widziałem wiele razy jak sobie leży i kona - miejcie jaja chłopy :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ja co roku bije rybe.. mama przynosi żywego karpia, też ląduje w zlewie bo jest wygodniej gdyż się tak nie wyrywa przy czyszczeniu z łuski, jakoś mi go nie szkoda nigdy. kiedys z ojcem i jego kumplem prosiaka biłem to dopiero byla jazda jak wrzeszczał a my go nożem zarzynaliśmy w serducho :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Zjeść mięso to jedno, ale podniecać cię i cieszyć z zabijania i sprawiania żywej istocie bólu - to drugie i coś już z psychiką nie halo.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
aha a jak byłem mały i mama kupowała karpia żywego to zawsze mi go było szkoda jak leżał w tej siatce i czekał aż go ubiją :P albo jak go ważyli to też wiedziałem co go czeka..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
moja mama raz w zlewie właśnie karpia tłukła a raz mu spuściła wode z wanny i tam sobie leżał tzn skakał :D hehe a potem udusił sie i go przeniosła na stół i tam go tata ciął :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
mój syn wczoraj przyniósł karpia bo akurat naszło mnie żeby upiec ;) 2 kg żywego przyniósł, oszołomił tłuczkiem i go zaczełam skrobac z łusek a on znów odżył i mi pobrykał z pare minut :( ale stracił siłe i zdechl

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
kiedyś kupiłem karpia to mi źle go ubili i dalej żył troche skakał jak go przywiozłem do domu :P ale go tata zostawił w reklamówce i sie po prostu udusił :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
grrr mnie raz mama wyslala po karpia przytargałem go do domu w reklamówce przelożyłem w zlew i cóż mama go tam zaczeła pozbawiać łusek a biedak jeszcze żył taki pokaleczony :P musiałem go trzymać bo sie rzucał jak oszalały no ale w końcu po dłuższym skrobaniu / kaleczeniu nożem podogrywał i padł

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
to musi być cierpienie ostre jak go tak sie skrobie z łusek żywcem.. raz moj dziadek tak biednego karpia obdzierał niestety musiałem mu potem pomóc w pozbawieniu go płetw i ogona

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
u mnie syn kupuje żywego karpia albo syn albo mąż go wkłada do worka potem karp na desce w worku ląduje i któryś go 2-3 razy bęcnie tłuczkiem po łbie aż nie przestanie skakać ja go oprawiam i smażę

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×