Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość pantareja

gościć teściów raz w roku

Polecane posty

Gość pantareja

Mam problem z synem i synową. Często od nich słyszę: "Zadzwońcie jak będziecie chcieli przyjechać" (ale najlepiej nie przyjeżdżajcie). Tak nam ostatnio zapowiedziała synowa z synem. Jakiś czas temu gdy chcieliśmy wpaść na godzinkę usłyszałam, że są w domu ale są zajęci. Innym razem gdy dzwonił mąż z zapytaniem czy możemy przyjechać - też było podobnie (jesteśmy zajęci). W ciągu ostatnich 6 miesięcy zadzwoniliśmy dwa razy. Przejeżdżaliśmy obok ich domu parę miesięcy temu dość systematycznie (raz w tygodniu). Taką mieliśmy trasę przejazdową. Bałam się nawet zadzwonić do syna czy synowej, żeby znowu nie usłyszeć tego samego. Tak więc nie odwiedzaliśmy ich przez parę miesięcy (od czerwca do września). Syn i synowa też się nie odzywali, nie dzwonili.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pantareja
Wnuczka urodziła się w listopadzie. Widzieliśmy ją w szpitalu raz a potem do chrzcin w czerwcu byliśmy u nich raz czy dwa. Pewnego razu latem zrobiłam ser " Koryciński" a wiem, że obydwoje lubią sery. Wyszedł mi super. Pomyślałam, żeby zawieźć im na spróbowanie kawałek i przy okazji choć na chwilkę przytulić wnuczkę. Jadąc po trasie zadzwoniłam. Odebrał syn. Powiedziałam, że jesteśmy blisko ich domu i chcemy wpaść na chwilkę. Nie będziemy długo i nie chcemy robić im kłopotu. Wiecie co usłyszałam. - Jesteśmy zajęci. Nie przyjeżdżajcie. Wtedy zrobiło mi się na prawdę przykro. Powiedziałam, że nie będziemy wchodzić do ich domu, żeby nie robić im kłopotu. Poprosiłam, żeby tylko podszedł do bramki i coś ode mnie odebrał. Przystał na to aczkolwiek z tonu głosu wyczułam, że niechętnie. To był piękny słoneczny i ciepły dzień. Około 15.00 (sobota). Zadzwoniłam do bramki i wyszedł zza domu wraz z córeczką ( 8 miesięczną) na rękach (która wcześniej spała w wózku w ogrodzie). Powiedział, że dopiero co się obudziła. Pomachałam chwilkę do wnuczki, podałam mu ser i dwa słowa do syna - no to cześć, pa. Rozmowa - (przywiozłam wam serek, na spróbowanie, mam nadzieję, że będzie smakował) - odbywała się przez płot. Nawet bramki nie otworzył żeby się przywitać. Synowa była za domem w ogrodzie i nawet nie wyszła na chwilę, żeby pomachać, kiwnąć ręką czy się przywitać. Gdyby wyjrzała zza rogu domu, to pewnie wypadałoby jej zapytać, czy nie wejdziemy na chwilę na herbatę. Przy takim podejściu syna i tak byśmy nie weszli i uprzejmie podziękowali za zaproszenie. To, że jesteś niemile widziany - to się wyczuwa. Po około miesiącu rozmawiając przez telefon zapytałam - jak smakował ser? - Taki sobie. My takich serów nie lubimy. Zrozumiałam to chyba właściwie - w podtekście - więcej nie przyjeżdżaj i nie przywoź nam sera, bo cię o to nie prosimy. Co mam myśleć o synu i synowej - sama nie wiem. Nie chodzi o ten ser, żeby dziękowali czy coś w tym stylu. Od września poprosili nas, żebyśmy raz w tygodniu przyjeżdżali na parę godzin po opiekować się wnuczką. Stwierdzili, że zależy im na tym, żeby ich córeczka miała kontakt z nami, dziadkami. W tym czasie synowa miała wychodzić z domu na 5 -6 godzin, taki był ich plan. Tak było do końca grudnia. Cieszyłam się na każdy przyjazd i zabawę z wnuczką. Uważałam, że młodej mamie należy się czas dla siebie, żeby odpocząć od domowego kieratu i od dziecka. Od stycznia wnuczka idzie do żłobka. Synowa wraca do pracy. Zapowiedziała nam, że teraz jak będziecie chcieli zobaczyć wnuczkę i przyjechać to wcześniej zadzwońcie, bo możemy mieć swoje plany. Jeszcze gdy była w ciąży powiedzieliśmy im, że nie będziemy przyjeżdżać, jeśli nas nie zaproszą. Nie będziemy im robić kłopotu. Oni jednak uparcie pozostawali przy swojej wersji - ależ możecie przyjeżdżać kiedy tylko chcecie. Ale wcześniej macie zadzwonić. - Tylko wcześniej dzwońcie! No ale kiedy dzwonimy wcześniej - słyszymy to samo - jesteśmy zajęci, albo mamy plany itp. Dzwonimy bardzo rzadko. Raz na miesiąc, dwa miesiące (żeby nie było, że ich zamęczamy, narzucamy się lub jesteśmy wścibscy). Syn nie dzwoni częściej jak raz na kwartał. No może częściej, gdy czegoś od nas potrzebuje. Gdy chciał pieniędzy na szczepionkę to potrafił do nas zadzwonić a nawet przyjechać po pieniądze. Minęły święta. Byli u nas gośćmi w drugi dzień świąt. Po świętach usłyszałam, że moje potrawy świąteczne były obrzydliwe. Jedli z obrzydzeniem i tylko dlatego, że byli głodni i nie było nic innego. Wiecie co przyrządziłam? Same chude wędliny i mięsa (takie jak lubią a tak przynajmniej myślałam). Wszystko przepyszne. Ale syn ponoć się obraził na mnie (tak powiedziała synowa) bo nie było drobiu, a oni jadają tylko drób no i mięso, które sami kupują w sklepach. Moja szynka, schab nie odpowiadały im i jedli je ze wstrętem bo nie było nic innego. Piękne podziękowanie za święta. Pomyślałam potem, że to chyba będą ostatnie święta u mnie w domu. Od 6 lat zawsze u mnie i zawsze niezadowoleni. Prezent imieninowy dostałam od syna na drugi dzień świąt (oczywiście bez życzeń). Syn już wychodząc położył torebkę na szafce i powiedział, że zapomnieli, że miałam w Wigilię imieniny. Czy ktoś może mi wytłumaczyć - co to jest za zachowanie? Czy mam do syna lub synowej dzwonić i napraszać się a potem usłyszeć - nie mamy czasu, mamy już plany itp. Czy być konsekwentnym i czekać aż zaproszą. Ale tak to mogę się nie doczekać. Czy moja synowa aż tak nas nie cierpi? Domyślam się, że ma problemy z tolerancją i akceptacją. Mąż jest po udarze więc trochę gorzej mówi. Widać, że ją to denerwuje. Jest osobą aż nadto asertywną i przekonaną jedynie do swoich racji. A z tym ich zapraszaniem to jest tak - można liczyć na ich zaproszenie raz na rok lub rzadziej. Albo wcale. Co myślicie? Wydaje mi się, że syn i synowa mogą nas znieść nie częściej jak raz na rok.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
jak macie tylko jednego syna to jest źle, jeśli macie więcej dzieci to ich po prostu olejcie, bo nic dobrego z nich nie wyrosło, chyba mają za dobrze

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Przeczytalam wszystko i nim sie wypowiem zapyta czy macie jedno dziecko.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
zerwać wszelkie kontakty, jeśli coś będą chcieli to gonić, innej rady nie ma, to jest nie normalne, kiedyś się im noga podwinie to zobaczą jak to jest

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Przeczytałam Twoja wypowiedź autorko i aż mi się wierzyć nie chce, że to może by prawda. A jeśli jest, to przeraźliwie smutna. Chyba czas najwyższy pogodzić się z tym, że nie macie syna i jego rodziny. Konsekwentnie nie przyjeżdżać, przez telefon powinnas pierwsza kończyć rozmowy, gdy syn zadzwoni raz na kwartał. Odmawiać wszelkiej pomocy. A żaby was żal i tęsknota nie pogrążyły, zapiszcie się do jakiegoś stowarzyszenia seniorów czy na uniwersytet III wieku. To będzie dla was odskocznią. Poznacie nowych ludzi i pewnie spotkacie się z różnym osądem tego problemu. Poznacie tez problemy innych, będziecie mieli stałe zajęcia i przestaniecie się zachowywać tak, jakby syn i jego rodzina byli całym waszym światem. Bo nie są!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Przykre to trochę, sobie teraz uświadomiłam, ze ja też nigdy teściów nie zapraszam. Tzn na urodziny, wiadomo, ale tak bez okazji nie. Ostatnio byli miesiąc temu, bo synek miał zabieg i chcieli go przytulić po wybudzeniu, ze taki dzielny. Sama chodzę do nich jak muszę. Mąż tam jest codziennie, czasem syna bierze, czasem mały sam dzwoni do dziadka ze chce iść. Ma trzy lata. Rok temu w wakacje był tam co drugi dzień. W tym roku nie, bo co pytałam to wnuczka była i nie dała sobie rady z małym niemowleciem i synem. No, ale to już przegięcie bardzo. Nie wiem co powiedzieć. Ja swoich nie lubię, ale synka daje tam jak tylko mogę, bo widzę jak się z niego cieszą ( z wzajemnością).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
A może jakoś ich obraziliście?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
obrazili bo dawali za mało kasy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pantareja
Dziękuję wszystkim czytelnikom. Szczególnie za zrozumienie. To dla nas trudne - spojrzeć prawdzie w oczy - ale chyba macie wszyscy rację po trochu. Nie patrzyłam w ten sposób na syna i synową, ale czas chyba na zmianę podejścia. Oddalibyśmy im serce, ale i tak to byłoby za mało albo niepotrzebne. Jeszcze raz dziękuję za wsparcie. A już zastanawiałam się - co ze mną jest - nie tak?. Teraz dostrzegam inną stronę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×