Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

miaaim

Uczuciowe dylematy.

Polecane posty

Zacznę od tego, że mój problem składa się z kilku spraw… Mam 18 lat. Poznałam pewnego chłopaka prawie 2 miesiące temu, napisał do mnie, a ja na początku nie byłam za bardzo zainteresowana (wspólni, nielubiani przeze mnie znajomi i ogólnie nie zawrócił mi w głowie). Odpisywałam mu raz na jakiś czas, nieraz na odpowiedź czekał cały dzień, po czasie zauważyłam, że robi wszystko, by mnie zatrzymać, zaczęliśmy pisać całymi dniami, pisało mi się z nim bardzo fajnie. Rozmawialiśmy czasem w szkole, potem spotkaliśmy się raz, drugi, kino, zakupy, zaczęło nas do siebie przyciągać, pocałowaliśmy się, kiedy się nie widzieliśmy tęskniliśmy za sobą. Jednym zdaniem udało mu się: zdobył mnie. Zaczęłam o nim myśleć, chciałam mieć go przy sobie. Potem zaprosił mnie do siebie, przeżyliśmy cudowne chwile, było romantycznie, ale nie, nie przespaliśmy się ze sobą. Powiedział mi, że już jak mnie pierwszy raz zobaczył, stwierdził, że musi mnie poznać, bardzo mu się spodobałam. No ale tak jak szybko do czegoś doszło, tak szybko zaczęło się pieprzyć. Zauważyłam tak jakby on powiedział sobie, że już nie musi się starać. Nie był w ogóle rozmowny, krótkie wiadomości, spotkania raz na 2 tygodnie. Nie robił sobie z tego nic, a ja zaczęłam oswajać się z myślą, że to się zaraz skończy, byłam przygnębiona, a on nie widział w tym nic złego, zachowywał się jak gdyby nigdy nic. Zaczęłam czuć się jak zabawka, szczególnie kiedy myślał o mnie w kategorii zaspokojenia swoich potrzeb, pisał mi pikantne sms’y, a nasze spotkania też składały się głównie z namiętnych chwil, mało było w nich rozmów, poznawania się inaczej niż fizycznie. W dodatku jego znajomi i moi też wypytywali, czy jesteśmy razem, a ja nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, bo żadne z nas nigdy nie wyznało sobie uczuć, a ja się w nim zauroczyłam. Mówiłam wtedy, że to skomplikowane, ale spotykamy się. On jest z zamożnej rodziny, ma wszystko, czego chce, nie ma żadnych zmartwień, jest beztroski, a do wszystkiego podchodzi bez stresu, jakby z każdej sytuacji zawsze znalazło się wyjście. Ja wręcz odwrotnie – ja od dziecka mam sporo zmartwień, spowodowanych przez kłopoty finansowe i problemy rodzinne, przez co nie zapraszam go do domu i nie wiem, kiedy to zrobię, po prostu boję się reakcji, bo on jest rozpieszczany i nie wiem, czy jest świadomy tego, że niektórzy miewają takie sytuacje w życiu, gdzie brakuje pieniędzy i jest naprawdę ciężko. Nie każdego stać na piękny, ogromny dom. Nawet nie potrafię mu się zwierzyć, boję się wyśmiania. Myślę też, że nie pasuje do jego otoczenia: dzieci samych wykształconych ludzi, wyjeżdżających na drogie wakacje kilka razy w roku, korzystający w pełni z życia. Dla niego wszystko jest tak na luzie, mnie dręczy tysiące myśli o nas, jaki to ma sens, czemu tak bardzo się zmienił? Może po prostu nie pasujemy do siebie. Osiągnął co chciał i teraz już tak będzie? Napisał mi, że mu na mnie zależy, że jestem dla niego ważna, ale tylko w momencie, w którym sama zaczęłam go o to pytać, po prostu chciałam to zobaczyć. Nadal tkwimy w tym martwym punkcie. Wiele osób pewnie powie mi, że to bez sensu, że jestem idiotką, że godzę się na coś takiego, że mam znaleźć sobie kogoś innego, ale ja wiem, że cholernie będę za nim tęsknić, ponieważ to pierwszy chłopak w moim życiu, na którym mi zależy, wcześniej to ja musiałam kończyć różne znajomości, bo oni chcieli coś więcej, a ja nic nie czułam… Ale czy chłopak, który coś czuje do dziewczyny, zapomina o niej na cały dzień, nie potrafi z nią normalnie porozmawiać? Nie wiem, co robić, czy rzeczywiście powiedzieć mu, że nic z tego nie będzie, bo przeszkadza mi jego olewanie mnie i powinien mi pokazać, że nie jestem mu obojętna, czy dać szansę, nadal spotykać się co jakiś czas i to po prostu zaakceptować, a może mieć nadzieję, że się to zmieni?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Frajer jakiś. Daj se spokój.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
to jakie macie znaki z zodiaku? tzn. czym tak do siebie macie pasować, co jest do stracenia?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Chodzi tu głównie o to, że ja się zamartwiam. I pewnie, mogę powiedzieć, że nie mam nic do stracenia, ale jednak nie interesują mnie niezobowiązujące relacje, oczekuje czegoś od niego, poczucia bliskości, żeby mnie wysłuchał, potrafił pocieszyć. Ale on podchodzi do tego całkiem inaczej, tak jakby inaczej rozumiał definicję związku (o ile tak można nazwać naszą relację).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
w takiej relacji masz też z drugiej strony duuuzo do stracenia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
No tak, mam, mogłabym dać sobie z nim spokój i jednak czekać na tego "idealnego", ale i tak wiem, że jeszcze przez długi czas nie przestałabym o nim myśleć, tym bardziej, że widujemy się w szkole.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×