Gość gość Napisano Czerwiec 15, 2016 Minęło już tydzień i jeden dzień od operacji... Oto moja mała historia... Ponad miesiąc temu powiedziałam mężowi, że po stosunku powinniśmy zrobić "świece" przez moją szyjkę macicy. Chyba obydwoje mało w to watpilismy, po 2 latach "luźnego seksu", a jednak... cud... jeszcze przed terminem miesiączki pozytywny wynik testu! ... serce biło mi jak szalone, ale trzeźwo obydwoje czekaliśmy do dnia miesiączki. Nie nadeszła... następne testy - pozytywne. Nadszedł pewien wtorek... nagłe krwawienie, szybki telefon do przychodni, wizyta za godzinę. Lekarz mówi, że nie wie czy jestem w ciąży, jeśli chce mogę zrobić sobie beta HCG i łykać wit C. Zrobiłam beta - mówi ze jestem w ok 7 tyg, powtórzyłam za dwa dni - spadło... pierwszy raz w życiu wzięłam urlop na rządanie tego dnia. Od tego momentu już powoli dopuszczałam do siebie myśl, że poronieniu. Następna wizyta o lekarza- już innego - diagnoza ciąża pozamaciczna - skierowanie do lekarza. Nie pamiętam jak dojechałam do domu. Na drugi dzień z samego rana byłam w szpitalu, nie minęły 3 h, a już widziałam tylko światła na suficie, kiedy panie pielęgniarki wiozly mnie na salę operacyjną. Pękło - krew - zaśnięcie - obudzenie. Straciłam prawy jajowód. Straciłam maleństwo, które było pod moją opięką. Przeraża mnie myśl, że czuło ból, że musiało odejść. Dwa dni po wyścigu ze szpitala, kiedy bliscy mówili " będzie dobrze, następnym razem się uda" ja myślałam, jakim następnym? Nie chce następnego. Udało się, straciłam dziecko i jeszcze teraz jestem płodna tylko 50 %. Mija tydzień i jeden dzień. Za 2 tygodnie mam kontrolna wizytę u swojego nowego ginekologa , który wtedy nie olał mnie, tylko wysłał do szpitala. Dziś myślę o tej wizycie z nastawieniem - aby pani doktor przygotowała mnie do następnej ciąży. Mam nadzieję, że nie będę musiała czekać aż 6 mies. Pomimo strachu chce zaryzykować. Proszę trzymajcie kciuki, aby ta mała fasolka trafiła w bezpieczne miejsce... Udostępnij ten post Link to postu Udostępnij na innych stronach