Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Zostałam sama

Polecane posty

Gość gość

Nie ma już nikogo. Muszę radzić sobie sama. Mentalnie, bo finansowo etc. są jeszcze rodzice...Choć i to chcę zmienić w ciągu najbliższego roku. Choć uczę się tego od dłuższego czasu, to jednak dziwnie mi z myślą, że nie będę miała wsparcia od nikogo.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ktoś, z kim miałam jeszcze bliski kontakt, nie odzywa się do mnie od 2 tygodni... Odpisywał, dopóki ja pisałam. Na próbę przestałam pisać - nie obchodzę go. Wiem doskonale, że nie jest "bardzo zajęty". W dodatku jeszcze miałam spore problemy ze zdrowiem, takie, że prawie wylądowałam w szpitalu - gdyby był prawdziwym przyjacielem, martwiłby się...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ile masz lat,ze tak przezywasz samotnosc

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
24. "Że tak przeżywasz samotność"? Ja od paru lat jestem prawie sama, i w końcu mnie dopadło. Jestem młodą osobą, a czuję się, jakbym już była odcięta od całego świata

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
nie jestes sama,jestes wolna.duzo ludzi w zwiazkach czuje sie rownie samotnie jak ty,a to chyba najgorsze.dopadla cie glupia chandra i tyle.obejrzyj jakas dobra komedie.jutro spojrzysz inaczej na wszystko.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
To nie jest chandra, od paru tygodni mam gorszy nastrój. A teraz jak widze, że olewa mnie OSTATNIA osoba, poleciał jeszcze bardziej w dół. W dodatku mam nadal problemy ze zdrowiem. Myślałam właśnie, żeby sobie coś obejrzeć, tylko szukam jakiejś dobrej z inteligentnym humorem ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Hm, i tutaj mały odzew...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
sama to zostaniesz, jak umra twoi rodzice i ewentualne rodzeństwo i bliższa rodzina wtedy będziesz mogła sobie ponarzekać a teraz, to panno, zostawił cie chłopak, może pierwszy, ale na pewno nie ostatni a dorosłe życie właśnie tak wygląda, że jest sie SAMODZIELNYM, a nie ciągle wisi komuś na garbie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ewa.... nikt mnie do cholery nie zostawił. Nie miałam faceta od 7 lat. Tak, jestem sama, bo oni są obok, ale nikt mnie nie wspiera psychicznie. Ciągle wrzask, wyzwiska... przez braci ignorowanie. długo radziłam sobie bez. Byłam nawet szczęśliwa. Ale teraz, jak doszły problemy zdrowotne, cholernie brakuje kogoś bliskiego. Nie, nie kogoś, kto zrobiłby coś za mnie. Ale wsparł mnie, zrozumiał, trzymał kciuki...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
dziewczyno moze ty masz stany depresyjne. idz do psychologa.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
tez czulam takie osamotnienie. wybralam sie do psychologa. po kilku wizytach czuje sie lepiej. moze nie mam super zycia o jakim marze, ale uswiadamiam sobie ze moje szczescie a takze to poczucie samonosci zalezy tylko ode mnie i da sie cos z tym zrobic. wcale nie trzeba umierac z beznadziejnosci

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie, nie mam depresji. Nie dewaluujmy tego pojęcia. To jest po prostu odpowiedź na to, jakie mam życie. Tyle.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
to nie jest depresja. ale jak wolisz

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
JA też chodziłam na terapię. Nic mi to nie dało. Problem jest o wiele bardziej rozległy. Mi nie trzeba tłumaczyć, że szczeście zależy tylko ode mnie - wiem o tym. Szukałam go i nawet trochę znalazłam. Ale ja się boję zrobić cokolwiek wśród ludzi. Iść na zajęcia związane z moimi zainteresowaniami. Tak jak pisałam, problem jest szerszy. Na pewno jest do ogarnięcia, ale nie odkryłam jeszcze drogi do rozwiązania go, choć szukam od lat. A ostatnio brakuje mi na to sił. Staram się trzymać. Ale czasem mam ochotę usiąść i płakać, płakać... Czuję się tak beznadziejna, że się śmieję, że przy życiu trzyma mnie chyba tylko takie ADHD - krótkie okresy aktywności, gdzie próbuję robić milion rzeczy naraz, oczywiście żadna z tych rzeczy zazwyczaj nie wychodzi, ale jestem "zaktywizowana".

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
22:51 chyba właśnie napisałam - nie, to nie jest depresja. Ewa słoneczko - myślisz, że o tym nie myślę? nie mam z nimi bliskości emocjonalnej, ale jak pomyślę, że moja matka czy ojciec by umarli - mam ochotę skoczyć z okna. A oni jeszcze o siebie zupełnie nie dbają, prosi się ich, a oni nic - nawrzeszczą na ciebie bardziej, że głupi jesteś. Ostatnio krzywdę bym sobie zrobiła, bo mamie się coś działo, ale nie chciała dokładnie powiedzieć, co. Chory dom ze wszystkich stron. Tak się żyć nie da.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ja bylam u 4 psychologow zanim trafilam na kogos kto mi pomaga. powiem krotko- nie tylko ty mialas traumatyczne przezycia, a to czy cchesz sobie pomoc zalezy tylko od ciebie. tutaj nie znajdziesz odpowiedzi. pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Moje życie już teraz jest beznadziejne, a pewnie będzie bardziej - pod pewnymi względami może się w końcu poprawi, ale pod pewnymi - może nigdy. Więc nie pierdol mi rzeczy oczywistych.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
22:55 ja łącznie byłam u 2 plus sesja hipnoz. Ja nie wierzę, że to by mi pomogło, wiesz z jakiego względu? z takiego, że nikt ci nie przetłumaczy tego, że zerowe osiągnięcia życiowe, ludzie cię odrzucający etc to jest coś normalnego. Mój były terapeuta na moje żale, że nie jestem w stanie rozwijać hobby, popatrzył na mnie i mówi 'no, ale ma przecież pani studia'. No tak, mam studia. Studia, na których tak naprawdę marnuję czas, bojąc się na nich odezwać. Za 2 lata odbiorę dyplom, który nie da mi zatrudnienia nigdzie. Druga terapeutka - próbowała mi podbijać poczucie włąsnej wartości, opierając się... na moim wyglądzie. Jestem mimo wszystko zapisana do kilku ośrodków na listę oczekujących, ale kiedy coś by się zwolniło - trudno powiedzieć...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
czy to moja wina, że dotąd się nie poprawiło (w sumie to się poprawiło! od niewychodzenia z domu przez miesiąc do regularnego wychodzenia, łączenie studiów z pracą przez pół semestru). No, ale powinnam być idealna. Mieć faceta, koleżankę (jesteś p******a że nie masz żadnej koleżanki - twierdzi mama. No tak, tylko to nie jest tak, że ryję nosem po monitorze - wiele razy próbowałam gdzieś ludzi wyciągać, nawet urządzałam imprezę - jakoś nie chwyciło). Chłopaka? a kogo? tego ostatniego, który chciał mnie tylko do seksu? Albo kogoś, kto był zajęty, a mimo to umawiał się ze mną sam na sam, narobił mi nadziei, po czym wyszło szydło z worka?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Idę sobie poczytać. Dobranoc.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość dorota xyz
moze zaczne sie podpisywac bo chyba myslisz ze piszesz z 2 osobami. tak wiec pop*****le ci troche i moze cos wyda sie znajome. moja historia- w rodzinie beznadzieja, nie mam wsparcia ani finansowego ani psychicznego, skonczylam studia ktore nic mi nie daja, mieszkalam w 5 miastach caly czas zaczynajac od poczatku, zblizam sie do 30 , a moj zwiazek nie jest idealny, nie mam nikogo do pogadania, wyjscia na piwo, czy impreze. nigdzie nie mam korzeni, niczego nie dokonalam, nie wiem gdzie zmierzam, nie chce mi sie walczyc i zaczynac od nowa. moje zycie to praca i samotnosc. a innym jakos wszystko sie uklada

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Co jest nie tak z twoim związkiem? Dlaczego go ciągniesz, skoro tak się w nim czujesz....?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość dorota xyz
brak jest porozumienia, zrozumienia i sluchania- glownie ze strony mojego partnera. ciagnelam glownie ze wzgeldu na strach przed samotnoscia i ze sobie nie poradze.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Współczuję... ja teraz tracę "przyjaciela", który okazuje się być kiepskim przyjacielem. Ale już od jakiegoś czasu to podejrzewałam. Ostatnią rzeczą, w jaką chciałam sie wpakować, byłaby zależność od obcej osoby. Od rodziny też nie powinnam, myślałam o wyprowadzce w ciągu najbliższego roku. Chcę od października iść do nawet 2 prac jeśli dam radę, przyzwyczaić się do tego na dobre... (wcześniej pracowałam ciągiem max 3 miesiące) no i może złapać coś bardziej na stałe. Żeby mi siły i zdrowia starczyło tylko.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ale ty z nim nadal jesteś? Dlaczego myślisz, że nie poradziłabyś sobie bez niego? Psychicznie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość dorota xyz
moj chlopak byl mojm najlepszym przyjacielem/przyjaciolka przez 10 lat a popsulo sie jak zostalismy para. malo mowisz o szczegolach tego co sie dzieje ale powiem ci tyle-zawsze jest inne wyjscie z sytuacji. nie zawsze po twojej mysli i trzeba sie zmierzyc z czyms czego boisz sie jak diabla. ale mozliwe ze to jedyny sposob zeby wyjsc ze schematu ktory sprawia ze jestes nieszczesliwa. ja sie dopiero tego ucze, ale juz nie jestem taka biedna, samotna i bezczynna jak 3-4 mc temu

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość dorota xyz
jestem z nim bo przez wiele lat zastepowal mi rodzine. i odkad ja sie zmienilam widze zmiane takze w nim. on tez zobaczyl ze jednak cos moge i troche zaczal sie obawiac ze odejde wiec i zaczal sie starac. balam sie ze nie poradze sobie finansowo, ze jak go zostawie to nie bede miala ani 1 osoby do ktorej chocbym mogla zadzwonic zapytac co slychac.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja się rzadko na żywo lituję nad sobą. Oczywiście, że jest wyjście z sytuacji. Tylko do tego jest potrzebna minimalna pewność siebie. A jak ją mieć, jak cię wszyscy po kolei odrzucają, albo też nie rozumieją/nie chcą nawet zrozumieć, jak nie masz praktycznie ŻADNYCH osiągnięć w swoim dorosłym życiu i ponosisz naprawdę wiele porażek. Ciężko z tym jest. Nawet jak byłam w pracy, to czułam się tak niekompetentna, że na szkoleniu robiłam głupoty, których lepiej nie opisywać. Szkoleniowiec tylko wybałuszał na mnie oczy... No,a potem nie umiałam się otworzyć, wszyscy wrzucili mnie do jednego wora i znowu z tej pracy odchodziłam (a raczej kończyłam zlecenie) z lekkim niesmakiem i wspomnieniem wielkiego stresu. Ale i tak wolę pracować i mieć swoją kasę, niż wyciągać ją od rodziców. Ja już od 13-14 roku życia sama zarabiałam na sprzedażach, na swoje zwierzaki etc. Teraz nawet ich już nie mam, więc wydaję na siebie, ale przez wakacje nie znalazłam nic na stałe, mimo że szukałam codziennie, przeglądałam chyba każdy portal z ogłoszeniami, wysyłałam CV etc. Tylko zlecenia jednorazowe.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ale to nie jest wsparcie. To znaczy, to jest sztuczne. Jeśli ktoś się (łaskawie!) zaczyna starać o kogoś tylko na takiej podstawie, to nie jest prawdziwa miłość, bliskość. Ale może jeszcze wierzę w ideały. Pewnie i związki to jest takie przetrwanie, tak jak w "dżungli życia". I trzeba to zaakceptować.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×