Gość gość Napisano Wrzesień 29, 2016 Cześć wszystkim. Chciałabym opisać wam swój problem i oczekuje jakiejś rady. Nie przebierajcie w słowach, może należy mi się opierdziel :) Do rzeczy. Mam 21 lat. Mój facet 28. Jesteśmy ze sobą od roku i 5 miesięcy :) znamy się nieco dłużej bo dokładnie w mikołajki stukna dwa lata. Na początku jak to w każdym związku. Fajerwerki. Oboje się staraliśmy ale on o wiele bardziej. Niespodzianka za niespodzianka :) Później pierwsze wrażenie i zakochanie minęło i zaczął się drugi etap związku. Nie wiem jak go nazwać. Mniejsza o to. Problemy dnia codziennego i dzielenie się z nimi z ukochaną osobą. Bo przecież od tego jest :) Wszystko pięknie ładnie kolorowo raz lepiej raz gorzej jak to w życiu bywa :) Przejdźmy do sedna sprawy. Od jakiegoś czasu nam się nie układa. Szukałam przyczyny wszędzie aż w końcu chyba ja znalazłam. W sobie. Być może. Mój facet z osoby która starała się aż nad to przestał się starać. Nie ma już tych pięknych słów co kiedyś. Nie przytula mnie już tak często jak kiedyś. Sex, z tym ok, jego zdaniem nie miał lepszej kochanki. Nie ważne. Przejdźmy do mnie. Wiele osób mi powtarzalo żebym nie szukała problemu w sobie ale sami oceńcie. Na początku związku nie pokazywałan tego ze bardzo mi zależy. Raczej wszystko stopniowalam. Często zartowalismy. Nawet z tych poważnych rzeczy robiliśmy sobie jaja. Byłam wtedy pewna siebie bo on dawał mi ta pewność powtarzając mi ze mnie uwielbia i inne piękne słowa. Teraz tej pewności siebie nie mam w ogóle. Jemu to przeszkadza. Uważam że są lepsze i chciałby każda tylko nie mnie. Swego czasu byłam zazdrosna i to chorobliwie. Ogarnęłam głowę jak usłyszałam ze ma tego dość i woli siedzieć sam w domu niż ze mną. Kolejna sprawa to moja reakcja na różne sytuacje. Jestem nerwowa. Zbyt nerwowa. W każdej rzeczy doszukuje się czegoś złego. Robie dziwne awantury jak chce gdzieś wyjść a jak nie to przygadam coś głupio i wtedy traci ochotę na wyjście. Moje zachowanie wygląda następująco :(pierwsza lepsza sytuacja i tak jest prawie z każdą) była niedziela. Chciałam jechać do galerii na zakupy nie planowaliśmy tego wcześniej wiec zadalam pytanie czy że mną pojedzie. Nie powiedział nie, zadawał tylko pytanie po co i powiedział ze nie ma ciuchów i musiałby jechać się ogarnąć. Strzeliłam fochem,poleciał tekst a z kolegami to jeździsz, wyszłam z pokoju. Panika. Wróciłam i przrprsszslam a on i tak ze mną pojechał.. Tak jest często. Właśnie po tej sytuacji usłyszałam ze on się zaczyna nad wszystkim zastanawiać nad tym czy chce ze mną być rzecz jasna. Tydzień później na weselu u znajomych usłyszałam ze chyba do siebie nie pasujemy ze jestem nieogarnieta wszystkiego się boje ze nie jest już tak samo jak kiedyś i to wszystko takie jest bo jest. Sam przyznał mi rację ze się nie stara. Prosiłam go żeby mnie zostawił skoro tego chce. Po co ma tracić czas. Oczywiście było oprócz tego milion pytań i obiecane po raz kolejny ze się zmienię. Stwierdził że jest już za późno. Os tego momentu nie poeuszalam juz więcej tematu. On tez nie wrócił do rozmowy. Jesteśmy razem. Nie wiem co mam o tym myśleć. Jest w miarę okej. Stara się: sam z siebie naprawił mi samochód, itp itd. Ja tez chce się Zmienić! . Kolejne moje wady to chyba to ze zrobiłam się jego służąca sama z siebie. Zawsze w niedziele jak się budzi stoi śniadanie. Pomagam zawsze kiedy trzeba nieraz rzucam wszystko i pędze na pomoc. Nieraz zostawiam koleżanki i pędze do niego. Za każdym razem po kłótni pierwsza wyciągam rękę. To chyba tez duży błąd. Powiedzcie mi mogło to wpłynąć na jego zachowanie prawda? Udostępnij ten post Link to postu Udostępnij na innych stronach