Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

kinga44414

Wtrącająca się matka

Polecane posty

Zacznę od początku. Urodziłam dziecko mając 18 lat. Razem z chłopakiem od razu myśleliśmy o wspólnym życiu oraz o wspólnym wychowywaniu dziecka. Sama myślałam o tym żeby zrezygnować ze szkoły i zająć się dzieckiem, ale moja matka stwierdziła, że skoro i tak siedzi w domu to dopóki będę w szkole ona zajmie się dzieckiem. Jeszcze sama nie wiedziałam jak bardzo pożałuję tej decyzji. Zaczęło się od tego, że niby nie ma tyle miejsca w domu żeby mój mąż mógł się wprowadzić. Później mówiła, że będąc w technikum mam na pewno dużo nauki i muszę się uczyć, więc ona chętnie zostanie z dzieckiem jeszcze 2 godzinki. Zdawało się, że ona na serio tylko pomaga, aż gdy dowiedziała się, że na chrzestną matkę nie chcę wziąć swojej siostry (z którą niestety nigdy nie miałam dobrych relacji) i zamiast niej będzie siostra mojego męża. Matka zaczęła płakać i twierdziła, że chcemy ją do grobu wpędzić, że nigdy nie słyszała o takich zwyczajach i niestety ustąpiłam jej. Po tej sytuacji było coraz gorzej. Im bardziej nalegałam, żeby dała nam żyć po swojemu, tym bardziej ona chciała ''pomagać''. Kiedy tylko wspominałam o wyprowadzce ona wpadała w szał i znów zaczynała płakać, wyrzucać mi czego ona dla mnie nie zrobiła i mówić, że będę złą córką zostawiając ich samych sobie. A ona coraz bardziej przeginała. Kiedy tylko usłyszała płacz, wpadała nam do sypialni i lulała dziecko. Bez mojej wiedzy poszła zapisać dziecko do przedszkola, tłumacząc ''ty i Sylwia chodziłyście, więc ona też musi iść''. Nie obchodziło ją to co my o tym myślimy. Nie docierało do niej to, że chcemy ją wychowywać po swojemu. Zaczęła uczyć dziecko, że tata jest ''fuj''. Bywało, że brała ją do łóżka i szła z nią spać. Moje interwencje oczywiście kończyły się porażką. Nie pomagały prośby ani groźby. A ostatnią akcją zwaliła nas z nóg. Wczoraj Siedzieliśmy z nimi i piliśmy herbatę, a córka chciała zostać z nimi chwilę i się pobawić. Stwierdziliśmy, że mimo wszystko, nie możemy zamykać jej kontaktów z dziadkami i zgodziliśmy się. Poszliśmy do siebie a po 20 minutach zrobiło się cicho. Poszłam sprawdzić co jest a tam ani ojca ani matki ani mojego dziecka. Zdenerwowana dzwonię do niej, a ona mówi mi, że są w drodze do lekarza bo Laura ma katarek. Spytałam tylko czy dobrze się czuje biorąc moje dziecko do lekarza w niedziele o godzinie 19. Kiedy wrócili oczywiście Laura zdrowa jak ryba. Oczywiście miarka się przebrała i nakrzyczałam na nią jak nigdy w życiu. Mąż proponuje przeprowadzkę i przestać utrzymywać z nimi kontakt. Ale to jednak moi rodzice. Co robić??

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie rozumiem czemu jeszcze sie nie wyprowadziliscie Nie musisz zrywać z nimi kontaktu ,po prostu idźcie na swoje bo tak to nic sie raczej nie zmieni Ewentualnie postaraj sie z nimi porozmawiać

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Mamusiaporazdrugi
Mialam identyko sytuacje, doslownie tylko mialam wtedy 23 lata. Jak bym czytala o swoich rodzicach, jedynym wyjsciem byla wyprowadzka tak daleko ze nie mogli nas w sklepie nawet widziec, powiedzialam ze sie wyprowadzam po jednej z wielu klotni o to jak zyjemy i jak oni by chcieli zebym zyla, nie wierzyli ojciec mowil ze wroce z placzem a ja na to ze choc bym z glodu zdychala nie wroce, rzucilam wszytko swoj zaczety dom naprzeciwko ich domu, zabralam manatki meza dziecko samochod i pojechalam, 2 tyg pozniej wrocilam po swoje rzeczy, ojciec nie wyszedl z pokoju a matka udawala ze ma zawal ale zabralam wszystko co moje i dziecka i pojechalam. Nie odzywalam sie 3 mies, wkoncu mama sama zadzwonila, niby sie pogodzilismy ale dalej byla butna, odwiedzalam ja ale wracalam do siebie. Bylo nam ciezko nie moglam isc do pracy, maz mial daleko do swojej, czesto lewdo starczalo nam do 1 ale mialam spokoj i robilam to co chcialam i jak chcialam, chowalam swoje dziecko jak chcialam. Po roku wzielismy kredyt i dokonczylismy swoj dom, teraz mama codzien jest u mnie i rozmawiamy jest normalnje ale zal zostal troche o tamto. Jest ok bo wie ze nie moze mna rzadzic, nie chce stracic kontaktu z wnukiem, zrozumiala ze nie moze sie tak wtracac, teraz mowi ze najlepiej sobie w zyciu radze ze najbardziej jej sie podoba jak zyje, ze jakos jedyna z 3 rodzenstwa mam wszytsko zadbane dziecko takie madre. Zaluje tylko ze tak pozno sie wyprowadzilam. Jak masz mozliwosc wyprowadz sie bo to sie nie zmieni poki nie naucza sie ze musza cie i twoja rodzine szanowac a tylko w ten sposob to osoiagniesz skoro nic nie pomaga.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×