Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Problem z narzeczoną

Polecane posty

Gość gość

Witam, jestem z narzeczoną już 5 lat. Od 3 mieszkamy razem. Za kilka miesięcy bierzemy ślub. Problem w tym, że nie wiem czy chce tego ślubu. Dziewczyna jest często agresywna, nie radzi sobie z emocjami. W złości uderza, wyzywa, wywala rzeczy z szafy, niszczy je itp. Czasem nie wiem co spotka mnie w domu. Jest zazdrosna, często sprawdza moją poczte / telefon. Posądza mnie o wiele rzeczy. Mieliśmy od początku dużo problemów czy finansowych czy innych - ale dawaliśmy radę (choć wg mnie ona od zawsze taka była). Te ataki są mniejsze lub większe, częstsze lub rzadsze. Chciałem z nią iść do specjalisty, ale 'ja sobie poradze sama'. Ślub mamy dopięty na ostatni guzik, wszystko opłacone. Kocham ją bo spędziliśmy mase dobrych chwil, wiele problemów pokonaliśmy - ale z tym sobie kompletnie nie radzę. Nie daje jej powodów do zazdrości, nie obrażam jej i nie wprawiam w kompleksy. Po prostu - nie daje już rady z tym...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
odwolaj slub , i nie patrz na to ze wszystko juz zalatwione ze slubem , ja tez sie wachalam przed slubem z innych powodow ale myslalam tak jak ty ze juz wszystko pozalatwiane i ze jakos to bedzie , nie bylo , po slubie bylo jeszcze gozej bardzo zalowalam , po 3 latach sie rozwiodlam, i kosztowalo mnie to kupe nerwow , jesli masz jakie kolwiek watpliwosci to odwolaj slub

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Z tego co piszesz, dziewczyna nie nadaje się na żonę, a nawet do związku. Związek nie polega na tym, że czasem ma być dobrze. Twój partner powinien: - radzić sobie z własnymi emocjami - umieć rozmawiać o problemach - szanować Ciebie - zapewniać Ci poczucie bezpieczeństwa. Moim zdaniem powinieneś nie tylko odwołać ślub, ale rozstać się na kilka miesięcy, przestać razem mieszkać. Jeśli po ich upływie okaże się, że dziewczyna podjęła leczenie i będziecie chcieli do siebie wrócić - zrób to, ale nie planuj ślubu przez kolejny rok.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
W małżeństwie dojdzie wam jeszcze wiecej stresu i nerwów. Jak się pojawią dzieci to jest prawdziwa jazda bez trzymanki. To jak ona sobie wtedy poradzi? Jeżeli nie pójdzie do specjalisty to na twoim miejscu poważnie b sie zastanowila nad tym ślubem. To jest twoja decyzja, obyś jej nie zalowal.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ona myśli o dzieciach i chciałby je mieć. Ja wiem, że to pięknie wygląda u kogoś - gdy śliczny bobas leży sobie grzecznie, uczy się chodzić itp. Na tle tego co się u nas zdarza, nie mam pewności co będzie. Już nawet nie chodzi o mnie ale po co krzywdzić dziecko. Mieszkamy u teściów, oni wiedzą co sie dzieje. Trzaskanie drzwiami, krzyki itp - tego nie da się nie zauważyć. Kwestia rozstanie nie jest dla mnie czymś najtrudniejszym, po prostu brak mi odwagi na rzucenie tego wszystkiego. Po wielu latach mam wreszcie bardzo dobrą pracę i stać mnie na zapewnienie dobrobytu rodzinie, zaaklimatyzowałem się w nowej miejscowości no i przede wszystkim darzę uczuciem moją dziewczynę, bo to nie jest tak że miłość wygasa. Boję się zaczynać wszystkiego od nowa - szukanie pracy, powrót na stare śmieci i pewnie szukanie mieszkania. Przechodziłem to już tyle razy (razem z nią), że chciałbym stabilizacji. A tą na chwilę obecną mam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie możesz wynająć czegoś w miejscowości w której obecnie mieszkasz? Masz dobry kontakt z "teściami"? - Pytaj o radę! Nadal uważam, że nie powinieneś się z nią żenić. Zrób to najwcześniej rok od zauważalnej zmiany jej zachowania.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
a ja się nie zgadzam z wami. co to znaczy że dziewczyna nie panuje nad emocjami? sama mam za sobą kilka związków i teraz potrafię się z obecnym dogadać a z poprzednim (w sumie dwoma) jak nie nawrzeszczalam nie jeblam czymś to nie działalo. mogłam sobie gadać jak do ściany. dlatego tez nie wyszlo... ale więc to może nie jest z nią coś nie tak tylko po prostu to sa wasze zwiazkowe problemy??? skoro krzyczy trzaska drzwiami i się kłócicie to ewidentnie widać ze cos jej nie pasuje prawda? wiec moze trzeba by porozmawiać o co chodzi a nie robic z niej wariatke i ojejku jaka z niej będzie zla matka. tematy typu jak mieszkacie i gdzie, pieniądze, potomstwo, obowiązki domowe, rachunki biznesy kredyty itd... powinniście mieć omówione przed slubem a nie ze "jej wina bo sobie nie radzi".

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
aha i najpierw rozwiązać te problemy a potem się żenić. nie odwrotnie. natomiast jezeli dzuewczyna z natury jest agresywna i furiatka to przeciez nie od dzis widzisz to i nie od dziś ci to nie odpowiada i takiej zony nie chcesz wiec sie nie zen. proste!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
gość dziś Wg Ciebie osoba, która wrzeszczy i bije partnera, rozwiązuje problemy we właściwy sposób?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
10:10 oczywiscie że to nieodpowiedzialna idiotka. Autorze, po ślubie będzie jeszcze gorzej. Normalny człowiek panuje nad emocjami, a nie zachowuje się jak rozjuszone zwierzę. Dlaczego jesteś taką doopą wołową i pozwalasz na takie zachowania? Dlaczego tak długo tolerowałeś jej chamskie wyskoki? A może taki układ ci dopowiadal: ty biedna sierotka, upokarzana przez wybrankę serca? Chłopie opamiętaj się.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
inaccessible89 oczywiście że nie uważam że narzeczona rozwiązuje problemy we właściwy sposób reagując agresją. ale nie wiemy skąd się to bierze bo autor nie pisze. czy jest to kwestia źle odłożonego widelca przez narzeczonego czy np tego że narzeczona prosi przyszłego męża o wyniesienie śmieci 4ty dzień i w piątym dostaje szału? znam taką historie dziewczyna była uosobieniem spokoju normalnie oaza. jednakże tak przeobrazila się w rozjuszone zwierzę bo słowa jek w żaden sposób nie docierały do partnera. więc kiedy 20 raz odgrzewala narzeczonemu obiad a on 23 pisal ze za 5 min bedzie tp koedy usiadl do tego zimnego obiadu z laskawoscia swą i jeszcze stwierdzil ze zimne to ta opanowana kolezanka wstala i wylala mi ta zupe na głowę. tak więc można? pytam skad się biorą zachowania partnetki? jesli zawsze taka była to co się narzeczony nagle obudził ? czy może w zwiazku jest brak porozumienia i komunikacji i stad ta agresja. pomijam tez fakt ze swoimi wątpliwościami co do ozenku autor woli się podzielic na forum niz porozmawiać z narzeczona wiec cos jest na rzeczy....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Zgadzam się z inac Takie zachowanie nie jest normalne i nie do usprawiedliwienia. Będziesz autorze w ciężkich tarapatach jeśli zdecydujesz się na ślub. Był tu kiedyś facet, który pisał o 'żonie z odpałami'. Toczka w toczkę Twoja prawdopodobna przyszłosć. Ten wątek nazywał się 'chcę się rozwieść z żoną' czy jakoś tak. Spróóbuj znaleźć, bo to będzie dla Ciebie bardzo pouczająca lektura. Osobo, która pisała o zimnej zupe Ta koleżanka wcale nie była oazą spokoju. Po co wydzwaniać i pytać co 5 min za ile ktoś będzie? Przyjedzie, to sobie odgrzeje. Nakręciła się niepotrzebnie i tyle. Prawdopodobnie wylać mu tę zupę na łeb planowała od dawna:) Ale to już inna historia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
gość dziś Wiemy, skąd to się bierze. Z głowy dziewczyny. Czy facet źle odłożył widelec, czy 5 dni nie wyniósł śmieci - a obiecał - szału to nie usprawiedliwia. Jak nam nie odpowiada partner, to go zmieniamy, a nie dyscyplinujemy i katujemy. Jednorazowe wylanie zimnej zupy na głowe a awantury i bicie to inny kaliber. Ja bym nie odgrzewał. "czy może w zwiazku jest brak porozumienia i komunikacji" O, na pewno. "i stad ta agresja" Nie, agresja jest z chorej główki dziewczyny. "pomijam tez fakt ze swoimi wątpliwościami co do ozenku autor woli się podzielic na forum niz porozmawiać z narzeczona wiec cos jest na rzeczy...." Tak? A ja myślałem, że autor właśnie o tym pisze, że "jest coś na rzeczy".

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Zmykaj chlopie poki nie jest za pozno. Po slubie bedzie jeszcze gorzej. Skonczysz jak wrak nerwow z rozwodem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
To nie jest tak, że 'żale' wylewam na forum i czekam na pomoc z nieba. Rozmowy kończą się tym, że za dwa dni jest to samo. Stosowałem różne taktyki, bo chciałem to naprawić. Ale tu nie uśmiechne się do teściowej - wojna, zrobie coś nie po jej myśli - wojna. Dla niej wzór męża to jej tatuś, czyli budowlaniec - ciągle majstrujący itp. Jak ja coś zrobie to albo to skrytykuje, zrobi wojne o to i po jakimś czasie przyzna 'fajnie to zrobiłeś itp.'. O tym żeby z nią o czymś porozmawiać, wyżalić się - nie ma mowy. Obwinia moją rodzinę o wszystko, mimo że są normalni - starają się nam pomóc - nie widząc tego, że u nas prywatności nie ma w ogóle (teściowie, cała rodzina i nawet takiej kłótni na spokojnie nie można zrobić - bo wstyd przed wszystkimi). Czytałem na tematy agresji, braku kontroli itp. no ale tak jak pisałem - owszem ona chciałby gdzieś isć ale sama, i jeszcze nie teraz i w ogóle to na razie bez sensu itp. Czasem czuje się jakbym już dziecko wychowywał, trzeba ją prosić np. jak jest chora - zażyj lekarstwo (i to nie tak że raz, dwa - tyle że z 15-20min. muszę się o to starać), o to by nosiła okulary (choćby po domu) itp. Ja odpuszczam 3/4 sytuacji, nie dla tego że nie mam racji czy zrobiłem coś złego - po prostu dla komfortu psychicznego, napiętej sytuacji i wojen. Jak zrobi mi obiad - to słyszę o tym przez tydzień, jak ja coś zrobię - to 'raz na rok coś zrobisz' itp. Jestem normalnym facetem, pomagam w domu (gotuje, sprzątam - wymieniamy się tym - kto jest w domu to się tym zajmuje), ogarniam dom zewnątrz, dbam o finanse itd. Nie jestem ciapą co siedzi przed tv i pije piwo. A czy nie mam jaj, że tak ciągnę ten związek. Nie wiem, jak byłem mały zawsze mi wpajano - jak coś się psuje - naprawiaj, nie wymieniaj na nowe. Może to naiwne podejście, pewnie tak. Pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ludzie to nie maszyny, nie da się ich ot tak naprawić. Rób, co chcesz. Ale Twoje dylematy nie znikną po ślubie. Tendencja jest przeciwna. Przyznaję, że nie rozumiem takich ludzi, jak Ty. Jak słucham o takich problemach, to pierwszym wnioskiem, który mi się nasuwa, to że mają problem z logicznym myśleniem. Umiesz myśleć logicznie? To się wysil trochę. Chodzi o TWOJĄ przyszłość. O CIEBIE. O ŻYCIE, które masz jedno.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
A może problem leży w tym, że ty tam mieszkasz? A nie możesz się wyprowadzić, a nie znosić chamstwo i tyranię narzeczonej? Jeżeli ona robi to nieświadomie, to ok. - rozumiem. Ale skoro proponujesz specjalistę i twierdzi, że sobie sama poradzi, to jest coś na rzeczy. Mnie się wydaje, że wykorzystuje twoją dobrą wolę i czeka na rozwój wypadków,ile to jeszcze udżwigniesz. Chłopie, czy nie możesz raz jej się postawić i zażądać kategorycznie lekarza albo koniec bajki. Czy wolisz swojeż ale wylewać na kafe. Człowieku, obudż się..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Powiedz, jak mogłeś tolerować przez 5 lat takie zachowanie? Aha, ty ją kochasz. Ślepa miłóść to jest tylko do dzieci, a pozostale to trzeżwe patrzenie na świat i umiejętność przewidywania. Wiem, fajnie się gada, ale też mialam poważne problemy....i w końcu miarka się przebrała i zakończyłam ziązek definitywnie, a zaręczynowy pierścionek zwróciłam. Dlaczego nie chcecie wynająć jakiegoś mieszkania i sprobować wspólnego życia. Chłopie, bądż mężczyzną, a nie pierdołą tolerujące jej chore zagrania.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Miłość rozumiem i dlatego może ją nie rań odwołaniem ślubu ale zaproponuj terapię, jakąś pomoc, psychologa ale wspólnie tam idźcie. na spokojnie powiedz jej co Cię boli.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Zdradzę Ci tajemnicę - naprawić związek możesz tylko jeśli druga osoba tego chce i się do tego przyczynia. Im więcej czytam z tego, co piszesz, tym bardziej jestem za tym, byś nie tylko zerwał zaręczyny, ale i - definitywnie - znajomość z tą panią. W każdym razie ja na Twoim miejscu wiałbym aż by się kurzyło :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Przede wszystkim musisz uświadomić sobie, że siedzisz po uszy w związku, który z różnych względów wygląda na toksyczny. Pakowanie się w ślub jest w tym momencie najgorszym, co możesz zrobić, nie tylko patrząc na to z twojej perspektywy, ale także mając na uwadze dobro twojej partnerki. Przy takich problemach emocjonalnych, o jakich piszesz, twoja partnerka powinna już dawno zasięgnąć porady psychoterapeuty. Problem w tym, że taka osoba najpierw musi przyjąć do wiadomości, że potrzebuje pomocy, a następnie zgłosić się po tę pomoc dobrowolnie, nie ze względu na czyjeś namowy, ale ze względu na swoje własne dobro. I nawet w takim wypadku ślub należałoby przełożyć przynajmniej do czasu, aż będą widoczne pierwsze pozytywne, w miarę ustabilizowane rezultaty terapii. Jeśli partnerka nie wykazuje takiej świadomości - przykro mi, ale w takim wypadku nie ma co liczyć na zmianę jej zachowania w przyszłości. Prawda jest taka, że możemy zmieniać jedynie samych siebie i na tym koniec - nikt nie jest w stanie zmienić drugiego człowieka, nawet mimo najlepszych chęci i największych uczuć. Lata spędzone z partnerką na pewno robią swoje, ale nazywajmy rzeczy po imieniu: to nie jest zdrowy związek, a już na pewno nie jest to związek, na bazie którego można stworzyć zdrową, dobrą rodzinę. Na pewno sporo trzyma cię w tym związku. Tego typu relacje mają to do siebie, że uzależniają i to uzależnienie interpretujemy czasem jako miłość - ale nie można mówić o miłości tam, gdzie nie możesz szczerze porozmawiać z partnerką, gdzie ciągle musisz uważać na każde słowo i każdy gest, gdzie nie ma zaufania i szacunku (bo jej zachowanie ewidentnie świadczy o braku zaufania i szacunku). Jak można godzić się na to wszystko w imię źle pojętej miłości i źle ukierunkowanego pragnienia stabilizacji? Trwanie w takim związku to nie przejaw chęci "naprawiania", bo nie da się nikogo naprawić (każdy dobry terapeuta ci to powie). To raczej przejaw tego emocjonalnego uzależnienia, o którym było wcześniej - ale zdrowy rozsądek jest w stanie to przełamać, więc zdrowego rozsądku powinieneś teraz posłuchać. Masz jeszcze szansę zakończyć ten związek, zaleczyć rany, znaleźć dla siebie pomoc - bo podejrzewam, że będziesz jej potrzebował, czy to ze strony fachowca, czy choćby ze strony serdecznych przyjaciół, znajomych, rodziny - a w przyszłości masz szansę wejść w nową, pozytywną relację. Znaleźć prawdziwą, dobrą stabilizację. To nie jest prawda, że miłość musi boleć, musi krzywdzić i musi wszystko znosić - jeśli w imię miłości musisz wyrzekać się samego siebie, to nie żadna miłość, tylko jej skrzywiony, spaczony obraz. I choćbyś nie wiem, co o sobie myślał, niczym sobie nie zasłużyłeś na trwanie w czymś takim, nikt na to nie zasługuje. To, że piszesz tutaj i wyrażasz swoje wątpliwości jest najlepszym dowodem na to, że twój zdrowy rozsądek działa jeszcze całkiem nieźle - coś wewnątrz ciebie wie, że brniesz nad przepaść i że czas zmienić kierunek zanim będzie za późno. L.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Minęło około 2 tyg. Przez te ostatnie 2tyg. raz spałem w samochodzie - a drugi raz na ziemi. Była szczera rozmowa, rozmawiali też rodzice i tłumaczyli. No i poskutkowało, na 4-5 dni. Na niektóre jej zarzuty zwyczajnie nie chce mi się odpowiadać, bo to jak tłumaczenie dziecku. Jest jak tykająca bomba, zależna od humorów i nastawienia. Postanowiłem skończyć z tą farsą (mimo tylu lat spędzonych), nie potrafie wytrzymać w takiej atmosferze. Musiałbym ciągle chodzić na szpilkach, uważać na każdy krok, przepraszać za każdym razem i wychwalać jej urodę, dziękować że mam tak cudną dziewczynę itp. - zostawiając rzeczywistość gdzieś daleko w tyle. Żyć w eterze podejrzeń, tłumaczeń - nie mając nawet grama swobody. Związek zrył mi mocno psychikę, zapomniałem co to śmiech i wygłupy. Za to doskonale wiem co to jest ciągłe ujadanie, krytyka i ciche dni. Postanowiłem rzucić wszystko i definitywnie popalić mosty za sobą. Wracam do rodzinnych stron by później wyruszyć do centrum PL. Zajmę się sobą, odpoczne od tego wszystkiego i zaczne żyć na nowo. Jak ktoś jest w takiej sytuacji jak ja, jak ma jakiś problem - to mimo że mam charakter walczaka - radzę odpuścić. Gra do jednej bramki nie ma sensu - liczy się zespół. Jedna osoba nie wygra całego meczu, choćby nie wiem jak się starała. To tyle. Pozdrawiam, Mikołaj.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×