Odpowiedz na ten temat

praca w ryłko

  • gość 2017.08.03 [09:18]
    Hej, zaczęłam pracę w Ryłko, zastanawiam się nad umową, ponieważ kierownika nawet mi jej nie pokazała. Powiedziała, że na koniec miesiąca podpiszemy. A co ze świadczeniami? Co do pobierania klientów to zauważyłam to już pierwszego dnia, miałam klientów chętnych do zakupów a laska która była ze mną na sklepie ciągle.proponowala coś innego i moi klienci się ostatecznie rozmyślali. Na szybko pierwszego dnia pracy pokazali mi jak obsługiwać kasę, robić zamówienia itd. Nic nie zapamiętałam i tylko nerwy zjadam. Ogólnie praca na chwilę obecną nie wydaje się tak tragiczna jak piszecie ale pracuje dopiero kilka dni i patrząc jak kierowniczka ochrania innych to jakoś mi to nie bardzo pasuje. Pozdrawiam
  • gość 2017.10.12 [18:47]
    Właśnie kończę swój trzeci i na szczęście ostatni miesiąc pracy w tej 'firmie'.
    Tak jak poprzednie wpisy- jeden wielki wyzysk, a na rozmowie obiecane kokosy. Może dla kogoś kto nigdy wcześniej nie pracował takie sytuacje mogą się wydawać normalne, ale nie jest to moja pierwsza praca. Jest to jedyne miejsce w którym z trudem wytrzymuję zmianę, z bardzo spokojnej osoby zmieniłam się w kłębek nerwów. W ciągu zaledwie trzech miesięcy zdarzyło się wiele sytuacji, że np proszono mnie o przyjście w dzień wolny. Ok, jest płacone za godziny ale mając dzień wolny nie zawsze chcę czy mogę przyjść,na przykład dlatego że mam własne życie. W miejscu w którym pracowalam jest stała grupa pracowników, a jedna czy dwie osoby ciągle się zmieniają po miesiącu, góra trzech. Nawet gdy któraś z nich coś zrobi źle to kryją się nawzajem i pomagają, ale nie nowej osobie, na tę wszystko idzie do kierownika.
    'Szkolenie' jest prowadzone przez pozostałych pracowników, a to że każda z kilku osób mówi co innego to szczegół. I tak jest twoja wina ze czegoś nie wiesz, kij że ktoś inny źle Ci powiedział /pokazał. Osoby te nie mają pojęcia o tym jak powinno wyglądać szkolenie pracownika. Ponadto za 'szkolenia' nie dostalam wynagrodzenia, właściwie nie dostalam go za dwa tygodnie pracy (prawie 30h), które kierowniczka nazwała szkoleniem. Gdy pierwszego dnia zapytałam o umowę dostałam odpowiedź że podpiszemy ją na początku miesiąca, a dopiero podpisując okazało się że nie dostanę pieniędzy za te 30h które pracowałam w poprzednim miesiącu. Pracowałam, a nie szkoliłam się, bo nie muszę się szkolić żeby umieć posprzatac magazyn czy przyjąć dostawę i obsługiwać klientów.
    Tak jak wiele wpisów powyżej - nie ma przerw, jak jest chwila to idź zjeść kanapkę, ale jeśli przyjdą ludzie to nawet jej nie dokończysz bo wołają.
    Nie masz żadnych praw bo przecież umowa zlecenie, pomimo ewidentnego stosunku pracy.
    Zastanawiam się nawet czy nie powinnam isc z tym wszystkim do PIP.
    PS. Byty maja niezłe, ale lepiej kupić przez internet, niż słuchać 15 minut pracownika który MUSI sprzedac akcesoria do butów. Nawet gdy klient je ma,nie może odpuścić, bo inaczej będzie słuchał niezadowolonego kierownika.
  • gość 2017.10.12 [21:57]
    Tak to prawda, bylam co chwila pytana czy nie jestem w ciazy, bo chcialam miec umowe! Jesc nie bylo kiedy, nawet jak szlam sie napic to byl problem. Na sklepie byly kradzierze i co miesiac ponad 2.000zl manka. Zostalam zwolniona w dniu podpisania umowy, bo kierowniczka stwierdzila " ja sie ciebie boje, ze ty mi jakas kontrole naslesz" czyzby miala cos do ukrycia? Oczywiscie wyplaty nie dostalam. Tylko nie potrzebnie nerwy zjadlam a moglam z mezem spokojnie w domu posiedziec puki jeszcze mial urlop. Okropnosc!

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...