Pamiętam pas wojskowy mojego ojca - siał postrach i do tej pory kiedy mi się on przypomina mniej lubię moich rodziców.
Wydaje mi się że w latach kiedy dorastałam normy i wzorce wychowawcze były po prostu inne. Dzieciaki dostawały lanie za czasami głupoty a czasami za poważnie głupie lub niebezpieczne zachowanie. Moi rodzice (głównie ojciec, bo mama i babcie wybrały trzepaczki do dywanów i kapcie jaki narzędzia zbrodni) lali za poważne złe zachowanie i tylko kiedy rozmowa nie pomagała. Ale już na przykład druga babcia tłukła wszystkie wnuki trochę z nudy chyba.
Bardzo zapadł mi w pamięć przykład kiedy u nas w rodzine dorośli używali przemocy na dzieciach jako sposobu wychowania. Mam kuzynkę która była i nadal jest po prostu krnąbrna. Na urlopie u cioci (na wsi, duża rodzina więc kuzynostwa się zjechała banda na wakacje) był pies do którego dzieciom nie tylko nie wolno było podchodzić/dotykać itp, ale nawet spojrzeć mu w oczy lub przejść przed kojcem trzymając kij w rękach bo był to pies świetny do ochrony nieruchomosci ale bardzo agresywny do wszystkich oprócz właściciela. Kuzynka jak możecie zgadnąć nie tylko zignorowała codzienne ostrzeżenie i poszła do tego psa, ale jeszcze z kijem i zaczęła go nim przez siatkę kojca szczuć. Pies silny i rozzłoszczony, siatkę wyrwał z podmurówki w trzy sekundy, wylazł i ją ugryzł w udo, tylko raz ale poważnie. Po fakcie wrócił do kojca i spokojnie czekał na konsekwencję swego czynu. Ojciec kuzynki z właścicielem wyszli na podwórko, wypytali dzieciarnię co się stało i tak: właściciel psa zbeształ i naprawił kojec. A wujek zanim kuzynkę zapakował do dużego fiata żeby wieźć na pogotowie tak jej trzasnął po tyłku pasem za głupotę że bardziej chyba ryczała od tego pasa niż od ugryzienia. Żadne z dzieci później już nie próbowało powtórzyć jej wyczynu i z tego co widzę grupa kuzynów i kuzynek która była tego świadkami zwierzęta domowe traktuje bardzo dobrze teraz.