Mnie rozwala próba usprawiedliwienia męża, że nic nie robi. Może ja się otaczam samymi złymi żonami i dobrodusznymi mężami, ale w moim otoczeniu nie ma faceta, który po powrocie z pracy (bardzo często fizycznej) nie chwyciłby się za mopa, odkurzacz czy zwyczajnie sam by czegoś nie ugotował do zjedzenia, bo on biedaczek pracował, a żona to "pewnie nic nie robiła albo wykonuje mało ambitną pracę" (swoją drogą, to ona sama robie robi roast przyznając się, że jest mało ambitna), bo to jest tak samo dom faceta, jak i kobiety i w jego obowiązku również należy utrzymanie w nim porządku. Ona to raczej się zachowuje jak taka trade wife, bo mój mąż ciężko pracuje, a ja i tak nic nie robię, to mogę zrobić wszystko za niego.