Przecież powiedziala wczoraj jedzac burgera jasno "na co komu sex...? Ona bedac w związku z Thomasem wolala jezdIc do dealz lub zamawiac kolejne miski ,kubki i inne badziewia, plus bez przerwy alkohol i żarcie z knajpy -to jej dawało szczęście, do tego miała szofera,lokaja, sluzacego, menadzera w sołtysie ,a nie kochanka. Myślała, że ta idylla będzie trwac wiecznie. Nie pomyslala że moze on sie w koncu na nia wypnie i dojdzie do wniosku że ma dosyć wieczne pijanej belkoty,nie potrafiacej zadbac w zaden sposób o ten związek tylko brac ,żądać i wymagać. Ja sie pytam w zamian za co? Ani segzu,ani obiadu ani pomocy w czymkolwiek...kto normalny by to na dłuższą metę wytrzymal?