Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Bernadetta12345

Zarejestrowani
  • Zawartość

    14
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutral
  1. Bernadetta12345

    Co zrobić z tą miłością...?

    Wiesz...trudno powiedzieć czy szkoda.Ja się męczyłeam od miesiąca w tym toksycznym zwiazku...oczywisvie napisał do mnie smsa, bo nie zdążyłam zablokować telefonu, z pretensjami że on pracuje a ja się gniewam na niego itd. Być może i pracuje... Ale ja jestem po operacji , zmarła mi.mama, leżę odcięta od świata przez korona wirusa w szpitalu i naprawdę nie mam zbyt wielkich wymagań.W niedzielę kiedy on nie pracuje chciałabym żeby zadzwonił do mnie na 15 min...nawet tego się nie doczekałem... Ja wiem że chciałby mieć opcję awaryjna...trzyma na w zapasie...Ale nie...Nie zdał egzaminu u mnie...I zniszczył uczucie...teraz już nie...
  2. Bernadetta12345

    Co zrobić z tą miłością...?

    Dziękuję wszystkim którzy to czytali...dziękuję za opinie.Zamykam wątek, więc na koniec podsumowanie. Dzisiaj zakończyłam ten związek. Jak codzień napisał smsa...nie miał czasu zadzwonić A ja nadal w szpitalu samotna. Wysłałem parę zdjęć z komórki...piękne...W seksownych ......enkach...letnich z dopiskiem, że mam nadzieje ze do lata będę zdrowa.......enki faktycznie robiły wrażenie.. kilka przymierzalam na ślub w zeszłym roku i akurat miałam na zdjęciach. Po czym w kolejnym smsie napisałam że to koniec...że się zawiodłam...żeby już był łaskaw nie.pisac.Dla pewności zablokowałam to i wylądowałem numer. Powiem Wam że mi ulzylo...nie będę tak traktowana już...nie będę niczyja zabawka...powoli będę wracać do zdrowia.Takiej huśtawki emocji nie chce sobie fundowac... Dziewczyny jeśli to czytacie weźcie sobie do serca.. Poczułam.ulge...wreszcie spokój...pewnie jeszcze będę płakać wiem, ale najgorsze już mam za sobą, wyzwolilam się z toksycznego związku...
  3. Bernadetta12345

    Co zrobić z tą miłością...?

    Wiesz tak...Masz rację.Tylko dla mnie jest już to męczące...Nie będę dla nikogo zabawką, mam swoją godność.Jesli facet w niedzielę nie ma czasu do mnie zadzwonić...to trudno.Niech wie co stracił...On jest starszy ode mnie o 10 lat, żaden z niego Apollo..Ja to faktycznie kochałam A teraz to już nie jestem pewna.Bo nikt nie zgodzi się na takie traktowanie...Nawet gdybyśmy się teraz spotkali, to już nic z tego nie będzie.. ...
  4. Bernadetta12345

    Co zrobić z tą miłością...?

    Wczoraj w sumie trochę przeżyłam szok jak rozmawialiśmy i się tłumaczył, że jest chory i źle się czuje..Twierdził że on tak ma, że jak się źle czuje to woli pisać niż rozmawiać, że trochę spał w ciągu dnia i że może mu to przejdzie do wiosny jak będzie lepsza pogoda No sorry ja na telefon od niego do wiosny czekać nie będę...Ale jedyne co jest dla mnie dziwne to to, że jak się wylączyłam dość szybko, od razu przesłał mi SMS miliony całusow emotek, zapewnień że myśli cały czas i tęskni... Mam wrażenie że na jakiegoś socjopate trafiłam...Po co on to robi? Wlasnie to jest dla mnie bardzo zagadkowe, bo kupy sie nie trzyma...
  5. Bernadetta12345

    Co zrobić z tą miłością...?

    Czyli doradzacie mi nie odpisywać?...ktoś to musi przeciąć...
  6. Bernadetta12345

    Co zrobić z tą miłością...?

    Dziękuję za opinie...Wiesz to wszystko mnie po prostu przerasta..jestem po operacji...świeżo po śmierci Mamy...I jeszcze ten korona wirus...Rozmawiałam z nim i twierdzi że mu zależy...Ale ja widzę że i tak z tego nic nie będzie.W takiej sytuacji jak jestem każdy mężczyzna postąpił by inaczej. I nie chce się tu oklamywac...Powiedziałam mu, że jeśli nie akceptuje mojej choroby niech mi powie wprost...Przykro mi tylko ,że on mnie oszukuje, bo coś niestety za tym stoi...
  7. Bernadetta12345

    Co zrobić z tą miłością...?

    Pisałam około 15 że źle się poczułam...faktycznie jakoś mięśnie mnie bolą...gardło.Juz jest lepiej na szczęście...Odpisał dopiero teraz, dość lakoniczne, jednym zdaniem. Nie odpisałam...Nie.odbiore też telefonu, trudno najwyżej będzie to koniec...O ile już nie jest...
  8. Bernadetta12345

    Co zrobić z tą miłością...?

    Pytałam...twierdził, że nic się nie zmieniło...Doradzcie mi co zrobic.. Może powinnam się odsunąć już zupełnie...dziś jest niedziela i ciężko mi uwierzyć, że nie miał czasu do mnie zadzwonić.Owszem pisaliśmy, ale dawniej rozmawialiśmy godzinami...to on głównie potrzebował kontaktu. Ja sie nie narzucam...nie dzwonię do niego pierwsza...również nie pisze pierwsza, więc nie zameczam go...Wiem, że przestraszył się mojej choroby.Byc może chce to skończyć... Jak dzwoni odbieram i rozmawiamy normalnie i być może sztucznie podtrzymujemy coś, co już nie istnieje... Jak mam się przekonać czy jemu zależy czy też jest to już koniec związku? Nie odbierać telefonu? Nie odpisywać od razu?...Nie mam pojęcia...
  9. Bernadetta12345

    Co zrobić z tą miłością...?

    Nic się nie zmieniło niestety...dalej rozmawiamy że sobą...niby jest w porządku a nie jest.Meczy mnie fakt, że wiem że coś jest nie w porządku...intuicyjnie to wyczuwam.Dzieli nas 250 km...przez ten nieszczęsny korona wirus nie możemy się spotkać...wiadomo, nawet bym nie zaproponowała.Jak długo mam tak trwać? On teraz w gospodarstwie ma sporo pracy fakt, ale dziś niedziela...owszem smsy od rana...Ale jakoś nie ma tej potrzeby żeby do mnie zadzwonić. Dziwna sytuacja...chciałabym znać prawdę..A chyba jej nie poznam...
  10. Bernadetta12345

    I chcę i się boję

    Tak...Tak jest czasem, ale najlepiej skończyć stary związek zanim się rozpocznie nowy.
  11. Bernadetta12345

    Co zrobić z tą miłością...?

    Tak to fakt...aczkolwiek przyjechać faktycznie nie mógł...Telefoniczne wsparcie absolutnie by wystarczyło w jego i mojej sytuacji. Po co mężczyźni niektórzy tak szybko deklarują swoje uczucia? Czyżby po prostu niedojrzalosc? Jesli tyle sobie obiecujemy, planujemy...gorzej potem ,,spaść na ziemię,, niestety...
  12. Bernadetta12345

    Co zrobić z tą miłością...?

    Tak wiem...choć ostatnio odczułam potęgę tej choroby. Zastanawiam się tylko czy ja w ogóle nadaje się do związku... Może być i tak, że jest przestraszony...Powiem tylko jedno dziewczyny, nie dazcie do szybkich deklaracji.W moim przypadku okazało się to zgubne.Zbyt wielkie nadzieje i oczekiwania.On wie, że dzieli nas choroba i różnice kulturowe... Z tym drugim myślę że można sobie spokojnie poradzić...na to pierwsze ja nie mam wpływu.Lepiej powoli budować związek, niż żeby wybuchnal z taka namiętności jak to było u mnie... Najgorszy ten korona wirus...my mieszkamy daleko od siebie , bo aż 250 km...moze nie jest to koniec świata...no ale niestety...
  13. Bernadetta12345

    Co zrobić z tą miłością...?

    Dziekuje...on nadal pisze...Dzisiaj zadzwonił wieczorem, jest jednak ostrożny...już nie tak wylewny jak kiedyś...Zapytałam czy między nami coś się zmienilo- twierdzi że nic...że ma sporo pracy, że jego Tata jest chory i wszystko na jego głowie.Ale moja kobieca intuicja to wyczuwa...że on się zastanawia ...nie jest pewny.Nie chce nikogo zmuszać do miłości. Nie chce tylko, żeby on grał na dwa fronty kiedy jestem tak chora.Nie miałby serca...pisać do mnie Kochanie i kręcić z inna... Po prostu zwatpilam... W tej samotności, bólu...zwatpilam w ta miłość...A do tego to moje dziwne przekonanie że coś jest nie tak...
  14. Bernadetta12345

    Co zrobić z tą miłością...?

    Witam...wahalam się czy opisać te historię, bo może jest ona identyczna jak miliony innych...Ale nawet teraz czuje taka potrzebę aby się komuś wyzalic... Piotra poznałam zupełnie przypadkowo przez Internet.Nie była to długa znajomość, ale bardzo uczuciowa i myślę że nieco inna niż wszystkie... Nie wiem dlaczego potoczyło się to tak szybko ...jak to zwykła internetowa znajomość. Nieustające rozmowy ...naprawdę piękne, jak gdyby znalo się człowieka od lat.Piekne słowa, zapewnienia o miłości, spotkania...Kwiaty...prezenty ...staraliśmy się sobie coraz bardziej bliscy. W pewnym momencie padła deklaracja ślubu z jego strony...chęć poznania moich rodziców. Było w zasadzie bajkowo.I wówczas nadszedł moment kiedy zdecydowałam się powiedzieć o mojej chorobie, zwłaszcza że, pewne moje zachowania budziły trochę jego podejrzenia. Chciałam być uczciwa- cierpię na schizofrenie...Przedstawiłam wszystkie dokumenty...zaświadczenia...opinie lekarskie, aby mój partner był świadomy stanu mojego zdrowia.Duzo rozmawialiśmy o tym, czym jest ta choroba, że czasami zamykam się w sobie...są okresy lepsze i gorsze.Dodam, że akurat już długo nie miałam żadnych objawów i czułam się rewelacyjnie.Oczywiscie mój partner zapewnił mnie, że chce być że mną na dobre i złe...chodził że mną do Kościoła, rozmawiał o mnie z Mamą...chciał abym przyjechala do niego... Sielanka trwała pół roku.Owszem dzieliły nas olbrzymie różnice kulturowe- ja z miasta on z gospodarstwa.A jednak chciałam z nim być...rzucić wszystko...Jedynym moim marzeniem była praca gdzieś w pobliskim mieście, bo jestem księgową i chciałabym się realizować w zawodzie.Moja choroba dzięki Bogu nigdy nie przysparzala mi problemów w pracy - czasem dwutygodniowe zwolnienie , to wszystko... Przyszły niestety gorsze dni...nie odpisywałam na smsy...czasem się izolowalam kilka dni...blokowalam go w telefonie. Skutek mojej choroby, o ktorej dawno wiedział...Zaczęły sie pretensje, jakby nie rozumiał...ale z czasem wszystko wróciło do normy. Jakoś zawsze czuliśmy coś do siebie...wracaliśmy... I nadszedł ten nieszczęsny atak gdzieś po roku...Wtedy kiedy wspolne zycie było już w zasadzie ustalone...Pojawily sie glosy w glowie...agresja...nieprzewidywalnosc....Fakt nieładnie go potraktowalam ..dość obraźliwe, ale nie miałam na to wpływu.Czulam że choroba mną zawladnela. Do tego jeszcze operacja przede mną, woreczek zolciowy...Tak nagle trafiłam do szpitala. On ciągle chciał podtrzymywać kontakt, ale już był nie taki jak wcześniej...Tłumaczył się praca na gospodarstwie- fakt to już była wiosna...pisał smsy ale nie dzwonił... I wtedy ten szpital...byłam sama...W złym stanie fizycznym.i psychicznym.Moj partner z pewnego względu jak najbardziej usprawiedliwionego nie mógł do mnie przyjechać- to jest dla mnie jasne i absolutnie go rozumiem, nie chciałabym pisać tutaj o tym w szczegółach...Potrzebowałam jednakże kontaktu...telefonicznego...zaangazowania.A tego nie było... Apogeum wszystkiego ...śmierć mojej Mamy dzień po mojej operacji...To był dla mnie dramat...nie do opisania... W takim momencie same smsy od niego mi nie wystarczyły...Potrzebowałam go...jego wsparcia...miłości...Kiedy zadzwoniłam powiedział, że nie ma akurat czasu...że ma obowiązki...że muszę zrozumieć, że już jest wiosna i więcej pracy w sadzie.. Pogrzeb mamy odbył się bez mojego udziału.Jestem do teraz w szpitalu... Jestem w szpitalu i on nadal pisze...Są to dziwne smsy...Zwraca się do mnie Aniołku...Kochanie...kilka smsów codziennie.A ja już nie wiem co o tym sądzić...czuje się skrzywdzona...niezrozumiana...czuje żal do niego.Gdyby nie pisał sam, pewnie nigdy bym się do niego już nie odezwała...Ponieważ to on się odzywa odpisuje...bez emocji, bo ten żal we mnie tkwi... Nie wiem zupełnie po co on pisze...czy byłby aż tak fałszywy i prowadził dwa związki równoległe? Czy to moja choroba spowodowała zmianę jego nastawienia? Po co te deklaracje? Prawie że zareczylismy się... Wybaczcie ...Ale muszę poznać opinie innych, bo przeraża mnie to...ciągle czuje coś do niego, ale widzę też siebie bezradna na sali.operacyjnej i pogrzeb mamy beze mnie...Byłam zdana tylko na siebie... Dziękuję bardzo za opinie...
×