Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Olucha

Brat alkoholik

Polecane posty

Szukam pomocy bo już nie wiem co robić. Mój brat się kompletnie stacza...Czy ktoś z was ma ( lub miał ) podobne problemy??? Kompletnie nie wiem co mam robic. Pije coraz częsciej ( kilka razy w tygodniu ), często na drugi dzien nie idzie do pracy, jest dopiero maj a on juz nie ma urlopu...Miał już pare poważniejszych wypadków ( raz bardzo mało brakowalo do uszkodzenia tętnicy, złamanie ręki, oparzenie ). Jest coraz gorzej, dwa razy juz mnie uderzył. Nasz ojciec tez był alkoholikiem i marnie skonczyl jak mielismy 13 lat ( jestesmy blizniakami, mamy po 26 lat teraz ). Nie rozumiem mając taki wzór mozna pic ( ja jestem abstynentką). Nie rozumiem jak mozna tracić tyle pieniedzy na alk. Uwazam ze gdyby on znalazl sobie jakas kobiete to by sie duzo zmienilo. On poprostu nie ma zadnego celu w zyciu, zadnych pasji ( taki slomiany ogien), ma prace ktorej nie cierpi ale nie robi nic zeby ja zmienic.... Mysle o tym zeby wyjechac z Polski ale czy moge zostawic mame sama z nim?? A jesli kiedys zacznie podnosic na nia rekę?? Ona jest dla niego zbyt poblazliwa, ciagle mu ufa i wierzy ze sie zmieni. Prosze o pomoc osoby ktore maja podobne doswiadczenia, chodzi mi takze nawet o drastyczne metody takie jak sadowne zmuszenie do leczenia... Proszę..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość duuust
Ja miałam ojca alkoholika. Pił ponad 10 lat, 5 lat temu, kiedy mialam 22 lata, zmarł na raka krtani. Rak powyżeral mu dziury w twarzy i szyi, z których sączyła się krew z ropą, nie mógł jeść ani pić. Kiedy zmarł wyglądał jak anorektyk. Mnie ani moją mamę nie wiązały z nim już żadne więzy, ale do końca mieszkał z nami i do końca moja mama się nim opiekowała. A zaczęło się niewinnie, jak zawsze. Doszło do tego ze wzywałyśmy policję, która zresztą nic nie robiła. W końcu stracił pracę i został wysłany na przymusowe leczenie, na które zresztą go nie przyjęli. Takie mamy przepisy w naszym kraju... Nie bił nas, ale wykańczał nas psychicznie. W domu śmierdziało kiedy wracał, a ja wstydziłam sie zaprosić znajomych do siebie. Już nie mowilam do niego "tato", nawet nie pamiętam kiedy mu to ostatnio powiedziałam. Zaczęlam z nim rozmawiac dopiero jak byl juz cieżko chory, ponieważ miał wtedy juz tzw. syndrom "zbitego psa", czyli choroba byla tak zaawansowana ze on przypominal sobie najpiekniejsze momenty swojego zycia, w ktorym byli rodzice i kochajaca sie rodzina. Po prostu mial omamy. Nie mozna go bylo tak zostawic. Ale wczesniej nie potrafilam z nim rozmawiac, od razu zaczynaly sie klotnie i te puste pijane oczy....Wspomnienia ciagle wracaja... Jedyne co moge poradzic to odwiedziny w poradni alkoholowej. Osoba majaca problemy na pewno nie bedzie chciala tam pojsc. Ale rodzina tez powinna chodzic na terapie, sa specjalne terapie dla rodzin alkoholikow, ja nie chodzilam, ale moja mama tak i bardzo jej to pomoglo. Minelo 5 lat od smierci ojca a ona jeszcze czasem tam chodzi, zeby podzielic sie doswiadczeniami. Trzeba tez postraszyc, albo od razu zlozyc podanie o alimenty. Przeciez nie tylko ojciec na dzieci placi alimenty, dziecko dla rodzica tez moze, a powod jest. Nie mozna zostawac z problemem samemu, moim zdaniem pierwszym krokiem powinna byc poradnia. Zycze powodzenia z calego serca.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×