Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość nie mam pojęcia

JAk pocieszyć kogoś, kto uległ wypadkowi i stracił w nim bliską osobę?

Polecane posty

Gość nie mam pojęcia

Chodzi o mojego dobrego znajomego, którego spotkało to nieszczęście, a ja nawet nie umiem z nim o tym rozmawiać:( Nie wiem, jakich użyć słów, by nie zabrzmiały głupio i banalnie ...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
nie pocieszac ! wysluchac i odczuc z nim jego kleske...reszta sama przyjdzie. Jesli nie to udac sie do specjalisty. Wspolczucie i pocieszzanie tylko pogorszy sprawe ale ja mykam na dzis...moze inni sie wypowiedza

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nunonuno
Powiedz mu, ze jest Ci strasznie przykro, ze to co go spotkało jest straczne, że nawet nie umiesz sobie wyobrazić, jak teraz się czuje. Powiedz, ze bardzo chciałabyś mu pomóc, ale nie wiesz jak, więc chciałaś mu podarować swoją obecność, aby nie czul się sam. Nie musisz mówić wzniosłych słów, czasem sama obecność, cierpliwe słuchanie i milczenie mogą mu pomóc. Zapewnij go, że zawsze może na Ciebie liczyć. Wspólczuje zarówno Jemu, jak i Tobie bo ta sytuacja jest bardzo trudna i bolesna. :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość cappucinoooo
też uważam że pocieszanie nic nie da a może tylko pogorszyć. Trzeba słuchjać i być

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mnie pomogły
podsunięte książki, takie o życiu po życiu, one pozwalają "inaczej" spojrzeć na sytuację

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mnie pomogły
np. książka napisana przez księdza F. Brune - " Umarli mówią " albo " Życie po śmierci " - I. Wilson czy " Życie po życiu " - R. A. Moody : " Co to jest śmierć? Czego możemy oczekiwać po śmierci? Raymond A. Moody zbadał ponad sto przypadków osób, które doświadczyły śmierci klinicznej i potem zostały przywrócone do życia. Przytacza niezwykłe relacje tych, którzy byli "po tamtej stronie" i wrócili stamtąd. Wszystkie są świadectwem istnienia życia po śmierci fizycznej. Owe opowieści są zadziwiająco podobne w szczegółach, przepojone spokojem i miłością :) Książka Moody'ego jest ponadczasowa. Wiąże nas z naszą duchowością i pomaga w zrozumieniu życia ". Polecam :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie mam pojęcia
Dziękuję Wam za odpowiedzi. Martwi mnie jego stan i to, co chodzi mu po głowie. Każdy dzień to dla niego przedłużenie męki. Wciąż tęskni za swoją dziewczyną. Mam nadzieję, że nie zrobi sobie krzywdy:(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Moze poszukaj : Krzysztof Jedliński Jak rozmawiać z tymi, co stracili nadzieję Wydawnictwo W.A.B., 1996 Warszawa wklejam kawalek : \"...Utrata bliskiej osoby Zdarza się, że o samobójstwie myśli człowiek po śmierci bliskiej osoby, z którą był silnie związany. Bodaj najczęściej dotyczy to osamotnionych, zwykle w starszym wieku, współ- małżonków, którzy wiele lat przeżyli w szczęśliwym małżeń- stwie. Poczucie pustki, zupełnego osamotnienia, bezsensu ży- cia bez kogoś, kto ten sens zapewniał, są dominujące. To, co możemy zrobić, to zaprzeczyć poczuciu zupełnego osamotnienia. Z pewnością nie wypełnimy pustki, która po- została po odejściu bliskiej osoby. Nie przydamy też poczucia sensu życia naszemu rozmówcy. Jednak przezwyciężenie po- czucia całkowitego osamotnienia - możliwe dzięki spotkaniu z nami - spowoduje złagodzenie bólu, uczyni dalsze życie możliwym. Rozmowa z człowiekiem zrozpaczonym po śmierci blis- kiej osoby bywa szczególnie trudna wtedy, gdy śmierć jawi się jako niesprawiedliwość czy coś niezgodnego z naturą. Bywa tak w przypadkach śmierci tragicznych czy też w przypadku śmierci dziecka. Nie jest to jednak reguła -każda śmierć może być odczuwana jako niesprawiedliwa i sprzeczna z naturą. Po- czucie buntu może być wtedy ogromne - nasz rozmówca może z wielką mocą oskarżać los, Boga czy konkretnych ludzi. Mo- że wypowiadać blużnierstwa, może głośno rozpaczać. Słuchanie kogoś takiego, słuchanie spokojne i życzliwe jest rzeczą niesłychanie trudną. Wypowiedzi naszego roz- mówcy mogąnas wprawić w osłupienie, wywołać ból lub ostry sprzeciw wewnętrzny. Co wówczas robić? Często nie znajdziemy w sobie słów zrozumienia i soli- darności. Myślę, że nie należy ich wówczas szukać na siłę. Pozwólmy naszemu znajomemu wypowiedzieć, wypłakać czy nawet wykrzyczeć swój ból. Rzeczy bardzo trudnych najlepiej słuchać w milczeniu. Takie właśnie słuchanie -bez pouczania, osądzania i pocieszania, słuchanie, które jest prostym trwa- niem przy drugim, to właśnie to, czym najbardziej możemy na- szemu znajomemu pomóc. Nieświadomie stajemy się dla nie- go cienką nitką łączącą go z życiem. Ta nitka przyczyni się do wyprowadzenia go ze świata śmierci. Bywa, i to nierzadko, że zdrada lub odsunięcie się osoby silnie z naszym znajomym związanej uczuciowo prowadzi do myśli o samobójstwie. Zwłaszcza uświadomienie sobie, że by- ło się od dłuższego czasu systematycznie okłamywanym może spowodować silny wstrząs. Mogą padać pytania pełne żalu: Powiedz, czy to nie skończony drań, skoro tak postąpił? Ale po pewnym czasie, nieraz jeszcze w trakcie tej samej rozmowy, możemy usłyszeć: A przecież ja go ciągle kocham! Tym bardziej musimy uważać, by nie osądzać. Sytuacja jest oczywiście jeszcze trudniejsza, gdy znamy dobrze obie strony związku. Możemy mieć wówczas dużą skłonność do te- go, by razem z rozmówcą stanąć przeciw partnerowi. Czasem trzeba wprost powiedzieć, że cali jesteśmy z u- czuciami i przeżyciami znajomego, natomiast w żadnym razie nie przystąpimy do walki u jego boku. Zawsze możemy powie- dzieć: Tak, to bardzo niesprawiedliwe, co cię spotkało, mogę sobie wyobrazić, co do niego w tej sytuacji czujesz, rozumiem, ile on budzi w tobie gniewu i żalu. Gdyby nasz znajomy silnie nas naciskał, zajęlibyśmy stanowisko, możemy wprost powie- dzieć, na przykład: Rozumiem twoją krzywdę i upokorzenie, wczuwam się w to, co przeżywasz, ale nie jestem powołany, by kogokolwiek osądzać. Tego ode mnie oczekiwać nie możesz. Jeśli naszego rozmówcę opuściła bliska osoba, z którą do- piero wchodził w głębszy związek, reakcja jest często nie- zwykle emocjonalna, gwałtowna, ale też zazwyczaj trwa kró- cej niż w przypadku zerwania wieloletniej relacji. Nasz znajo- my czuje się odrzucony, nie chciany, skrzywdzony, poniżony. Może mieć poczucie, że już nigdy nie znajdzie bliskiej osoby. To wszystko może produkować myśl o samobójstwie. Czasem występuje też motyw ukarania drugiej osoby poprzez własną śmierć, jakby pod hasłem: Widzisz, to przez ciebie! Wszystkie wskazówki dotyczące rozmowy z osobą porzu- coną pozostają tu w mocy. Wobec często gwałtownych, wybu- chowych reakcji, tym ważniejsza, a jednocześnie trudniejsza będzie postawa przyjacielskiej stabilności. I jeszcze jedno. W szczególności powstrzymajmy się od banalnych pocieszeń typu: Nie martw się, znajdziesz sobie in- ną dziewczynę, albo Widzisz, on nie był ciebie wart, nie ma cze- go żałować. Sądzę, że dla Czytelnika jest już zupełnie oczy- wista bezwartościowość tego typu zdań. Warto wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie kontaktu z kimś, kto został porzucony przez partnera uczuciowego, nie- zależnie od tego, czy myśli on w związku z tym o samobój- stwie, czynie. Otóż ktoś taki.jeśli jest przeciwnej płci niż my, może mieć w pewnym momencie wyraźną tendencję, by swo- je uczucia przelać na nas. Innymi słowy, bylibyśmy pierw- szym kandydatem do wypełnienia pustki po utracie ukochanej osoby. Jest to sytuacja niezwykle delikatna i trudna. Uważam, że podstawową wartością, jaka powinna kierować nami w takiej sytuacji jest uczciwość. Otóż wchodząc w bliższy uczuciowy kontakt z kimś takim, ryzykujemy uczciwością po pierwsze dlatego, że tak naprawdę nasz znajomy widzi w nas utraconą osobę a nie nas jako takich. A przecież nie jesteśmy tą osobą. Poza tym zawsze jest możliwe, że rozmówca znajdzie sposób, by wrócić do swojego partnera. Czy mamy prawo pochopnie stanąć mu na drodze? Dlatego nie polecam wiązania się uczuciowego z naszym rozmówcą. Jeśli poczujemy, że właśnie w tę stronę zmierza, powinniśmy szybko wyjaśnić sytuację. Dajmy do zrozumienia rozmówcy, że jesteśmy przy nim, by mu pomóc, a nie wsko- czyć w puste miejsce po utraconej osobie. Jeśli on tylko w ten sposób wyobrażałby sobie nasząpomoc, to -moim zdaniem - nie możemy mu dalej pomagać. Oczywiście może być i tak, że nasza sympatia do drugiej strony zacznie się niepostrzeżenie przekształcać w pragnienie uczuciowego związku. Nasze uczucia mogą nas jednak bardzo mylić. Lepiej odczekajmy ze trzy miesiące, aż nasz znajomy odżałuje swoją stratę i wtedy sprawdźmy stan naszych uczuć. Będą one wówczas bardziej miarodajne. ...\"

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
obicelo wiec wklejam do konca : \"...Innymi słowy, bylibyśmy pierw- szym kandydatem do wypełnienia pustki po utracie ukochanej osoby. Jest to sytuacja niezwykle delikatna i trudna. Uważam, że podstawową wartością, jaka powinna kierować nami w takiej sytuacji jest uczciwość. Otóż wchodząc w bliższy uczuciowy kontakt z kimś takim, ryzykujemy uczciwością po pierwsze dlatego, że tak naprawdę nasz znajomy widzi w nas utraconą osobę a nie nas jako takich. A przecież nie jesteśmy tą osobą. Poza tym zawsze jest możliwe, że rozmówca znajdzie sposób, by wrócić do swojego partnera. Czy mamy prawo pochopnie stanąć mu na drodze? Dlatego nie polecam wiązania się uczuciowego z naszym rozmówcą. Jeśli poczujemy, że właśnie w tę stronę zmierza, powinniśmy szybko wyjaśnić sytuację. Dajmy do zrozumienia rozmówcy, że jesteśmy przy nim, by mu pomóc, a nie wsko- czyć w puste miejsce po utraconej osobie. Jeśli on tylko w ten sposób wyobrażałby sobie nasząpomoc, to -moim zdaniem - nie możemy mu dalej pomagać. Oczywiście może być i tak, że nasza sympatia do drugiej strony zacznie się niepostrzeżenie przekształcać w pragnienie uczuciowego związku. Nasze uczucia mogą nas jednak bardzo mylić. Lepiej odczekajmy ze trzy miesiące, aż nasz znajomy odżałuje swoją stratę i wtedy sprawdźmy stan naszych uczuć. Będą one wówczas bardziej miarodajne. Innymi słowy, bylibyśmy pierw- szym kandydatem do wypełnienia pustki po utracie ukochanej osoby. Jest to sytuacja niezwykle delikatna i trudna. Uważam, że podstawową wartością, jaka powinna kierować nami w takiej sytuacji jest uczciwość. Otóż wchodząc w bliższy uczuciowy kontakt z kimś takim, ryzykujemy uczciwością po pierwsze dlatego, że tak naprawdę nasz znajomy widzi w nas utraconą osobę a nie nas jako takich. A przecież nie jesteśmy tą osobą. Poza tym zawsze jest możliwe, że rozmówca znajdzie sposób, by wrócić do swojego partnera. Czy mamy prawo pochopnie stanąć mu na drodze? Dlatego nie polecam wiązania się uczuciowego z naszym rozmówcą. Jeśli poczujemy, że właśnie w tę stronę zmierza, powinniśmy szybko wyjaśnić sytuację. Dajmy do zrozumienia rozmówcy, że jesteśmy przy nim, by mu pomóc, a nie wsko- czyć w puste miejsce po utraconej osobie. Jeśli on tylko w ten sposób wyobrażałby sobie nasząpomoc, to -moim zdaniem - nie możemy mu dalej pomagać. Oczywiście może być i tak, że nasza sympatia do drugiej strony zacznie się niepostrzeżenie przekształcać w pragnienie uczuciowego związku. Nasze uczucia mogą nas jednak bardzo mylić. Lepiej odczekajmy ze trzy miesiące, aż nasz znajomy odżałuje swoją stratę i wtedy sprawdźmy stan naszych uczuć. Będą one wówczas bardziej miarodajne. ...\"

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anuśka...
a ile lat ma Twoj przyjaciel? dawno to się stalo?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie mam pojęcia
francuski piesek---> jestem Ci niewymownie wdzięczna, gdyz ksiażka wygląda mi na bardzo wartościową i na pewną postaram się ją znaleźć i skorzystać z zawartych w niej porad.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie mam pojęcia
anuśka - on ma 28 lat.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość trudna sprawa

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pandamala
facet jest w kwiecie lat, no ale to i tak tragedia badz z nim, jesli nie fizycznie to przynajmniej niech wie, ze się od niego nie odwrócono Musisz wiedzieć, ze ból od losu latwiej znieścniz od innych ludzi

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie mam pojęcia
pandamala---> mądre słowa. Dziękuję 🌼 Znacie może tytuły jakichś książek, które mogłabym mu podsunąć?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość LenaMichnik
Moja siostra straciła w wypadku samochodowym męża.Też próbowalam ją pocieszyć choć było bardzo cięzko...nie wiedzialam jak jej pomóc w sumie a ona wpadała coraz bardziej w depresję...w końcu stwierdziłam że wizyta u specjalisty jest konieczna.Namówiłam siostę na wizytę u pani psycholog/psychoterapeutki Jolanty Szczepaniak. Terapia bardzo jej pomogła.Powoli bo powoli zaczeła wracać do "nowego życia"....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×