Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość celiaa22

wlasnie uswiadomilam sobie, ze zmarnowalam swoje zycie-

Polecane posty

Gość celiaa22

mam 22 lata- niby w kwiecie wieku, powinnam tryskac energia, lapac zycie garsciami, ale nic z tego. od kiedy pamietam, zawsze cos bylo nie tak- jak bylam nastolatka, bylam gruba, pryszczata, brzydka, nielubiana, uwazana za kujona, nieszczesliwie zakochana w kolegach z klasy, ktorzy uganiali sie za atrakcyjnymi kolezankami. zylam w swoim swiecie, we wlasnych marzeniach, tak przez lata. w liceum sie zakochalam- naprawde, na zaboj- w koledze z klasy, w korym kochaly sie wszystkie chyba dziewczyny ze szkoly- ja nadal malo atrakcyjna, ale bylo juz lepiej, bo schudlam, zmienilam styl ubierania, wyleczylam pryszcze( do idealu jednak mi bakowalo sporo) szans u niego nie mialam, mimo roznych plotek, o naszym niby romansie.duzo gadalismy na przerwach( oboje bylismy najlepszymi w klasie, mielismy tematy do rozmow, czasem w zartach konkurowalismy, kto bedzie mial lepsza srednia) dodam, ze nigdy nie bylam kujonem, nauka szla mi latwo, wiec uczylam sie dobrze malym nakladem pracy. jednak On nadal nie zwracal na mnie uwagi.w liceum poznalam wspanialych ludzi, dobrze wspominam ten czas, mimo tej bardzo nieszczesliwej milosci. w wakacje po 1 klasie lo postawnowilam wziac sie w garsc- 10 kg mniej, nowa fryzura, nowe ciuchy,ladny makijaz-okazalo sie, ze jestem atrakcyjna juz kobieta, nawet bardzo atrakcyjna. zaczelo sie chodzenie na imprezy, podrywanie setek facetow, umawianie sie, flirty.wszystko, zeby On zobaczyl, jaka jestem atrakcyjna i mnie docenil.ale On znalaz inna.. 10 cm nizsza, 10 kg grubsza, brzydsza ode mnie.. byl z nia moze pol roku, ale to co przezywalam bylo tragedia.. myslalam, ze moje zycie sie skonczy, do teraz pamietam, jak siedzialam w lazience o 5 rano w dniu moich 18 urodzin z zyletka i mysla, czy podciac sobie zyly, czy nie.. nic sie jednak nie stalo, zylam nadal w swoim bolu.w lato, na wycieczce klasowej wyszlo jakos tak, ze wypilismy oboje sporo i znalezlismy sie w jednym pokoju- calowalismy sie i przytulalismy pol nocy.. nastepnego dnia, on chyba niewiele pamietal, jak tak, mimo sporej ilosci alhololu we krwi..nastepnego wieczoru wyznalam , ze go kocham.. on na to, ze mnie lubi, ale nie chce zadnych zwiazkow..pare miesiecy potem juz mial nowa dziewczyne, zreszta kolezanke z klasy mojej bardzo dobrej kolezanki- mowila, ze takiej "slodkiej idiotki"jak ta jego dziewczyna nie znala i juz pewnie nie pozna..ludzie mowili o nich- "uzupelniaja sie-on przystojny i inteligentny, ona brzydka i glupia" przy zyciu utrzymywala mnie mysl wyjazdu daleko na studia, zmiany srodowiska i calego zycia. mysl wyjazdu zaczela mi switac w 2 klasie lo, po paru miesiacach stalo sie to moim marzeniem- sytuacja w domu nie byla za ciekawa, nie moglam dogadac sie z rodzicami i z babcia, z ktorymi mieszkałam.wyjazd na studia mial mi uratowac zycie- odciac od rodziny i nieszczesliwej milosci. w 3 klasie lo, poznalam innego faceta-2 lata mlodszy, zabojczo przystojny, niestety kochala sie w nim moja przyjaciolka.. mi tez sie spodobal, to chwilowe zauroczenie(oczywiscie mial gdzies i mnie i ja) zabralo mi kolejny rok- przez niego stracilam wiare w swoja atrakcyjnosc, omal nie stracilam przyjaciolki- okolo roku trwalo,zebysmy wreszcie doszly do porozumienia i zapomnialy o tym co bylo. w tym samym roku, zaprzyjaznilam sie z jeszcze innym chlopakiem- z rownoleglej klasy.zaprzyjaznilam dodam, po tym co przeszlam, w duchu nadal kochajac Jego, patrzac jak znow ma nowa dziewczyne, nie mialm ochoty na zadne zwiazki, potrzebowalam tylko kogos bliskiego, przyjaciela.bardzo sie lubilsmy, oboje lekko zwariowani, potrafilismy robic razem na przerwach jakies glupoty, on nosil mnie na rekach np itp..spedzalismy razem duzo czasu..no i zaczely sie plotki-czy oni cos kreca ze soba, moze sa razem..ja sie z tego smialam, a nawet czasem podkrecalam atmosfere, bo bylo to zabawne, a my wiedzielismy, ze laczy nas tylko przyjazn..tak przynajmniej mi sie wydawalo, bo po jakims czasie zauwazylam, ze moj przyjaciel zaczal mnie olewac- nie mial czasu, unikal, nie proponowal nic jak dawniej..potem dowiedzialam sie, od niego ze on nie moze sobie pozwolic na takie plotki o nas niby i ze musimy ograniczyc kontakty, ze mysli ze ja sie w nim zakochuje itp..zalamalam sie, na nic zdaly sie tlumaczenia, ze owszem, kocham go, ale jak brata, ze nic nigdy nie bedzie z nami oprocz przyjazni..powoli urwal ze mna kontakt..po zresztą paru kłótniach.. zblizala sie matura, nie marzylam o niczym innym jak wyjazd.mature zdalam najlepiej z klasy, mialam duze mozliwosci dostania sie na studia, jakie tylko zapragnelam.caly czas marzylam o wyjedzie, do innego miasta.przyszedl czas skladnia papierow..cos sie ze mna stalo,nie wiem co to bylo, jakby cos we mnie wstapilo..zlozylam papiery tylko na uczelnie w moim miescie, i tam tez poszlam, gdy po paru tygodniach, oprzytomnialam co zrobilam, jaka glupote, poznalam Jego- przez internet- zagadal kiedys w sprawie wlasnie studiow..zaczely sie nocne rozmowy na gg, niewinne flirty, po 2 miesiacach spotkanie, bo tygodniu od niego bylismy juz para- mowilam sobie w duchu, ze dobrze, ze nie wyjechalam, bo bedac gdzie indziej na pewno tak by sie nie potoczylo. na poczatku nie bylo jakis fajerwerkow w tym zwiazku, ale ja bylam bardzo spragniona milosci i bliskosci po tym co przeszlam..powoli sie zakochiwalam..on tez. po paru miesiacach poszlismy do lozka( bylam dziewica)bylo nam razem dobrze. po okolo roku, zaczelam myslec o wspolnym zamieszkaniu- on jednak mowil, ze nie, ze potem, ze nie ma kasy.. zaczal mowic o zareczynach- bylam bardzo szczesliwa, ze chce spedzic ze mna cale zycie, bo bardzo go kochalam..jednak na mowieniu sie skonczylo..minelo pol roku, rok, poltora i nadal nic.nasz zwiazek stanal w miejscu- on nie ma czasu, widzimy sie 2 razy na tydzien, bardziej czuje sie jak kobieta do towarzystwa niz jego ukochana..zaczelam popadac w depresje..czy to jest ten wlasciwy, czy ten zwiazek ma przyszlosc, dlaczego nie zareczamy sie, skoro on tak bardzo tego chcial..zaczelam bic sie z myslami. mialam zawsze duzo czasu- malo zajec na studiach, zdolnosc szybkiej nauki sprawiala, ze z braku innych zajec cale dnie myslalam o swoim zyciu i zwiazku.. siedzialam sama, sama wychodzilam na imprezy, sama na spacery, bo on ciagle zajety ciezkimi studiami..nakrecalam sama siebie, zaczelismy sie klocic, momentami nie bylo dobrze.wylewalam rzeki lez, nawet nie wiem, dlaczego jeszcze mam czym plakac, limit powinien mi sie juz wyczerpac.. pewnego pieknego dnia doszlam do wniosku- dosc uzalania sie nad soba trzeba cos zrobic ze swoim zyciem! zrealizuje plan wyprowadzki z domu rodzinnego- znalazlam prace na pol etatu, zapisalam sie na prawo jazdy, na dodatkowe kursy, zaczelam wiecej czytac, uczyc sie- mam spore dochody, jak na studentke 3 roku, daje sobie rade, ale to nie bylo to- nadal w wolnych chwilach siedze sama i placze po katach..nie pomoglo- nie wiem, co bedzie z naszym zwiazkiem, czy warto to jeszcze ciagnac- on mowi, ze mnie kocha, ale ja tego nie czuje..co ja czuje do niego nie wiem..dzis nie czuje zebym go kochala..stajemy sie dla siebie obcymi ludzmi, tak mi sie wydaje- mysalalm, ze praca i natlok zajec zlikwiduja moje wyimaginowane problemy-ale one nie zniknely- moze byly i sa prawdziwe? nie wiem co robic- niedlugo wyprowadzam sie z domu. cos wynajme, albo kupie kawalerke na kredyt..oczywiscie sama,mimo wspolnych planow na przyszlosc z jego strony.. tak sie przedstawiam moja tragiczna historia- nie wiem, czy warto ciagac ten zwiazek, aczy da sie jeszcze go uratowac..nie mam ochoty na nastepne, tyle razy juz sie sparzylam.. czuje, ze zmarnowalam najlepsze lata zycia..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ja jestem od Ciebie starsza
3 lata i tez jak narazie nie znalazlam tego jedynego mialam kilka zwiazkow i nic nie wyszlo...w jednym planowalismy juz slub...na dzien dzisiejszy wiem, ze tamci faceci nie byli dla mnie mimo ze w momencie jak sie cos konczylo swiat walim mi sie na glowe...dzis tez jestem na rozdrozu...takie zycie jedne znajduja facetow na cale zycie juz jako nastolatki inne nie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ja jestem od Ciebie starsza
aaaaaaaa moja rada daj sobie czas dystans przemysl wszystko dokladnie i zrob tak jak naprawde czujesz nie pod wplywem emocji tylko po glebokim przemysleniu...nie bedziesz wtedy zalowac tej dezycji.... sproboj nie odzywac sie do niego zajmi sie soba przemysl zobacz jak on zareaguje na brak odezwu jakiegokolwiek z Twojej strony...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość celiaa22
takie proby juz byly- myslalam, ze jak zajme sie soba, to bedzie mi leiej- jest tak samo.. on nie reaguje na moj brak odezwu..musze naprawde to wszystko przemyslec..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość puk puk klik ikli
wymiękłam przy maturze.... :O dosyc monotonny ten laborat ale nie lamentuj młoda dupa jesteś

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jezeli Ty sie nie odzywasz a
on nie reaguje to poprostu zajmij sie soba nie odzywaj sie i przetrzymaj to poczatki beda baaaaaaaardzo ciezkie ale potem nabierzesz sil wiem z doswiadczenia;) pamietaj ze co by sie nie wydarzylo zaslugujesz na milosc a nie jej ochlapy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gufereczek123
ze on jest głupi nie znaczy ze masz sobie zmarnowac zycie jestes super inteligentna laska kozystaj z zycia zarabiasz jestes niezalezna korzystaj z zycia całe jest przed Toba:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość celiaa22
zrobilam pare, nie dalo sie opisac calego zycia.. zarzaly sie rozne mniejsze i wieksze szalenstwa, ale nie to tym yl moj temat..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mikserka.
nie chcialo mi sie tego wszystkiego czytac, ale powiem ci jedno. Jak bedziesz miala 50 lat i faktycznie bedziesz stara, to bedziesz sobie w brode plula, ze zamiast zyc pelnia zycia w wieku 22 lat, uzalalas sie nad soba i myslalas, ze zmarnowalas zycie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość no cóż...
a popłacz sobie to nawet zdrowo... ale plany masz więc skup się na nich. Czy to jest akurat Ten..to się okaże. Dziewczyno jesteś młoda :) życie przed Tobą. Jeszcze masz do skończenia studia i jak najszybciej znajdź sobie, zorganizuj towarzystwo. i wszystko zrób aby nie powiedzieć tego podsumowując swoje życie pod koniec swego życia. 🌻 pozdrawiam. Jeśli potrzebujesz poradzenia w czymś zwróć się do kobiet starszych które znają życie (są na forum np Ławeczka) jestem pewna, że Ci pomogą.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość hejo
a wg mnie mialam calkiem ciekawe zycie, cos sie dzialo, cos czulas, cos przezylas, nie w kazdej sferze zycia sie swietnie uklada, jedni osiagaja sukcesy ( ty masz duze szanse, dobrze sie uczysz, masz prace) inni sa 'tylko' szczesliwi w milosci :) sa tacy o ktorych wydaje sie ze maja i to i to, ale tylko sie tak wydaje.. ciesz sie z tego co masz a milosc.. przyjdzie i tak , ale moze musisz jeszcze poczekac na ta prawdziwa trzymaj sie!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość hejo
mialo byc "MIALAS" - ty mialas ciekawe zycie, nie wiem czemu niby je zmarnowalas? gdybys sie tylko uzalala nad brakiem milosci i przez to olala szkole, inne zajecia, i inne szanse.. to by bylo zmarnowanie zycia.. z zainteresowaniem przeczytalam Twoja opowiesc :) choc z reguly nie czytam tych dlugich ..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość celiaa22
czuje sie jakbym zmarnowala zycie- bo owszem, mam studia, prace, jakies tam perspektywy, ale jestem samotna, jak palec:(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość a ja Ci napiszę a co
że nie zmarnowałaś życia, musisz się tylko nauczyć czerpać z niego pełnymi garściami, zgadzam sie z "autorką"- Ty marnujesz- TALENT!!!!!!!!!. jaki kierunek studiów wybrałaś??? jestem ciekawa. a tego faceta juz dawno kopnęłabym w tyłek. Ty go nie kochasz, jestes z nim tylko dlatego, że wcześniej nie zaznałas szczęścia, i wydaje Ci się, że jak byłaś z kimś przez chwilę blisko, to juz jest TA osoba- nieprawda!!!!! Tez mi się kiedyś tak czasem wydawało, na myśli mam oczywiście pierwszy seks- on daje największe na świecie złudne wrażenie bliskości. Dziewczyno, rozejżyj się wokół, jeśli potrzebujesz zmiany otoczenia-wyjedź!zrób wreszcie coś dla siebie!bo widzę że Twoje poczucie szczęścia uzależnione jest od "widzimisię" tego faceta. osobiście uwazam, że nie zmarnowałaś życia- nie można tak powiedzieć- masz dopiero dwadzieścia parę lat. ZRÓB WSZYSTKO, ABY FAKTYCZNIE GO NIE ZMARNOWAĆ Pozdrawiam i życzę szczęścia;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość celiaa22
jaki talent? pytam z ciekawosci? studiuje ekonomie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gufereczek123
nie masz kolezanek? ani nikogo kto jest podobnie samotny?? razem razniej:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ja mam juz prawie 29 lat
i ja to dopiero zmarnowałam zycie! pracy nie mam od zakonczenia studiow bo ciagle czekam na faceta ktory siedzi za granica i mowi mi ze nie oplaca mi sie nic szukac bo juz niedlugo sciagnie mnie do siebie. sciaga mnie tak juz 3 lata. chodze z nim 4 lata. jest moim pierwszym. takze nie zawiodlam sie wczesniej na zadnym innym chlopie. jak juz pisalam jestesmy razem 4 lata i on dopiero 2 m-ce temu postanowil sie zareczyc ze mna. i to ja tak naprawde to wymusilam na nim. gdyby nie to to by sie nie chcial zareczac. i odrazu powiedzial ze slubu narazie nie planujemy. ale ze bedzie niebawem. a to niebawem mowi tez od 3 lat! takze ciesz sie ze masz DOPIERO 22 lata!!! a facet widocznie nie jest ciebie wart albo czuje sie za mlody na takie kroki jak zareczyny... no bo jestescie mlodzi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość no cóż...
"ja mam juz prawie 29 lat i ja to dopiero zmarnowałam zycie! pracy nie mam od zakonczenia studiow bo ciagle czekam na faceta ktory siedzi za granica i mowi mi ze nie oplaca mi sie nic szukac bo juz niedlugo sciagnie mnie do siebie. sciaga mnie tak juz 3 lata. chodze z nim 4 lata." BŁĄD oj błąd...Licz na siebie dziewczyno masz zamiar żyć pod dyktando innych osób?...to ktoś ma Ci mówić co masz robić? Sama moja droga podkładasz się pod uzależnienie. To w takim razie po co studiowałaś?...i wyrzucasz do kosza dyplom?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość celiaa22
ponawiam pytanie- jaki talent?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie warto czekać na kogoś kto nic nie robi. Faceta trzeba oceniać po działaniu, a nie po tym co mówi. Ja 6 lat czekałam, kochałam, wierzyłam, a na końcu zostałam porzucona. Potem poznałam kogoś wartościowego, szybkie zaręczyny, w przyszłym roku ślub... Mam teraz 27 lat :). DZIAŁANIE i CZYNY, tym się wyraża miłość, a nie słowami... :/

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×