Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość chce się dowiedzieć

pytam Was rozwiedzione

Polecane posty

witaj brunetko-:) pytasz jak można pozwolić sobie wszystko zabrać...powiem ci jak... gdy mój małżonek oświadczył po 2 dniach nieobecniości w domu że \" się zakochał i za tydzień się wyprowadza \" roześmialam sie. nie wierzyłam. człowiek chorobliwie zazdrosny nagle się zakochał...i wyprowadził sie..do nowej pani ( znali się od miesiąca ). ja zostałam sama , bez pracy( właśnie straciłam pracę , gdyż zlikwidowano firmę ) z malutkim dzieckiem. mielismy mieszkanie, rozpoczętą budowę domu , 2 auta, i firme... po miesiącu znudziła mu się nmowa pani i postanowił do nas wrócic...niestety jak sie okazało wrócił na miesiąc...znow się wyprowadził ...ja nie wytzrymałam...zaczął palić jakieś świństwa, ona byla bardzo rozrywkową kobietą, więc zaczęły się imrezy , wyzwiska...byłam już na skraju kompletnego załamania..aż pewnego dnia naćpany razem ze swoją panią wykrzyczał mi że \" nie zapłaci mi ani grosza na żadnego dzieciaka \"\"\"\" to przelało czarę goryczy..coś we mnie pękło...uciekłam , bo wiedzialam że to jedyny ratunek dla mnie... przez ponad rok nie uświadamialam sobie nawet że wszystko tam zostalo..po ok 2 latach okazało się że nic nie ma...on uciekł z krajju , ścigany 2 listami gończymi... a mnie do dzić co jakiś czas odwiedzają komornicy ...narobił okropnych długów..poczas gdy byliśmy w trakcie rozwodu.... zostałam bez niczego..dziecku niejednokrotnie dawałam do jedzenia rosołek z kaszką manną..bo nie mialam nawet na chleb..przeżyłam gechennę..do tego jeszcze doszły poroblemy ze zdrowiem..w miesiąc po ucieczce okazało sie że mam zmiany nowotworowe..no wiecie..sprawy kobiece...konieczna była natyuchmiastowa operacja..dzwoniłam do niego..prosiłam o jakiekolwiek pieniądze na opiekunkę...bo musialam iść do szpitala...jego pani powiedziala wówczas że mam nie rozbijać ich związku...w dzień operacji jak tylko wybudziłam się wypisałam sie ze szpitala na własną odpowiedzialność..nie mialam z kim zostawić dziecka... kurcze , jak teraz to pisze , choć minęło tyle lat to uwierzcie mi mam łzy w oczach...ręce mi się tzręsą.. żal mi siebie tamtej mlodej dziewczyny sprzed lat... dziś nie żałuję niczego...mam w nosie ten cały majatek...uwolniłam sie od koszmaru..a kto wie..może i od smierci..uciekłam jej... dziewczyny każda z was ma szanse na nowe lepsze życie...tylko trzeba chcieć..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
No to rzeczywiście :( nie zazdroszcze tych sytuacji :O echhh, życie :O Miałam jednak mniej burzliwie, prawie wcale, rozstaliśmy się za obopólna zgodą, bez żadań i roszczeń. Bez orzekania o winie, bez dzieci. Było mi łatwiej niż wam... Chociaz nigdy w życiu nie chciałabym przez to przechodzić, nigdy :( Jesteście dzielnymi kobitkami :) pozdrawaim ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
melni - jesteś wielka i wspaniała:) może to okrutne, ale cieszę się, że nie jest się osamotnionym w podobnych problemach i troskach; to mi daje nadzieje, wiarę i siłę, ze wszystko ma szczęsliwe zakończenie - jak w bajce:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Mega7
Mielismy wspólny majątek, nawet dom wybudowany. Zostawiłam mu wszystko, żadnej spałaty, żadnego sądzenia nawet rozwód bez orzekania o winie. Dla świętego spokoju, dla normalnego zycia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nj
a ja cały czas się zastanawiam i boję podjąć decyzję... mąż mnie zdradził... po roku małżeństwa. W życiu nie spodziewałam się czegoś takiego :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
heh :) no do wielkich to jaczej nie należę :) raczej zasilam szeregi kurdupli :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
melni - moje 157 cm podrasowane pozwoli ci czuć się lepiej:)? Mega7 - całkowicie rozumiem; z rozwodem było tak,że to węzulo mężulo złozył po roku niebycia razem; chciał bez orzekania o winie; ten rok bez niego dał mi ciut siły, w odpowiedzi do sądu wniosłam o uznanie jego winy; miał być świadek - sąsiad; i był, tylko zeznał że nic nie wie, nie widział, nie słyszał; w trakcie rozprawy wiedziałam,że nie mam siły już na nic więcej; ale wężulo dał taaaaki popis swej wielkości i mądrości, że sędzia na tej jednej jedynej rozprawie uznał jego całkowitą winę:) sam się przemądrzalec wkopywał swoimi zeznaniami i zarzutami w moją stronę:) gdyby nie to, gdyby miała odbyć się chociaż jedna jeszcze rozprawa - odpuściłabym, dla świętego spokoju; i dziś, kiedy straciłam dobrze płatną pracę i w nowej zarabiam gorsze - nie miałabym być może alimentów na siebie; dlatego można probować; najwyżej nam nie wyjdzie, nie damy rady, nie znajdziemy siły; ale bez próby - możemy wiele stracić :) nj - rok po ślubie??? a co będzie dalej??? trudne decyzje:( ale gdyby u mnie tylko o tę jedną zdradę chodziło - odpuściłabym; tyle że wszystko inne było o niebo gorsze od zdrady; niekiedy płacząc myślałam o tym, że tę zdradę to ja mam w nosie; nie bolała mnie tak bardzo; może warto dojść, dlaczego? może on sam wie, ze odwalił numer zycia i więcej go już nie powtórzy? a może jesli raz mu na to przyzwolisz, bedzie robił to częsciej??? okropnie trudne; i musisz z tym poradzić sobie sama; nikt inny nie zna was, tak jak ty; ale nos do góry:) cokolwiek zadecydujesz, zrobisz to z najwyższym dobrem dla siebie i innych:) tylko pamiętaj,że od takich spraw nie ma odwrotu jesli chce się codziennie patrzeć w lustro bez odrazy; pozdrawiam was:) idalka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
nj-mąz zdradził cię już rok po ślubie...i ty dowiedziałaś się o tym...to daje ci przewagę.masz teraz możliwośc wyboru..albo ciągniesz ten wózek dalej-decydując sie świadomie na to że po pewnym czasie bedzie to robił...na nowo będziesz przeżywała te same rozterki co dziś...czy zakończyć , puki jeszcze jest czas, puki nie uzależniłaś się od niego psychicznie na tyle mocno... popatrz na życie kobiet które wiedząc o zdradach swoich mężów zostały z nimi wierząc iż się zmienią..wybaczając ciągle... ich życie to gehenna , to brak uśmiechu i wieczny smutek... czy chcesz takiego życia? czy chcesz za każdym razem gdy tylko coś ci się wyda podejżane drżeć czy przypadkiem on kogoś znow nie ma ?? pomyśl... może i być tak że to był jakiś jednorazowy wyskok po imprezce , po którym twoj mąż nie bardzo wie co się dzialo...hmm.. masz teraz szansę poprowadzić sobie życie... częśc z nas takowej nie miala...latami żyłyśmy w kłamstwie.. wiesz co czułam gdy już rozstałam się z mężem i dowiedzialam się że zdradzał mnie niemal od samego początku małżeństwa ? wiesz jak się czułam gdy doszło do mnie iż miał panienkę gdy ja byłam w ciąży ??? gdybym wówczas o tym wiedziala mialabym jakąś szansę na ułożenie swojego życia nieco inaczej..mialabym szanse przede wszystkim na to aby spróbować ułożyć sobie życie z bardziej wartościowym człowiekiem nie mając tak potwornych skrzywień jakie mam dzisiaj....bo nieufność , podejrzliwość , i przeróżne blokady które dziś mam zawdzięczam właśnie takiemu męzowi..facetowi który w nosie miał to co ze mną w środku w przyszlości będzie się dzialo. przemyśl to dziewczyno...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość 3MO
rok temu w lipcu dostałam rozwód,wczesniej w marcu wyprowadziłam sie z moimi dwoma synami i psem na wynajem.bałam sie jak cholera,ale posłuchałam rad pani psycholog i zaryzykowałam.ona powiedział,ze czeka mnie nowa droga zycia,a tam na pewno znajda sie ososby,które mi pomoga. jakos pod koniec lipca zadecydowałam o kupnie mieszkania/kredyt na cała reszte zycia,ale wolałam to anizeli tułac sie co jakis czas po wynajmach/.mój bardzo dobry znjaomy sprzedawał mieszkanie i tak sie zgadalismy,on znal moja sytuacje.mieszkanko sliczne,osiedle super,pokochałam je od razu,moi synowie zreszta tez. a pazdzierniku poznałam D,a dzis czekamy wszyscy na przyjscie na swiatw sierpniu naszej kochanej córeczki i siostrzyczki zosienki. tak wiec uwierz,ze bedzie dobrze!!! ps.przyznam,ze oprócz rad pani psycholog posłuchałam tez wrózki.własciwie wszystko sie sprawdziło,tylko oprócz jednej sprawy:dziecka!powiedziała,ze nie bede wiecej ich miała,a tu taka niespodzianka. pozdrawiam i zycze wszystkiego najlepszego!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
idalio :) to ja wieeelka jestem .. fakt ...bo mam aż 159 :) :) heh... normallnie urosłam.... mali górą :)!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dziewczyny podziwiam Was naprawdę,wielkie uznanie za odwagę przede wszystkim i za to,żejesteście takie silne. Dajecie nam nadzieję. Ja czasem mam taie obawy jak założyielkatopiku. Czasem jestdobrze i łudzęsę, że tak będzie a czasm moje małżeństwo to katastrofa. Wiem,że ja muszę dojrzeć sama do tej decyzji i rozwodzie. Bojęsię tego strasznie i jestem jeszczewnadziei żebędzie dobrze. Ale czaem jak jestem w dołku to jak Wasczytam to od razu czuję się silniejsza. Dzięki Wam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
kamiśka:) ja dojrzewałam niemal 3 lata:) i każdego dnia modliłam się o cud zmian na lepsze; niestety takie cuda zdarzają się niezmiernie rzadko; dotarło to do mnie dopiero w chwili, kiedy zaczęłam obawiać się o własne zdrowie psychiczne i o to, co mogę zrobić następnym razem, za następnym wyskokiem ukochanego; i lepiej póżno niż wcale:) dziś jestem przeszczęśliwa mimo wielu kłopotów, mimo tego,że wypłata za tydzień a ja mam w portfelu dwie dychy; ale jeszcze tak nie było, żeby jakoś się nie ułozyło:) jestem szczęśliwa:) a moje dziecko razem ze mną:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość szczęśliwa rozwódka
Byłam z nim przez osiem lat. Uzależniłam się. Dobrze, że zdradzał mnie z inną, inaczej nigdy bym nie otrzeźwiała i nie rozwiodłabym się z nim. Teraz mam 37 lat i od pięciu lat jestem szczęśliwą rozwódką. Wreszcie jestem szczęśliwa. Brzuch mnie już nie boli ze strachu i nie mam koszmarnych snó, jak wtedy za małżeńskich czasów. Jestem szczęśliwa. Mogę sobie teraz o w pół do trzeciej pisać na forum i jestem wolna. Kocham swoje obecne życie. Tylko jednego się boję, boję się nowego związku, że skończy się ta moja wolność. Nie chcę związków z mężczyznami, wiem, że wtedy zacząłby się koszmar na nowo. Nadskakiwanie facetowi i usługiwanie mu, a on jak sułtan łaskawie dałby mi obskakiwać. Chcę być wolna i chcę być tylko dla siebie. Mój były mąż kazał mi głodować, chodzić jak bezdomna w łachmanach i kraść pieniądze na karnet do kawiarenki internetowej, do której uciekałam gdy on zasnął wieczorem, i skradałam się o 3 rano do domu. Ta świnia nie pozwalała mi bywać na komputerze. Teraz mam własny komputer. Mieszkam w swoim mieszkaniu. Jestem wolna, mogę pisać to co piszę. Teraz wiem, że ktoś kto jest zazdrosny to wcale nie kocha, tylko podejrzewa i nienawidzi kobiety. Boże, jak się cieszę, że wtedy rozwiodłam się. Mimo, że nic nie dostałam, po rozwodzie, nie licząc takich drobiazgów jak komórka, czy parę garnków i ubrań, to jestem szczęśliwa, że się tego chorego debila pozbyłam. Jestem spokojna i zadowolona z zycia. Dawniej taka nie byłam. Jestem szczęśliwa. Doceniam to, że jestem wolna.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość m...a
Ja też muszę się pochwalić, że jestem po rozwodzie już 1 rok i 5 m-cy:))) i tak jak moja przedmówczyni zachłystuję się wolnością:))) nie jest różowo - wiadomo, doskwiera wieczny brak kasy - ale o niebo wolę tę sytuację:)) i faktycznie, zawsze jakoś się poukłada...także droga Autorko - jeśli tylko jesteś pewna, że tego chcesz to nie zastanawiaj się długo (ja dojrzewałam do tej decyzji 2 lata, dwa lata koszmaru) im szybciej się zdecydujesz tym lepiej dla Ciebie pozdrawiam:))

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gery
naleze niestety do tych ktore przezyly ten koszmar dwukrotnie... pierwszy raz bylam bardzo mloda i z malutkim dzieckiem, maz mna poniewieral okrutnie, popychal, krzyczal, wyzywal, policzkowal... nie bylam taka jaka sobie wymarzyl i nie potrafil mnie zaakceptowac. odeszlam kiedy rzucil mna o sciane, a ja na rekach trzymalam naszego synka. to bylo zbyt wiele. pomogli mi rodzice kupujac mieszkanie, reszta jakos sie poukladala, znalazlam prace i wszystko bylo ok. jeszcze dlugo po wyprowadzce plakalam po nocach ze nie dam sobie rady bez niego, ale teraz juz wiem ze to byl efekt wypranego mozgu i obnizonej samooceny i wiary w siebie... minelo 10 lat i postanowilam ponownie wyjsc za maz. wybralam mezczyzne o spokojnym i lagodnym nastawieniu, ktory w przeszlosci wyrzucil z domu ojca znecajacego sie nad jego matka, ostatnia osobe ktora mozna bylo podejrzewac... a jednak... w niecaly rok po slubie wyjechalismy do londynu i tutaj moj malzonek ktorejs nocy pobil mnie dotkliwie a dokladnie znecal sie nademna przez 4 godziny do bialego switu... swiat mi sie ponownie zawalil, tylko tym razem bylam odrobine madrzejsza, nie pozwolilam sie przeprosic, poinformowalam obydwie rodziny o zajsciu, trafilam tez do szpitala i w rezultacie na policje. dzis tylko zaluje ze nie wsadzilam drania za kratki, to zostalo zakwalifikowane jako napasc na tle seksualnym, moglam, ale nie chcialam przez to przechodzic. dzis zaluje, malzonek napsul mi duzo krwi pozniej, opowiadajac niestworzone historie o mnie a i oczywiscie on mnie palcem nie tknal, to ja go pobilam, on mnie tylko trzymal zebym sobie krzywdy nie zrobila...hehe.. ale sie rozpisalam, moze ta cala historia nie jest warta opisywania, ale z moim duuuzym doswiadczeniem w odchodzeniu musze powiedziec, ze na poczatku jest zawsze bardzo ciezko, bo wali sie nam swiat na glowe, ale lepiej odejsc, nawet bez niczego, niz trwac w chorych relacjach z "ukochanym". powodzenia dla wszystkich ktore musza to zrobic, trzymam kciuki:) i jeszcze jedno: swiat jest piekny i milosc tez, nie pozwolcie by cokolwiek to zmienilo :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
melni chyle czoła ,moje problemy przy twoich to pryszcz. Mieszkanie wynajęte,więc nawet nie było co dzielić.Zmieniłam na tańsze ogrzewane na piece kaflowe,zima wiatr hulał bo okna były nieszczelne... Ech jednak poznałam kogoś i los sie odwrócił:) Po 8 latach oczekiwania dostałam przydział na własne lokatorskie mieszkanie:) Mieszkam na swoim ,wyremontowanym mieszkanku i cieszę sie kazdym spedzonym tu dniem:) Córka rośnie jak na drożdzach i jest pociechą ,zreszta w tamtych czasach była wielką pociechą dla mnie:) Pozdrawiam wszystkie dzielne kobiety:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Melni a czy twoj eks sie
imteresuje dzieckiem?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość co doradzicie
dziewczyny ja nie mam nic(mam 500zł renty) ani pracy ani wykształcenia ani niczyjego wsparcia i 47 lat .Jak zacząc zycie od nowa skąd mieszkanie prace taką zeby dała choc minimum na utrzymanie .Jezeli cos z swoim zyciem nie zrobie to bedzie moj koniec bo nie wiem ile jeszcze zniose

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Rozwódka52
Człowiek zniesie dużo a kobieta jeszcze więcej.20 lat odchodziłam od exa i odejść nie mogłam.5 lat temu przestałam obiecywać,ze odejdę i zrobiłam to.31 lat w toksycznym związku,26 lat wspólnego z nim zamieszkiwania i czekania na poprawę relacji między nami.2 miesiące jestem po rozwodzie.W I sądzie orzeczono rozwód z wyłącznej winy exa,odwołał się i po apelacji mam rozwód z winy obu stron.Zarzucono mi,ze wyprowadziłam się i doprowadziłam do jego załamania się i powrotu do nałogu.Kawalerkę spłacam do 2013 roku.Emeryturę mam 1337 zł.,dorabiam500zł.W dniu wypłaty emerytury nie mam pieniędzy-kredyty,pożyczki,długi.Na leżenie na kozetce u psychologa mnie nie stać.Schudłam 20 kg,wypłakałam wodogłowie i co rano szczerzę zęby do lustra i mówię sobie:,, przy tych 156cm wzrostu jesteś wielkim małym człowieczkiem i lubię cię(czyli siebie)."Potem zakasuję rękawy i biorę się za bary z życiem.Córki mam dorosłe i kiedy mówią mi o swoich problemach to kończą wynurzenia takim zwrotem:,,ty dałaś radę ,to ja też".Czy trzeba więcej podpory.Problemy są dla ludzi.Dasz radę ,tylko się odważ!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość znalazłam fajny tekst...
Nie zawsze wejście w nowy związek, krótko po rozwodzie, daje oczekiwane rozwiązania. Życie nie daje biletów ulgowych w takich przypadkach. Wciąż uczymy się po szkodzie, czasem dlatego, że po pierwszym razie, popełniamy ten sam błąd... "Bo ja jestem, proszę pana na zakręcie..." Przypomina mi się piosenka, prefekcyjnie wykonana przez Krystynę Jandę. Czasem, lepiej zakręet przeczekać, nie łapać pierwszej okazji, która ma podwieźć do raju, a zostawia na progu kolejnego piekła... *** Rozwód - jak każda inna tragedia w życiu człowieka, pozostawia spustoszenie i ból. Nie ma jednak powodu, by traktować jego czy ją z podejrzliwością. Kiedy rozwodziła się moja przyjaciółka, razem z nią odchorowywałam całą sytuację, choć ona, cierpiała nieporównywalnie więcej. Długo była samotną mamą z 4 dzieci. Ukrywała swój ból przed światem, światem który nie szczędził jej oskarżeń i nie pozwalał poczuć się akceptowaną... Tylko rodzina i prawdziwi przyjaciele wspierali bez zastanawiania się, czy zasługuje na ciepło i zrozumienie, czy nie. Dzisiaj jest znowu szczęśliwa. Nie spieszy się. Najważniejsze dla niej jest to, że on - rozumie i nie wymaga od niej cudów. I że kocha jej dzieci. Kiedyś nie wierzyla, że ktoś pokocha ją z gromadką dzieci i brzemieniem rozwodu. Teoretycznie - była bez szans. Dziś mówi, że cuda się zdarzają... W jej przypadku rozwód był ostatecznością. Walczyla długo o swoje małżeństwo - niestety, do tego "tanga" trzeba starań obojga. W końcu się poddała, ale tylko Bóg wie, ile cierpienia przelało się przez jej serce, jak gorzka rzeka bólu...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Rozwódka52
Muszę ,bo się uduszę dopowiedzieć wam co spotkało moją koleżankę: mąż,dwoje dzieci,praca z maturą.Rozwód,długi.Brak wsparcia ze strony rodziny.Podjęła studia,żeby nie zwariować.Dzisiaj prestiżowe stanowisko, super mieszkanie(jeszcze spłaca)i nowa miłość.Z każdej sytuacji jest wyjście.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość co doradzicie
ja nie mam dylematu odejsc czy nie gdybym mogła to tak jak stoje wyszła bym i tyle by mnie widzial . ale gdzie dokąd jak dac sobie rade bez zadnych pieniedzy ani wsparcia bliskich bez mozliwosci pracy (ze wzgledu na chorobe)nie chcą mnie nawet do sprzatania .Kazda z dziewczyn która tu pisze albo miała jakies wsparcie bliskich przyjaciół albo choc finansowe minimum które pozwoliło powoli stanąć na nogi ,ja jestem na dosłownym zerze nie pisze zeby sie zalic (no moze troche)ale zeby powiedziec ze sa takie sytuacje bez wyjscia i dziwie sie dziewczyną które mając pomoc bliskich tkwią w chorych związkach

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość a czasem jest tak
że kobieta jest niezalezna finansowo i tkwi w chorym zwiazku ze wzgledu na rodzine właśnie. Bo mamusia moher i co sasiedzi powiedzą. I tak źle, i tak niedobrze. :O

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Rozwódka52
Nie jesteś na zerze.Z jakiegoś powodu chcesz wyjść z toksycznego związku.Ja zrobiłam tak: 1.Alimenty na dzieci jak były w liceum,bo stwierdził,że ja pracuję i mogę utrzymać z tego siebie i dzieci.Pomylił się. 2.Jeżeli nie daje Ci na życie -alimenty na siebie.Łaski nie robi.Poszperaj w internecie jak uzyskać alimenty na siebie. 3.Jest Miejski Ośrodek Pomocy w każdym mieście.Oni doradzą. 4.Twoja choroba to możliwość otrzymania renty? 5.No i najważniejsze-dlaczego ty masz odejść z mieszkania? Masz większe prawa od niego,chociażby ze względu na chorobę. Czynsz rozłożą na raty .W domu można też pracować.Adresowanie kopert,składanie długopisów...małe zarobki ,ale mam to za sobą . Z każdej sytuacji jest wyjście.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość takie tam duperele...
Jestem rok po rozwodzie, choc sama od trzech lat. Były mąż prowadził podwójne życie, domagał się usunięcia ciąży a gdy odmówiłam- poszedł mieszkac na dobre do kochanki. A ja urodziłam martwego syna. I właśnie ten maluszek otworzył mi oczy... Ciężko było mi się pogodzic z własną głupotą, jego bezczelnością i zmarnowanym dzieciństwem moich dzieci... Ale jest coraz lepiej! Dobrze sobie radzę finansowo, staram się dac dużo ciepła starszemu synowi (choc nie zawsze mi się udaje, niestety),za chwilę przeprowadzka... Staram się nie oglądac za siebie, najgorzej jest gdy jadę na grób syna... Ale czas leczy rany i otwiera nowe drzwi... Cieszę się, że należę do grona kobiet dobrze rozwiedzionych.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość co doradzicie
ja jestem ROZWÓDKO 52 na zerze .Moj mąż mnie zdradzał wiele razy gdy urodziło mu sie dziecko rozwiodłam sie .Ale nie miałam pomocy ze strony rodziny pracowałam zeby stanąc na nogi ale nawet odebrac z przedszkola mojego wtedy 3 letniego syna nie mial a w zasadzie domownicy nie chcieli chociaz przedszkole o rzut beretem Mało to mój pijący ojciec potrafił brac na tz spacery mojego syna a moja matka uwazała ze to nic złego i ciagle słyszałam ze jestem u nich i bedzie tak jak oni uważają Mój mąż zaraz po rozwodzie starał sie wszystko naprawic zabiegal o mnie i syna byłam młoda i zagubiona pomyślałam ze moze sie ułozy i wprowadzilam sie dodomu który kupil juz po rozwodzie mąż. 2 lata sielanki a potem panienki kumple zupełny brak zainteresowania rodziną wyganianie mnie z domu bo jego dom odcioł mnie od finansów bo nie jestem jego żoną synowi cos tam kupował ale wszystko wypominał mnie traktował i traktuje jak swoją własność i osobistą służącą bo mu sie należy za to ze mam kąti jeszcze duzo by pisac .jak zaczełam chorowac to zostałam bez zadnych środków do zycia teraz mam nie całe 500 zl renty połowe oddaje mezowi bo u niego mieszkam leki i zycie pomaga mi syn który pracuje i sie uczy ale on tez by chciał sie wyrwac i zacząc zyc normalnie W MOPS powiedzieli ze syn powinien mi pomóc a nie oni na rodzine nie moge liczyc nie moge isc tam mieszkaćTak ze ROZWÓDKO 52 nie widze wyjścia jestem na zerze . A jeszcze ważne moj mąż nie pije i nie bije uważany jest za wspaniałego i miłego czlowieka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Rozwódka52
Sytuację masz trudną.Z tego co zrozumiałam syn mieszka z wami i chce się wyrwać z domu,pomaga ci finansowo.Czy nie lepiej byłoby wziąć kredyt ty i syn na 10 lat i spłacać kawalerkę zamiast exowi płacić za to,że się z nim mieszka?Ja wzięłam kredyt i razem z córką mieszkałyśmy w kawalerce.Od roku córka pracuje w Anglii.Kawalerkę spłacam do 2013 roku -500zł miesięcznie.Jak to spłacę to jest to jakaś inwestycja.Tak wtapiasz exowi połowę renty i nie masz prawa do domu.Porozmawiałabym z synem. Alimenty od syna przysługują ci prawnie.Wiem,że nie chcesz go sobą obarczać,ale on ci pomaga ,więc? Koleżanka ma dom rodziców. Mąż nie chce się wyprowadzić.Są w trakcie rozwodu.Wyprowadziła się do kawalerki koleżanki .Podjęła pracę na poczcie.Była skłonna wyjechać do innego miasta,bo trafiła na ogłoszenie:zamieszkanie za opiekę nad starszą osobą.Nie przyjęła tej oferty ze względu na dziecko w szkole podstawowej-chciał być z babcią. Kursuje pomiędzy trzema miejscowościami.Dom w jednej miejscowości,praca w drugiej,kawalerka w trzeciej.Czy taka oferta-opieka za mieszkanie by ci odpowiadała?Służyć exowi za kąt,a służyć obcemu i zmienić nawet miejscowość to zacząć wszystko od nowa.Dostaje się wtedy takiego pałera,że chce się góry przenosić. Wyrwij się z tego ,,dobrobytu",bo zwariujesz.A latka lecą.Ty do tej idyllicznej reputacji exa się przyczyniasz.Odchodząc popsujesz mu opinie.Jak zacznie cię szukać -nie wracaj,bo nie wchodzi się 2 razy do tej samej rzeki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
co nas nie zabije, to nas wzmocni:) czasami sytuacja wydawałoby się bez wyjścia - staje się tym dnem, od którego można odbić się już tylko do góry:) nie mozna siedzieć z założonymi rękoma w czterech ścianach, bo nic nas nie spotka; ani pomocna dłoń, ani dobra praca, ani nowa miłość:) nie wolno poddawać się załamaniu i depresji:) trzeba otworzyć się na bliskach nam ludzi, bo w nich, sami nie wiemy nawet niekiedy, jak mocne możemy znaleźć oparcie i jak wielką pomoc:) gdzie nas wyrzucą drzwiami, wchodźmy oknem:) pięć lat po rozwodzie kończę splacać męzowe długi, mam dobrą spokojną pracę, za kilka tygodni obronię dyplom magistra:) nie zarabiam kroci ( jeszcze:D ), nie mam nowej miłości ( jeszcze :D ), przeszłam osobiste piekiełko o walki o wszystko, ale jestem szczęśliwa:D i to jest najważniejsze:D budzę się i usmiecham:D zasypiam i usmiecham się:D muszę być niekiedy twarda, bo musze dbać o swoje; przezyłam dwukrotnie widmo licytacji mieszkania; przezyłam utratę pracy i widmo głodowego zasiłku dla bezrobotnych; przezywam chorobę mojej jedynej córki, bo niekiedy brakowało mi na leki; pomalutku zapominam o odruchu drętwienia na dzwonek domofonu, bo wciąż nachodzili mnie komornicy, inkasenci, policja za szanownym exem; mam 37 lat:) wierzę, że kiedy będę się najmniej tego spodziewac, znajdzie mnie prawdziwa, dobra i mądra miłość:) wierzę, że córka mimo braku ojca wyrosnie na zdrową emocjonalnie kobietę, potrafiącą załozyć zdrową emocjonalnie rodzinę:) wierzę, że kupię samochód przed 40tką:D i wyjadę na wakacje zycia :D do kambodży:D pewnie że chlipię niekiedy w poduszkę, bo cięzko samej dzwigać dom,pracę, dziecko i jeszcze własną naukę - na głowie; ale życie jest piękne choćby z kolcami:) pozdrawiam was wszystkie i życzę siły i spokoju ducha i radości:) warto niekiedy poczołgać się w błocie i odchodach, żeby potem docenić to co nas po tym spotyka:D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość co poradzicie
wiem ze chceci mi dobrze poradzic ale ja juz próbowalam chyba wszystkiego nie siedziałam z założonymi rękami niestety nie jestem w stanie wam całej sytuacji dolładnie opisywać niestety kredytu nie dostane a nie umiem popsuc marzeń i planów mojego dziecka chociaż niech on spróbuje stanąć na nogi opieka za mieszkanie też odpada ponieważ ja sama potrzebuje czsami opieki (uszkodzenie w 33% błędnika ,dyskopatia ,padaczka)i wiele innych schorzeń długo żyłam nadzieją że sie nie dam ze stane na nogi mimo wszystko starałam sie o prace ale w moim stanie albo mnie nie chcą albo ja nie daje rady . dzięki za dobre rady .pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość co poradzicie
może pomyślicie że jestem tchórzem ale znam smak upokorzenia gdy odeszłam z domu a po tygodniu z podkulonym ogonem musiałam wrócic więc teraz muszę mieć 100% ze jak odejde to nie ma powrotu inaczej nie potrafie zaryzykować

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×