Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

ladyja

Mąż sam nie wie czego chce ...

Polecane posty

Witam. Mój problem jest następujący. Od 7 miesięcy nie mieszkam z mężem. Wyprowadził się do rodziców. Nie podał powodu. Pytałam mnóstwo razy: \"dlaczego?\". A on z akażdym razem odpowiadał: \"Nie mam powodu. Nie wiem dlaczego. Nie mam nikogo\". Wszystko robiłam za niego. Najgorzej,że jego rodzice całe życie traktowali go jako \"smarkacza\". Na początku pisałam do niego smsy,on nie odpisywał. Mi się wydaje,że jest niedojrzałym facetem. Zawsze był kochany, zabiegał o mnie. A teraz o co nie zapytam,to tylko: NIE WIEM. ZOBACZYMY. 2 lata przed ślubem nazywał mnie swoją żoną. Chciał już zawsze przy mnie być, budzić się koło mnie. Zrobiłby dla mnie wszystko. Nasza miłość była niebanalna. Jedyna w swoim rodzaju. Nawet nie wiecie,ile razem przeszliśmy. W tym roku minęło 8 lat,od kiedy jesteśmy ze sobą, a 2 lata od ślubu. Tylko zawsze był w pewnym stopniu uzależniony od kolegów. Po ślubie sam mówił,że teraz będzie inaczej myślał,bo trzeba być odpowiedzialnym. Wszyscy mu mnie zazdrościli. Przychodizł do domu po pracy i mówił: \"Kochanie, powiedziałem kolegom,że żona mi przyrządziła super obiadek. Zazdroszczą mi Ciebie\". Przed wyprowadzką co tydzien spędzał jeden dzień u kolegi, który też ma żonę,ale ona wyjeżdża wtedy do rdoziców do innego miasta i mogą sobie posiedzieć. Poza tym,ma innych \"świetnych\" kolegów. Jeden zostawił dziewczynę z dzieckiem. Zawsze zabiegałam o kontakt z jego rodziną,wysyłałam pocztówki, zapraszałam. Miał wszystko. Niczego nie żądałam w zamian oprócz miłości,szacunku i zaufania. Mieszkaliśmy w mieszkaniu, które rodzice moi mi kupili. Przed wyprowadzką pytał,jak się podzielić rzeczami z mieszkania. Powiedziałam,że niech bierze,co chce,mi nic nie jest potrzebne. A on nawet lustro wykręcił :/ My wprowadziliśmy się do mieszkania po ślubie. Wcześniej ja mieszkałam ze swoimi rodzicami, on ze swoimi, a mieszkanie było wynajmowane przez moich rodziców lokatorom. Od kiedy się wprwoadziliśmy razem budowaliśmy i ustalaliśmy,jak ma wygladać podział obowiązków w naszym domu. Z tym,że w związku,że pracował bardzo często 12 godzin dziennie to ja wyręczałam go w załatwianiu niektóych formalności. Nie ustalałam z góry co ma być,kiedy i o jakiej porze. Razem to robiliśmy. A co do konaktów z rodzicami. No cóż. Zapraszałam jego i moich rodziców do nas. Na urodziny,ale też bez okazji. Z tym,że jego rodzice i siostra byli u nas tylko jeden raz (na tzw. wchodzinach). Moi przychodzili,kiedy zapraszaliśmy. Zapraszali też od czasu do czasu do siebie. Oni nie.Później, za każdym razem,kiedy zapraszałam,nie przychodzili. Jednak robili coś zadziwiającego. Mąż dzień przed moimi czy jego urodzinami jechał do swoich rodziców do prezent i przywoził go do nas do domu. Wtedy,jeśli były moje urodziny,ja dzwoniłam i dziękowałam. Co jakiś czas jeździł do rodziców (ostrzyc swojego Tatę),ale beze mnie. Raz pojechałam z nim,zwyczajowo wpraszając się,żeby posiedzieć,zapytać się,co u nich słychać. Tak samo chciałam utrzymywac kontakt z jego dalszą rodziną, zapraszając do nas. My jeździliśmy do moich ( na wesela,przyjęcia). Mąż był niezwykle lubiany przez moje kuzynostwo i lubił przebywać w ich towarzystwie. Jestem osobą rodzinną, mój mąż nie. To jednak nie oznacza,że nie można się dogadać. Porozmawiać. Dostosować się i pójść na kompromis. Ostatnio się spotykaliśmy. Siedzieliśmy ,rozmawialiśmy. Mój mąż chciał się do mnie przytulić,pocałować. Pokazał,z cały czas trzyma moje zdjęcie w portfelu. W komórce zapisaną :Kochana Żona. I powiedział tylko,ze nie wie,czego chce. A na pytanie,czy mam składać pozew, odpowiedział,ze chyba powinnam złożyć,zeby miał nauczkę. Boże,mam wszytsko przygotowane,ale tak się boję złożyć pozew. Ten okropny ból w sercu... Dziś Wigilia. A dla mnie oprócz tego,jest to strasznie trudny czas. Życzę Wszytskim spokojnych,rodiznnych świąt w miłej atmosferze...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
No właśnie w tym sęk,że nigdy mi nie dawali odczuć,że coś jest nie w porządku. Nie napisałam,ze mąż zmienił wyznanie dla mnie, z prawosławnego na katolicyzm (sam podjął taką decyzję,dużo o tym rozmawialiśmy; sama mam rodzinę mieszaną). Z nimi od czasu wyprowadzki męża nie rozmawiałam. Ja mam 24 lata. Mój mąż 26. Wg Ciebie powinnam do nich pójść przed złozeniem pozwu? Tylko po co?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość inek
myśle że współczuje ci bardzo :( nie wporządku on jest wobec ciebie facet musi wiedziec czego chce a jak kreci tzn ze nie chce byc z toba niestety

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
To dlaczego mi tego nie powiedział przed ślubem? Dlaczego tyle lat "biegał " za mną,był obecny w każdej chwili? Znamy się tak długo. Każdy nam zazdrościł,a teraz co? Mam złożyć ten pozew? Tak mi ciężko...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość puma35..
swieta to dobry czas zeby ich odwiedzic w koncu to twoja rodzina

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ale ich święta są 6 stycznia. To oni byli nie przyjemni przezd wyprowadzką. Jego Tata powiedział,że "jeśli coś nie pasuje,to trzeba rozwalić ten majdan". Katastrofa. Mam się przemóc i zajść do nich w tym tygodniu?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nocą
Walcz jesli Ci zalezy na nim ! W końcu to Twoje zycie , skoro On nie wie czego chce to może powinnas mu pokaza co dla niego jest wartosciowe ! NADZIEJA UMIERA ZAWSZE OSTATNIA , kochasz go to da się wyczuc tak więc walcz , nie poddawaj sie tak łatwo . Idz do nich poromawiaj z nim i z jego rodzicami , ja kiedy miałam podobny problem tak własnie to załatwiłam i udało się , on się opamietał i dziś jestesmy 15 lat razem i nadal szczesliwi ! Wesołych Świąt mimo wszystko ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Bardzo Ci wspolczuje... Czy Twoi rodzice wiedza o jego wyprowadzce? Jesli tak, to jaka byla ich reakcja?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Bardzo młody? Ja też jestem młoda. Wiek to tylko liczba. To po co to wszytsko angażował? Po co chciał się żenić? Tyle lat byliśmy razem. Po co to wszytsko? \"Oszczędna\",jasne,że moi rodizce wiedzą o jego wyprowadzce. Przecież tyle czasu już minęło! Moja Mama dzwoniła do jego Mamy. Chciałą porozmawiać,zeby jakoś się spotkać. Pytała się,czy oni chcą,zeby nasze małżeństwo trwało. Ona odpwoiedziała wtedy: Nie wiem. W ogóle zaczęła kryczeć na moją Mamę za to,ze ta do niej zadzwoniła. I niby po co? Szkoda pisać. Sądzicie,że mam zajść do teściów?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nocą,a jak to wyglądało u Ciebie? Dzięki za miłe słowa. Gdyby nie silna psychika,rodzina,przyjaciele i NADZIEJA,już dawno bym zwariowała :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nocą
u mnie to była nieco inna sytuacja , maz mnie zdradzał i chciał odejsc , zamiast to w sobie dusic postanowiłam walczyc , wiedziałam że rozmowa z nim nic mi nie da , poszłam do tesciów i opowiedziałm o wszystkim , poprosiłam o wsparcie , nie wiem na ile to zmieniło moja sytuację le przynajmniej oni staneli po mojej stronie , mązowi było coraz bardziej głupio , zaczał chyba myslec głową a nie tym co miedzy nogami , udało się , nie było łatwo ale było warto choc pewnie tu na forum nie jedna wtedy napisał by mi zostaw go to świnia ;) kochałam i miałam nadzieję ze i on mimo wszystko gdzies w srodku nadal kocha mnie , nie mylilam sie , ludzie popełniaja błedy , muszą miec szanse na ich naprawę , jesli się nie uda , trudno ... nie zawsze wychodzi tak jak chcemy ale przynajmniej bedziesz wiedziała ze zrobiłas wszystko co mogłas aby ratowac to małżenstwo , powodzenia ! ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Kochana,cieszę się,że Ci się powiodło. Z tym,że jego Rodzice zawsze trzymali jego stronę,nazwyjąc smarkaczem. Popierali go we wszystkim,nawet w złych rzeczach,które robił,więc czy jest sens rozmawiać? A może spróbuję. Pójdę w piątek,ale wcześniej napiszę o tym mężowi. P.S Próbowałam już wielu rzeczy: psychologów rodzinnych,poradni,ale przecież tam się chodzi wspólnie i to,co mi tam mówili dawno wiedziałam...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nocą
pojedz i porozmawiaj , nawet jesli oni są po jego stronie ( co zrozumiałe , w końcu to ich dziecko ) niech zobacza jak go kochasz , powiedz im ze zalezy Ci na całej rodzinie itd . oni musza zobaczyc że walczysz o to małżenstwo , piszę o tym bo wspomniałas że rodzice go rozpeszaczli , tak wiec pewnie teraz mają tez na niego duzy wpływ , i na jego decyzje , nie chciała bym miec do czynienia z takim facetem który zerka na rodziców przy podejmowaniu decyzji ale skoro oni tyle dla niego znacza to czemu nie mieli by pomóc w zmianie jego postepowania ;) nie zaszkodzi a może pomóc

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dobrze. Pójdę. Porozmawiam. Trzymaj za mnie kciuki. Dzisiaj cały wieczór będę o tym myśleć. Mam nadzieję,że wypali. P.S. U mnie w Rodiznie nikt nigdy nie bierze się za dzieckiem,jeśli ono źle postępuje. Zawsze jest rozmowa. Wyglądam przez okno. Zero śniegu. A tak bym poszła na sanki. Ktoś chętny?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nocą
Trzymam , powodzenia ! Mam nadzieję że sie uda , jesli nie to powiem Ci tylko to że Bóg ma swoje plany i widac wam nie było pisane . Zdarza się nawet najlepszym i tym co kochaja sie najmocniej i nie ma na to logicznego wyjasnienia , takie życie ... ps. ja bym na te sanki poszła bo tu u mnie jeszcze kilka dni temu bylo 16 stopni , wiec sniegu na świeta na pewno nie zobaczę ;) hahaha

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nocą
odezwij sie na topiku po akcji , chciała bym wiedziec co zdziałałaś , o ile nie masz nic przeciwko ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Czasami ludzie schodzą się po kilku latach. To nasza pierwsza miłość,więc tak łatwo się nie zapomni. Pytałam się go,czy wierzy,ze po rozwodzie można znowu być razem. Powiedział,ze nie wie,że nie umie odpowiedzieć na to pytanie... Rodzina mnie już nazywa drugą Matką Teresą z Kaluty. Oj... U mnie dziś 1 stopień na plusie i czekam na malutki śnieżek. Takie uroki Podlasia :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Odezwę się jeszcze przed akcją. Na bieżąco będę pisać. A nóż mi Ktoś coś doradzi....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nocą
Mozna byc razem po rozwodzie tylko po co , mozna sie nie rozwodzic i zaoszczędzic sobie nerwów , znam takich co po rozwodzie nadal sie spotykaja i ze soba sypiają ale niby wolni wiec mają i inne związki , to hipokryzja i dla tego pisze Ci o tym abys starała się teraz a nie potem , wniosek zawsze mozna złozyc , na to czasu Ci nie zbaraknie , po co z nim leciec od razu do sadu ?! A Matka Teresą to nie badz bo to wychodzi tak dobrze tylko świetym ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
No to prawda. Z tym,że już tyle czasu minęło. 7 miesięcy. To full czasu. Jestem młoda. Moze marnuję sobie czas?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nocą
Oki ja lecę jeszcze na miasto , życzę Ci Wesołych Świąt ,nadzieji , wiary w miłośc i męża spowrotem w domu , mądrego męża który doceni ciepło domowego ogniska i wartośc zwiazku ! papatki :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nocą
ps. moze marnujesz , tego na razie nie wiemy ;) pogadaj , zawalcz , jesli nic sie nie zmieni na lepsze to wniesiesz pozew i zaczniesz zycie od nowa , skoro udało Ci sie przetrawac te 7 miesiecy to znaczy ze dajesz radę , jestes dzielna babka ot co ;) papatki

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość reece
wiesz z Twoim mężem to jak z moją żoną oni chcą sie ciągle bawić i nigdy nie osiadą na tylkach wytrzymaja rok dwa lata nawet trzy ale pozniej bedą chcieli wrocic do starych zwyczajów powodzenia ci zycze i nie dawaj sie mezowi a tak w ogole to zabierz mu to lustro jemu kupia rodzice

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Czyli Ty też masz ten problem? Jesteś juz po rozwodzie. Być może masz rację.Skoro jest dupkiem,to moze lepiej,że to się wcześniej stało? Nie mamy dzieci. Kto wie,czy nie obudziłabym się z ręką w nocniku za kilkanaście lat. TYlko po co tych 8 zmarnowanych lat? Pójdę do teściów i zobaczę,gdzie to lustro zawiesili... Pralkę też zabrał,bo Rodzicom się zepsuła...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisałam dziś mężowi smsa,że chciałabym zajść do niego i jego rodziców,żeby zapytał się kiedy mogę (i zaproponowałam jutro lub pojutrze). Odpisał,że chyba żartuję,że to nasz sprawa i oni nie będą się wtrącać. I co teraz? :/

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Innezzz
Sensual właśnie przeczytałam Twój topik i czułam się tak jakbym czytała o … sobie i o swoim jeszcze-mężu  Też byliśmy ze sobą 8 lat. Dla nas to również była pierwsza miłość i zazdrościli nam jej wszyscy. Obydwoje atrakcyjni i wpatrzeni tylko w siebie. Rzadko się kłóciliśmy, nie mieliśmy „cichych dni”, lubiliśmy spędzać ze sobą czas, rozmawiać i codziennie słyszałam od niego że kocha mnie najbardziej i tylko ze mną chce być. Ufaliśmy sobie i nigdy nie zabraniałam mu wyjść z kolegami czy imprez firmowych. Często robiliśmy sobie nawzajem niespodzianki, codziennie dzwoniliśmy z pracy do siebie i wysyłaliśmy smsy. Podobno też przyrządzałam najlepsze obiady, ciasta i desery – jego znajomi gdy nas odwiedzali pytali żartobliwie „gdzie on mnie znalazł”?  Pobraliśmy się 1,5 roku temu a małżeństwem nie byliśmy nawet jeden rok. Myślałam, że to jakiś sen gdy w jeden dzień wypisał się z małżeństwa i wyprowadził do mamy. Nie rozumiałam nic z tego co mówił. Chodziłam do poradni ale niestety to dwie strony muszą walczyć o małżeństwo a nie jedna. Długo trwało zanim to sobie poukładałam i niestety doszłam do wniosku, że w tym swoim „zakochaniu” i jego pięknych słowach o miłości nie zwróciłam uwagi, że on po prostu boi się odpowiedzialności i nie dorósł do roli męża ( mimo tego że ma 30 lat). Gdy przeanalizowałam sobie nasz związek „chłodnym okiem” to okazało się, że to ja okazywałam mu na każdym kroku wsparcie i podejmowałam ważniejsze decyzje lub czekałam na niego aż on do nic dojrzeje. A chyba powinno być na odwrót tym bardziej, że jest ode mnie starszy. Gdy zaczęły się pierwsze problemy na które nie mieliśmy wpływu i to ja teraz potrzebowałam jego oparcia to on po prostu uciekł. Nie mieszkamy ze sobą 8 miesięcy. Czekam na rozprawę rozwodową.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Innezzz
Wiem, że nadal jesteś zaangażowana w Wasz związek i chcesz go uratować, ale sama nie jesteś w stanie tego zrobić. Rozmowa z jego rodzicami też nic nie da skoro oni nie widzą nic złego w zachowaniu syna i przyjęli go z otwartymi ramionami pod swój dach. To już o nich dużo mówi- nie mają honoru i żadnych wartości a syna traktują jak dziecko a nie męża, który założył rodzinę i składał przysięgę. Myślę, że na razie powinnaś przestać walczyć, bo to tylko daje mu sygnał, że po pierwsze - on znowu nic nie musi robić bo to Ty się starasz, a po drugie – skoro Ci nie wychodzi i jemu nadal nie chce się wracać do Ciebie tzn. że za mało się starasz i to Twoja wina, że Wasze małżeństwo się wali. A on czuje się usprawiedliwiony. Ale spróbuj się z nim spotkać i porozmawiać o tym, co on zamierza zrobić (nie mów wtedy co Ty jesteś jeszcze w stanie zmienić dla niego, to on musi wyjść z inicjatywą). Jeśli on nic nie chce robić to nie jest Ciebie wart i nie ma sensu być z kimś, kto nie zapewni Ci oparcia i bezpieczeństwa w życiu. Wtedy zapytaj, kiedy zamierza wnieść pozew i jakie proponuje warunki – niech on podejmie decyzje o zakończeniu małżeństwa, żeby poczuł, że to on jest za to co się stało odpowiedzialny.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Boże,Inezzzko,nase historie są identyczne. Ty Ty złożyłaś pozew? Napisz,jak mam w nim wymusić decyzję o rozwodzie,skoro on powiedział,że nie wniesie pozwu. Wie,że ja mam taki przygotowany,ale jest pewien,że nie wniosę. Już nie walczyłam,a znowu zaczęłam. Mamy się spotkać w niedzielę. On raz chce,raz nie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×