Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

on-line

dla poprawy nastroju

Polecane posty

Po każdym locie, piloci linii lotniczych są zobowiązani do wypełnienia kwestionariusza na temat problemów technicznych, napotkanych podczas lotu. Formularz jest następnie przekazywany mechanikom w celu dokonania odpowiednich korekt. Odpowiedzi mechaników są wpisywane w dolnej części kwestionariusza, by umożliwić pilotom zapoznanie się z nimi przed następnym lotem. Nikt nigdy nie twierdził, że załogi naziemne i mechanicy są pozbawieni poczucia humoru. Poniżej zamieszczono kilka autentycznych przykładów podanych przez pilotów linii QUANTAS oraz odpowiedzi udzielone warto zauważyć, że QUANTAS jest jedyną z wielkich linii lotniczych, która nigdy nie miała poważnego wypadku... P = problem zgłoszony przez pilota O = Odpowiedź mechaników P: Lewa wewnętrzna opona podwozia głównego niemal wymaga wymiany. O: Niemal wymieniono lewą wewnętrzną oponę podwozia głównego. P: Przebieg lotu próbnego OK. Jedynie układ automatycznego lądowania przyziemia bardzo twardo. O: W tej maszynie nie zainstalowano układu automatycznego lądowania. P: Coś się obluzowało w kokpicie. O: Coś umocowano w kokpicie. P: Martwe owady na wiatrochronie. O: Zamówiono żywe. P: Autopilot w trybie \'\'utrzymaj wysokość\'\' obniża lot 200 stóp/minutę. O: Problem nie do odtworzenia na ziemi. P: Ślady przecieków na prawym podwoziu głównym. O: Ślady zatarto. P: Poziom DME niewiarygodnie wysoki. O: Obniżono poziom DME do bardziej wiarygodnego poziomu. P: Zaciski blokujące powodują unieruchomienie dźwigni przepustnic. O: Właśnie po to są. P: Układ IFF nie działa. O: Układ IFF zawsze nie działa, kiedy jest wyłączony. P: Przypuszczalnie szyba wiatrochronu jest pęknięta. O: Przypuszczalnie jest to prawda. P: Brak silnika nr 3. O: Silnik znaleziono na prawym skrzydle po krótkich poszukiwaniach. P: Samolot śmiesznie reaguje na stery. O: Samolot upomniano by przestał, latał prosto i zachowywał się poważnie. P: Radar mruczy. O: Przeprogramowano radar by mówił. P: Mysz w kokpicie. O: Zainstalowano kota. P: Po wyłączeniu silnika słychać jęczący odgłos. O: Usunięto pilota z samolotu. P: Zegar pilota nie działa. O: Nakręcono zegar. P: Igła ADF nr 2 szaleje. O: Złapano i uspokojono igłę ADF nr 2. P: Samolot się wznosi jak zmęczony. O: Samolot wypoczął przez noc. Testy naziemne OK. P:3 karaluchy w kuchni. O:1 karaluch zabity, 1 ranny, 1 uciekł. ______________________ dodany: 08.11.2005 | Autentyczne dialogi pilotów DC-1 miał bardzo daleką drogę hamowania po wylądowaniu z powodu nieco za dużej prędkości przy podejściu. Wieża San Jose: \"American 751 skręć w prawo na końcu pasa, jeśli się uda. Jeśli nie, znajdź wyjazd \"Guadeloupe\" na autostradę nr 101 i skręć na światłach w prawo, żeby zawrócić na lotnisko. ______________________ dodany: 08.11.2005 | Autentyczne dialogi pilotów Wieża: Podajcie oczekiwany czas przylotu. Pilot: Wtorek by pasował... ______________________ dodany: 08.11.2005 | Autentyczne dialogi pilotów Wieża: Macie dość paliwa czy nie? Pilot: Tak. Wieża: Tak, co? Pilot: Tak, proszę pana. ______________________ dodany: 08.11.2005 | Autentyczne dialogi pilotów Wieża: Wasza wysokość i pozycja? Pilot: Mam 180 cm wzrostu i siedzę z przodu po lewej... ______________________

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Facet wyjeżdżając na wczasy zostawił swojemu bratu kota, żeby ten nim się opiekował. Wczasowicz dzwoni po tygodniu z wakacji i pyta się brata jak tam jego kot. - No stary... Niestety przykro mi, ale Twój kot zdechł. - Ehhh, musiałeś tak walić prosto z mostu? Przez ciebie będę miał zepsutą resztę urlopu. Mogłeś mi powiedzieć, że kot siedzi na dachu i nie chce zejść. Później zadzwoniłbym za dwa dni i Ty byś powiedział, że spadł z dachu i leży u weterynarza połamany, a kiedy zadzwoniłbym za kolejne dwa dni powiedziałbyś, że mimo największych wysiłków weterynarza mój kociak zdech... No ale cóż stało się, powiedz mi lepiej co tam u mamy? - No więc widzisz... Mama siedzi na dachu i nie chce zejść

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Przychodzi młody chłopak do lekarza. - Panie doktorze. Mam jedno jądro sine. Lekarz zbadał i mówi: - Uuuu, rak! Trzeba amputować. Szybko wykonał operację i pożegnał się z pacjentem. - Panie doktorze, to znowu ja. Teraz mam drugie jądro całe sine. - Rak! Trzeba amputować. Nazajutrz znów ten sam chłopak. - Niestety panie doktorze. Przeniosło sie na mój interes. Lekarz nie dowierza, bada, bada i w końcu mówi: - Eeee, panu to tylko dżinsy farbują...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wraca zmęczony grabarz do domu, ledwie żywy, pada z nóg. Żona pyta: - Co ci Stefciu, ile miałeś pogrzebów dzisiaj?! A on: - Jeden, ale chowaliśmy naczelnika urzędu skarbowego. - No i co z tego?! - No niby nic, ale jak go tylko zakopaliśmy, to zerwały się takie brawa, że musieliśmy 7 razy bisować...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Mój wujo jest akwizytowem w hurtowni wina i napojów. Dziś rozwalił mnie takim tekstem: Pewien sklep zamawiał skrzynkę taniego wina na tydzień i nagle przestał. Wujo pyta: Czemu już nie bierzecie wina? Przestało schodzić? Sklep: ten klient umarł... Człek wypijał 24 tanie wińska tygodniowo! 3 dziennie! Podczas jednego z obozów wspinaczkowych w Tatry pojechaliśmy w rejon Morskiego Oka. Dotarliśmy pod ścianę. Nasz instruktor (jako, ze byliśmy przygotowani na wyprawę pod każdym względem) zaproponował, żebyśmy sobie strzelili po jednym - "żeby nam się ściana trochę˛ położyła - będzie się lepiej wchodzić". Towarzystwo nie namyślało się długo i zaczęli "kłaść ściany" dosyć intensywnie, z czasem flaszki zaczęły topnieć jedna po drugiej i skończyło się na kompletnym uboju. Gdy grupa ocknęła się równo ze świtem zauważyli, że brakuje wśród nich prowodyra libacji - instruktora... I tutaj następuje wersja GOPR-owców: "Wyjeżdżamy gazikiem zza zakrętu a tu jakiś facet na środku drogi idzie na czworaka, wbija haki w asfalt i asekuruje się liną..."

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
PAMIĘTNIK POLICJANTA Poniedzialek Siedze razem z kapralem Klucha nad krzyzówka. Wtorek Nadal siedzimy nad krzyzówka. Sroda Przyszedl plk Zelazny i powiedzial zebysmy odwrócili krzyzówke, bo lezy do góry nogami. Czwartek Odwrócilismy. Ale i w tej pozycji jest trudna. Siedzimy. Piatek Zglodnialem Kapral Klucha chyba tez, bo krzyzówka zniknela. Sobota Poniewaz zabraklo krzyzówki z nudów zabralismy sie do lapania bandytów. Ja zlapalem jednego, a kapral Klucha 38. Niedziela Pulkownik Zelazny, osobiscie zlozyl przeprosiny na rece attache ambasady Holandii za zatrzymanie autokaru z 38 pasazerami. A ja musialem zwolnic kierowce. Pech. Poniedzialek Kieruje ruchem na skrzyzowaniu. W radiowozie jechal plk Zelazny. Pomachalem mu reka. Mam teraz niezly karambol. Wtorek Razem z kapralem Klucha bierzemy udzial w poscigu za skradziona Toyota. Musimy go jednak przerwac bo nogawka wkrecila mi sie lancuch, a kapralowi Klusze ped powietrza oderwal dzwonek. Sroda Przesluchuje zboczenca zlapanego w parku. Idzie w zaparte. Za to ja sie cholera przyznalem. Czwartek Dostalismy wiadomosc, ze przy ulicy Sennej w mieszkaniu nr 7 niejaka babcia Pelagia lewituje. Udalismy sie na miejsce. Wiadomosc sie nie potwierdzila Babcia Pelagia wcale nie lewitowala. Powiesila sie na zyrandolu. Piatek Gram z kapralem Klucha w karty. Wygralem. Piec asów na karete jokerów Sobota Wczoraj wieczorem zauwazylem ?le zaparkowanego "malucha". I do tego tuz pod moim oknem. Zapisalem sobie jego numer. Dzisiaj sprawdzilem go w kartotece. To mój "maluch". Chyba wezme urlop. Niedziela Na spacerze pogryzlem wiewiórke. Czuje tez jakis wstret do wody. Moze to angina? Poniedzialek Dostalismy zawiadomienie o zaginieciu kotka pana ministra. Pedzimy na sygnale. Tuz pod domem pana ministra, kapral Klucha na cos najechal. Sprawdzam co to bylo. Juz nie szukamy kotka. Wtorek W parku pojawil sie ekshibicjonista. Zastawilismy na niego pulapke. Niestety. Wymknal sie. Zostal mi w reku tylko jego plaszcz. Fajnie wygladal, jak goly przedzieral sie przez krzaki. W samej tylko koloratce. Sroda Remontuje mieszkanie. Wstrzelilem kolek w sciane. Umówilem sie z sasiadem, ze w dziure po kólku wstawimy drzwi. Nie protestowal. Byl nieprzytomny

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
PAMIĘTNIK POSŁA Poniedzialek Znów do roboty... Zaledwie zakonczyla sie poprzednia sesja parlamentu, pamietam, spiewalismy koledy i dawalismy sobie podarunki pod choinke, a tu znów juz trzeba do roboty. Dzieciaki sie smieja, bo akurat zaczynaja sie im wakacje a ja musze kisic sie w lawce. No ale nic, trzeba przecierpiec te dwa albo i trzy tygodnie. Chyba wystapie o dodatek za prace w nadgodzinach. Kto to widzial tyle tyrac. Wtorek Jak goraco! Odparzylem sobie posladki o lawe. Wkurzylo mnie to i rzucilem pomysl strajku. Oflagowalismy sie, zalozylismy Poselski Komitet Strajkowy i oglosilismy liste 22 postulatów, bez spelnienia których nie przerwiemy strajku. W razie niespelnienia postulatów zagrozilismy glodówka rotacyjna, tzn. glodowac beda po kolei wszyscy poslowie w godzinach 8-8.15 rano i 02-02.30 w nocy, oraz wszyscy w przerwach miedzy posilkami. Ci z ZCHN glosowali "za", bo w starszym wieku dobrze jest sie czasem przeglodzic, ale pod warunkiem zeby glodówke nazwac postem, bo poszczenie jest jak najbardziej zgodne z wartosciami chrzescijanskimi. Sroda Zachorowal kolega z naszego klubu. Mówilem mu, ze langusty z kawiorem nie popija sie litrem koniaku! Wyslalismy mu zyczenia do szpitala: "Drogi kolego, zyczymy szybkiego powrotu do zdrowia. 34 za, 5 przeciw, 2 sie wstrzymalo". Czwartek Wczoraj na balandze doszlismy do wniosku, ze wlasciwie zapomnielismy o jeszcze jednym postulacie: Zadamy podwyzki diet do przecietnej placy kongresmana i wyplaty jej w dolarach. Fuck! Okazalo sie, ze kongresman zarabia mniej niz my. Wycofalismy postulat i naglosnilismy to jako wyraz naszej troski o spoleczenstwo i jako przyklad skromnych wymagan materialnych parlamentu. Piatek Kupili mi Mercedesa 500. Moi wyborcy przestana sie wstydzic, ze jezdze jakims marnym BMW. Sobota Obudzilem sie zlany potem, ale po chwili okazalo sie, ze to tylko sen. Nadal mam przy sobie - jak kazdy mezczyzna - narzedzie gwaltu. Ufff. Niedziela Pod oknami wrzeszczeli rolnicy albo nauczyciele. Jeden motloch, chuj z nim. Przeszkadzaja w mszy i nie uslyszalem kto zalapie sie na kolejna wycieczke do Rzymu z prezydentem. Wedle listy z naszej partii powinien jechac teraz szwagier ciotki mojego szofera, ale jak znam zycie to pojedzie znów stryjenka wuja tego elektryka od maszynki do glosowania. Facet powiedzial, ze albo ja poslemy albo przestanie dodawac nam glosów. Poniedzialek Po paru piwkach jechalem sobie srodkiem chodnika (przeciez nie pojade ulica, bo o wypadek nietrudno) i jakis palant potracil mego Merca. Rodzine ofiary obciazono kosztami naprawy. Wtorek Spotkanie z wyborcami. Obiecalem emerytom po 130 milionów renty. Bili brawo. Potem nazwalem prezydenta agentem. Bili brawo. Potem rzucilem haslo "precz z zydostwem". Bili brawo. Potem powiedzialem, ze solidaryzuje sie z nimi, bo tez zarabiam zaledwie 20 milionów. Bili - ale mnie. Okazalo sie, ze oni wprawdzie zarabiaja 20 mln lecz rocznie. Musze uwazniej czytac notatki jakie mi robia w biurze. Sroda Zglosilem votum nieufnosci w stosunku do rzadu. Na szczescie koledzy powiedzieli mi, ze piec dni temu obalilismy tamten rzad i teraz jestem wicepremierem. Nawet nie wiedzialem. Powiedzialem, ze sie pomylilem. I tak wszyscy spali. Czwartek Dzisiaj glosowalismy nad jakas ustawa czy podatkiem; nie pamietam. Czytalem sobie "NIE" i nagle widze, ze kamerzysta usiluje sfilmowac jak ktos obok mnie glosuje na dwie rece i jedna stope. A to sukinsyn! Kamerzysta. Usiluje manipulowac opinia publiczna. Wezwalem i opieprzylem. Jej, jak ja to lubie! Piatek Prezydent zrobil aluzje, ze juz dawno nie calowalismy go w dupe. Powiedzial - bezczelny - ze jakby co, to rozwali ten caly parlament siekiera. Cham ze sloma w butach. Nie pomyslal, ze musialbym wtedy wrócic do tej kanciapy na budowie i dalej robic za stróza nocnego. Sobota Zawiazalismy koalicje. Ja i ta blondyna z KPN... czy moze z PSL? Cholera ja wie. Szybko uzgodnilismy wspólny punkt widzenia i znale?lismy plaszczyzne porozumienia. Ruchy frykcyjne... pfu, frakcyjne, odchodzily az dudnilo. Ona troche narzekala, ze obtarla sobie kolana na kleczniku, gdy ladowalem ja od tylu, ale co tam, dla dobra Polski mozna pocierpiec. Milo bylo, ale potem okazalo sie, ze to komunistka! Jak Bozie kocham! W srodku byla calkiem rózowa, a miejscami nawet czerwona! Zdekomunizowalem ja przez okno. Niedziela Gralem w karty z szefem klubu bezpartyjnych katolików, albo niekatolickich partyjnych. Nigdy sie nie moge w tym polapac. Wygralem dwa etaty wice wojewody (koledzy sie uciesza!), 15-minutowe "okienko" w TV zaraz przed "Kolem Fortuny", podróz z prezydentem do Gwadelupy i sluzbowa Honde Accord, ale stara, bo ma juz pól roku i 10,000 na liczniku. Bedzie dla szwagra, bo pieni sie, ze ma posla w rodzinie i nawet nie jest jeszcze ambasadorem. Tamtemu lyso bylo, wiec dalem mu potem wygrac w tym glosowaniu nad budzetem. Zabrano emerytom polowe szmalu i podniesiono podatki do 95% Niezly interes zrobilem, moze nie? Poniedzialek Lotr! Sukinsyn bez czci i sumienia! Ta Honda ma 35.000 na liczniku i popielniczke pelna petów; a co gorsza prezydent odwolal wizyte w Gwadelupie, o czym wczesniej nie wiedzialem. Jakze pazerni i nieuczciwi bywaja niektórzy nasi wybrancy spoleczenstwa. Wtorek Ciekawa inicjatywa. Zgloszono projekt by tytuly senatora i posla przechodzily z ojca na syna. Oczywiscie slubnego. Hmmm, trzeba to . Zgloszono projekt by tytuly senatora i posla przechodzily z ojca na syna. przemypienil... "proces plynnej sukcesji wladzy"... nie, to jeszcze nie to. Ale slec. Jak by to ladnie nazwac, zeby ten motloch sie nie poczekamy, poczekamy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
PAMIETNIK PRACOWNIKA PONIEDZIALEK - Dostalismy komputery. To takie telewizorki z pudelkiem ikawalkiem harmonii. Fajne sa. WTOREK - Caly dzien siedze przed komputerem. Chyba sie popsul. SRODA - Przyszedl nasz kierownik i wlaczyl komputer do gniazdka. CZWARTEK - Dzisiaj pracujemy na komputerach jak szaleni. Dostalem sie na 10 level. Ale Zlotówa byl lepszy. Padl na 12-tym. PIATEK - Nie moge przejsc 13 poziomu. Dzisiaj chyba znowu zostane na noc. SOBOTA - Rano przyszli policjanci. Zona zglosila moje zaginiecie. Na razie zamieszkam u Zlotówy. NIEDZIELA - Bank zamkniety. Nie moge sie doczekac poniedzialku. PONIEDZIALEK - Dzisiaj szkolenie. Razem ze mna idzie Zlotówa i Bromba. Wykladowca zalamal sie juz po 10 minutach. Cos jednak wynieslismy z tego szkolenia. Ja mam piekny komplet dlugopisów, a Zlotówa nowy rzutnik. WTOREK - Nareszcie mamy kserokopiarke. Przy pierwszym uruchomieniu Zlotówa naswietlil sobie oczy. Pó?niej Bromba postanowila odbic sobie slownik. Teraz czekamy na nowa kserokopiarke. I na powrót Bromby ze szpitala. SRODA - Alarm bombowy. Ewakuacja budynku. Ktos zostawil podejrzana reklamówke w toalecie. Saperzy ja zdetonowali. Teraz potrzebny bedzie remont WC, a nasz dyrektor bedzie musial jeszcze raz zrobic zakupy. CZWARTEK - Wyplata. Postanowilem zaszalec. Kupilem sobie nowe skarpetki. Nawet niedrogo, choc na druga musialem pozyczyc. PIATEK - Razem z Ziutkiem jedziemy w delegacje. Niestety, mój rower ma przebite kolo, wiec Ziutek bierze mnie na rame. Po drodze zatrzymujemy sie na nocleg. Spanie na swiezym powietrzu ma swoje dobre strony. SOBOTA - Delegacja bardzo sie udala. Wszyscysmy sie fajnie bawili. Najgorzej bede wspominal Izbe Wytrze?wien. NIEDZIELA - Rano okazalo sie, ze ukradli nam sluzbowy rower. Do domu wracalismy wiec na piechote. PONIEDZIALEK - Mamy nowa pracownice. Postanowilismy wymyslic jej jakas ksywke. Po 3 godzinach intensywnego myslenia juz ja mielismy. Nazwalismyja: Nowa. WTOREK - Nowa dzisiaj nie przyszla. Podobno zrezygnowala z pracy. Towina Zlotówy. Nie kazdy wytrzyma na widok grubego faceta ubranego jedynie w banknot 10 zlotowy. SRODA - Bromba wrócila ze szpitala. Ale trafil tam Ziutek ze skomplikowanym zlamaniem kosci sródrecza. Upadla mu jakas kartka i poprosil Brombe, zeby sie odsunela. Wtedy ona poszla mu na reke. CZWARTEK - Z okazji wdrazania u nas nowoczesnych technik pracy, kierownik kazal nam pisac na komputerach. Jako pierwsza komputer zapisala Bromba. Na moim tez juz brakuje miejsca. PIATEK - Czyscimy komputery. Okazalo sie, ze kierownikowi chodzilo o cos innego. Za to teraz komputery w ogóle juz nie dzialaja. Moze woda byla za goraca? SOBOTA - Nareszcie lykent. Zbieramy ze Zlotówa grzyby. Odchodza razem z tynkiem. Na niedziele zostanie nam juz tylko przedpokój. NIEDZIELA - Rano wpadl do nas sasiad z góry. Do czasu wyremontowania sufitu bedziemy mieszkac we trzech. PONIEDZIALEK - Spóźnilem sie do pracy. Wszystko przez te korki. Juz mi sie calkiem przetarly. Bede musial sobie kupic jakies inne buty (Ale drugi raz juz nie kupie sandalów. W zimie.). WTOREK - Zostalem wlascicielem komórki. Ze Zlotówa juz nie dalo sie mieszkac. SRODA - Zginal mój zszywacz. Nikt sie nie cahce przyznac. Ale ja podejrzewam Brombe. Ma nowa sukienke. CZWARTEK - Pogodzilem sie z zona. Ziutka. Moja zada rozwodu. Rozprawa jutro. PIATEK - Siedzimy z zona przed sala rozpraw. Nagle slychac, jak sedzia krzyczy do wo?nego: powódke! Idziemy do domu. Nie bedzie nas sadzil jakis pijak. SOBOTA - Bylismy na imieninach u Bromby. Strasznie sie wymalowala i wystroila. Wygladala jak pisanka. Zlotówa tak jej powiedzial. Wtedy ona zaproponowala, ze ugotuje mu jajka. Zlotówa jakos dziwnie zbladl. Jajek w kazdym bad? razie nie bylo. Byla kura i Coca-Cola. Podobno po okazyjnej cenie. Import z Belgii. NIEDZIELA - Jakos dziwnie sie czuje. Dowiedzialem sie równiez, ze Bromba jest w szpitalu. U Zlotówy nikt nie odbiera. Pewnie pojechal na ryby. PONIEDZIALEK - Ciagle kiepsko sie czuje. Lekarz powiedzial, ze to zatrucie, wiec dzisiaj siedze w domu. Postanowilem poogladac sobie telewizje. Niestety, wieczorem juz nie moglem nic ogladac. Sasiedzi zasuneli zaslony. WTOREK - Jestem w pracy. Wszyscy juz wyzdrowieli. Milo popatrzec na znajome twarze. Zeby tylko tak Bromba wszystkiego nie zaslaniala. SRODA - Zainstalowali u nas w pracy automat z Pepsi Cola. Albo mamy straszne szczescie albo ten automat jest popsuty. Wszyscy wrzucajacy monety zawsze cos wygrywaja. CZWARTEK - Zab mnie strasznie rozbolal i w naglym przyplywie odwagi poszedlem do dentysty. Na fotelu po mojej odwadze juz nie bylo sladu. Wyskoczylem z fotela jak z procy. Dopiero po pokonaniu jakichs 5 km wyjalem z zeba wiertlo. Po jakims czasie dogonil mnie dentysta. Samochodem. Znalazl mnie po szlaczku z czesci jego aparatury, jaki za soba zostawilem. Jej splacanie zajmie chyba reszte zycia. Moich dzieci i wnuków. Za to zab juz mnie nie boli. PIATEK - Dla poprawienia wystroju biuraBromba przyniosla jakies zielsko w... doniczkach. Zlotówa jak to zobaczyl, strasznie sie ucieszyl. Powiedzial mi, ze to marihuana i zaczal robic skrety. Fajny mial odlot - po tym jak to Bromba zobaczyla. Zreszta, to nie byla wcale marihuana, tylko jakies paprotki. SOBOTA - Poszedlem z Bromba i Zlotówa do kina.Bromba przyniosla wiadropopcornu. Ale cholera nie chciala sie podzielic. Mielismy miejsca w pierwszym rzedzie. Po reklamach Zlotówa zwymiotowal, ja caly seans plakalem (choc to byla komedia), a Bromba dostala zeza rozbieznego. NIEDZIELA - Pojechalismy ze Zlotówa na ryby. Ale smazalnia byla zamknieta. Pojechalismy wiec do mieszkania Zlotówy. Skonczylo sie jak zwykle: na sledzikach i wyborowej. PONIEDZIALEK - Bromba powiedziala, ze napilaby sie herbaty. Ja na to, ze ja tez. Niestety, herbaty nie ma juz od dwóch tygodni. WTOREK - Dzisiaj Zlotówa zrobil wszystkim herbaty. Byla jakas dziwna, jakby ziolowa. Ciekawe, dlaczego paprotki Bromby nie maja juz lisci. Przeciez to jeszcze nie jesien. SRODA - Po pracy poszlismy z Ziutkiem na mecz. Bylo extra. Pilkarze poczatkowo grali niemrawo, ale za to w drugiej polowie juz bardzo szybko poruszali sie po boisku. Za nimi zas gromada kibiców. Padly tez bramki. Obie. W ogóle atmosfera byla bardzo goraca. Za to caly czas schladzaly nas policyjne sikawki. Mam z tego meczu duzo pamiatek: policyjny kask, palki, tarcza z napisem POLICJA, skrawki munduru, siniak od lawki na plecach, wybite dwa przednie zeby, jakies szaliki. CZWARTEK - Nudy. Gdyby Zlotówa niechcacy nie podpalil biurka kierownika, dzien bylby na straty. Na kierowniku dlugo jeszcze utrzymywala sie piana. Nie tylko ta z gasnicy. PIATEK - Ziutek przyszedl dzisiaj bardzo wesoly. Co prawda nie minelo jeszcze 48 godzin, ale go juz wypuscili. Jutro nasza druzyna ma mecz wyjazdowy. Ziutek obiecal, ze mi cos przywiezie. SOBOTA - Dzisiaj pierwszy raz w zyciu lecialem. Potracil mnie samochód. Ciezarowy. Kierowca ciezarówki bardzo sie wkurzyl i zaczal mocno trzasc drzewem na którym wyladowalem. Gdyby mu w miedzyczasie nie ukradli wozu, kto wie jak by to sie skonczylo. NIEDZIELA - Nareszcie zdjeli mnie z drzewa. Strazacy to super goscie. Zabrali mnie na akcje. Nie wiem, dlaczego sie smiali. Przeciez ten kot którego zdjeli z drzewa nie byl wcale do mnie podobny.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość to lepsiejsze
Siostra.. prawie mnie dziś w nocy aresztowali >;D Coooo??! lol... zlewasz się? ;) Niet... Było tak - wracamy z Humusem z klubu, zdrowo zawiani... Z Humusem... no to już wierzę... I zaczęliśmy gadać, jak to zwykle po pijaku - czy lepsze jest Muay-thai czy Taekwondo Humus ćwiczy Taekwondo?? Robi coś poza piciem??? Ćśśś siostra! ;] Tak, ćwiczy od dawna, prawie tyle co ja muay-thai No i jak to bywa u nas, zaczęliśmy się napieprzać :D ... Wiesz, teatralne ciosy, jakieś kopniaki z obrotu, co to nie mają szans trafić... No w każdym razie musiało to wyglądać ostro, bo ktoś chyba wezwał policję.. bo nie wierzę, żeby sami z siebie przejeżdżali na takim zadupiu.. I co? No i... lol.. Wyobraź sobie nasze miny, kiedy przyjeżdża dwóch typów na koniach (sic!) POLICJA KONNA!! xD I wiesz: "Natychmiast proszę się od siebie odsunąć!" Tłumaczymy, że znamy się sto lat, że to żarty.. ale średnio nam wierzą :D Ładnie... W prawdziwe kłopoty o mało się nie wpakowaliśmy dopiero potem ;) ??? Bo Humus zaczął się z nich nabijać xD debil... debil... W areszcie przed świętami... Heh.. Koleś coś mówi, że za bójkę to powinni nas właściwie zatrzymać Opowiem babci przy wigili... A Humus na to, swoim zapijaczonym głosem: Ja na pana konia nie wsiadam! Kolesie konsternacja, a ja dostałem dzikiego ataku śmiechu xD Nie mogłem się powstrzymać, aż usiadłem brawo... Kolesie zgłupieli ;D Patrzą na siebie i nie wiedzą co z nami zrobić. Humus oczywiście pokapował się w tym co powiedział i zaczął jechać dalej: W razie aresztu to bierzecie nas na konie przed czy za siebie? Ja chcę jechać za panem i objąć pana rękami" i do mnie: "Ja jadę z panem wąsatym, jest przystojniejszy" itd, itd. ... bosz.. i ty jesteś moim starszym bratem!!!!! Masz żonę... swoją firmę... W końcu zaczęli nas straszyć Kolską ... Okładka faktu: Szef firmy rekrutacyjnej w izbie wytrzeźwień! I jak to się skończyło? Już do nas zsiadali, kiedy Humus wyciągnął 100zł z portfela i z śmiertelnie poważną miną powiedział: Datek na karpia dla konia. ... i nie zamknęli WAS????!!? Jeden z policjantów nie wytrzymał i parsknął śmiechem. Autorytet się posypał, wzięli kasę i pojechali.. dzieci... dzieci z was... A właśnie! A'propos dzieci, w sumie dlatego piszę. :) Asia jest w ciąży, dlatego wczoraj poszedłem świętować - zostaniesz chrzestną? :D :D :D :D :D :D :D :D TAAAK!!! :D:D:D:D:D:D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość to lepsiejsze
masz ochotę na jakiś numerek? :> no? dziewiętnaście

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×