Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość If I Were A Boy...

Dlazcego mimo wszystkich krzywd, które nam zrobił nadal Go kochamy??

Polecane posty

Gość If I Were A Boy...

Czemu kobietty są takie? Dlaczego tak trudno jest się uwolnić od miłości? Nawet jeśli to on nas rzucił my nadal zrobiłybysmy dla niego wiele...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ToJaaaaa
no wlasnie dlaczego :( myslalam ze tylko ja taka naiwna jestem :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość sobotnie popoludnie na kafe
zerwij kontakt i po roku ci przejdzie ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Lek na miłość Coraz częściej głos w tej sprawie zabierają też biochemicy. Gwałtowne uczuciowe powikłanie, nazywane miłością, bywa - według nich - powodowane przez związek zwany fenyloetylaminą (PEA). Jej obecność w mózgu wywołuje uczucie radości, szczęścia i euforii. Jest ona naturalną amfetaminą i zwiększa operatywność mózgu. Zdanie to podziela znany amerykański psychiatra Michael Liebowitz z New York State Psychiatric Institute. Uważa on, że zakochujemy się wówczas, gdy neurony w układzie limbicznym, czyli w tej części mózgu, która jest odpowiedzialna za powstawanie uczuć, są nasycone i uwrażliwione przez PEA oraz inne chemiczne substancje mózgowe, jak dopamina i katecholamina. Być może to właśnie obecność naturalnej amfetaminy powoduje, że kochankowie potrafią rozmawiać i czulić się do siebie całą noc, nie odczuwając zmęczenia, że w dni szczególnych uniesień stają się roztargnieni, niezrównoważeni i niezwykle ożywieni. Nie przeszkadzają im wady ukochanej osoby, a cały świat jawi im się w różowych kolorach. Liebowitz przebadał grupę nieszczęśliwie zakochanych, którzy nieustannie wybierali nieodpowiednich partnerów, przez nich cierpieli z powodu depresji, próbowali popełnić samobójstwo. Okazało się, że u chorych z miłości zaburzone jest wydzielanie PEA. Potwierdzają to między innymi badania innego psychiatry amerykańskiego, Hectora Sabelli. W moczu osób szczęśliwych stwierdził on podwyższoną zawartość produktów przemiany PEA. Ci, którzy przeżywali zaś uczuciowy kryzys, mieli tych związków zdecydowanie mniej. Chorym z miłości zaczęto podawać zatem specjalne leki, dzięki którym nastąpiło podwyższenie poziomu PEA i innych naturalnych amfetamin, odpowiedzialnych za utrzymywanie się stanu oczarowania. Terapia okazała się skuteczna. Leczeni pacjenci zaczęli wreszcie tworzyć udane związki, odzyskali wiarę w miłość. ,,Stan miłosnego zauroczenia jest prawdopodobnie konsekwencją napływu PEA i innych naturalnych stymulatorów, które oddziałują na zmysły i odmieniają rzeczywistość" - twierdzą zwolennicy teorii chemii miłości. ,,W miłości istotną rolę odgrywa także oksytocyna, która zmusza nasze ciało i mózg do irracjonalnych niekiedy zachowań. Ten miłosny ťnapójŤ wpływa na całą grupę zachowań opiekuńczych, lokomocyjnych, seksualnych i macierzyńskich (...),,otępiacze umysłu". Substancje te są podobne do morfiny, znieczulającego narkotyku. W przeciwieństwie do PEA uspokajają one umysł i koją ból. Do nieporozumień między kochankami może dochodzić wówczas, gdy poszczególne neuroprzekaęniki wydzielane są w różnym czasie. Jedno z dwojga jest jeszcze na fali uniesień i miłosnych wyrzeczeń. Dla niego miłość jest nadal najważniejsza. Drugie pragnie już spokoju, oferując kochankowi jedynie przyjaęń. Więcej czasu chce przeznaczyć na inne sprawy, zaczyna na nowo dostrzegać otaczający go świat i przyjaciół, z którymi był przez kilkanaście lat, a których odsunął ze swego życia na czas namiętnych uniesień. Nieraz szybko znajduje sobie nowy, zastępczy obiekt westchnień. Nie dostrzega, że taką postawą rani ukochanego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Znany amerykański psychiatra Michael Liebowitz z New York State Psychiatric Institute uważa, że zakochujemy się wówczas, gdy neurony w tej części mózgu, która jest odpowiedzialna za powstawanie uczuć, są nasycone i uwrażliwione przez specyficzne substancje chemiczne mózgowe, w tym dopaminę i katecholaminę. Liebowitz przebadał grupę nieszczęśliwie zakochanych. Okazało się, że u chorych z miłości zaburzone jest wydzielanie tych substancji. Potwierdziły to badania innego psychiatry amerykańskiego, Hectora Sabelli. W moczu osób szczęśliwych stwierdził on podwyższoną zawartość produktów przemiany tych związków chemicznych. Natomiast ci, którzy przeżywali uczuciowy kryzys, mieli ich zdecydowanie mniej. Chorym z miłości zaczęto więc podawać specjalne leki, dzięki którym nastąpiło podwyższenie poziomu miłosnych chemikaliów podobnych do amfetaminy, odpowiedzialnych za utrzymywanie się stanu oczarowania. Bezpieczniejsza będzie czekolada. Lecznicze związki znajdują się podobno właśnie w tym smakołyku. Tak więc zamiast przesyłać bombonierkę sympatii, która na zakończenie romansu nawet nie powiedziała "do widzenia”, lepiej, dla wyrównania składników chemicznych we wrzącej z pożądania krwi, zjeść ją samemu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×