Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość pokutujaca

Jest jeszcze szansa?

Polecane posty

Gość pokutujaca

Bylismy razem 8 lat. Roznie sie ukladalo ale zawsze sie kochalismy. Rok temu odeszlam.. Nasilily sie klotnie, nie moglismy sie porozumiec. Decyzja o odejsciu byla ciezka, zadecydowal rozum - nie serce. Przez ostatnie 12 miesiecy utrzymywalismy kontakt, czasem nawet fizyczny. Nidgy nie rozumielismy sie tak dobrze jak teraz. Po tak dlugim czasie wciaz sie przyjaznimy, ja nie wyobrazam sobie zycia bez niego, jest moja miloscia, calym moim zyciem. Ostatnio mi powiedzial, ze zaczal sie z kims spotykac. Ze nie ma blizszej mu osoby niz ja, i znacze wiecej niz jakies nowo poznane dziewczyny... Jednak z chwila gdy zaczal sie z nia spotykac nie ma miezy nami fizycznej bliskosci, jest na to zbyt uczciwy. Nie moge sie pogodzic z mysla, ze mialabym zyc bez niego. Wiem, to ja odeszlam i teraz moge miec tylko pretensje do siebie. Jednak to nie zmienia faktu, ze kocham... Jak go odzyskac, czy jest jeszcze szansa?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kołowrotek na zakolu
postaw sprawę jasno i to szybko, powiedz mu, że zależy Ci bardzo na nim, boli Cię to że jest z kimś innym, że chciałabyś abyście znowu byli razem. Zobaczysz co zrobi, a Ty będziesz musiała uszanować jego decyzję.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pokutujaca
boje sie, ze taka bezposrednia rozmowa moze w ogole wszystko skonczyc. W tej chwili staram sie pokazac to, co straci jak mnie juz nie bedzie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Margeritaa
Twoja historia jest bardzo podobna do mojej z tym ze ja zrozumialam o wiele lat pozniej ze kocham Moja Milosc.Bylisme ze soba pnad3.5 zerwalam z nim(zdrada).Ale mimo tego przez nastepne 5 lat kontaktowalismy sie ze soba i mielsimy ze soba kontakt nie tylko fizyczny mimo ze ja bylam z kims w zwiazku i on.Pozniej kontkat sie urwal.na wlasna reke go znalazlam na nk z pytaniem czy sie spotkamy,porozmawiamy.Chcialam mu pwoiedizec co do niego czuje,ze zrozumialam ze go kochamitp.Obiecal spotkanie do spotkanai nie doszlo.I tak czekam chyba ok 2 lat.Probowlam roznych sposobow nic nie poskutkowalo.Poniej sie dowiedialm ze jest z kobieta z ktora jest sczesliwy i zameirza sie ozenic.Bolesne ale prawdziwe.Wkoncu zrozumialam ze moja milosc do niego poajwila sie za pozno.Zaczelam zalowac ze nie walczylam o niego ani o zwiazek z nim.Teraz jest juz za pozno.Mi nawet nie pomogl inny zwiazek.Nic.Nie ma rady na to jak sie odkochac.Prawda jest taka ze ci faceci juz dokonali wybory z kim chca byc i nic nie mozemy juz na to poradzic.Ja uwazam ze kazdy ma swoj czas na wszystko rowniez na milsoc i na udany zwiazek.J aprzetracilam swoja szanse i zawsze bede miala o to zal.Pozostaja mi jedynie wspomnienia i mala nadzieja ze ktoregos dnia on zrozumie cos.Ale rozum mowi ze tak nie ebdzie bo nikogo do milosci sie nie zmusi.Nadal o nim msle,tesknie wspominam.I nie pomagam sobie tym.Watpie zebys miala szanse go odzyskac ale probuj nie narzucjac sie.Bo faceci sa tez tacy ze im bardziej widza ze kobiecie na nim zalezy,ze prosi i jest nachalan tym bardziej oni nie chca.moze warto sprubowac na odwrot.Skupic sie na sobie,na nauce,parcy itp i nie nekac go.I poczekac co sie stanie i co zycie przyniesie.W moim przypadku NIC nie poskutkowalo i byc moze keidys sie pogodze z tym ze stracilam w zyciu nie tylko milosc ale i kogos kto pomimowszystkeigo byl mi bardzo bliski

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pokutujaca
Staram sie nie narzucac. Mam swoje zycie poza miloscia. Znajomych z ktorymi czesto wychodze, wciaz ucze sie i pracuje. Od tygodnia spotykamy sie regularnie, codziennie. Zaraz po pracy (bardzo duzo pracuje) moj ex pzyjezdza do mnie.. jemy wspolne posilki, rozmawiamy jak gdyby nic. Tylko na noc wraca do siebie... Tak duzo czasu spedzanego razem daje mi nadzieje, bo gdzie czas dla innej (na pewno nie ma jej u niego w domu). Ja bedac z kims tak na powarznie nie pozwolilabym by tak czesto widywal sie ze swoja byla kobieta... Czas pokaze. Chcialabym wykrzyczec moje uczucia - jednoczesnie wiem, ze by sie przestraszyl - a tak malymi kroczkami moze do celu...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
boje sie, ze taka bezposrednia rozmowa moze w ogole wszystko skonczyc. " a to coś nadal trwa ? bo po tym co opisujesz to i tak juz skonczone ...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pokutujaca
Okazuje sie, ze jednak nikogo nie ma... Gra by wywolac zazdrosc?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość panna N-ka
oj kobieto jak go kochasz to mu to powiedz a nie nam na cafe! bo potem on moze sie odkochac,szkoda ciagnac jakies gierki bo potem mozesz go stracic na zawsze

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość lkakka
pokutujaca nie przejmuj sie = wiele osob GRA SOBIE W JAKIES DURNE GIERKI, zeby "pokazac" cos komus... ech:/// A wystarczy dac sobie na wstrzymanie, PRZYZNAC SIE WZAJEMNIE DO SLABOSCI, WYPLAKAC.... i sprobowac naprawic i odnowic zwiazek. chyba ze ja nigdy sie nie dowiem, co to milosc...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pokutujaca
Nie odwazylam sie powiedziec prosto w oczy, napisalam. W odpowiedzi tylko tyle, ze jest mu smutno gdy ja sie smuce. Juz nie rozmawiamy tak jak przedtem, mozna powiedziec, ze kontakt sie urwal. Tyle mam za swoja szczerosc, chociaz moze to lepsze od ukrywania swoich uczuc... Taki koniec, ja sama bez przyjaciela, on bez przyjaciela umawiajacy sie z inna. To nie tak mialo byc.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość fdaz
no ale przynajmniej wiesz, na czym stoisz. zycie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pokutujaca
Wszystko wraca do normy. Jezeli norma mozna nazwac to, co bylo po naszym zerwaniu a przed moim wyznaniem. W realu widujemy sie rzadziej, jednak jestesmy w stalym kontakcie na sici i kablach telefonicznych... To ja jestem osoba do ktorej dzwoni gdy nie moze sobie poradzic z jakims problemem, to ja jestem osoba do ktorej sie zwraca gdy ma problem rodzinny (ja wciaz jestem w stalym kontakcie z jego mama), to ja wiem jak najlepiej urzdzic jego biuro by sie w nim dobrze czul, wiem jaki film polecic na samotny wieczor i gdzie ma kupic landy sweter dla siebie bo przeciez zaczyna sie robic chlodno, to ja jestem osoba z ktora spedza przed monitorem 5-6 wieczorow w tygodniu... Lecz to nie ja spedzam z nim pozostale wieczory tygodnia, to nie mnie caluje na dobranoc, i nie o mnie mysli zasypiajac... Przez ostatni rok przechodze przez wiele etapow tego rozstania, za kazdym razem gdy boli, mysle, ze to juz koniec i bardziej bolec nie moze. Jednak zycie jest okrutne i z dnia na dzien odkrywam, ze zawsze moze byc gorzej. Z calego serca zycze mu dobrze, przeciez jak sie kogos kocha to sie nie chce by tej ukochanej osobie bylo zle. Wiem, ze z wieloma sprawami sobie nie poradzi, wiele zawali, jeszcze wiecej bedzie musial zmienic. Jednak ja dluzej tak nie moge. Wyznalam swoje prawdziwe uczucia, ktore niczego nie zmienily. I stracilam nadzieje, ze cokolwiek mogloby ulec zmianie. Nie moge dluzej trwac na stanowisku, przygladac sie jak wspaniale sobie radzi i jak uklada sobie zycie. Nie moge dluzej sie temu przygladac, zabija mnie to. Powoli, bolesnie, od srodka. Dla niego musze urzec, zniknac. Tylko dlaczego nawet ta nierzeczywista smierc musi tak cholernie bolec, i dlaczego on nie chce do niej dopuscic?!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pokutujaca
Wszystko wraca do normy. Jezeli norma mozna nazwac to, co bylo po naszym zerwaniu a przed moim wyznaniem. W realu widujemy sie rzadziej, jednak jestesmy w stalym kontakcie na sici i kablach telefonicznych... To ja jestem osoba do ktorej dzwoni gdy nie moze sobie poradzic z jakims problemem, to ja jestem osoba do ktorej sie zwraca gdy ma problem rodzinny (ja wciaz jestem w stalym kontakcie z jego mama), to ja wiem jak najlepiej urzdzic jego biuro by sie w nim dobrze czul, wiem jaki film polecic na samotny wieczor i gdzie ma kupic landy sweter dla siebie bo przeciez zaczyna sie robic chlodno, to ja jestem osoba z ktora spedza przed monitorem 5-6 wieczorow w tygodniu... Lecz to nie ja spedzam z nim pozostale wieczory tygodnia, to nie mnie caluje na dobranoc, i nie o mnie mysli zasypiajac... Przez ostatni rok przechodze przez wiele etapow tego rozstania, za kazdym razem gdy boli, mysle, ze to juz koniec i bardziej bolec nie moze. Jednak zycie jest okrutne i z dnia na dzien odkrywam, ze zawsze moze byc gorzej. Z calego serca zycze mu dobrze, przeciez jak sie kogos kocha to sie nie chce by tej ukochanej osobie bylo zle. Wiem, ze z wieloma sprawami sobie nie poradzi, wiele zawali, jeszcze wiecej bedzie musial zmienic. Jednak ja dluzej tak nie moge. Wyznalam swoje prawdziwe uczucia, ktore niczego nie zmienily. I stracilam nadzieje, ze cokolwiek mogloby ulec zmianie. Nie moge dluzej trwac na stanowisku, przygladac sie jak wspaniale sobie radzi i jak uklada sobie zycie. Nie moge dluzej sie temu przygladac, zabija mnie to. Powoli, bolesnie, od srodka. Dla niego musze urzec, zniknac. Tylko dlaczego nawet ta nierzeczywista smierc musi tak cholernie bolec, i dlaczego on nie chce do niej dopuscic?!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pomarańcze mówią już
wszystkim dobranoc

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×