Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

TheEssence

Dołek psychiczny

Polecane posty

no wlasnie, to mnie dobija, ze przez wlasna psychike tyle mozna zniszczyc. mnie wkurza i dobija to, ze nigdy nie jest jakos normalnie - z jakiejs gow**ej euforii przechodze w totalny dol i depresje - najgorze sa te przeplakane wieczory i noce. czasem dociera do mnie, ze wszystko wyolbrzymiam , przeinaczam, przez wlasne kompleksy krzywdze bliskie mi osoby

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pupka231241
Mam identycznie, dosłownie identycznie. Jestem w twoim wieku, rodzice zawsze narzekają, że nie sprzątam nic nie robie w domu jestem leniem, a jak cos zrobie to teksty, ze nawet nie umiem czegos tam zrobic :o i sami to robią i zawsze mają pretensje :o . Dziecinstwo tez mialam szczesliwe, nawet bardzo, poszlam do podstawowki, bylam niesmiala i cicha przez to kolegowalam sie tylko z jedna dziewczyna, byla to moja przyjaciolka, z innymi tylko gadaalam jak mnei cos zapytaly czy cos, poszlam do gimnazjum, tu juz mialam wiecej kolezanek, chociaz na poczatku smialy sie ze mnie, bo wczesniej z jedna sie poklucilam i obrocila klase przeciwko mnie, na poczatku to byla masakra, wogole nie chodzilam do szkoly i jeszcze potem "kolezanki" pisaly z cynicznym usmiechem ze wylece ze szkoly jak moja mama nie przyjdzie. :( pozniej przekonali się do mnie, poznali mnie lepiej. Zaczelam sie kolegowac z paroma dziewczynami, w tym te ktore sie smialy ^ :o ale wybaczylam im to, kazdy moze popelnic blad. Mialam uraz do ludzi, ze zawsze oceniaja ludzi wczesniej, a nawet ich nie poznają. Ja nie pamietam zeby rodzice powiedzieli mi , ze mnie kochaja, jakis czas temu przyszlam troche pijana do domu i jakos tak wyszlo ze w placzu wykrzyczalam im, ze nigdy nie powiedzieli, ze mnie kochaja i nie przytulili... pare dni pozniej mialam urodziny, dali mi prezent, mama ze lzami w oczach powiedziala zebym pamietala ze mnie kochaja... przytulili mnie, mialam lzy w oczach, potem zaczelam plakac. Wydaje mi się, że niektorzy rodzice poprostu nie umieja okazywac uczuć, wstydza sie.. nie wiem.:( Jak jestem z jedna osoba to jestem wygadana, ale jak wieksza grupa jest to juz cisza. Przez polowe wakacji siedzialam sama w domu, czasami wychodzilam z chlopakiem, bo przyjaciel mnie opuścił, ale stara kolezanka napisala do mnie, mialam nie iść, bo myslalam, ze bedziemy siedziec i bede sie wstydzic, ale zaryzykowałam i nie żałuje . Przyszla z jeszcze jedna stara znajoma i nawet dzis pytala czy sie spotkamy, juz umowilysmy sie za tydzien na impreze z wiekzsa iloscia dziewczyn. Staraj sie miec wylane na ludzi, co z tego ze sobie mysla ze jestes dziwna czy cos? Mi zawsze mowili, ze jestem jakas dziwna, inna i zawsze sie przejmowalam. Mam nadzieje, ze te kolezanki to doobry kierunek. W liceum nawet wzielam udzial w dniu babci, poszlismy wieksza grupa i bawilismy sie z babciami i dziadkami.. to tez jest dobre na niesmialosc itd.. poprostu trzeba to przeezwyciezyc, ja czasami pomagam piwem czy czyms. I zaluje, ze przez rodzicow jestem taka niesmiala , ale staram się to zmienić i pracuje nad sobą. Aha i jeszcze jedno, wszyscy mi mowia, ze jestem ladna itd. a ja widze brzydka osobe, grubą.. zawsze mowia, ze nie mam sie z czego odchudzac. Ja tez mam samoocene bliską dna:(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Moja samoocena dawno sięgnęła dna i mułu. Ja nie jestem nieśmiała - wprawdzie wyglądam na taką, ale to nie jest nieśmiałość. Ja mam dosłownie napady furii, potrafię tak nawyzywać i takimi celnymi uwagami trafiać w kogoś, że po prostu ranię. Dlaczego? samoobrona? Chłopak uganiał się za mną rok! ze strachu nie mogłam go dopuścić do siebie, bałam się chyba odrzucenia, więc to ja pierwsza odrzucałam, raniłam go nieświadomie! Wymyślałam coraz to nowsze powody, by go odrzucać. To już jest poważne, ranię wszystkich dookoła. Nawet dzisiaj jestem smutna :( nie potrafię zachowywać się swobodnie, jestem jak wyobcowana. Koniec z tym, idę do psychologa bo tak dłużej być nie może. Czeka mnie egzamin na prawko, za rok matura - nie zamierzam się smucić i zastanawiać, co mi dolega, chcę coś z tym zrobić i chociaż z odrobiną pewności siebie podejść za miesiąc do egzaminu z prawka. Nie przekreślę swoich marzeń z powodu moich problemów.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Happy Birthday
TheEssence - Wszystkiego Najlepszego z okazji urodzin

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dziękuję ;* Teraz troszkę mi się humor poprawił, ale to wciąż jest jakieś takie... nieszczere..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Mama chyba nie wzięła na poważnie moich słów o psychologu, tata nic nie wie. Zapytałam ją, czy pamięta, jak mówiłam kiedyś, ze chcę iść do psychologa, powiedziała spokojnie, że tak. Wtedy stwierdziłam, że nadal chcę iść bo mój stan trwa już od paru lat i nie daję rady to tylko spojrzała na mnie ze zrezygnowaniem, jakby smutkiem. Nic dziwnego, kto by chciał by jego dziecko korzystało z porad psychologa czy terapeuty :O

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja już nie mogę, nie daję rady! Mama powiedziała, że mam się nad sobą nie użalać i nie cackać się, bo nic mi nie jest, tylko coś sobie wbijam do tej głowy ;( i ona mi nie pomoże, a skoro jestem taka uparta, to mam iść i sobie sama sprawdzić czy jest jakiś psycholog, bo ona uważa, że nie ma. Zero wsparcia, mówiłam, ze tak będzie. To moja wina, że dziwnie się czuję, zachowuję i myślę, nerwy mi puszczają ;( chodzę nabrmuszona, wściekam się o byle co, jestem milcząca, osoba patrząca z boku pomyśli, że jestem jakąś złośliwą panną z zadartym nosem, dosłownie WSZYSTKIM się przejmuję a odkąd myślę, że coś mi jest, jest jeszcze gorzej, pomózcie mi ;(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Niyaaaa82
Ile masz lat? Dlaczego potrzebujesz wsparcia w mamie, żeby poszukać tego psychologa i się do niego zapisać? Pamiętaj że praca nad sobą to nie tylko wyciąganie rąk po pomoc do innych ludzi, ale też staranie się o zaspokajanie własnych potrzeb samemu. Nie wiem skąd jesteś, ale przez internet można łatwo znaleźć adresy poradni zdrowia psychicznego w całej Polsce. Poza tym są wakacje, jeśli nie ma ich w twoim mieście, to zrób sobie wycieczkę do jakiegoś większego. Mama ma rację w tej kwestii, że w pewnym sensie za bardzo koncentrujesz się na własnych problemach. Patrzysz na negatywy przez lupę, jakby tylko one istniały i nie dostrzegasz pozytywów- to specyfika problemu. Także nie przejmuj się mamą, dla niej być może jest to wydziwianie i poszukaj na własną rękę. Odwagi i powodzenia :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Mam 18 lat i mogłabym łatwo sama tam pójść - ale to małe miasto, każdy może donieść, że gdzieś mnie tam widział, nie da się tego pozostawić w ukryciu. Co do większego - nie ujdzie uwadze, że nie ma mnie prawie cały dzień i na pewno się domyślą, co kombinuję więc będę miała nieciekawie. Na razie próbuję walczyć sama. Wypisywanie wad i zalet nic nie dało :O ale próbuję sobie wmówić, że to problematyka mojego charakteru i po prostu coś zmienić :O

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość owmio....
jest telefon zaufania, w necie poszukaj. Jeden jest w dni pows.14-20 a inne sa tez w roznych godzinach

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość stawowa żaba
Polecam książkę Susan Foward 'Toksyczni rodzice' i nie chodzi tylko o rodziców, którzy stosowali namacalną przemoc fizyczną, chodzi też o krtykę, emocjonalny chłód itp. Oni zwykle nie robią tego celowo, nie potrafią inaczej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość rimer
Droga Essence, Nie bój się psychologa :) Wiesz, tak naprawdę to on Cię nie zmieni, on Ci tylko pokaże w jaki sposób Ty sama możesz się zmienić, w jaki sposób pracować nad sobą. Naprawdę warto. Niska samoocena to problem, który potrafi odwrócić całe życie do góry nogami. Człowiek się strasznie wkręca, analizuje, przemyśla swój charakter, tok myślenia, "kopie", "kopie" i jednocześnie wkopuje się w głębszy dołek. A to nie warto - to osłabia człowieka jeszcze bardziej. Essence a ja Ci powiem, że Ty jesteś silna kobita, twarda, fajna, wrażliwa dziewczyna która jeszcze nieraz w życiu się przekona jaka jest silna i poradzi sobie z niejednym problemem. Teraz jesteś w takim jakby pancerzu, w kokonie, w gorsecie który Cię tam uwiera i ściska. Te mysli, zachowania płyną z zewnątrz, wynikają z lęku - są trochę niezależne od tej Ciebie, która jest w środku. Nie przejmuj się nimi tak bardzo :) Pójdź do psychologa, nie musisz nic tam specjalnie mówić. On/Ona są tam po to żeby Ciebie do siebie przekonać i otworzyć. To pierwszy krok. Odwagi dziewczyno - potem będzie już tylko Twoja praca :) A ta praca sprawi, że z kokona wyjdzie motyl - i będzie zachwycał ludzi swoją siłą i wrażliwością. Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Niyaaaa82
Jeśli to psycholog w poradni to na pewno są tam też inni lekarze. Jeśli pojechałabyś gdzieś do większego miasta tym bardziej miałabyś łatwiej. Rozumiem, że chodzenie do psychologa może się źle kojarzyć z "czubkami" itp, ale z drugiej strony pomyśl na czym Ci zależy - chciałabyś się poczuć lepiej czy żeby przypadkiem sobie coś złego nie pomyślał. Skoro psycholog tam jest, znaczy że jest też zapotrzebowanie. Być może więcej osób niż myślisz korzysta z jego pomocy. Wypisanie samych wad i zalet nie pomoże, ale chodzi o to, żebyś zaczęła realnie na siebie patrzeć, nie pod kątem tylko wad, ale wszystkich cech jakie masz. Proponuję żebyś zaczęła prowadzić sobie dziennik -głównie po to, żebyś mogła wracać do swoich przemyśleń. Zapisuj tam sytuacje, które wzbudziły twoje żywsze emocje i te złe i te dobre. Napisz co chciałabyś w sobie zmienić, co Ciebie unieszczęśliwia? Z tego co widzę to głównie brak wsparcia w rodzinie. Pomyśl jednak, że jesteś w zasadzie już dorosła, możesz sama o siebie dbać, za jakiś czas wyprowadzisz się z domu. Jakie masz plany na przyszłość -jak je realizujesz? Oczywiście odpowiedz sobie na te pytania sama, a nie na forum, chyba że chcesz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Rimer, pięknie mówisz, ale jak już pisałam wcześniej, ludzie którzy mi mówią "ładna jesteś", itd wg mnie mówią to z litości, nie myślą tak naprawdę. I kiedyś naprawdę myślałam, że jestem silna :O podobało mi się, że jestem trochę inna niż większość dziewczyn, że uwielbiam odgłosy silnika, że nie boję się ciężkiej pracy, jestem ciekawa wszystkiego i zadaję pytania, które po dłuższym czasie irytują, myślałam o sobie... myślałam o sobie, że jestem na tyle silna, że pomogę każdemu! Że jest we mnie pomimo wielu wad piękne to, że bezinteresownie pomagam, a teraz nie potrafię pomóc nawet sobie. Niyya, ja sama nie potrafię odpowiedzieć na te pytania. Nie wiem, czego chcę, nie wiem co lubię, czego nie lubię, nie potrafię powiedzieć co mnie denerwuje, a co uszczęśliwia. To też mnie dobija. Co do samodzielności -nie wyprowadzę się z domu, bo moim rodzicom chyba pękłoby serce. Zawsze marzyło mi się małe mieszkanko, ale oni nie pozwalają mi się wyprowadzić, chcą mi zostawić swój dom i chcą, żebym z nimi mieszkała. Nie mam za bardzo wyboru, czuję się ograniczona, bo gdy im mówię, np "jeśli będę miała męża, który będzie chciał własny dom, mam go zostawić bo wy mnie nie wypuścicie z domu?" Mama odpowiedziała, że nie pozwoli mi się wyprowadzić. Już parę lat temu snuła plany, jak to ja przebuduję im dom i wprowadzę zmiany :O Myślę, że to dlatego, że na moim rodzeństwie się zawiodła. I teraz ma nadzieję we mnie, zresztą często słyszę "twoje rodzeństwo tak nas zawiodło, a ty robisz podobnie" :O

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Pytanie o plany na przyszłość... ciągle je zmieniałam :O chciałam już chyba być każdym. Najbardziej jednak chciałam zostać weterynarzem, ale wszyscy mi wmawiali, że to ciężkie studia, że nie dam sobie rady :O i zamiast na biol-chem (zresztą, dałam sobie wmówić, że z chemią nie dam sobie rady), poszłam na drugi interesujący mnie kierunek - polonistyka. Tak przynajmniej myślałam, myślałam o studiach, a teraz w ogóle mnie to nie pociąga. Drugą rzeczą, o której myślałam, była mechanika. Nie znam się na autach, ale zawsze mnie do nich ciągnęło i sobie marzyłam, że jestem dziewczyną, która ma doświadczenie i zna się na tym. Zostałam jednak wyśmiana, więc nie drążyłam tego zainteresowania, nie czytałam o silnikach i znam tylko podstawy, czego żałuję. Trzecia rzecz to podróże - chcę zwiedzić trochę świata. Najbardziej boli mnie to, jak układa mi się z chłopakami. Boję się, że zostanę starą, zimną panną :O albo singlem, jak to się modnie mówi. Nie potrafie flirtować, nieświadomie wysyłam negatywne sygnały... a jak kogoś poznam, to go trzymam na dystans i nie daję siebie poznać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Niyaaaa82
To normalne że nie wiesz kim chcesz być. Taki okres w życiu- większość ludzi w tym wieku nie ma skrystalizowanych planów. Zamiast zamartwiać się że nie spełniłaś jakichś swoich planów pomyśl co mogłoby Ci dać szczęście, w czym byś się realizowała. Zawód to nie jest tylko kwestia jak będziemy wtedy wyglądać - w oczach innych, ale też jest to szereg czynności, w których powinniśmy znaleźć przyjemność. Jeszcze masz szansę podjąć studia czy szkołę policealną, w których się zrealizujesz. Zastanów się i spróbuj określić ( patrząc na siebie z boku), czy jesteś wytrwała, jak szybko się zniechęcasz, czy chciałabyś kiedyś pracować z ludźmi czy bez. Wizyta u psychologa byłaby wskazana albo chociaż u doradcy zawodowego, jeśli ciężko Ci się zdecydować na kierunek kształcenia lub pracę. To że jesteś negatywnie nastawiona do innych jest kwestią twojego stosunku do siebie. Spróbuj patrzeć na siebie z boku, które zachowania mogą być dla innych odpychające, możesz je spisywać i zastanawiać się nad nimi. Praca nad sobą trwa całe życie. Jeśli Ty na razie nie wiesz nic o sobie, to psycholog Ci tego nie powie, pomoże na pewno w tym procesie, ale za Ciebie pracy nie wykona :) Bardzo ważne jest pozytywne nastawienie, nie chodzi mi tutaj o bezgraniczny optymizm - łącznie z brakiem realizmu, ale najbardziej o brak generalizowania sytuacji i wyolbrzymiania pewnych cech. Ustalenie sobie celu na przyszłość bardzo pomaga, tworzy poczucie bezpieczeństwa, że dąży się w jakimś konkretnym kierunku. Całe życie przed Tobą, pomyśl co mogłabyś zacząć robić dla siebie już dziś. Kwestia czytanych książek, uprawianego sportu, czy zajęcie się jakimś hobby - co robisz dla siebie? Co do rodziców -cóż, generalnie to jest w pewnym sensie ich problem, że nie akceptują twojego ewentualnego wyjazdu z domu, nie możesz być ich niewolnicą, jeśli mocno Cię to ogranicza i np chciałabyś wyjechać. Wydajesz się osobą podatną na wpływ innych ludzi, moim zdaniem czasem jest warto postąpić na przekór czyimś mądrym radom - w końcu to twoje życie i masz prawo do własnych decyzji a czasem i własnych błędów. Posłuchaj sobie piosenki Natashy Bedingfield Feel The Rain On your skin - ona fajnie odzwierciedla fakt, że nikt nie przeżyje życia za nas, każde doświadczenie nas wzbogaca, kwestia tylko na ile będziemy je odbierać jako doświadczenie a nie np jako porażkę, straconą szansę. Pozdrawiam urlopowo :) http://www.youtube.com/watch?v=twzYm--XU5c

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ehh, dziękuję ci, Niya :) Wznowiłam ten wątek, żeby napisać, że poszłam dzisiaj zapisać się do psychologa... czułam się dziwnie. Kobiety tam zapisujące patrzyły na mnie tak bardzo współczująco, jakbym co najmniej miała już depresję, chciałam stamtąd natychmiast uciec :O myślały, że zostałam ze szkoły skierowana na badania i jeszcze przyjęły mnie normalnie, a jak zająknęłam się i powiedziałam, że przychodzę sama od siebie to się ich podejście zmieniło :O jakbym też była jakaś naprawdę umysłowo chora. Była ze mną mama, dowiedziałyśmy się, że najpierw pani psycholog będzie chciała porozmawiać z rodzicami. Uważam to za dziwne! Mam już skończone 18 lat, ja sama nie wiem dokładnie co mnie męczy to są takie różne rzeczy które tutaj opisywałam i nie potrafię ich nazwać, a moja mama ma umieć powiedzieć co mi dolega? Moi rodzice sami nie będą wiedzieli, co powiedzieć, to prości ludzie :O Zaczynam żałować, że się tam zapisałam, może to wina mojego wieku, że nie potrafię sobie dać rady i wina charakteru, że czasami jestem agresywna. Wcześniej byłam jeszcze u lekarza rodzinnego, ale okazało się, że nie trzeba skierowania. I lekarka zaczęła mi wmawiać, że jestem wysoka, szczupła, mam piękne włosy, śliczny uśmiech - chciało mi się wymiotować od tej nieszczerości, psycholog też mi zamierza tak wmawiać? :O bo już mi się odechciało tam iść, w ogóle nie wiem, jak ja się przezwyciężę i powiem, o co mi chodzi, chyba jeszcze zrezygnuję.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Niyaaaa82
Hej przede wszystkim to nie wiesz co inni myślą. Czasem komplement nie wynika z nieszczerości :) To jest właśnie to o czym pisałam - generalizowanie. Na pewno odczułaś jej komplementy jako fałszywe, ale to NIE ZNACZY że lekarka była nieszczera :) Co lekarka miałaby niby zyskać? Może Cię chciała poderwać, albo wykorzystać w niecny sposób. Jakby nie mówiła poważnie to powiedziałaby pewnie coś w stylu że przesadzasz, albo że nie jest tak źle, po co miałaby mówić Ci aż tyle miłych rzeczy? Kilka błędów w schematach myślowych to właśnie: Jasnowidztwo - wiem co ktoś inny myśli ( ciekawe skąd :P ) Czarne scenariusze - to się na pewno źle skończy! ( znów ciekawe skąd wiemy na pewno, możemy się obawiać że to się źle skończy ale pewności raczej nie mamy :) ) Etykietowanie - jestem beznadziejna i nic tego nie zmieni ( tutaj w dodatku z generalizacją - NIC i WSZYSTKO, ZAWSZE i NIGDY) Takie uogólnianie mocno zniechęca zarówno ludzi do nas jak i nas siebie do siebie. Postaraj się tego unikać. Jeśli chodzi o rozmowę z rodzicami, to kwestia pewnie tego że poszłaś z mamą. Zazwyczaj chodzi o to by w rozmowie rodzice opisali swój punkt widzenia, psycholog nie wie jeszcze o co chodzi, ale jeśli przyszłabyś np z depresją czy jakąś nerwicą to konsultacja z rodzicami byłaby wskazana. Cieszę się, że zdobyłaś się na odwagę i to zrobiłaś. Przede wszystkim traktuj to jako mały kroczek do swojego celu. Przed wizytą możesz chwilę zastanowić się co chciałabyś powiedzieć, co Cię w duszy boli, to raczej wyniknie z rozmowy, ale gdyby się tak nie stało to będziesz miała ściągawkę. A co do określania siebie to możesz pozastanawiać się nad najprostszymi rzeczami typu: w co wierzysz, gdy Ci ktoś powie, jakie cechy u ludzi cenisz, w jakich sytuacjach czujesz się bezpiecznie a jakie Cię stresują, co Ci sprawia przyjemność i autentyczną radość, co Cię ciekawi, a co jest kompletnie nudne. Uszy do góry i nastaw się pozytywnie do wizyty :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Hm, trochę minęło od mojego ostatniego odzewu, ale musiałam... bo nie mam do kogo się zwrócić! Jest coraz gorzej! Od początku. Mam coraz silniejsze huśtawki nastroju, podczas gdy inni się dobrze bawią, ja łapię doła, milczę jak zaklęta i tylko słyszę "no co ci jest?" a ja zirytowana, bo nie mam pojęcia co mi jest! coś odwarkuję i uciekam, jeszcze bardziej wściekła swoją reakcją... a za chwilę dobrze się bawię. Za chwilę znowu jestem zła. Jest to męczące i mam tak cały czas! Do tego zaczynam nienawidzić swojej mamy. Po prostu mnie denerwuje, irytuje, nie mam ochoty z nia rozmawiać, mam wrażenie, że jest nastawiona przeciwko mnie! Czuję się samotna, tak bardzo samotna, że chcę już mieć chłopaka, tak mnie to boli, ta samotność, naprawdę, tak bardzo, a nic nie potrafię z tym zrobić, z tą potrzebą bliskości drugiej osoby, bo... bo nie umiem nikogo poderwać, zainteresować swoją osobą, dziwnym trafem, gdy na ogół podobam się na pierwszy rzut oka, przy bliższym poznaniu bardzo tracę w oczach i tracę też zainteresowanie... Nie wiem, jak reagować wśród ludzi, nie potrafię się naturalnie i swobodnie zachowywać! Często jestem złośliwa, nabrmuszona, milcząca, zła, smutna, cierpiąca. Zamieniam się w jakieś chodzące szkaradztwo, nienawidzące samej siebie! Popadam w nałóg papierosowy, wiem, że nie powinnam, ze to głupota, a jednak palę coraz więcej! Często chce mi się płakać, nie radzę sobie, nie wiem, co w danej chwili się ze mną dzieje, albo gdzie jestem, gubię słowa, nie potrafię się wypowiedzieć, nie potrafię się koncentrować, miewam wilcze napady głodu a później mam potworne wyrzuty sumienia, gdy patrzę w lustro, widzę szkaradztwo, którego nie powinno być! Mam myślenie, które może przerażać ;( U psychologa moje wizyty trwają 20 minut, miałam dwa spotkania na razie, irytują mnie pytania " co u ciebie?" irytuje mnie głos lekarki, nie mam ochoty do niej wracać, wychodzę od niej wściekła, nie umiem pokazać jej swoich uczuć, jestem u niej milcząca a ona nic z tym nie robi! Nie mogę jej powiedzieć nawet 1/3 tego, co tutaj! Ostatnio kazała mi rysować swój problem, a ja nie mam pojęcia, co mam narysować! Naprawdę nie wiem, jak widzę swój problem, mam strzelić swój portet?! Miałam już parę myśli, oddać całą czarną kartkę, albo strzelić swój portret, bo cała moja osoba to jeden wielki problem! Albo oddać pustą kartkę, na wyraz pustki, którą odczuwam... Boże, czuję się jak napiętnowana. Że mam tyle złych, negatywnych myśli i emocji, które mnie wykańczają nawet fizycznie, mam myśli, że czemu akurat ja, gdy sobie ze sobą nie radzę, mam jakąś potrzebę pomagania innym, chcę oddać siebie innym, pomagam bezinteresownie, jestem wykorzystywana i wciąż pomagam! ZA CO!? Ludzie tracą czucie w nogach, tracą zdrowie, rodziny, a mimo to potrafią się uśmiechać. Ze mną na pierwszy rzut oka jest wszystko w porządku, a mimo to cierpię i czuję, jakby moja psychika była roztrzaskana! zaczyna się to odbijać na moim zdrowiu fizycznym, mam problemy z prawidłowym odzywianiem się, jem nieregularnie, mam problemy z przemianą materii, nie panuję nad ogryzaniem skórek przy paznokciach i warg aż do krwi, czasami się drapię. Czuję, że już nie dam rady... z jednej strony to wszystko tutaj, co piszę, to prawda, z drugiej mam dni, gdzie myślę, że pieprzę bez sensu i tak naprawdę nic mi nie jest... :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Psycholog mi powiedziała rzecz, którą gdzieś tam w głębi duszy już wiedziałam. Że jestem silna, bo powiedziałam jej, że na imprezach odczuwam swego rodzaju bunt, poczucie, że nie pasuję do tego towarzystwa. Bo jestem osobą spokojną, nie lubię tańczyć i pić, więc tego nie robię, a zatem nie pasuję do klimatu danej imprezy. Więc gdzieś tam jestem silna, ale powiedziała to tak, że miałam jej ochotę odpowiedzieć, że gówno wie i gówno prawda, bo jednak na te imprezy chodzę, chcąc być lubiana i... taka jak inni, normalna...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gabii1986
autorko co u ciebie???:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Zawsze stałam na uboczu, byłam nieśmiała, miałam problemy w nawiązywaniu głębszych relacji międzyludzkich. Ogólnie bałam się ludzi, być może przez to, że wielu mnie wykorzystało i nadużyło mojego zaufania.. W tamtym stanie nawet nie mam siły na długie rozmowy z obcą osobą… pomoc przyniosła mi strona http://energiaduchowa.pl . Po zamówieniu kilku sesji oczyszczenia aury zaczęłam stawać się lepszą osobą. Zyskałam pewność siebie, moje codzienne samopoczucie poprawiło się. Przestałam w końcu rozpamiętywać przeszłość. Powiem szczerze, że nie wiedziałam że nasza aura ma aż tak wielki wpływ na nasze życie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×