Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Natasza76

rodzina na co drugi weekend

Polecane posty

Od dwóch lat co drugi weekend przyjeżdżają do naszego domu dzieci mojego Mężczyzny z pierwszego małżeństwa. Na potrzeby mojej wypowiedzi nazwijmy Je: Adam i Ewa. Adam ma obecnie osiem lat a Ewa 4. Od samego początku nasz problem polega na tym, że zostało mi od górnie wyznaczone, że mam się w Nich zakochać... Wyobraźnia mojego Partnera poniosła Go na tyle, że w co drugi weekend mamy odgrywać teatrzyk szczęśliwej, kochającej rodzinki. Mi została napisana rola czułej kochającej, opiekuńczej, zaradnej cioci. Broń Boże nie mieszającej się w wychowanie dzieci, nie zwracającej uwagi, walącej na łeb na szyje wszystkie wpojone jej zasady co dzieciom można, a co nie - i ogólnie rzecz biorąc dającej sobie wejść na głowę... no i tu klapa! To nie jest rola dla mnie! Nie chce przez to powiedzieć, że przez ten teatrzyk chcę się wymiksować ze związku... Bardzo chciałabym rozwiązać jakoś ten problem. Rozmowy i mówienie o moim odczuciu całej tej błazenady spoczywają na niczym. Krótko mówiąc - argument jest taki, że dzieci muszą nam wchodzić na głowę, bo mój Ukochany nie chce nigdy od Nich usłyszeć, że nie chcą Go odwiedzić... To bardzo wrażliwy typ i wiem, że to by Go bardzo zabolało... Ja z kolei już tak dłużej nie potrafię! Gotuję się już jak przychodzi dzień przed przyjazdem dzieci. W dodatku oboje rodzice Adama i Ewy (mówię o moim partnerze i jego Ex) wymyślili sobie nieformalne zawody w wymyślaniu coraz ciekawszych "atrakcji" dla dzieci. I teraz uwaga!!! Atrakcja jest tym lepsza im droższa!!! Dzieci toną w BOGACTWIE ATRAKCJI, kompletnie nie znając zwykłych zabaw nie mówiąc już o tym, że kompletnie nic Je nie cieszy! Z niczego nigdy nie są zadowolone. Zero pomysłów na spędzenie czasu przy wyłączonym telewizorze i komputerze (taki świat dla nich w ogóle nie istnieje). Dostaję drętwicy jak Adam i Ewa opowiadają mi co dzieje się w telewizyjnych serialach... nie potrafię wymienić tytułu, którego by nie oglądali - na czele z popularnym "usta, usta" - oświećcie mnie od kiedy to serial dla dzieci??? Z wewnętrznej potrzeby i niestety wbrew wszystkiemu u nas nie pozwalam oglądać im tego typu filmów, ale w zamian słyszę, że w tygodniu obejrzą sobie w domu powtórkę... i jak tu dyskutować? Myślałam o tym, żeby znaleźć sobie zajęcie na ten co drugi weekend, żeby mogli sobie spędzić czas jak chcą, a ja żebym uchroniła pozostałe strzępki swoich nerwów ale spotkało się to z wieeeeelkim niezadowoleniem mojego Partnera. Widzi jak to na mnie działa. Po każdym wyjeździe dzieci mamy na ten temat rozmowę. Ciągle to samo: Co z tego, że jestem i służę, jak jestem za mało czuła. Za mało przytulałam jego i dzieci np tylko 3 razy wczoraj i dwa dzisiaj (:)). I jeszcze jedna ważna rzecz... na co dzień to zupełnie inny TYP. Krytykuje non stop znajomych posiadających dzieci, co i jak robią nie tak, że nie wychowują itp.... w ogóle nie widzi swojego postępowania... nie daj Boże powiedzieć Mu, żeby tak nie krytykował, bo robi dokładnie tak samo, albo i znacznie gorzej twierdzi, że On i dzieci to zupełnie inna sytuacja... Dla wszystkiego dodam, że nie mam własnych dzieci, dlatego pouczanie innych jak powinni to robić nie jest moją mocna stroną :/ Może macie jakieś doświadczenie w temacie? Jakieś pomysły co z tym fantem zrobić?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Ja ci odpowiem autorko
spadaj. Skoro się zgodziłaś żyć z cudzym mężem, nie masz innego wyjścia: musisz zaspakajać potrzeby jego dzieci i służyć im. Albo poszukaj wolnego pana, bez obciążeń.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość hmmmmmmm86
wspołczuje ci takiej sytuacji ale powinnas byc swiadoma tego ze on ma dzieci i bedzie mu sie nalezalo widzenie, to ze robi to nieudolnie to inna kwestia...jestem w takiej samej sytuacji tylko moj adam i ewa maja po 4 lata i pokochalam ich naprawde, moge rowniez wplywac na ich wychowanie i moj kochany nie ma nic przeciwko,fajnie kiedy sa z nami i ja tesknie do weekendu z nimi, tez nie mialam swoich dzieci i uczylam sie postapowac od nowa z takimi bąkami ale jestem ich kochna ciocia i one i ja jestesmy szczesliwi...zycze ci powodzenia, sproboj pogadac jeszcze ze swoim menem ze tak byc nie moze,i sproboj tez zaakceptowac dzieciaki, one niczemu nie sa winne..ale jezeli nie jestes w stanie tego przelknac to rozstancie sie bo wszyscy na tym z czasem ucierpicie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Asia4555
Idioci. Nie rozumieja, ze tak naprawde szkodza wlasnym dzieciom? Wspolczuje dzieciom. Chora sytuacja, naprawde.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie daj sie dziewczyno
Ja ci odpowiem autorko spadaj. Skoro się zgodziłaś żyć z cudzym mężem, nie masz innego wyjścia: musisz zaspakajać potrzeby jego dzieci i służyć im. Albo poszukaj wolnego pana, bez obciążeń. A coz to za kurwa sie tu przyplatala z ograniczonym polem widzenia. Idz wypierz skarpety swojemu gachowi bo od tej wolnosci slowa ale tylko w necie w glowce sie popierdolilo.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ograniczone pole widzenia
to jednak miała autorka tematu i ... Ty chyba też, bo o ile wiem to rozwód dotyczy związku małżeńskiego, rozwodzimy się z mężem lub żoną, oni stają się eks i możemy o nich zapomnieć natomiast dzieci pozostaną nasze do końca życia, nic się w tych układach nie zmieni niektóre nowe partnerki powinny się zastanowić zanim zwiążą się z ojcem jakichkolwiek dzieci, bo przecież takie dzieci to nie jest problem weekendowy, one mają prawo przebywać ze swoim tatą i w tygodniu, a w przypadku, gdy ich matka np. znajdzie się w szpitalu, to mogą zamieszkać na dłużej i to jest szerokie pole widzenia, a nie tylko własny nos lub własna dupa byś nie doszukiwała się we mnie jakiejś okropnej eksiary od razu Ci napiszę, że mieszkam z mężem i jego synami z pierwszego związku - już od dawna, bardzo lubię, gdy wyrwie im się mamo mój syn z pierwszego związku natomiast wyprowadził się od nas od kiedy studiuje i teraz mieszka ze swoim ojcem, bo tam ma uczelnię, ale do pewnych rozwiązań trzeba dojrzeć i przestać uważać się za pępek świata tak się właśnie zastanawiam nad procesem myślowym takiej "nowej" żony, czy jeżeli zostanie matką, to też będzie wymagała, by jej mąż i tata tych dzieci zajmował się dziećmi tylko co 2 tygodnie???

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość alvi
Widzę sprzeczność w twoich słowach, bo najpierw piszesz, ze dzieciom wymyśla się mnóstwo atrakcji, a potem okazuje się, ze tymi atrakcjami sa komputer i telewizor. Zdecyduj się więc. Niemniej rozumiem twój problem. Mam wrażenie, ze twój partner "kupuje" sobie akceptację dzieci - stąd zero krytyki pod ich adresem i robienie wszystkiego, aby im się przypodobać. Moim zdaniem masz tylko jedno wyjście, które już zaproponowałaś - po prostu staraj się znaleźć sobie inne zajęcie w czasie odwiedzin dzieci. Tak, wiem, ze partnerowi się to nie spodoba, ale obecna sytuacja nie odpowiada tobie. Dlaczego więc ma być tak jak on chce? Mam wrażenie, że twój partner wyznaczył ci rolę nie tyle dobrej cioci ile bezpłatnej "pani do towarzystwa" dla swoich dzieci.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
to o czym piszesz to nie rzadkość w kontaktach ojciec - dzieci. Mój były tez jak przyjeżdżał to oczekiwałam ze Bóg wie jakie atrakcje mu zapewnię i gromadzie, a mieszkam w małym sennym miasteczku. Zabrał do siebie dzieci i ciągle siedzi z nimi jego matka. Jego brat też taki sam mądry bierze dziecko raz do roku na miesiąc i stale je komuś podrzuca, matce, ciotce, znajomym wcześniej mnie, bo on też musi odpocząć... A jak są z nimi daliby sobie na głowę wejść zarówno ojcowie jak i babcia, odgrywająca mamę :) w Twojej sytuacji, jeśli nie myślisz o rozstaniu i naprawdę kochasz partnera, widzę dwa rozwiązania: akceptacje tej sytuacji i dostosowania się do wyznaczonej roli albo planowanie innych zajęć i spotkań w tym czasie, dzieci nie znikną , jak za pomocą czarodziejskiej różdżki, i jak to dzieci zawsze będą mogły mieć do Ciebie pretensje. Czyli do wyboru rezygnacja w jakimś stopniu z własnej niezależności albo wybór niezależności.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość TOBREX
Kolezanko powyzej.Zwiazek ma polegac na partnerstwie a nie na poswiecaniu sie jednej ze stron(takie czasy ;) ) Nie zgadzam sie z tym zeby autorka sie miala poddac albo zrezygnowac ze zwiazku.W glowie mi sie to nie miesci zeby dzieci podejmowaly decyzje za rodzicow, z kim gdzie i jak i na jakich zasadach maja sie spotykac. Dlaczego tylko autorka ma sie dostosowywac ? A reszta co? lelum polelum,im wolno??? Nie wiem Natasza czy rozmawialas z mezem o swoich odczuciach,jesli tak to z marnym skutkiem. Ja w takiej sytuacji(jesli rozmowy nie odnosza skutku) postawilabym pewne warunki;nie jestes rodzicem,nie musisz dawac sobie wejsc na glowe.Rob tak jak bys reagowala na ulicy na naganne zachownie jakiegos dzieciaka.Nie ma taryfy ulgowej(bo z jakiej okazji?) W weekendy gdy dzieci przychodza zostaw tatusiowi kuchnie do dyspozycji.NIe masz obowiazku stania przy garach codziennie.Panowie tez sobie swietnie radza na tym polu.Dzieci ogladaja non stop TV.A co cie to?? to nie twoje dzieci beda opasle,bez kondycji i mialy problemy z nauka.I ostatnia sprawa.Nie masz ochoty na na wycieczki z nimi,to zrob to na co masz ochote.Czy twoj partner i dzieci dbaja o to na co ty masz ochote,co bys chciala robic,jak sie czujesz??? Nie ratuj swiata swoim kosztem bo nie warto. A jak twoj partner zacznie burczec i narzekac to zorganizuj mu kiedys taki weekend jak ty bys chciala spedzic.Wez go na babskie zakupy,wepchnij do wanny na pol dnia z maseczka na twarzy,zrob mu wieczor pieknosci przy lzawym,kiczowatym melodramiacie,a potem zapytaj jak sie bawil.i powiedz mu ze ty czujesz dokladnie to samo jak on ci narzuca jak masz spedzac czas z jego dziecmi. Pamietaj;nie jestes rodzicem i nie masz zobowiazan wobec jego dzieci ufff

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Co fakt to fakt. Ale dla większości jeśli idzie o grzeczność wobec drugich żon, ich zdanie w sprawie alimentów i innych takich, czy udział w uroczystościach dziecka, jako że są żonami...to larum się podnosi, że niby dlaczego obca baba ma coś do tych dzieci itd. Ale jeżeli chodzi o "mamusiowanie" im w co drugi weekend to już wtedy nie jest obca, wtedy to przecież macocha, żona taty, musi się zajmować. Czytam czasem i normalnie za głowę się łapie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość TOBREX
ja tez :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość fajna777
Pierdolicie i tyle. Nowa zona ojca vel cichodajka wcale nie musi sie zajmowac jego dziecmi, to ojciec jest od tego aby sie zajmowac płaciic alimenty i dawac cos ektra, ona niech sie zajmie soba i musi zaakceptowac ten fakt ze jej luby ma obowiazki wobec swoich dzieci, wchodzac w zwiazek z dzieciatym mezczyzna wiedziala na co sie pisze i ze dzieci nie znikną, to tyle w temacie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość 'po;hjh
az strach popatrzec jak rozwody rujnuja zycie....te wszystkie kobiety sa tak zajadle w stosunku do innych kobiet, kazda potencjalna druga zona to na bank dupodajka, kurwa , szmata itp....a to sa zwykle kobiety ktore szukaja milosci ..a ze los jest podly i stawia nam na drodze rozne wybory tego juz nie umiecie zaakceptowac...zastanowcie sie czy warto tkwic w nienawisci...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ale o co chodzi?
czy ktoś tu napisał, że szmaty i dupodajki nie szukają "miłości", nie! niech sobie szukają, maja prawo!!! tylko niech przestaną się użalać na swoją biedną lub okropną sytuację, że te wstrętne bachory istnieją, przecież same zdecydowały się na szukanie "milości" u żonatych i dzieciatych, z żonkami w znudzonych związkach wygrywają łatwo, co nowa dupa - TO NOWA!!! ale dzieci to już inna bajka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość TOBREX
Kolezanko powyzej,widze ze masz duzy problem emocjonalny,specjalisty ci potrzeba.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość lamella
jedno jest pewne - daleko tak nie zajedziecie. Twój facet zajmuje się chołubieniem dzieci, żaden z niego ojciec. KaOwcem być łatwo, trudniej wychowywać - a zdaje się na tym polega jego rola. Tylko że jest na tyle zaślepiony, że jakakolwiek rozmowa na ten temat będzie przez niego odebrana jako atak na jego cudowne dzieci. Jeśli chcesz coś zrobić konstruktywnego - to zaciągnij go do psychologa, niech posłucha od fachowca jak powinien zajmować się dziećmi, i jak krzywi im psychikę układając wasze relacje w ten sposób. Uświadom mu jedną rzecz - on swoje dzieci kocha, ty MOŻESZ je polubić - jeśli zasłużą, a nie za to że po prostu są. I że w waszym domu też masz prawa do ustanawiana zasad, czy reagowania na rzeczy, które cię irytują. Wychodzenie z domu to doraźna ucieczka od problemu, na dłuższą metę niczego to nie rozwiąże, w końcu nie da się tak żyć. Poza tym dość znamienne jest że piszesz, że twoje wyjścia są witane "wieeeelkim niezadowoleniem" - więc zgrzytając zębami ciągniesz to dalej. A jakoś on ze swojej strony nie zrobił NIC, żebyś czuła się lepiej w tym układzie. Żaden związek nie przetrwa, jeśli tylko jedna strona ma się starać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość alvia
Delicjo, jak zawsze (no prawie) piszesz bez sensu. I jak zawsze (prawie) atakujesz pierwsze żony. Za złe zachowanie dzieci odpowiada tu ich ojciec, nie matka, więc skąd twoja zgryźliwa wypowiedź? Przecież to on a nie matka twierdzi, że jego żona ma się zajmować jego dziećmi. To on stara je sobie kupić, odpłacić im za odejście z domu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jestem ex i naprawdę mało mnie obchodzi czy żona mojego ex zajmuje się naszymi dziećmi, czy im gotuje itd... Póki nie robi im krzywdy (mój ex miał wcześniej kobietę która darła się na mojego syna) to obojętne mi jest czy żona mojego ex jest zadowolona z wizyt dzieci czy nie. Jest ojcem, powinien się nimi zajmować.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A co ty chcesz ode mnie? Gdzie w mojej wypowiedzi są złośliwości. Takie są fakty. To takie podsumowonie wielu wypowiedzi. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że jakaś ex kobieta się cieszy, że taka o jest i rozpieszcza jej dzieci. Innym razem czytam co do komuni, czy jakiś ślubów, że to obca baba dlaczego dzieci miały by ją zapraszać, a przecież tyle weekendów się nimi zajmowała. W innym miejscu, jak i tu gdzieś wyżej czytam, że takiego brałaś i masz teraz obowiązek zajmować się jego dziećmi. Jedne piszą obca, zaraz inna, że nie obca, przecież może kogoś cegła trafić i dziecko pójdzie pod twoją i ojca opiekę. Patrząc na takie wypowiedzi naprawdę można się złapać za głowę. A już na pewno nie dowiem się w końcu kim ja mam być dla tego dziecka. Chyba to kilku letnie dziecko mądrzej mi to kiedyś powiedziało!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Liwiano, a skoro mało Cię obchodzi to do kogo był ten wpis. Druga żona pewnie się zajmuje- jeśli jest normalną kobietą. A może powinny ją te dzieci i te spotkania nie obchodzić. Mieć je gdzieś. Traktować jak powietrze. Przy takiej postawie kobiety, często i ojca coraz mniej obchodzą... Gdyby mnie nie obchodziło, dziecko nie pojechało by z nami na wakacje, gdyby mnie nie obchodziło spotykali by się na lody czy kino, a nie przychodziło do nas do domu na weekendy... Ale ex to przecież nie obchodzi...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
"Przy takiej postawie kobiety, często i ojca coraz mniej obchodzą..." Proszę rozwiń temat, co powinna robić według Ciebie matka dziecka żeby ono obchodziło tatusia. Bo że nie utrudniać widzeń to jasne.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A powiedz Delicjo czego Ty oczekujesz od matki dziecka Twojego faceta. Jaka powinna być??? Jak z wami współpracować dla dobra dziecka itd...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Chodziło mi o postawę partnerki ojca dziecka... Wiele tu czytałam złych określeń na ich tematy, a w większości są to normalne kobiety, dobre i zajmujące się dziećmi z poprzednich związków. I może należało by im się też jakieś dobre słowo, a nie tylko obelgi. Bo jak druga to już zła, zabrała i inne takie. My z mężem tworzymy pewnego rodzaju całość. Skoro wszystko robimy razem, więc to też. To ja go skłaniam by teraz to on sam zajął się dziećmi, albo właśnie trochę tym starszym jego dzieckiem...Tacy już są faceci. Ale to nie znaczy, że mam robić wtedy za służbę, to tak do autorki i tematu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja nic nie oczekuje. U nas wszystkie sprawy zostały załatwione bardzo poprawnie. I mam nadzieję, że w dalszym okresie też nie będzie żadnych problemów. Przypuszczam, że jak nasza sytuacja się bardziej unormuje. To sama podwyższę alimenty. Albo chociaż będziemy jeszcze więcej kupować dziecku. Tak więc sądzę że obopulnie, jako kobiety, choć bez słów się dogadałyśmy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Tylko mnie zaraz nie napadnijcie za słowa sama podwyższę. Oczywiście z mężem. Ale tak to u nas jest że za kaskę i zakupki dla dzieci zwykle odpowiadam ja. Mam sporo czasu na wychowawczym na wychowywanie :) A mała jest bardzo spokojna.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ale o co chodzi?
Tobrex :D nie mam problemów emocjonalnych, użyłam tylko wyrazów przewijających się przez ten topik, zapomniałam tylko o " " zwykle jestem szczera i nie owijam w bawełnę z opisanych tu wielu przypadków - masz rację! potrzebują pomocy specjalisty

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość inkkkkkkkkkkka
weż dzieci na piknik,niech pomogą Ci przygotować koszyk piknikowy,kup jakąś grę planszowa i tak duo wydajeci a to nie kosztuje fortuny.Takie cos bardzo jednoczy:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dobra spadam, bo za dużo do tematu nie wnoszę. Mam za dobry dzień jak na kafeteryjne klimaty i się roztkliwiam. Idę na spacer.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×