Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość rolita

Razem czy osobno?

Polecane posty

Gość rolita

Brzmi to jak tytuł piosenki Ich Troje, no trudno. Mam nadzieję, że powiedziecie mi, co sądzicie o tej całej sytuacji i pomożeie zdecydować, co zrobić ze swoim życiem. Jestem z panem X od 3 lat. To oczywiście nie jest jakoś niesamowicie dużo, ale jak na związek w wieku nastoletnim (oboje niedlugo skonczymy 20l) to prawie jak małżeństwo już. Większość czasu jest nam ze sobą idealnie i bosko. Jak wiadomo, w każdym związku są kłótnie, wzloty i upadki. Tylko od jakichs 2 tygodni my mielismy juz 4 takie klotnie, ktore byly bardzo poważne. I konczą się za kazdym razem dobrze, ale w głowie zawsze zostają rzeczy, które to spowodowały. Żeby nie rzucać samymi ogolnikami: Wczorak bylismy razem w pewnym miejscu. Wspaniale się bawilismy (on martwil sie chyba caly czas, czy mi sie podoba, w czym go zapewnialam, bo wiem, że on tego potrzebuje). To był kabaret, wiec w drodze do domu jeszcze się strasznie śmialiśmy, mowilismy saobie smieszne rzeczy i śmialismy sie z glupich rzeczy, ktore w danym momencie zrobilismy (choćby z mojego jedzenia chleba z pasztetem). Innymi slowy, kompletna głupawka. W p[ewnym momencie poowiedzialam mu, że ciekawe, e tak klaskal, jak wyszla pewna kobieta na scene (z udawana zazdroscia). Chwile sie bronil tak w zartach, np że jej wcale nie widzial (ma wade wzroku), a potem sie wkurzyl. Wyzwal mnie za to wszystko, po czym sie nie odzywal do konca dogi. Na koniec byl bardzo niemily i uwazal, że zepsulam mu cale wyjscie, chociaz wg mnie tak naprawde nie zrobilam nic zlego... Teraz pisze mi, że juz na pewno nigdzie ze mną nie wyjdzie, że on bedzie sam wychodzil jak juz a ja mam ze swoimi znajomymi wychodzić, "a potem zobaczymy". Szczerze mowiąć mam dość ciągłego płaczu przez jego nastroje (mam depresje kliniczna, w zwiazku z tym wszystkim sie strasznie przejmuje), ale szczerze mówiąc przez większość czas bylam w tym związku uzależniona od niego... Teraz jestem trochę mniej, ale wciąż jednak mi to zostało. Nie wyobrażam sobie, jak po tak dlugim czasie moglabym znow byc sama. Całe moje życie jest naszpikowane nim- używam prawie tylko rzeczy, które w jakiś sposob, chocby najmniejszy, zwiazane są z nim, moj dzien zlozony jest z elementow zwiazanych z nim, np. sms na dzien dobry i opisanie "ryjów w autobusie", potem zwykle spotkanie (u nie, u niego lub po prostu odwiezienie do domu), pisanie wieczorne, sms na dobranoc, bez którego nie mogę zasnąć... I nie wyobrażam sobie, jak wyglądałoby moje życie, kiedy nie byłoby jego. Nie zostałoby mi nic oprócz obowiązków, zajęć na studiach i... to koniec w sumie. A poza tym naprawdę go kocham i chcę, zeby było z nami dobrze, bo to naprawdę daje mi szczęście... Ta sytuacja podobnie jak pozostałe dużo gorsze na pewno się rozwiążę. Ale po raz kolejny przez niego płakałam ( i płaczę), musiałam wysłuchiwać złych rzeczy, denerwować się, niszczyć sobie zdrowie. Na pewno napiszecie mi wszystkie, że zostawić... Ale ja chce z nim być... Chcę cieszyć się z nim każdym dniem, tylko nie wiem, co zrobić, żeby to było możliwe zawsze... Wiem, że nie da się stworzyć związku idealnego, ale chcę wrocic do sytuacji jeszcze niedawnej, gdy klocilismy się raz na miesiąc i to w ten sposób, że gdy coś nam nie pasowało to rozmawialiśmy ze sobą o tym spokojnie, walczac na argumenty. Pomóżcie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jak to co? szczerze pogadać z nim jeśli się nie zmieni to lepiej zostawić niż niszczyć sobie życie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość rolita
Już rozmawiałam tysiąc razy... I zawsze po rozmowie jest bardzo dobrze, nawet zdarza się, że przeprasza, a potem jest kolejna taka sytuacja i wszystko na nic...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość rolita
I szczerze mówiąc do tej pory zawsze żyłam szczęściem tych momentow, kiedy bylo wszystko dobrze. Wcześniej były one bardzo długie, ale te ostatnie dwa tygodnie to pogrom... Aczkolwiek jeśli dobrze pamiętam to kiedyś też mieliśmy takie kombo w swojej karierze i wyszliśmy na prostą.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
zauważ że z tym klaskaniem to ty zwróciłaś mu uwagę. to że on jest z tobą nie znaczy że nie będzie się oglądał/patrzył na inne kobiety

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość rolita
To nie chodziło o samo klaskanie. On tej baby dobrze nie widzial i klaskal specjalnie tak glosno nad moich uchem, tak żeby mnie dla żartów wkurzyć. Więc tym bardziej nie wiem, dlaczego sie zdenerwował, kiedy na ten temat potem zażartowałam ja. Myślicie, że jest sens w związku, gdzie oni nie wychodzą nigdzie razem, bo jedna osoba może drugiej zepsuć całą radość...?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość njfuiehufhwij ciodh9 38w dsuib
mysle ze koles ma objawy borderline poczytaj o tym.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
coś mi się wydaje że ten związek niestety się kończy... bo jeśłi kłócicie się o takie drobnostki..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość rolita
I ja i on mamy borderline'a. Tak sie dobraliśmy. Każdy związek miewa kłotnie o pierdoły. I czy nie lepiej kłócić się o gówna niż o rzeczy poważne?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość njfuiehufhwij ciodh9 38w dsuib
rolita wiec masz wytlumaczenie-to wyzszy mechanizm czasem nim steruje,to dziwnie brzmi ale osoby majace bordera wiedza o co chodzi.przyjmuje pewne rzeczy jako atak mimo ze to wyimagowane.ja tez mam tak samo jak ty z przyjacielem moim najblizszym.i tez tak bywa.musicie rozumiec ze pewne rzeczy sa poza wami ale starac sie to jakos lagodzic,do tego trzeba czasu.powodzenia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość rolita
Czyli mam to teraz p prstu przeczekać, nie oczekiwać że mnie przeprosi za to, co wczoraj zrobil i dzis pisal (nie piszę tego w tonie "chyba cie powalilo", tylko normalnie pytam, czy mam tak zrobic)? I co z tymi wyjściami wspólnymi? Może mam się zgodzić że nigdzie nie będziemy razem wychodzić i poczekać, aż zatęskni? Mogłabym to wszystko zrobić, tylko z drugiej strony cały ten czas, kiedy będę czekać, będę cholernie nieszczęśliwa...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość njfuiehufhwij ciodh9 38w d
rolita ja tez tak mialam-zarlismy sie na kazdym kroku wrecz.od malego slowka wielka wojna i 2 tyg nie odzywania sie....wracalismy dopiero jak nam przeszlo.tak bylo ciagle.az w koncu zaczelismy sobie wyjasniac wszystko.przeczytalismy razem bardzo dokladnie artykul o borderline(mamy to stwiedzone) ale dla przypomnienia jakie mechanizmy tam dzialaja...zaczelismy gadac ze czasem jedno powie male slowko i 2 przyjmuje to jako atak i od tego wojna....lub jedno jest bardzo zazdrosne o 2 i w glowien mu sie roi 1000 mysli i sie dasa a to 2 nie wie w zasadzie czemu....od tamtej pory tez sie klocimy ale juz inaczej-nie ma tak ze zremy sie i rzucamy tel i koniec....jedno uspokaja 2,stara sie wyciszyc....i rozmawiamy dalej spokojnie,od razu sobie wyjasniamy o co poszlo itd....i konczy sie to zawsze juz teraz lagodnie ale to trzeba wypracowac-usiasc pogadac,umowic sie ze jak nas cos bierze spuszczamy z tonu,opanowujemy sie.....sprobujcie sie pogodzic,pogadac...ja swojemu powiedzialam co mnie boli,zeby tak nie robil on mi tez...i jest ok..rozmowa jest kluczem do wszystkich drzwi

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość njfuiehufhwij ciodh9 38w d
co do pytania-daj mu sie stesknic nie nalegaj na spotkania wspolne wyjscia dopoki sam nie zechce....jak cie o to poprosi pwoiedz co cie zabolalo i zeby tak nie robil...jesli mu zalezy zrozumie.nie dzown nie pisz na razie,niech on ochlonie.a potem okaz mu ze zle zrobil,ze powinien przeprosic ale tez nie cisnij i nie mow przepros mnie tylko powiedz bylo mi bardzo przykro kochanie nie mozesz tak robic bo mnie ranisz..powinien sie kapnac ze nalezy przeprosc...i od tego momentu rozmowa....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość rolita
Tylko tekst "to mnie zranilo" jest dla niego tandetny. Już widzę odpowiedź "ciebie ciagle cos rani, wiec to zadna nowosc". Teraz jeśli się spotykamy to tyko wtedy, kiedy on to zaproponuje. Na to wyjście bardzo nalegał. Wiedzialam, jak mu na tym zaezy i dlatego chcialam mu caly czas pokazac, jak świetnie sie bawilam. Troche wczesniej w tramwaju powiedzialam do niego, że dobrze, że nie mieszkamy razem, bo mamy taką głupawkę ze bysmy nie mogli zasnąć. A tak to zaraz się rozstaniemy i troche ochloniemy przynajmniej. A on (śmiejac sie) że ale na razie to nie zaszkodzi. I dalej żartował.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×