Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość zielona kartka papieru

Czy oddałybyście dziecko do adopcji jeśli byłoby chore np na zespół downa?

Polecane posty

Gość ergfgfg
a dla mnie rodzenie świadomie chorego dziecka to jest skazywanie tego dziecka na mękę przez całe życie, ja sama jakbym miała być chora to wolałabym aby rodzice dokonali na mnie aborcji. To, że rodzice chcą podjąć się trudu wychowywania chorego dziecka to nic dziwnego, to jest dziecko przez nich poczęte, cały ambaras w tym czy te dzieci są szczęśliwe, ja nie byłabym.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość do Kocham swojego synka
Kocham swojego synka - wspolczuje Twoim dzieciom, ta osoba z Zd to brat mojego meza, ja widze codziennie jak meczy sie cala rodzina, a glownie jego rodzenstwo, bo rodzice sa juz w takim wieku, ze nie daja rady... To piekne, ze masz takie szlachetne pomysly , nie wychowasz na egoistow, itp.. To wszystko jest bardzo latwe w teorii, a ja Ci powiem, ze zycie to nie taka piekna teoria, jest bardzo trudno, kazdy z rodzenstwa ma swoje rodziny, dzieci , a brat meza jest ciezki we wspolzyciu, ja sama czasem boje sie o dzieci, mam oczy dookola glowy.. Mloda jestes jeszcze i bardzo naiwna, szkoda, za 20 lat zrozumiesz o czym ja tu mowie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kocham swojego synka
Nie interesują mnie Twoje teorie na ten temat. Może i Ciebie los nie oszczędzi, może Twoje dziecko zostanie kaleką zdaną tylko na siebie. Moim dzieciom nie musisz współczuć, co najwyżej one mogą współczuć Tobie. Życie nie zawsze jest łatwe a Tobie się chyba tak wydaje. Tak czy siak, powodzenia. Bo może Twój wnuk będzie miał ZD. Nie sorry, nie będzie. Zmusisz do usunięcia...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość do Kocham swojego synka
dlaczego sie denerwujesz i mnie atakujesz? To nie sa teorie, przeze mnie przemawia doswiadczenie, ja mam kontakt z ta sytuacja od ponad 12 lat, wiem , ze zycie jest trudne. Nikogo nie namawiam na usuniecie i w ogole nie o tym pisze, staram sie byc glosem rozsadku, ktory nie bedzie pisal , ze jest super cacy z taka osoba zyc- bo nie zawsze tak jest! Fajnie , ze jest w Tobie tyle pasji, bo bedzie Ci bardzo potrzebna. A co do Twoich dzieci... no coz , z wiekiem zrozumiesz, moja tesciowa tez taka byla - pelna dobrej woli i dobrych checi, dzis sama mowi, ze jej przykro, ze jej dzieci musza z takim bagazem isc przez zycie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kocham swojego synka
Ale co chcesz mi przekazać? Że będzie mi ciężko? Ale ja to wiem bez Twoich doświadczeń. Chodzę z synem na zajęcia i kółka dla dzieci z Zespołem Downa, jestem świadoma wszystkich konsekwencji i chorób jakie go mogą spotkać. Spokojnie, jestem na to przygotowana. Obawiam się. że Twoja teściowa nie miała "pomocnej dłoni". Ja akurat na to nie narzekam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość do Kocham swojego synka
nie Tobie chcialam przekazac tylko tym, ktore tu tak pisza, ze dziecko to dar, ze jak mozna oddac czy usunac... No ja akurat rozumiem, ze mozna. 12 lat temu pewnie tez bym byla na Nie, dzis juz rozumiem. Nie namawiam, ale rozumiem, zwlaszcza gdy ma sie juz dzieci . Po to zreszta sa badania prenatalne, moje obie szwagierki przeszly wszystkie jakie tylko byly mozliwe i doskonale wiedzialy co by zrobily "gdyby", jak myslisz - dlaczego? bo z taka sytuacja zyja od urodzenia i wiedza co to jest. I wiem, ze Tobie sie to nie podoba, ale szkoda mi wszystkich dzieci, ktore maja rodzenstwo z ZD, mimo wielkiej milosci jaka miedzy nimi moze byc, sa to dzieci skazane od poczecia na bycie nianka dla chorego rodzenstwa, bo niestety rodzice nie sa wieczni... Powodzenia Wam zycze z calego serca!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mama w 8 miesiącu ciąży
Nie rozumiem dlaczego dziewczyny które są przeciwne aborcji w tak okrutny sposób atakują te które szczerze piszą że by usunęły??? Wy byście nie usunęły a one tak. Koniec i kropka. Według mnie nie świadczy to ani trochę o ich egoizmie. Tak jak wy świadomie chcecie urodzić i wychowywać chore dziecko, tak one nie chcą. Piszecie że takie dzieci są przecież kochane i cudowne i mają uczucia i to jest święta prawda. Ale my tu nie rozmawiamy o tym czy te dzieci są cudowne, bo na 100% są. My tu mówimy o świadomej odpowiedzialności za ciężko upośledzone dziecko. Odpowiedzialności przez całe życie. Na razie wszystkie macie po 20, 30 lat. Ale trzeba umieć sobie wyobrazić siebie mając 60 lal z takim dzieckiem. Trzeba się zastanowić co by się z nim stało gdyby was nie było. Jak byście sobie radziły gdybyście nie miały wsparcia i rodziny. Napiszcie mi jak wyobrażacie sobie życoe swojego 30-letniego dziecka z ZD. Jak wam sie wydaje jak ono będzie wyglądać. Jak myślicie jak wasze życie będzie wyglądać przez najbliższe 28 lat. Czy jesteście pewne że wasz partner zawsze będzie przy was. Że będzie wam pomagał dźwigać, nosić i przewijać. Jakie poczyniłyście kroki na wypadek waszej śmierci? Czy jesteście pewne że wasz mąż zaopiekuje się dzieckiem? I tu nie chodzi o czarne scenariusze ale nie dziwcie się że sa kobiety które myślą takimi kategoriami, bo to są normalne dylematy które was też na pewno dręczą a do których niekoniecznie chcecie się przyznać. I na koniec jeszcze krótka historia. Moja mama pracowała w latach 90tych z bardzo fajną babeczką. Miała córkę z porażeniem mózgowym. bardzo ciężki przypadek. Miała 15 lat, nie mówiła, nie jadła sama, sikałą pod siebie, miała normalne miesiączki była duża i dosyć otyła. Jak zaczęła dojrzewać i sprawiać problemy kochający tatuś zostawił mamę z 2 dzieci i znalazł sobie kochankę. Koleżanka mojej mamy pewnego dnia niosła córkę do wanny i pękła jej żyła w sercu. Miała 38 lat. Pamiętam to jak dziś bo umówiłyśmy się że przyjadą do nas na działkę... pamiętam jak moja mama płakała i nie mogła uwierzyć w to co sie stało. Tatuś zaopiekował się zdrowym dzieckiem a dziewczynkę oddał do zakładu zamkniętego gdzie jest do dnia dzisiejszego. Nikt z rodziny nawet się nie wychylił z protestem. Nikt jej nie chciał. Nikt jej nie potrzebował. Okazało się że matczyne serce było jedynym które potrafiło je kochać. Polskie prawo zezwala na aborcję dzieci z ciężkimi wadami chromosomowymi i jest tego przyczyna. Nie każda polska rodzina potrafi poradzić sobie ze zdrowym dzieckiem. A co dopiero z ciężko chorym .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Smartfetka
Też życzę powodzenia mamie z ZD, ale dziwię się że tak dobra kobieta zionie lekkim jadem :-O Poza tym ja nie twierdzę że to co bym uczyniła byłoby dobre, ale piszę szczerze jak ja bym do tego problemu podeszła. Jakiś czas temu widziałam pewne dziecko które płakało, tupało nogami, wiek ok.8 lat, rodzice byli dość daleko, wołali tą dziewczynę, ona nie reagowała, krzyczała i w pewnym momencie położyła się na ziemi, konkretnie na ulicy, ale dosyć brudnej, do tego po deszczu i przy chodniku był mokry piasek, ona cała się w tym taplała. Byłam w szoku że rodzice nie reagują, dopiero jak podeszłam bliżej, zobaczyłam że to dziewczynka z ZD :( Rodzice byli po prostu zrezygnowani, bo na dobrą sprawę co oni mogą, iść z nią na łańcuchu? Smutne to po prostu. U dziecka z tą chorobą to typowy bunt, a u rodziców... raczej nie zadowolenie, żeby gorzej nie napisać. Poza tym czytałam na Kafeterii wiele tematów związanych z tą chorobą. Kiedyś ktoś pisał że ma sąsiadów którzy mają syna z ZD w wieku około 30 lat. Ojciec codziennie robi z nim kilometry, byle by ten się zmęczył, bo inaczej w domu mają z nim kłopot. Chłopak 100 kg (dzieci z ZD często mają nadwagę) siłę ma, to robi z rodzicami co mu się podoba, to też smutne. Inna dziewczyna opisywała że jej mąż ma brata z ZD, zastanawiam się czy to przypadkiem nie ta sama osoba co tu niedawno pisała, bo dosyć podobnie się wypowiada. W każdym razie opisywała że ten chory chłopak zagląda jej w dekolt, to jeszcze nic strasznego, ale raz przyłapała go jak robił coś nazwijmy to niemoralnego z psem, konkretnie z jego organem :( KOSZMAR! Nie wiem, może niektóre kobiety są w stanie sobie poradzić z takim rzeczami, ja naprawdę nie byłabym w stanie. Dlaczego swój każdy dzień miałabym witać smutno i z nadzieją że mój syn niczego nie "naskrobie", jeśli mogę tak jak teraz budzić się szczęśliwa, a mój synuś wita mnie wesołą minką i mówi "mamusiu". Naprawdę nie chodzi o to że chcę żyć idealnie. Jak pisałam, urodziłabym dziecko upośledzone fizycznie, ale psychicznie nie chciałabym, nie poradziłabym sobie z tym, że nie mogę normalnie porozmawiać z moim dzieckiem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Smartfetka
Poprawka - Też życzę powodzenia mamie z dzieckiem z ZD* Niestety potwierdzam co napisała wyżej koleżanka. Wiele topików już się naczytałam i często tatusiowie umywają rączki gdy dziecko rodzi się chore, bądź wchodzi w tzw. trudny wiek. Nie dość że matka zostaje sama z tak wielkim problemem, to jeszcze musi pogodzić się z tym, że tak naprawdę do końca życia pozostanie bez partnera :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie wiem co bym zrobiła
Na prawdę nie wiem :( Pewnie bała bym się usunąć, skoro jednemu dziecku pozwoliłam się urodzić. Wiem natomiast jedno. Mąż z czasem odszedłby od nas, jeśli urodziłoby się nam chore dziecko.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Smartfetka
nie wiem co bym zrobiła - mój też pewnie by odszedł, ale akurat nie z uwagi na dziecko, ale na mnie, bo wiem że byłabym niewystarczająco dobrą matką, sfrustrowaną i pozbawioną życia kobietą. Wiadomo że takie związki gdzie dzieci są chore, z zasady są mniej trwałe. Wszystko co nas spaja do czasu aż pojawia się ciężka choroba, to po prostu gdzieś uchodzi. Nie mówię że miłość zanika, ale te ciągłe problemy, rehabilitacje, czy nie daj Boże ciągłe przesiadywanie w szpitalach, zwyczajnie siłą rzeczy powoduję powolny rozpad związku. Ludzie być może są pozostają ze sobą, ale nie jest już wszystko takie jak dawniej. Częściej myśli się wówczas jak ulepszyć życie dziecku, niż jak sprawić aby między nami (małżonkami) było tak dobrze jak kiedyś. I ja to w pewnym sensie rozumiem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość terada
W takim razie, mile panny juz dzisiaj zacznijcie sie modlic abyscie nie zachorowaly lub nie mialy wypadku bo "kochajacy" (inaczej, hahahaha!) mezus odejdzie. Na stare lata szykujcie sie na samotnosc bo maz bedzie mial was w dupie. Odkladajcie kase na opiekunke w razie choroby, starosci bo maz odejdzie a dzieci, zgodnie z waszymi przekonaniami a co za tym idzie wychowaniem, na stare lata czy w chorobie, oleja was bo bedziecie uciazliwe, brzydkie, smierdzace..... Alez niektorzy maja zjebane zycie z przyglupami, ktorzy sa nic nie wartymi mezami :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
My z partnerem doszliśmy do wniosku, żebyśmy osunęli. Ja wiem, że ja sobie z tym nie poradzę i on też. Moja koleżanka ma brata z zd chłopak ma ponad 30 lat, matka wychowywała ich sama , jest ich 3. Tatus zniknął. Ja nie miałam jakoś bliższego kontaktu z takimi osobami, ale tak jak ktos pisał to nie jest łatwe zadanie. Przez mnie głównie przemawia to, że jesli Nas by zabrakło to kto by się tym dzieckiem zajął?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Smartfetka
terada - już pisałam, co innego jak w trakcie życia zdarzy nam się wypadek, czy inna tragedia. Tu mam pewność że mąż zostanie przy mnie i vice versa. Ja pisałam o zupełnie innej sytuacji. O takiej, gdzie od samego początku skazuję swoje życie na cierpienie. Wiem, że byłabym nieszczęśliwa, smutna, chodziłabym załamana. To chyba naturalne że ciężko jest tworzyć udany związek z kimś takim. Dlaczego od razu uważasz że syn oleje mnie w przyszłości? Piszesz że zgodnie z jego wychowaniem :-O A skąd ty wiesz jak ja go wychowam. To że nie chciałabym być utrapieniem mojego syna na starość, to jasne, a to jak będzie mnie traktował, to wypracuję sobie przez całe życie. W każdym razie mam większą pewność że mając zdrowe dziecko, będzie miał mnie kto na starość odwiedzać, rozmawiać i pocieszać, mając dziecko z ZD nie mogłabym na to liczyć. I nie obrażaj mojego męża. Nie napisałam że opuściłby mnie ze względu na chore dziecko, tego by nigdy nie zrobił, w mojej chorobie też nie, o czym miałam już okazję się przekonać. Napisałam że opuściłby mnie wtedy, gdybym chodziła wiecznie załamana, sfrustrowana itd. Taki mam charakter, że robię się wtedy nie do wytrzymania, nikt by ze mną nie wytrzymał, więc wolałabym żebyśmy się rozstali, nie lubię być utrapieniem, zwłaszcza dla swoich bliskich.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie wiem co bym zrobiła
Wydaje mi się, że mąż nie potrafiłby pokochać tego dziecka. Nie miałby podejścia, najpierw by się odsunął, a później odszedł. Już jakiś czas temu zauważyłam, że nie potrafi sobie poradzić z niektórymi problemami. Jest jeszcze opcja, że uciekłby w pracę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość OponkaJaponka
Myślę że tak.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Dwa słońca
To jest tak jak ktoś tutaj już napisał. Skoro oddałybyście chore dziecko, bo wymagałoby to od was poświęceń, to co by było w przypadku nagłego nieszczęścia i potrzeby opieki do końca życia. Te sytuacje niczym się nie różnią. Nie wiem jak można być do tego stopnia wypranym z uczuć, żeby kalkulować jakie kryteria musi spełnić dziecko, żeby mogło zostać z rodzicami. Pełno jest takich pustych ludzi dookoła, którzy myślą, że zawsze będą piękni, młodzi, zdrowi. A jak ktoś odbiega od tego wzorca to jest be, najlepiej go odseparować. A co się z nim stanie w tym domu opieki, to już nieważne. Co z oczu to z serca, prawda?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Powiem to jeszcze raz
Co innego jest jak cos sie w zyciu przydarzy. Wtedy nie ma wyjscia i czlowiek musi sie pogodzic z losem. I radzic sobie jak moze. Co innego jak ma wybór. Dam wam przyklad. Mój dziadek byl chory na Alzheimera. To byl koszmar dla calej rodziny. Uceikal z domu, szukalismy go, sikal po mieszkaniu, chowal jedzenie, mówil do mojej mamy tak okropne rzeczy ze az strach pomyslec. Nie raz widzialam jak moja mama plakala, jak juz nie miala sil. Kilka ostatnich miesiecy zycia spedzil w hospicjum bo juz nawet odmawial jedzenia i picia. Zapomnial jak sie je. Zajmowalismy sie nim bo go kochalismy ale bylismy w tym calkowicie sami i przeszlismy koszmar którego nikomu nie zycze. Jak umarl to wszyscy poczulismy ulge - mimo ze nie mówilismy o tym glosno. Jakby ktos powiedzial mi ze moje dziecko ma miec takiego ''Alzheimera'' od urodzenia i ma tak cierpiec a ja musze przejsc to co przeszla moja mama to bym usunela ciaze. Majac wybór nie decydowalabym sie fundowac swojemu dziecku takiego zycia. Mój dziadek nie mial wyboru. Choroba odebrala mu godnosc zycia. Ja sama tez wolalabym nie zyc niz zyc sikajac za firanke i nie rozpoznajac twarzy moich najblizszych. Niektore z was bronia zycie dla samego zycia. Jakosc zycia jest rownie istotna. Moze dla was nie. Ale dla mnie np jest.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość SASADdf
JA BYM NIE ODDALA kochala bym bardziej niz zdrowe!!!!! TO TAK JAK BYS ODDALA SWOJA REKE!!!! DZIECKO JEST TWOJE

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Dwa słońca
Bliska mi osoba chorowała na Alzheimera bardzo długo i wiem co to znaczy. I wiem również co znaczy mieć chore dziecko, bo mam ich dwoje. I nie wyobrażam sobie bez nich życia, chociaż bywa różnie. Nigdy nie ma suprocentowej pewności czy dziecko urodzi się zdrowe czy chore. I to też jest sytuacja losowa. Bo jakim prawem decydujesz o tym, które dziecko może żyć i w jakich warunkach. Decydując się na powołanie na świat człowieka zawsze trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność. I tak to jest to samo co nagła choroba dziecka, które już znamy i kochamy. Bo to chore też się kocha, a nie oddaje jak zniszczony mebel, który nie pasuje do naszej idealnej rodziny.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Niestety nie zgodzę się
Mi się wydaje że ten temat nie dotyczy tak naprawdę upośledzenia w łonie matki ale właśnie aborcji. I jeżeli ktoś popiera aborcję to łatwiej by mu było podjąć decyzję o usunięciu ciężko chorego dziecka. Jeżeli ktoś jest przeciw nie zrobi tego nawet gdyby okazało sie że dziecko nie będzie żyło poza łonem matki. I do tego właśnie sprowadza się cały moralny aspekt tej dyskusji. Ja nie jestem przeciwniczką aborcji bo uważam że każda kobieta ma prawo decydować o własnym życiu. Poza jej ciałem dziecko nie może sie rozwijać, a bez jej opieki, bez jej miłości i bez jej aprobaty często skazane jest na straszne życie. Szczególnie dziecko upośledzone. Więc uważam że jeżeli ktoś nie czuje się na siłach podjąć wyzwania (a naprawdę mogą być takie sytuacje) to lepiej i dla matki i dla dziecka taką ciążę usunąć. Wtedy może mielibyśmy mniej zamordowanych chłopców z Cieszyna, malutkich dziewczynek z Sosnowca, i synków zamordowanych i schowanych w wersalce. Życie jest wartością, trzeba je cenić, chronić i pielęgnować. Ale nie każdy to potrafi i nie każdy ma możliwości. A my nie powinniśmy oceniać cudzego postępowania bo nigdy nie możemy być do końca pewni swoich własnych reakcji i zachowań.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×