Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

SophiaAmy

Kryzys

Polecane posty

Witam. Nigdy nie pisałam na żadnym forum, bo starałam się sama poradzić sobie z wszystkimi problemami, jakie mnie spotykały. Zwracałam się również po radę do najbliższych mi osób. Ale dzisiaj nastał czas, kiedy nie wiem, co mam robić. Jestem z moim ukochanym od 3 lat i coraz częściej pojawiają się u nas kryzysy. Od momentu, kiedy niepotrzebnie mówiłam innym o naszych związkowych problemach staram się zatrzymywać tą sferę życia tylko dla siebie, ponieważ mówienie o czymś komu jest krzywdzące dla związku w momencie, jak inni to zapamiętują i zaczynają postrzegać mojego partnera, jako osobę złą, którą w istocie nie jest. Unikam tego typu sytuacji. Dzisiaj zdecydowałam się napisać tutaj i zasięgnąć rady osób, które nie będą miały żadnych uprzedzeń. Pierwszy rok związku obfitował w ogromną miłość, wyrażaną w czynach i pięknych słowach. Nie jest to chyba nic nowego, jeżeli chodzi o początkowe fazy bycia razem. Wszystko zaczęło się dopiero po upływie tego wspaniałego roku, ale nawet nie jestem w stanie przypomnieć sobie, kiedy dokładnie. Przywiązałam się i uzależniłam od słuchania pięknych słów, od mówienia o miłości, od spędzania większości czasu razem. Na początku nie radziłam sobie z tym, że mój partner nie ma dla mnie czasu, że zaczął zajmować się ważnymi dla niego sprawami. Strasznie wyrzucałam mu to, że nie interesuje się już mną, że nie jest taki jak kiedyś.. Dopiero później zrozumiałam, że taka jest kolej rzeczy. Ciągłe kłótnie doprowadzały do granicznych sytuacji. Zdarzało się, że wyrzucaliśmy sobie słowa, których potem bardzo mocno oboje żałowaliśmy. Rozchodziliśmy się, po czym po godzinie znów byliśmy ze sobą. Stres jaki zapanował w związku miał wiele skutków, raczej negatywnych. Jestem osobą bardzo wrażliwą i mój partner często o tym zapomina podczas kłótni, ponieważ zaczyna mnie obrażać. Wiem, ze robi to pod wpływem złości i nie myśli tak naprawdę, ale jest to krzywdzące i bardziej zapada w pamieć niż sama kłótnia. Mówiłam mu to, ale dopiero po długim, naprawdę długim czasie zrozumiał to i zmienił. parę miesięcy temu, w czerwcu, rozstaliśmy się po raz pierwszy na poważnie na ponad tydzień. W tym czasie wyjechałam do przyjaciółki. Powód był prosty i bardzo bolesny: znaliśmy hasła do swoich kont, czy to na facebooku, czy gdzie indziej. Często przeglądaliśmy swoje smsy, jak dowód na to, że nie mamy nic do ukrycia. Robiliśmy to w sposób rozsądny. Pewnego dnia mój partner przez przypadek wszedł na moje konto, ponieważ byłam wcześniej zalogowana. Czytał moje wiadomości i doczepił się, że komuś coś powiedziałam. Bardzo mnie to zabolało, ze zrobił to bez mojej wiedzy, więc odwdzięczyłam mu się tym samym. Wiem, ze źle zrobiłam. Wywiązała się kłótnia i byłam świadkiem, jak obrażał mnie, rozmawiając z innymi. Nie mogłam tego znieść. Oboje przekroczyliśmy granicę. Ale rozstaliśmy się i mieliśmy czas na przemyślenia. Kiedy wróciłam, przywitał mnie z koszykiem truskawek i postanowiliśmy spróbować na nowo. Od tamtego czasu, i winię za to bardzo siebie, nie dawała mu spokoju z kłótniami. Wiem, jak to boli, ale nie potrafiłam w inny sposób wyrazić tego, co mi nie pasuje. Postępowałam wbrew temu, co wiedziałam o tym, jak powinnam się zachować. To było silniejsze ode mnie. Doprowadziło to do kolejnej poważnej kłótni. Rozstaliśmy się po raz drugi. Minęło parę dni, a w tym czasie staraliśmy się rozwiązać wzajemnie problemy, z jakimi się borykamy. Daliśmy sobie na nowo szansę i obiecaliśmy, że będziemy się starać nie wprowadzać wzajemnie tyle złych emocji w nasz związek. Nieco się poprawiło. Jednak nie jest to oczekiwany efekt. Od dwóch tygodniu bardzo się starałam trzymać emocje na wodzy, ale nie zawsze to wychodzi. Zabrnęliśmy w błędne koło: mi jest przykro, bo nie słyszę z jego strony nic miłego, nie czuje zainteresowania, a wszystko to maskuję złością. Ta złość natomiast wpływa na to, że on nie ma ochoty okazywać mi nic szczególnego w obawie, że za chwilę znowu się o coś pogniewam. Wiem, że mam w tym więcej winy.. Wiem, że nie panuję nad sobą. Ale ostatnio bardzo się starałam i wychodziło mi całkiem nieźle. Potknęłam się wczoraj.. Napisałam do niego i rozmawialiśmy.. Kiedy napisałam, ze jestem chora nie dostałam na to żadnej odpowiedzi, przez co poczułam się dotknięta i było mi przykro. Bardzo obawiam się tego, ze nie okazuje mi zainteresowania, co było na to dowodem. Nagle zmieniłam ton, przez co zauważył, że coś jest nie tak. Wypytywał, o co chodzi, a ja nie chciałam tego tematu poruszać w obawie przed kolejną kłótnią. Chciałam to przeczekać i zobaczyć, czy faktycznie jest istotne. On mi nie dawał spokoju, a ja, nie chcąc powiedzieć, bardzo go zdenerwowałam. I wbrew wszystkiemu, wywiązała się kolejna kłótnia. Bardzo go kocham i nigdy nie wątpiłam w to uczucie.. Ale on powiedział, że ostatnio wątpi i nie chciał tego mówić, ponieważ się staram. Że póki co czuje bardzo mocne przywiązanie i zaczyna myśleć, czy lepiej nie będzie mu samemu. Bardzo mnie to zabolało i poczułam się okropnie winna. Wiem, ze i on ma w tym swój udział, zaniedbując pewne potrzeby, jakie mam, jako kobieta. Ale to błędne koło doprowadziło do takiej właśnie sytuacji. Powiedziałam mu, że dalej będę się starać panować nad sobą, że dalej będę próbować. Powiedział, ze zniszczyłam uczucie, ale że być może, jak będzie wszystko nareszcie dobrze, to poczuje to, co kiedyś do mnie czuł, bo bardzo by tego chciał, ale ciągłe kłótnie blokują to w nim. Powiedział też, że od pewnego czasu nie pociągam go fizycznie, mimo tego, ze uważa mnie za piękna. Powodem jest blokada, która także ma związek z kłótniami. Jest mi przykro, że patrzy na mnie z obojętnością, jak płaczę, ale rozumiem do czego doprowadziłam. Z obawy, ze go stracę, zaczęłam nawet czytać książkę pt. "Inteligencja emocjonalna", żeby nauczyć się kontrolować samą siebie. Nie chce go więcej ranić.. Bardzo nad tym ubolewam. Czy ktokolwiek myśli, że faktycznie taką sytuację kryzysową da się naprawić? I mogłabym prosić o jakiekolwiek rady? Nie chce słyszeć, że jestem zła, że jestem okrutna. Sama to wiem. Ale chce w końcu zacząć żyć pełnią życia i obudzić w moim ukochanym to, co sama zniszczyłam. Chciałabym, żeby tęsknił za mną i cieszył się na mój widok, a nie obawiał, ze znowu wyrzucę mu coś w taki sposób, że narodzi się kolejna kłótnia. Bardzo potrzebuję rad..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wiem, że strasznie się rozpisałam i może to być odrzucające.. Ale chciałabym, by ktokolwiek to przeczytał.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość na początku trzeba się dotrzeć
Na początku zawsze będą sceny zazdrości, ale nad zazdrością trzeba pracować i nie dawać się jej. Nie da się wyeliminować innych osób z Waszego życia, stąd i Ty będziesz się kontaktowała z różnymi osobami i on. Najlepiej ograniczyć rozmowy z innymi facetami do niezbędnego minimum i to samo w stronę Twojego partnera. Można się również podzielić informacjami o kimś tam i powiedzieć - wiesz mój kolega ze szkoły ma już dziecko, a koleżnka nas zaprasza do siebie, itp. I on to samo. A w codziennym życiu przebolej, że spojrzy na inną i on niech przeboleje, że Ty spojrzałaś na innego, bo to nie oznacza, że zaraz się z tym kimś zwiążecie. Po to macie oczy, aby patrzeć. Jeśli Cię nie pociągają inni mężczyźni, to wszystko jest ok. I to samo z Twoim partnerem. Jeśli jednak szukasz nadal kogoś innego, lepszego, to jest problem i to samo z Twoim partnerem - trzeba to sobie głośno powiedzieć i żyć tylko dla siebie i tylko ze sobą. Nie będzie cukierkowo zawsze. Nie zawsze usłyszysz, że jesteś piękna, ale... Co jakiś czas dostaniesz kwiatek, biżuterię, dobre słowo, pomoc w trudnej chwili -to jest piękne. Nie trzeba sobie kadzić kocham Ciebie, jaka jesteś cudowna 150 razy dziennie, aby udowodnić miłość. Tu potrzeba czasu i dojrzałości związku. 3 lata to pikuś, to maleńki wstęp. Nie zrażajcie się. Powodzenia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anna wwww
Wiesz co, po części Cię rozumiem, bo sama jestem niezłym ziółkiem. Mężczyzna, z którym jestem także dużo pracuje, zajmuje się głównie tylko tym, a ja mu pomagam, bo ma własną firmę. Ale to nie zmienia faktu, że zapomniał już o czułych słówkach, zazwyczaj mówi mi coś miłego, jak jesteśmy w łóżku, a i to odeszło na dalszy plan. Spotykamy się tam zazwyczaj raz w tygodniu, kiedy on nie pracuje, czyli w niedziele. Też jest mi smutno i czasem mu wyrzucam, że nie ma dla mnie czasu, ale jak patrzę, ile on czasu traci na pracę, nie ma prawie życia prywatnego, to jest mi go szkoda... Mam mnóstwo mieszanych uczuć w sobie i tak naprawdę pogubiłam się w tym wszystkim. Wiele było między nami nieporozumień i kłótni, ale jakoś 3,5 roku jesteśmy ze sobą. Razem ze związkiem zaczęłam licencjat, teraz magistra. On w przyszłym roku kończy inżyniera, zobaczymy co z tego wyjdzie. Tobie życzę przede wszystkim cierpliwości, a także postaraj się jakoś spędzać czas, żeby nie myśleć tylko o nim, o tym, że on nie mówi Ci miłych słówek. Pokaż mu, że możesz bez tego żyć, a kto wie, może to samo wróci.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jeżeli chodzi o zazdrość, to nie ma jej zbyt dużo, bo darzymy się pod tym względem szacunkiem. Na początku były problemy, ale to raczej mój partner miał z tym problem, bo nie mógł się pogodzić z tym, że inni faceci mnie podrywają i wpatrują się we mnie. Nauczył się to kontrolować, a mi nie dawał dużo powodów do zazdrości. Właśnie ostatnio, kiedy uznał, ze wątpi, to sam świadomie podkoloryzował swoją znajomość z pewną dziewczyną, którą poznał na wyjeździe do Brukseli, gdzie był trzy dni i doprowadził do tego, że wybuchnę łam. Ostatecznie okazało się, że nie było tak, jak mówił, a chciał tylko, żebym była odrobinkę zazdrosna, bo mu się to podoba. Jako mężczyzny, pragnę tylko jego. Wierzę, że i on ma tak samo w stosunku do mnie. Dlatego teraz przykro mi, że nasze życie seksualne zostaje ograniczone przez kłótnie. Dzisiaj powiedziałam mu, ze chciałabym być dla niego atrakcyjna, a on powiedział, że nie o to chodzi, bo jestem atrakcyjna, jego zdaniem ładna, nawet bardzo ładna, ale ma blokadę, która go ogranicza. Wiem, że nie zawsze będzie cukierkowo. Nie zależy mi na codziennych czułych słówkach, ale żeby mówił mi coś miłego, jak się widzimy razem, jak jesteśmy tylko sami. Wtedy to jest z serca i jest zupełnie szczere. Od czasu do czasu chciałabym liczyć na miłą wiadomość sms-em, czy gdziekolwiek. Takie małe gesty podtrzymują we mnie myśl, że faktycznie o mnie myśli. Ale kiedy mu to mówię, to się denerwuje, ze przecież o mnie dba, ze nie musze być dla niego najpiękniejsza, najwspanialsza, tylko żebym go kochała i mu to okazywała. A jak mówi, ze faktycznie tak jest, to tydzień-dwa stara się, a potem znowu jakby zapominał. Dlatego teraz naprawdę nie chce się już kłócić. Chciałabym, żeby to była też próba dla niego. Bo skoro uważa, że nie mówi mi takich rzeczy, ponieważ ja to psuję, to czy to się zmieni, kiedy ja przestanę sprawiać mu przykrość swoim temperamentem? Mam nadzieje, że to uczucie wróci i nie będę musiała postąpić w sposób, który przyprawia mnie o rozpacz. Bo jeżeli nic się nie zmieni, mimo moich starań, to będzie faktycznie musiał zacząć żyć sam. Od pewnego czasu, a dokładniej od ostatniego rozstania wzięłam się za siebie chodzę na rysunek, widuję się częściej ze znajomymi, itd. Skoro widuję się z nim tak rzadko, to nie mogę siedzieć i ubolewać. Jednak czasem mam kryzys.. I wtedy potrzebuje, żeby pokazał mi, że za mną tęskni, albo że chciałby mnie zobaczyć. Anno: Doceń to, że możesz mu pomagać, bo dzięki temu możesz to robić z nim. Mój partner zajmuje się rzeczami, w których pomóc mu nie mogę, i to samo jest z moimi zajęciami. To, że mówi Ci coś miłego w łóżku, to może być to oznaka tego, ze jest to bardzo intymne miejsce i tam pragnie wyrażać Ci swoje uczucia. Najbardziej doceniałabym to właśnie w takich sytuacjach, a nie na odwal się. Ja czułych słówek nie słyszę nawet w łóżku.. Czasem coś mi napisze, ale to głównie smsem. Na otwartość w trakcie spotkania nie mogę liczyć. Doceń to, bo masz skarb. Na pewno sobie poradzicie z tym wszystkim. Podobna sytuacja, tak więc nie jesteśmy same. Cierpliwość masz rację, jest bardzo ważna. Tobie też jej życzę. : ) Od pewnego czasu, a dokładniej od ostatniego rozstania wzięłam się za siebie chodzę na rysunek, widuję się częściej ze znajomymi, itd. Skoro widuję się z nim tak rzadko, to nie mogę siedzieć i ubolewać. Jednak czasem mam kryzys.. I wtedy potrzebuje, żeby pokazał mi, że za mną tęskni, albo że chciałby mnie zobaczyć. Ja zaczęłam związek, kiedy byłam w pierwszej liceum, a on w klasie maturalnej. Nie udało mu się przez dwa lata ze studiami, więc teraz jedziemy na tym samym wózku: oboje jesteśmy na pierwszym roku. On zajmuje się robieniem stron internetowych, bardzo mocno angażuje się w sprawy polityczne, więc mało jest tam miejsca dla mnie. Bardzo dziękuję za odpowiedzi. To dla mnie bardzo ważne, bo mogę wyciągnąć nowe wnioski.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×