Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość dlaczego.ja?

miedzy młotem a kowadłem

Polecane posty

Gość dlaczego.ja?

Witam. Piszę tu, bo chciałabym usłyszeć co myśli ktoś z poza grona zainteresowanych o tej sytuacji. Ja już nie wiem, jak mam postępować ani co myśleć. Sytuacja ma się następująco. Jestem mężatką od 3 lat. Z mężem układało nam się świetnie, od jakiegoś 1,5 roku jest inny. Z resztą po prostu ciągle kłócimy się o głupoty, jest ostra wymiana zdań. Mi głównie chodzi o to, ze proszę męża żeby po sobie sprzątał, dbał o dom, o siebie, a także by zaczął dbać o nasz związek. Mam wrazenie, ze już nie mamy ze sobą o czym rozmawiać. On wraca tylko z pracy i siada przy komputerze. Nie rozmawia bardzo ze mną. Zrobi coś co powinien jako dorosły człowiek, dopiero gdy mu powiem, np. wyrzuć smieci, odkurz, zrób zakupy. Moje uczucia jak się domyślacie słabnątrace już cierpliwość. Na każda próbe wytłumaczenia mu o co mi chodzi słucham, ze ciągle się czepiam, ze on będzie robił kiedy on chce itd. W ogole na każda pośbe albo nie słysze odzewu albo „zaraz. I z tym kompletnie sobie nie radze, bo męczy mnie bycie nianią. Szczególnie, że mamy półroczne dziecko i od kiedy ono jest, to nic się nie zmieniło! Jest jeszcze gorzej. W dodatku doszedł fakt, który boli mnie najbardziej. Mąż po urodzeniu dziecka wydawał się być tym przerażony. Wtedy była przy nas moja mama, pomagała jak tylko mogła, na każde skinienie palca, mogliśmy i się wyspać, i wyjść do sklepu bo ona została z dzieckiem. Mąż nigdy nic nie mówił. W pewnym momencie przy jakiejś kłótni zaczął temat mojej mamy, że denerwuje go, że jak on jest to, że ona czeka az ja wróce do domu by przekazać mi dziecko. Tłumaczyłam mu, ze to nie tak. Że skoro pokazał nam mi i mamie, ze jak wraca z pracy to chce relaksować się a nie zajmować dzieckiem, to moja mama chciała mu to umożliwić. Teraz przy każdej kłótni mąż jest coraz bardziej agresywny do mojej rodziny. Ja ich kocham i szanuje, świetnie z nimi żyję. Kiedyś lubił moją rodzinę, teraz nie. Poza tym dodam, że mąż sam nie chciał ani kąpać dziecka, ani np. przewijać gdy była kupa, w ogole jak zajmował się dzieckiem to polegało to na tym, ze połozył je obok siebie i tyle. Nawet znim nie rozmawiał, zupełnie jakby dziecko nie miało uczuć. Mama zaś chętnie lubiła robić te wszystkie rzeczy, pomagała mi kiedy naprawdę tego potrzebowałam. I ostatnio mąż po raz kolejny kłócił się ze mną, tym razem przegiął. Nazwał mnie szmatą. Jestem porządną kobietą, nie zasłuzylam na takie określenie, tylko dlatego ze proszę o cos by coś zrobił. Mama moja wtrąciła się, kiedyś jak się kłocilismy tak robila, i teraz znowu, dlatego ze nie mogła przezyc ze tak zrobił. I co wynikło? Zbluzgał mame, jest awantura, ja na tym cierpie bo teraz nie mam pomocy znikąd, mama nie przychodzi, ja z mężem nie rozmawiam. Z reszta stwierdził, ze jeszcze raz mama mu zwróci uwagę to zrobi jeszcze lepiej, mówi ze ją wygoni, ze nie zyczy sobie by zajmowała się dzieckiem jak on jest w domu itd. Mama znowu skoro mam ją tak rozgraniczać, wiem, ze jest poważna osobą i nie pozwoli sobą pomiatać. Albo chcemy jej pomocy, albo wcale. Ja już nie wiem co mam robić. Kocham moich rodziców, bronie mamę o co jest jeszcze większa wojna, bo uważam ze nie powinien jej obrazać, za to ze zwrocila mu uwagę w takiej kwestii jak mowienie do mnie szmato. Z męzem tez chciałabym życ mimo wszystko, bo mamy dziecko. I zależy mi na nim. Ake na rodzicach tez i to bardzo. On twierdzi, ze ja nie powinnam mamie się zalić, ze jestem od niej uzalezniona. Ze kocham rodziców i ciągle stawiam ich ponad niego, a ze mama się wtraca. Ja naprawdę nie widzę jej pomocy, jak zostaje z dzieckiem i np. robi obiad bo ja nie mam kiedy jako wtrącanie. Czyby miał racje? Proszę wyraźcie się. Może to ja robie coś źle. Pomocy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Twoj facet jest egositycznym niedojrzałym dupkiem tyle w temacie, jesli nie chce zeby twoja matka zajmowala sie dzieckiem niech sam ruszy dupsko i co pomoże. Jestes dla niego za dobra kochana, rzuć wszystko niech sam robi wokól siebie, moze sie obudzi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość architektka
ubudubu ma 100% racji, Twoj maz to niedojrzaly egoistyczny pacan. Oczywiscie moga sie za tym kryc glebsze powody, strach przed odrzuceniem, niepewnosc zmiany sytuacji zyciowej, ale tak czy inaczej dorosly dojrzaly czlowiek powinien umiec sobie z tym radzic. Moim zdaniem-rzuc go. Nie mam innej rady, nie ma nic co moglabys zrobic, chyba ze wyjechac na tydzien, zeby on sam zostal z dzieckiem, zeby nawiazala sie jakakolwiek wiez!!!!! On nie ma wiezi, a to jest rzecz fundamentalna, a wiez nawiazuje sie miedzy innymi przez zminany pieluch itd. Jesli chcesz cokolwiek pomoc, to faktycznie zrezygnuj z pomocy mamy po to aby jego nauczyc tych rzeczy, ale szczerze.... przepraszam ale watpie czy on sie zmieni :(( torche strata czasu z takim facetem, bedziesz sie tylko meczyc nastepne lata... pogadaj powaznie postaw sprawe jasno ze zastanawiasz sie nad odejsciem, ze ci zle. Daj mu czas moze przywyknie, nauczy sie dostosuje.... jesli nie... wez zycie w swoje rece, jestes mloda i na prawd eten twoj maz przedstawia sie tragicznie... powodzenia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość architektka
i przecyztaj mu wypowiedzi z tego forum bo zapewne troche sie ich nazbiera..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość dlaczego.ja?
Własciwie teraz niby tak mówi, ze on bedzie zajmował się dzieckiem. Zeby mama nie przychodzila. Ale on pracuje, mowi tak chyba tylko po to, zebym ja wszystko robila obok dziecka. Mam wrazenie, ze msci się na mamie za to ze zwrocila mu uwagę bo mnie wyzwał. W ogóle twierdzi ze nie mam racji, ze rodzice nigdy nie mają prawa się wtrącić. Jak mam z nim życ? Z resztą to juz jest tak od dluzszego czasu. Jest awantura, bo ja zwrocilam uwage, jemu się to nie podoba, chce robic tak jak on uwaza. Głownie chodzi o dbanie o siebie i dom i przyzwyczajenia takie jak siedzenie przy komputerze. Nie chce kłocic się z mamą, byla przy mnie w szpitalu jak on wymiękł bo nie cierpi szpitali, przychodził na troche a potem mowil ze źle się czuje. Z reszta później twierdzil, ze mama mu dziecka nie dawała, ehhh. Nie chciał wstawac w nocy do dziecka, bo koledzy tak nie pomagają itd. I ta szmata....dlaczego? Kochalismy się, pobralismy...Co mam teraz zrobic? Za kim trzymać stronę? Naprawde kocham za bardzo rodziców i jestem od nich uzależniona? Myślę juz nawet o rozwodzie, nasze charaktery konkretnie się nie zgadzają....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość architektka
rozwod to ostatecznasc na ktora zawsze mozesz sie zdecydowac. Skoro on przejawia jakakolwiek chec zmiany, zajmowania sie dizeckiem to tylko czekac az to wejdzie w zycie... co do rodzicow, to masz prawo ich szanowac i kochac, jesli on ich nei szanuje to bbardzo zle, a nazwanie Ciebie szmata to juz w ogole jest niskie, co za prostak. Najgorsze jaki to wywoluje strach, bo od tego sie moze zaczac, nie mo zesz sobie pozwolic na takie traktowanie ucinaj w zarodku, nie odzywaj sie za to przez miesiac, nie gotuj mu, nie zajmuj sie nim, obraz sie ostentacyjnie i niech Cie przeproasza, niech pokaze jak mu zalezy, wtedy moze sam sobie to uswiadomi. A on sam glupi jest bo nie wie jak to jest nie miec pomocy rodzicow, nikogo, ja mieszkam z mezem zagranica, jestesmy tu sami nikogo do pomocy! To jest na wage zlota ze ktos przyjdzie zaopiekuje sie ugotuje, chyba jest glupi ze tego nie docenia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość dlaczego.ja?
Posłuchajcie, chce byc do konca szczera bo zalezy mi na solidnych opiniach. Jak urodziło się dziecko bylo tak ak pisałam, mama była mi oparciem,w pewnym momencie coś męża ruszyło, chyb to, ze dziecko bardziej granie się do mamy i zaczał sie złosic ze ona nam pomaga. Chciał tylko, by przychodziła, jak trzeba np. wyjsc gdzies itd a tak to juz nie. Jak ja chce wyjsc wieczorem to od razu aby on wraca ma oddac dziecko i wychodzic, nie moze na mnie czekać. Mąż zaczał troche zajmowac sie dzieckiem, ale robi to niedbale, i mnie to takze złosci. Np. szykujac butelke nieodpowiednio ją umyje. Usmiecha się do dziecka, co kolwiek bawi się czasami, ale mimo wszystko nie wczuwa się az tak nadto, owszem wstaje teraz do dziecka w nocy, ale ja także. Jak nad ranem zabiera je bym mogla jeszcze chwile odpoczac to dziecko lezy obok niego i ogląda bajki, nie bardzo słyszę by z nim rozmawiał....moze po prostu nie slysze. Jak się ze mna pokłócił, to nie witał sie z dzieckiem jak wstawał, ani jak wracał z pracy, w ogole ja robilam wszystko, a on stwierdzil, ze nie wolałam go. To nie jest konkretnie tak, ze z dzieckiem teraz jak juz jest odchowane nie pomaga, ale nie wczuwa się w to i czasami szczerze wole jak mama tez jest. Ani mi to nie przeszkadza, nie jest to dla mnie wtrącanie, jemu to strasznie przeszkadza, ze mama uczestniczy w naszym zyciu, ze ja do niej dzwonie, opowiadam o swoich przezyciach. Teraz chce od niego by przeprosil moja mame na co on kategorycznie nie chce wyrazic ochoty....czuje ze jesli tego nie zrozumie to nic z tego nie bedzie. Moze faktycznie ja jestem uzależniona od rodziców moze nikt poza mna nie ma takich relacji z rodzicami?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×