Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

attila2

Proszę o pomoc- związek mi się sypie

Polecane posty

Gość w klewkach
No to po jaki chuj się żalisz, powiedz? :o 🖐️ I co ma Jaśnie Wielmożna Pani w takim razie Twoja życiowa zaradność do tego, że piszesz o stracie mieszkania?? Przyszło mi Królowo wyprowadzać się na bruk z dzieckiem, bez środków do życia i ze stówą w portfelu, więc nie wyjeżdżaj mi tu z tekstem o tym, że nie rozumiem twojego ciężkiego życia sieroto. Żyję, udało mi się i gdybym miała jeszcze raz podjąć taką decyzję, nie zastanawiałabym się ani chwili więc nie pieprz mi tu o jakiejś depresji i stracie po rozstaniu, bo widocznie nie dostałaś jeszcze porządnego kopa w dupę na rozpęd. Weź się w garść, znajdź dodatkową pracę i zacznij się szanować, bo przez takie mazepy jak ty mają potem nas, kobiety za ostatnie sieroty, które bez pana i władcy sobie nie poradzą.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość carrie ma racje. normalna nie
jestes 🖐️

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przeczytaj co napisałaś
Uzależniłaś się od niego, od jego samochodu i mieszkania. A ten twój wspaniały partner nie ma nawet tyle przyzwoitości by rozstać sie z tobą kulturalnie i pomóc w wyprowadzce woli byś nadal z nim mieszkała by mógł tobą pogardzać i pomiatać....bo już nie potrafisz żyć bez niego. To co piszesz że nie umiesz życ bez zasypiania się i budzenia przy nim, gotowana mu obiadków i czekania na jego powrót....to jaks infantylny wyideilizowany obrazek, bo jak z nim zestawić słowa twojego ukochanego że ma cie w dupie i nawet w ewentualnej wyprowadzce ci nie pomoże....to wychodzi na jaw jak bardzo daleka od rzeczywistosci jest twoja wizja jego osoby

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dzięki za odpowiedź, ja jednak myślę, że jestem zdolna do kompromisów i mam taką chęć. Problem w tym, że on jest już bardzo zmęczony. Raz jeszcze powtarzam, że nie trzymam się go kurczowo bo nie mam gdzie mieszkać. Mam pewne wyjścia ostateczne ale chcę ratować związek. Chcę jakiejś rady jak można spróbować to uratować. Wiem, że dla każdego najprościej i logicznie jest skończyć to i wyprowadzić się.. Ale ja chcę to uratować.. Do tanga trzeba dwojga a mój facet jeszcze niedawno mówił że też chce, zmienia momentalnie zdanie gdy jest źle i czuje, że to powraca.. a powraca bo nie daje od siebie za wiele.. Ale szczerze on tego też chce, wiele razy mi to mówił i czuję, że on jest zaślepiony złością i zmęczeniem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anqa skakanqa
Hahahaha,"w klewkach" 100%ratzji, nie wiem po co dziewcyzna tu pyta o rady skoro I TAK WIE LEPIEJ

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
gdzie mieszka Twoja rodzina ? Napewno jeśli chodzi o mieszkanie i sytuacja jest trudna, ale tkwić w tym nie powinnaś.Ten człowiek Cie nie szanuje, nie ma zamiaru pracować nad waszym związkiem, ma Cie kompletnie w dupie i słowo kocham jest tu nie na miejscu.Rozmowa nie pomaga jak widzisz, do poprzedniego stanu go nie doprowadzisz, bo to jest właśnie jego prawdziwa twarz.Trzebabyło myśleć a nie robić, co Ci panicz każe, czyli iść na dziennie studia i teraz zostać z palcem w dupie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przeczytaj co napisałaś
jesteś bezdennie głupia i swoją postawą pokazujesz że mozesz być workiem treningowym dla swojego eks, tak, eks..... przeprowadzka do niego nie była kłopotliwa, ale teraz nagle już nie potrafisz żyć samodzielnie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przeczytaj co napisałaś
Piszesz jakby ten twój facet był jedynym człowiekiem na ziemi i nie było nikogo kto mógłby Ci pomóc. Nie wyprowadzisz się bo nie masz dokąd, bo nie masz samochodu.... Studiujesz, pracujesz, nie masz żadnych znajomych, przyjaciół ?! Nie masz rodziny ? ograniczyłaś całe swoje życie do tego toksycznego faceta ? przecież z pewnoscią masz jakieś znajome na studiach, które mogłabyś poprosic o pomoc, może ktoś ma wolne miesce w mieszkaniu studenckim gdzie mogłabyś sie czasowo zachaczyć ty nie chcesz widzieć rozwiązań, wolisz tkwić w toksycznym związku i maraźmie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
dziecinne zapętlenie- dziękuję, Twoją wiadomość przeczytam sobie zaraz kilka razy i przeanalizuję.. Dobrze jest poczuć, że ktoś mądry i kulturalny umie powiedzieć dosadnie co myśli :) Dzięki raz jeszcze responsable- dziękuję Tobie również. Wiem, że wydaje się, że nie dopuszczam do siebie rad.. bo nie umiem jeszcze dopuścić do siebie, że to mógłby być koniec. Nie chodzi o problem z wyprowadzką, boję się końca związku. Trochę tak jest, że chcę by się kajał bo gdy tak długo nie słyszałam przepraszam to podświadomie mogę tak robić.. przyjrzę się temu i postaram zmienić. do w klewkach: Twój brak kultury nie pozwala mi na dalsze prowadzenie rozmowy. Szok.. jak Ty dziecko wychowasz? Kipisz złością, sączysz jad do ,,Przeczytaj co napisałaś''- nie uzależniłam się od jego samochodu, sama do niedawna miałam swój ale na nieszczęście moje sprzedałam i nie jestem duszyczką bez grosika która siedzi z katem tylko dla jego dóbr. Być może tak to wyglądało w wiadomości, jednak tak na prawdę nie jest.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość w klewkach
Twój brak kultury nie pozwala mi na dalsze prowadzenie rozmowy. Szok.. jak Ty dziecko wychowasz? Kipisz złością, sączysz jad Jasne, lepiej napisać takie banialuki niż odnieść się merytorycznie do tego, co napisałam. Nie sączę żadnego jadu tylko krew mnie zalewa jak widzę takie przypadki jak twój - na własne życzenie robisz sobie z życia bagno i jeszcze dorabiasz do tego ideologię, jakobyś cierpiała w imię czystej, prawdziwej miłości, którą tak ofiarnie chcesz ratować ❤️ Mózgu nie masz i tyle w temacie, a jak się ma miękkie serce, to trzeba mieć twardą dupę. Powodzenia 🖐️)))

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wiem, że niektóre osoby które tu starają się pomóc mogą mieć wrażenie, że ,,wy swoje a ja swoje''. Nie denerwujcie się na mnie, po prostu opisałam tu dużo złego ale jest i dobra strona medalu.. są dobre rzeczy, są jego starania czasem. Do psychologa też chodzi choć mógłby powiedzieć mi, że ma to gdzieś. Widzę jak na tych spotkaniach mówi co go boli.. tylko że w życiu już bez psychologa on się zmienia. Dlatego ciężko mi podjąć decyzję o rozstaniu bo widzę w nim wciąż człowieka! Macie rację w jednym, jestem przy nim mniej samodzielna. To prawda.. Chcę to zmienić i starać się go nie przytłaczać taką postawą.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anqa skakanqa
Do psychologa też chodzi choć mógłby powiedzieć mi, że ma to gdzieś. Nooooooooo, nie bije cię i nie jest alkoholikiem, a przecież mógłby być. Pomnik dla Faceta Roku! :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość do aŁtorki hah
Ale jesteś tępa, wow.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Do w klewkach- znacznie bardziej mam chęć odnieść się merytorycznie gdy nie czytam tylu przekleństw i wyzwisk. To chyba naturalne? Tak mnie wychowano, że rozmawiać można bez przekleństw. Bagno zrobiło się dzięki mnie i mojemu facetowi, teraz chcę to ratować i nie w imię jakiejś ideologii i bronienia czystej miłości.. Po prostu wierzę że ludzie nie robią się źli i że są czasem powody takie, że człowiek sam się zapętla .. dlatego chcę pomóc jemu i sobie bo nie umiem zostawić kogoś bliskiego kto ma problem. anqa skakanqa- Wielu facetów nie decyduje się na psychologa, tym bardziej gdy mają problem z rozmawianiem i wyrażaniem uczuć, jak mój. Jestem mu wdzięczna za to, że chodzi tam bo to sygnał że mu jeszcze zależy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anqa skakanqa
no, to przyjemnego odczytywania jego sygnałów w takim razie :D Idę stąd bo chyba bez sensu jest z toba dyskutować, tak jak ktoś napisał na poprzedniej stronie - chesz czytać komentarze tylko takie, które idą w parze z twoim tokiem myślenia. No to tyle tu po mnie. Szanujcie sie baby, bo aż strach czytać takie tematy jak ten tutaj. Narty.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
to smutne jak wielu ludzi potrafi okazywać brak szacunku i wyzywać drugiego człowieka tylko z powodu odmiennych poglądów. Ciemnogród, nic więcej.. Ja piszę tu jako osoba która ma problem więc mam prawo do wahań.. Rady jakie otrzymałam to w większości wiadomości od dzieci lub prostaków. No ale cóż, forum to forum..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość dziś na pomarańczowo
autorko, a nie przyszło Ci czasem do głowy, że Twój facet wcale nie był miłym, dobrym i spokojnym facetem, a jedynie na początku związku ładnie się maskował? a skoro Ty byłaś nie do zniesienia, to po prostu jego maska opadła szybciej, bo jeśli Ty pokazałaś swoje oblicze, to czemu on miałby udawać? Wasz związek jest dla mnie toksyczny. nie może być tak, że jak jedno popełniło kilka błędów, to później drugie, w ramach odwetu będzie robiło dokładnie to samo. brak tutaj normalności i dojrzałości. jeśli pokrzywdzonej stronie zależy, to po prostu wybaczy i postara się na nowo dać Ci kredyt zaufania, a jeśli nie, to taki związek się kończy. to są dwie możliwe i jedynie słuszne opcje. wszystko inne to jakaś paranoja.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
prostak to Twój facet, ludzie chcą Ci pomóc, doradzić jak najlepiej, czyli w tym wypadku jest to odejście.Nie widzisz, że on ma cie w dupie, tzn widzisz, ale udajesz, że nie widzisz.Zostałas na lodzie na własne życzenie, żeby ratowac związek, potrzebne są dwie osoby, a Ty jesteś z tym sama.Do psychologa chodzi, i co z tego, masz się mu kłaniać, jak i tak ta cała"terapia"gówno daje.Ale skoro Ty chcesz to naprawiac sama, droga wolna, uważaj, żeby Cie nie pierdolnął, bo tak sie to skończy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
anqa skakanqa- Cię, Tobą itp pisze się z dużej literki, kulturalny człowiek nie zapomni o tym nawet gdy nie ma szacunku dla opinii innej osoby. Chcę czytać komentarze które wnoszą cokolwiek, nie chamówę ... Pierwszy post od pewnej osoby był krytyczny ale bardzo mi się spodobał. Na pomarańczowo- przyszło mi to do głowy ale wyparłam tą myśl bo znam jego przyjaciół, rodzinę.. znam historię jego rozstania z ex. Nie ma żadnych przesłanek ku temu bym mogła osądzić go jako złego człowieka.. jestem pewna na 99% że zmienił się ze względu na nowe okoliczności zamieszkania ze sobą i bycia nagle z kobietą która była dla niego dość kiepskim partnerem na początku. Teraz staram się to zmieniać.. Też widzę brak dojrzałości, jesteśmy młodzi i uczymy się dopiero życia razem.. tak na prawdę żadne z nas nie mieszkało wcześniej na stałe z partnerem. Też widzę te odwety, chcę umieć zmienić to.. nie wiem tylko jak podjeść do partnera by minęła mu zlość i przemęczenie i by pokazać mu taką możliwość..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dziwi mnie jedno, skąd taka pewność w Waszych słowach, że rozstanie jest jedyną opcją dobrą i że mój facet jest taki zły? Tłumaczę przecież, że to jest forum i że nie wszystko da się wyjaśnić i pokazać.. tutaj jest pokazana próbka tego co się dzieje od 2 miesięcy a byliśmy razem 2 lata! Wiem, że niektórzy starają się doradzić mi jak najlepiej żebym uciekała od nieszanującego faceta.. je jednak chcę wejść w skórę mojego faceta i postarać się zmienić to co się dzieje. Kryzys mamy ogromny ale chcę się z nim zmierzyć. Jak nie dam rady to podlegnę ze swiadomością, że zrobiłam wszystko co mogłam. Terapia jest od 3 spotkań dopiero.. może dlatego gó..o daje :) Czytałam, że 3 spotkania są dopiero zapoznawcze więc na efekty trzeba czekać troszkę

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
no ale robisz co możesz, chcesz rozmawiać - on ma to w dupie, nie chce, na forum nie znajdziesz rozwiązania, bo go nie ma.Skoro on nie chce iśc do przodu i coś zmienić, to nie widze sensu w Twoich staraniach, bo nawet nie mam pomysłu na czym miałyby one polegać? prosić go ?, błagać ? robić to samo co on, czyli mieć wszystko w dupie i zachowywac się jak prostak ? Jeśli się idzie na terapie do psychologa, to jest to przemyślana decyzja obu stron, gdzie obie strony są zaangażowane na maska, bo zdają sobie sprawe, że to ostatnia deska ratunku dla nich, że muszą zrozumieć i walczyć!.A Twój facet tam idzie, a potem każe Ci wypierdalać, także sensu brak

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość usteRkaaaaa
Obserwatorka, nie używaj przekleństw, bo autorka nie bedzie z Tobą rozmawiać :classic_cool:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
dziękuję raz jeszcze za odpowiedź ,,dziecinne zapętlenie'' i polecenie filmu Ognioodporny. Zaczęłam oglądać i czuję od razu jakąś ulgę. To samo uczucie, takie same rady od wszystkich.. Wracam do oglądania i przemyślę wszystkie odpowiedzi. Obserwatorko, może jest inny sposób poza rozmawianiem. Jeśli on nie jest gotów na rozmowę to może coś innego znajdę. Prosić i błagać.. to już było. Odwetu nie zastosuję.. Zapytam psychologa przy kolejnym spotkaniu i powiem mu o moich odczuciach, może gdy partner posłucha tego to zmieni nastawienie. Próbować będę bo kocham i chcę z nim być. Jeśli się nie uda, trudno.. Dla jednych to naiwność, dla innych głupota.. dla mnie to walka o to by nie zapętlić się w złych emocjach.. Jak to w życiu bywa..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
HeJ! Z reguly nie jestem osoba ktora udziela sie na forach jednak w obecnej sytuacji chyba nie mam wyjscia. Jestem z moim chlopakiem ponad dwa lata. Jestesmy z roznych krajow a poznalismy sie jeszcze w innym gdzie mieszkalismy razem w tym samym hostelu. Zaczelo sie od przyjazni, nie bylo z mojej strony zadnego zainteresowania jednak z czasem przyjazn przerodzila sie w milosc i zamieszkalismy razem po 3 miesiacach z powodow raczej ekonomicznych niz milosnych.Traktowalismy to raczej jako ciekawa przygode. Ja coraz bardziej zaczynalam sie zakochiwac i kiedy on pierwszy powiedzial ze mnie kocha bylam pewna ze bedziemy razem dluzej niz przewidywane 6 miesiecy. Jednak w rozmowach o przyszlosci on czesto wspominal ze nie wie co robic bo jego planem bylo podrozowanie samemu i zdobywanie nowych doswiadczen w zyciu, gdyz wtedy to byl pierwszy raz kiedy opuscil swoje miasto zeby zyc po swojemu. Dla mnie jego slowa byly bardzo dziwne. Nie moglam pojac ze chlopak ktory twierdzi ze nigdy nikogo nie kochal tak jak mnie, nie wie czy uwzglednic mnie w swojej przyszlosci. To sprawilo ze stalam sie nerwowa i naciskajaca, ciagle pytalam o to co bedzie potem.Moj chlopak czul sie naciskany i zaczely sie klotnie. Postanowilismy wyjechac poniewaz on chcial dalej podrozwac i nasze owczesne mieszkanie nam sie kojarzylo z wieloma negatywnymi emocjami wiec chcielismy zaczac od nowa. Niestety dwa nowe miejsca do ktorych pojechalismy nie sprostaly moim lub jego oczekiwaniom.Czulam sie nieszczesliwa mimo tak wielkiej milosci.Bylam bardzo nerwowa i niespokojna i to juz byl stan parwie depresyjny. To bylo okropne dla mnie i dla niego, mimo to nie potrafilam sie poddac, uwazalam ze warto walczyc. popadalam juz w totalna depresje, nie moglam funkcjonowac jednak nie chcialam zyc bez niego.I stalo sie.To on juz nie mogl zniesc naszych klotni, byl za bardzo sparzony , poza tym w nowym miejscu nie mial rodziny, przyjaciol i nic do roboty. Tesknil za domem a moj stan nie poprawial sytuacji. Wiec wrocil do domu, ja zostalam w Polsce. Mimo to twierdzil ze mnie nie zostawia i ze dalej kocha. Musial jechac do siebie wszystko przemyslec. Dla mie bylo to jednak jednoznaczne.Czulam sie potwornie skrzywdzona, nigdy w zyciu tak nie cierpialam, nie jadlam, nie spalam.Nie moglam uwierzyc ze ktos mnie zostawil mimio milosci,uznalam ze po prostu klamal ze mnie kocha. Po okropnych 1,5 miesiaca postanowilam wrocic za granice do moich przyjaciol,czulam sie juz lepiej. Dzien przed wyjazdem napisal ze ma do zalatwienia sprawe w polsce i kiedy tu bedzie czy mozemy sie spotkac, napisalam ze nie, bo wyjezdzam ale juz czulam ze chce wrocic(wczesniej wysylal mi tez esemesy ze teskni ale traktowalam to jako czysty egoizm i ignorowalam). Potem po dlugich rozmowach i blaganiach inicjowanych przez niego wrocil i przezylismy cudowne pol roku w tym samym hostelu w ktorym sie poznalismy, wsrod naszych przyjaciol. On nie chcial wracac do tego miasta przez nasze zle doswiadczenia ale zrobil to dla mnie. Od zawsze twierdzil ze mieszkanie z dziewczyna to dla niego duza sprawa(mielismy po 23 lata) i ze on jest czlowiekiem ktory lubi duzo czasu spedzac sam, jest przyzwyczajony bo jest jedynakiem. Wczesniej ze swoimi dziewczynami widywal sie tylko kilka razy w tygodniu na pare godzin i nikogo nie kochal tak naprawde. Poza tym nie wiedzial czy jest gotowy na powazny zwiazek, ze to nie to czego teraz oczekuje od zycia, mimo to uczucie do mnie bylo silniejsze i mieszkalismy razem. Potem zabral mnie do swojego miasta, poznal z rodzicami i przyjaciolmi. Pozbnalam go wtedy troche lepiej i zauwazylam ze czasem bywa rozkapryszony ,wsrod ludzi nigdy nie jest nerwowy ale podczas wspolnego mieszkania ze mna i u siebie w domu owszem. To tak jakby najblizsi ludzie i milosc do nich go limitowaly, ograniczaly, draznily,nie pozwalay isc do przodu. Mimo to widac na kazdym kroku jego troske ,uwage o nas i ogromna wrazliwosc mimo zapedow egoistycznych jakie niewatpliwie posiada. Jak to zwykle bywalo znow sie znudzil pobytem w soim domu i chcial podrozowac. Tak sie stalo ze dostal propozycje pracy w buenos aires. byly jeszcze opcje USA i Francji jednak wybral buenos.(chcial usa , mimo ze ja bym nie mogla pojechac i byl strasznie rozdarty, nie chcial rezygnowac z marzen ani ze mnie; nie wiem co by zrobil gdyby ta opcja wypalila, bo okazalo sie jednak ze nie moze tam jechac;mysle ze pojechalby beze mnie a potem zalowal jak zwykle.) W koncu zdecydowalam pojechac z nim do buenos.Niestety znow byl rozdarty bo dalej sie klocilismy a on nie chcial zycia jak w malzenstwie i ciaglych klotniach. Poza tym twierdzi ze w zwiazku sie czuje ograniczony- bo owszem, ograniczalam go czesto wczesniej. Mimo to potem zrozumialam i dalam spokoj jednak on chyba sie przyzwyczail i czul zle jesli mial cos zrobic co wczesniej by mnie urazilo. I tak jestesmy w buenos. Staralam sie bardzo od poczatku byc pozytywna , mimo to bylo bardzo ciezko.okazalo sie ze przygoda na ktora liczyl moj chlopak to tak naprawde zycie rutynowe, praca itp poza tym inflacja, niebezpiecznie i drogo. ja to wiedzialam wczesniej gdyz jestem bardziej praktyczna, jednak mnie nie sluchal, myslal ze znow go blokuje. w duszy zrozumial ze chyba popelnil blad wyjezdzajac tak daleko na 8 miesieczny kontrakt i stal sie gburowaty i zdenerwowany. Ostatnio znowu zaczal tesknic za swoim miastem ,przyjaciolmi i latwoscia zycia. oczywiscie znowu zaczal winic zwiazek za swoje problemy. ze nie czuje sie niezalezny i nie ma przyjaciol. W tym wypadku akurat ja mam 2 prace tutaj, duzo znajomych i fajne zycie. I naprawde mu w niczym nie przeszkadzam.i on to wie i zawsze przeprasza za swoj charakter i nerwy ale twierdzi ze tak po prostu sie czuje w zwiazku i to nie maa ze mna nic wspolnego. po prostu ma taki chip, ze fun to tylko z kolegami a zycie w zwiazku to nuda i obowiazek konieczny aby byc z ukochana osoba. On twierdzi ze chce byc ze mna i bardzo mmnie kocha ale wolalby mieszkac osobno od poczatku,powoli bo teraz to juz za pozno bo sie zrazil mieszkaniem razem. ale takze nie mozemy cofnac sprawy ani nagle mieszkac osobno wiec dalej problemy. Ostatnio po naszej wiekszej klotni(gdzie ja juz tez nie wytrzymalam i bylam bardzo chamska dla niego) stweirzdil ze chce to skonczyc mimo ze mnie kocha. bo to nie jest zycie jakiego chce, bo ciagle sie klocimy, bo brak mu niezaleznosci. Troszczy sie o mnie i martwi i nie chce zostawiac samej w domu i to go blokuje przed robieniem tego co chce i poczuciem wolnosci. Po czasie ja to juz wszystko rozumiem, ze jest sparzony ze ma chwiejny charakter i zmienia czesto zdanie,ze snuje milion planow, inspiruje sie wszystkim a potem nic z tego nie wychodzi bo zycie nie jest latwe. Zawsze szuka winnych poza soba. nie umie zrozumiec ze zycie razem moze byc fajne i zabawne jesli tylko zmieni swoje nastawienie. jednak on w parze zmienia sie w zdzadzialego mezusia ktory tylko siedzi na kanapie i obwinia zwiazek o to ze nie moze ruszyc tylko na silownie lub miec zycie towarzyskie.Wiem ze potrafi nam byc cudownie razem, nawet mieszkajac wspolnie , wiem ze mozemy to zrobic ale on sie musi troche wysilic. Wiem na pewno ze jesli teraz wyjade on bedzie zadowolony moze jakis 1 miesiac i potem do niego dotrze ze to nie moja wina ze zycie jest do dupy i bedzie chcial wrocic. Na szczescie sie pracuje indywidualnie, w swojej glowie.nie mozna go szukac i oczekiwac nie robiac nic. Juz sama nie wiem. Przepraszam ze tak dlugo, ale jest to dosyc skomplikowana sprawa i pewnie wielu szczegolow nie uwzglednilam ale mimo to licze na pomoc, dzieki! N

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Najnacałymświecie
Autorko biedna jestes:( nie daj sie soba pomiatać. Jestes w tej chwili w ciężkiej sytuacji. Ale moze jakąś rozmowa na spokojnie, wtedy byście sobie wyjasnili wszelkie nieporozumienia. Powiedz mu co czujesz jeżeli to nie poskutkuje zatrzymaj sie na pare dni u rodziców juz jakiejs kolezanki. Być moze wtedy Twój chłopak dostrzegnie, ze moze Cię stracić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×