Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość mariijena

kancerofobia (lęk przed nowotworami)

Polecane posty

Gość gość
Chętnie pogadam to mój gg 52214229 ania

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Agata z centrum PL
Dzięki :) Na pewno się odezwę. Gdyby ktoś z "rakofobią" chciał pogadać, to mój gg: 52337990. W końcu razem raźniej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Czuję się bezradna wobec lęku i wobec faktu, że nigdy nie mogę być pewna, iż nie ma do niego podstaw :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Możemy - śmierci.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość307
Dziś, czekając na badania, spotkałam starszego pana, który opowiedział o swojej żonie. Pobolewał ją brzuch, miała usg, które niczego nie wykazało, pół roku później już nie żyła, a przyczyną był nieoperacyjny rak trzustki. Przyznam, że mój lęk jeszcze wzrósł, bo łudziłam się, że diagnostyka jakoś pomaga, a tu okazuje się, że nie zawsze. Jak w takim razie ustrzec się przed rozwojem tego draństwa - badać się na okrągło? Już naprawdę nie wiem, a strach mnie zżera :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Mam bóle głowy i cały zastęp innych dolegliwości, chyba muszę zrobić TK, bo może to guz pnia mózgu? Zaczynam panikować :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
A co ja mam powiedzieć, mam kancerofobię i hivfobię. Żeby sprawdzić czy mam raka, robię badania, tylko wtedy boję, że zakazili mnie hiv-em, ale żeby to sprawdzić, też trzeba zrobić badania, po których znów się boję... i tak na okrągło :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Wiecie co, tak myślałam nad tym lękiem i doszłam do wniosku, że dla własnego dobra trzeba go zracjonalizować. Powiedzieć sobie, fakt, że każdy może zachorować na raka, ale każdy może ulec też wypadkowi, zostać zamordowany i umrzeć w 5 minut. Wypadkowi czy spotkaniu na swej drodze zabójcy nijak nie da się zapobiec, a raka, poprzez odpowiedni tryb życia i regularną diagnostykę można namierzyć, gdy jeszcze "czai się w krzakach", a wtedy jest duże prawdopodobieństwo, że uda się go pozbyć. Nowotworu nie można lekceważyć, trzeba się badać często, ale nie można mu pozwolić zabić się za życia. Bo żyjąc w ciągłym, nieopanowanym lęku przed rakiem, w zasadzie już się go ma - to "rak umysłu", który niszczy niemal tak, jakby był w ciele. Żyje się na pół gwizdka, nie potrafiąc w niczym znaleźć radości. Straszne to będzie, gdy umierając po 90-tce trzeba ze starości będzie sobie powiedzieć, że niewiele się z życia miało, bo ciągle zżerała (niczym rak) obawa przed rakiem. Diagnostyka i zdrowy tryb życia i raz jeszcze diagnostyka, i "dieta antyrakowa" - jest wiele produktów, których rak nie lubi, warto po nie sięgać i utrudnić mu rozwój.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Witam, ciesze sie ze znalazlam to forum i przeczytalam wasze wpisy, bo mam ten sam problem i niestety jestem z nim sama. Obecnie mam 23 lata i pierwszy raz zaczelam bac sie raka jak mialam 12 lat. Mam celiakie od urodzenia i nietrzymanie diety zwiazanej z choroba moze kiedys prowadzic do takich powiklan jak rak jelit. Wiec wtedy kiedy lekarz mi to powiedzial pierwszy raz zaczely mnie przesladowac leki. Ale w sumie szybko sie z tym uporalam, chodzilam do psychologa i jakos dalam rade. Potem przed matura znowu wrocily leki, ale znowu jakos w miare szybko dalam rade. Mialam wtedy chlopaka ktory naprawde mnie wspieral i potrafil mowic do mnie tak ze sama rozumialam ze moje leki sa tylko wytworem mojej wyobrazni. I w sumie oprocz tych dwoch incydentow bylo ze mna okej. Niestety zycie mnie nie rozpieszczalo, moj tata alkoholik zmarl jak mialam 6 lat, w domu byl alkohol i niejednokrotnie widzialam jak moj wujek alkoholik wynosil z domu rzeczy i bil moja mame i babcie i zadal kasy na picie. Moja babcia tez miala problemy z alkoholem. Moja mama pracowala zeby utrzymac rodzine wiec glownie bylam z babcia, a mama jak byla to albo zmeczona albo wkurzona. Zycie jej nie rozpieszczalo wiec nigdy nie mialam zalu o jej bardzo DESPOTYCZNY charakter i wychowywanie mnie. W miedzyczasie problemy rodzinne, choroba i smierc wujka, potem proby samobojcze kuzyna, wiezienie drugiego wujka, no bylo tego troche, ale ze wszystkim zawsze dawalam rade. Zawsze jakos wszystko sobie wytlumaczylam i szlam do przodu. Niestety od pewnego czasu nie radze sobie z niczym. Wizja raka wrocila z taka sila ze rozklada mnie na lopatki. Sama mam teraz dziecko, prawie 4 letnia corke i najgorsza jest nie wizja choroby czy umierania, tylko paniczny lek przed tym, ze historia powtorzy sie i odejde zbyt szybko jak moj tata ktory umarl jak mialam 6 lat i prawie go nie pamietam. nigdy w rodzinie nie bylo raka, tata zmarl na marskosc watroby, od strony taty raczej problemy sercowe a ze strony mamy wszystkie ciotki raczej zdrowe, babcia ma 76 lat i czuje sie dobrze. badam sie w miare regularnie, nigdy nie zadreczalam swoimi fobiami lekarzy, dopiero teraz, kiedy lek powrocil ze zdwojona sila mam poumawiane wizyty do specjalistow. mialam juz guza jelit, jajnika, mozgu, zatok, gardla, slinianki, wezlow chlonnych itd. Codziennie slyszy sie o jakims przypadku, nawet mimochodem, w telewizji, w internecie, od znajomych. Ja na drugi dzien mam wszystkie objawy. Macam sie czasami np w jakims konkretnym miejscu dopoki czegos nie wyczuje. Mimo ze nic tam nie ma, ja sprawdzam tak dlugo az czegos nie poczuje. Nie potrafie juz nawet okreslic kiedy naprawde mnie cos boli a kiedy to tylko wytwor mojej wyobrazni. Jestem z tym sama. W dzien jako tako fukcjonuje zwlaszcza jak mam zajecia ale wieczor, noc, to koszmar. Nie moge sie uspokoic i mysle o przebiegu choroby, o tym jak sie o tym dowiem, ile czasu mi zostalo, potem snia mi sie koszmary ktore ja odbieram jako prorocze sny ze jednak cos jest nie tak. Przechodze przez rozne etapy, poprzez proby wmowienia sobie ze to nie rak, poprzez wynajdowanie nowego zrodla raka, przez determinacje zeby podjac walke (tak, z choroba ktora istnieje tylko w mojej wyobrazni), pogodzeniu sie z tym ze mam raka i czas policzony. Nachodza mnie rozne stany, np: i tak nic nie ma sensu, po co sie starac, skoro i tak mam raka, a innym razem: ej wez sie w garsc, musisz dawac z siebie 100% i korzystac z zycia bo przeciez jestes chora. pisanie o tym czy myslenie dodatkowo wzmaga to co zawsze wmawia mi matka: bo sobie wykraczesz. bledne kolo. nie mam o tym komu powiedziec bo jak mowie to slysze: wez sie w garsc, kazdego moze to spotkac ale nie masz powodow zeby sie martwic. ja to wiem, rozumiem, ale wytlumaczenie sobie tego jest niemozliwe, wie o tym tylko ten kto zmaga sie z tym problemem osobiscie. kazdy bol, gardla czy brzucha odbieram jako najgorsze. codziennie blagam tylko o tyle, zeby dozyc chociaz do 35 roku zycia. zeby moja corka miala 15 lat i mnie znala. zebym ja zdazyla poznac ja i ona mnie. zeby mnie pamietala. zebym zdazyla uczestniczyc chociaz w jej pierwszych 15 latach. wiem ze nikt nie da mi takiej gwarancji, ale prosze Boga, zeby ofiarowal mi chociaz tyle czasu, bo juz nieraz zycie mnie nie rozpieszczalo i chce tylko tego. pragne tego najbardziej na swiecie. o nic innego nie prosze, jak tylko o zdrowie i o czas, zeby wystarczylo mi go chociaz na tyle. ta fobia odbiera cala radosc z zycia. wpedza w depresje i depta czlowieka. jego marzenia, plany. to jest taki potwor ktory siedzi w glowie i podpowiada same najgorsze rzeczy. tylko ten kto przez to przechodzi wie jak to potrafi sparalizowac cale zycie. chce sie postarac o rodzenstwo dla swojej corki zeby kiedys miala przy sobie kogos bliskiego, ja niestety jestem jedynaczka ale w glowie mam caly czas mysl ze ciaza i porod to tylko kolejny powod do ujawnienia sie jakiegos raka i przyspieszenie postepu choroby. bledne kolo. zawsze bylam dzielna w zyciu i radzilam sobie ze wszystkim. a teraz moje wlasne urojenia rujnuja mi zycie. musze znowu poszukac jakiejs pomocy psychologicznej z tym ze teraz u mnie kiepsko z czasem, praca, dom, dziecko. troche za bardzo sie chyba rozpisalam ale to jest obecnie jedyne miejsce gdzie moge wszystko z siebie wyrzucic. pozdrawiam wszystkich ktorzy tez zmagaja sie z tymi okropnymi wytworami swojej wyobrazni. jesli ktos chce porozmawiac np na gg to niech da znac, odezwe sie :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Hej. Mój wpis 12.12.2014. Chetnie bym pogadala ponieważ mam dosc podobnie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
U mnie się to objawiło od momętu gdy mój ojciec miał bardzo silne bule głowy aź któregoś dnia zemdlał jak karetka przyjechała to jeszcze sie otknoł i w szpitalu podczas badań jeszcze był przytomny lekarze uznali ze musi jechac na operacje wycięcia krwiaka w karetce juź stracił przytomnośc operacja została przeprowadzona ale juz się nie obudził zył jeszcze 2tygodnie ale samodzielnie nie oddychał babka straszyła mnie ze będe miała to samo co on od tamtej pory każdy ból głowy myśl pojawia się guz tętniak krwiak i objawy czytam zamiast cieszyć się życiem ale to mi utrudnia boje się raka każdego narządu ale muzgu to nr jeden jest !

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Michał 33
Witam wszystkich. U mnie zaczęło się podczas rzucania palenia byłem przeziębiony gardło kaszel a wcześniej miałem takie bóle w klatce z lewej strony, i tak wpisałem sobie to w googlu i wyszło rak płuc Boże jak ja to zobaczyłem to sprzed komputera spierdzielilem na dwór po prostu uciekałem z rozszalałym sercem w klacie, wyrzuciłem wszystkie fajki powiedziałem sobie nigdy więcej i zdołowany po komputerowej diagnozie powrót do domu. Do lekarza dotarłem dopiero po tygodniu trucia tego w sobie, Rtg klatki i co raka ni ma szczęśliwy wracam do domu pewny cudownego wyleczenia niestety 2 godziny pózniej gardło byłego palacza dało znać wiec co rak krtani itd, do tej pory przerobiłem raki żołądka przełyku - wyleczone przez gastroskopię, rak trzustki nerek wątroby przez usg jamy brzusznej i obszerna morfologię z moczem, wyszedł mi tylko cukier ale jak powiedziała pani doktor to wszystko przez stres z którym żyje no właśnie stres lek strach ja cały czas budzę się rano i lustruje organizm czy jest coś nowego, jestem zdołowany brak mi apetytu kręci mi się w głowie mam codzienne nudnosci i bóle jelitowe stad najprawdopodobniej mam raka jelita grubego ale na kolonoskopię nie jestem odważny ale zrobiłem test na krew utajona wynik oczywiście nic nie ma. Jak tu żyć???

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Mam to samo. Zaczęło się w dniu, w którym urodziłam pierwsze dziecko. Moja mama zmarła na raka cztery lata wcześniej. I przez te cztery lata był spokój. Synek ma 6 lat i tyle walczę z tym niewidzialnym przeciwnikiem. Zaczęło się od guza mózgu. Przeszłam wiele badań, w tym tomograf. Nic. Głowa bolała nadal. Po pół roku badań wreszcie stary lekarz zapytał kiedy ostatnio przesyłam całą noc. Dawno, synek miał ponad rok. Tyle czasu nie przesyłam ciurkiem całej nocy. Lekarz kazał spać i po 2 tygodniach wszystko minęło. Ale potem był chłoniak, guz ślinianek, trzustki, czerniak itd. Obecnie mam też fazę, ale nawet boję się napisać. W moim otoczeniu wciąż są chorzy na nowotwór. Tydzień temu koleżanka (35 lat) zmarła na guza mózgu, teraz po operacji jest inna - rak piersi. Jestem osaczona. Mam męża, dwoje dzieci. Boję się jak oni sobie poradzą po mojej śmierci. Ale przecież jestem zdrowa! I tak w kółko. Ostatnio koleżanka mi wytknęła, że rozmawiam z dziećmi o śmierci (6 i2 lata) i są lepiej przygotowane na moją śmierć niż na śmierć ukochanego dziadka, który ma 81 lat.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość angie1989
U mnie tak jak u przedmowczyni wszystko zaczęło się po porodzie i trwa już 1,5 roku. Badań miałam masę...a raków jeszcze więcej pierw był mózgu, sm, miastenia, slinianki, piers, wątroby, jajnika, pęcherza po prostu masakra....i końca nie ma teraz wmawiam sobie ziarnice. Przez to nie korzystam z życia. Cała rodzina ma mnie dość. Juz nie chodze po Lekarzach nie Mam sił na to już zupełnie.... Nie wiem jak wyjść z tego błędnego koła najgorzej jak się forum naczytam... Wtedy to jest panika panika.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Mam wrażenie, że uzależniłaś się od swojego stresu. Chyba potrzebujesz się tym podzielić i potrzebujesz, by ktoś ten stres odczuwał razem z tobą. Przy tym się denerwujesz, powinnaś iść do psychologa porozmawiać o swoich obawach przed nowotworem. Dziewczyno zajmij się dzieckiem znajdź sobie zajęcie. Pierwszym krokiem do pozbycia się tej fobii zrezygnuj z ciągłych badań. Te zalecane profilaktyczne robi się w określonych okresach.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja teraz przechodze raka jelita grubeko o***tu i żołądka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja kiedyś też coś takiego miałam. Oraz to samo z HIV. Ale mi przeszło, samo. Trzeba czymś się zająć. I tak wszyscy zdechniemy, niektórzy prędzej niektórzy później. Trzeba dobrze o siebie dbać i mieć nadzieje na najlepsze

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Głos rozsadku
A może tak przestałybyście myśleć tylko o sobie? Za bardzo skupiacie się na sobie samych, stąd te wasze problemy. Urodźcie po piątce dzieci a o pierdołach nie będziecie myślały. Boicie się, że umrzecie na raka ALE WY JUŻ JESTEŚCIE MARTWE. Martwe za życia bo żyjecie tylko sobą i każda z was uważa się za pępek świata.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość L_wwa
Cześć, Znalazłam ten temat i widzę, że nie jestem sama. Wszytsko zaczeło sie rok temu po śmierci babci :( Cierpie na zabyrzenia lękowe , mam nie całe 30 lat a juz podejrzewalam raka wszytskiego. W zeszlym sezonie na topie byl rak piersi, zoładka, jelita grubego oraz chloniak. Potem mialam chwile przerwy a teraz zatkane ucho, bol gardla = rak nosogardla, coś mi sie zrobilo na podniebieniu, odwiedzilam 5 lekarzy z czego ze 3 prywatnie odplatnie aby nic nie stwierdzili, znowu byl rak piersi, teraz oprocz nosogardla znowu to jest czerniak i inne typy raka skóry . Słuchajcie to juz pier**** mozna dostać z tym wszytskim :) Mam już dość samej siebie. Jak sobie z tym radzicie ? Spać nie mogę, mam koszmary, sni mi się babcia, mam wrażenie, że mnie wlasnie przed tym wszytskim ostrzega. Wyszukuje objawy w google, a wiadomo co tam można znaleźć... Staram sie mniej czytać ale to silniejsze ode mnie jest .... Pozdrawiam:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jestem Wolontariuszem działającym w Polskiej Fundacji Onkologii - pomagamy osobom chorym na raka i rodzinom takich osób - więcej informacji jak zostać Podopiecznym Fundacji na stronie Fundacji. Szukamy też Wolontariuszy - osoby, które chcą pomagać. www.pfo.pink

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Mam tak samo jak Ty, chwilami mysle że juz dalam radę ale jednak lęk powraca. Jednoczesnie myslalam że mam czerniaka, cos na dziasle mi sie zrobilo wiec wiadomo, zrobilam tomografie, rtg byl i wlasnie cos w dziasle jest, lekarz powiedzial że nie ma cech nowotworowych, raczej to korzen pozostaly po wyrwaniu ósemki, a juz wogole p*****lca dostalam jak zrobilam cyyologie i dostalam telefon. To dopiero sie dzialo. Jakos nie umiem sobie przetłumaczyć że stres nie ma sensu. Tyle bylo nerwów, tyle sie wyedukowalam :-) a dzis odebralam prawidlowy wynik. Boje sie że już tak zawsze bedzie. Do osoby z hospicjum, rozumiem wszystko ale my chorzy na kancerofobie niewiele tam bysmy zdzialali poza doprowadzeniem siebie do szpitala :-). Pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
najlepiej wiec zadbac o czynna profilaktyke, zdrowa dieta, oczyszczenie z pasozytow, oczyszczenie jelit, nerek, watroby, naturalna suplementacja i usuwanie toksyn metoda doktora ashkara, oto ona: https://www.youtube.com/watch?v=7vPionHg0As zabieg taki, jak chelatacja usuwa metale ciezkie z organizmu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kancerofobiczka
Witam jeśli chodzi o tą fobie to jest jakiś koszmar nie wiem jak sobie z tym radzić w domu nikt mnie nie rozumie mialam już dużo tych raków jak się tylko jakiś objaw pojawi ból to zaraz się doszukuję objawów w internecie powiem wam jak ja nie miałam komputera czułam się o wiele lepiej co prawda bałam się raka ale nie znalam jego objawow nie miałam możliwości nigdzie tego sprawdzi moglam wypożyczyć książki medyczne ale jakoś tego nie robilam strach wzioł się z internetu naczytałam się jakiś objawów po czasie jak mnie coś bolało a pamiętałam co boli i gdzie to zaraz wpadałam w płacz i panike teraz przerabiałam ostatnio guza mózgu jak to przeszło wmówiłam sobie białaczke teraz przechodzę chłoniaka ciągle myśle o najgorszym w nocy budze się z lękiem i kołataniem serca z tego strachu cała się częse jest lato chciałabym się cieszyć tą piękną porą roku cieszyć się jak ci ludzie co chodza śmieją sie opalaja nad morzem a ja jak opętana ciągle o tym g*****e muszę myśleć i siedzieć w domu czasem wyjdę na spacer ale co z tego nawet jak usiądę na ławce to o tym myśle :( niby chodzę wszystko jest ok nie męczę się aż tak bardzo jak dawniej mam apetyt śpie dobrze tylko te cholerne myśli uspokoję się na dzień dwa i znowu się zaczyna a to ból a to jakiś inny objaw który mnie zmusza do czytania o tym staram się nie czytać ale to jest silniejsze i teraz nie wiem czy jestem na coś poważnego chora czy nie do tego doszło że boje się badać bo bardzo boję się diagnozy ze usłysze ma pani nowotwór nie wyobrażam sobie tego :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Witam, ja mam tez swoje typy, oto one: problemy z sercem, tętniak mózgu, rak lewej piersi, czerniak, rak prawego jajnika, zapalenie wyrostka robaczkowego, rak kości, rak wątroby i trzustki. Miesiac temu byłam pewna, ze mam czerniaka, lekarz zgodził sie usunac zmiane na moja wyrazna prosbe. To mnie uspokoiło, ale nie na długo, potem był rak piersi (na którego punkcie mam istna fiksacje), poszłam do lekarza, twierdzi, ze nic tam nie widzi (piers bolała mnie dosc mocno). Uspokoiłam sie na chwile, zaczeła mi sie owulacja i zaczał mnie bolec jajnik. No i oczywiscie szał, poleciałam do lekarza, twierdzi, ze on nie wie co to jest (ginekolog po usg dopochwowym twierdzi, ze moze bolec i on nic tam nie widzi), potrzebne usg i tomografia komputerowa bo moze to byc przepuklina. Super. No i od kilku dni, mam jazde. Nie chce jeszcze zrobic tych badan, bo akurat wyjezdzam za granice na 3 tygodnie i nie chce sie tym stresowac (gdyby wyniki były nieprawidłowe oczywiscie). Zauwazyłam, ze u mnie te objawy wystepuja gdy czyms sie stresuje (tak jak w tym przypadku 7 godzinnym lotem - nienawidze latac). Wtedy to wyszukuje sobie niewiadomo co. Ze stresu jestem tak spieta, ze nic dziwnego, ze boli mnie tu i ówdzie. Skupiam swoje mysli na danym miejscu, naprezam mimochodem miesnie i wtedy mnie boli, do tego oczywiscie gniote te miejsca szukajac guzów. Mam teorie zwiazana z tym moim szalenstwem. Traumatyczne dziecinstwo i niezbyt szczesliwy rowniez okres nastoletni, smierc ojca. Jestem bardzo wrazliwa osoba, zawsze taka byłam, zycie ułozyło mi sie dosc szczesliwie i własnie to mnie martwi. Całe życie moja matka wmawiała mi, ze jestem nikim, wiec teraz mysle, ze podswiadomie uwazam, ze nie zasługuje na szczescie. Zamiast cieszyc sie tym co mam, boje sie, ze to strace, bo tyle juz przecierpiałam w zyciu i dlaczego akurat mi miałoby sie udać? Lekarze chca faszerowac mnie tabletkami, ale ja nie chce, bo wiem, ze nie jest to prawdziwym rozwiazaniem problemu. Chodziłam do psychologa przez pewien czas, ale "szkoda" mi było na niego pieniedzy no i przede wszystkim zaczełam sie lepiej czuc wiec przestałam chodzic. Teraz mysle, by umówic sie na wizyte. Kilka dni temu miałam wypadek rowerowy (nic powazanego, tylko otarcia) i tak mnie wszystko bolało, ze zapomniałam, o moim urojonym problemie i myslałam, ze moze tak miało byc, bym zobaczyła czym jest prawdziwy bol, nie jakies zwidy. Tylko, ze te zwidy potrafia przybrac tak rzeczywista postac, to straszne. Postanowiłam wziasc sie za siebie, jak tylko odpadna mi strupy i bede mogła żwaniej sie ruszac zaczne znowu biegac, kiedys bieganie wyrwało mnie z tego szalenstwa (tak przynajmniej mi sie wydaje :) ) no i zaczne prowadzic jakis rejestr dotyczacy moich napadów, moze trzeba to wszystko przeczytac na własne oczy, pomyslec na ten temat itd. Nie wierze, ze ta moja kancerofobia wzieła sie z nikąd i ze pojawia sie i znika kiedy ma na to ochote. Ja tez mysle, ze trzeba reagowac szybciej, jak pojawiaja sie pierwsze głupie mysli, to trzeba sie wtedy zrelaksowac w jakis sposob, zeby nie nakrecac sie bardziej bo takie poczatkowe watpliwosci szybciej czy pózniej eskaluja do pewnosci ze jest sie chorym. Trzymam za Was kciuki, no ale cos za cos, trzymajcie tez i za mnie :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Wszystko tak, jakbym czytala o sobie!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
:) Tez to przerabiam. Mama moja mowi, ze cos tak od szkoly sredniej mi sie w glowce popierdolilo. Wczesniej bylam bardzo racjonalnie myslaca osoba. Myslalam,ze to moze od tarczycy - jednak nie. Jestesmy bombardowani strasznymi wiadomosciami, ludzie zyja obok i umieraja, dojrzewamy, dorastamy i widzimy ,ze wszystko MARNOSC jest. Kruchosc zycia nas przeraza prowadzac do stanow fobii. Ale musimy z TYM WALCZYC.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kika_50
Witam! Czytam Wasze wpisy i widzę siebie... parę dni jest ok, a potem znowu równia pochyła, boję się jeść, bo wydaje mi się, że wszystko mi zaszkodzi, jak tylko coś mnie zaboli lub ukłuje, od razu zaczynam czytać, co to może być i od razu myślę o najgorszym. Zaczyna mnie to męczyć, ciężko jest żyć z takimi myślami. Myślę od jakiegoś czasu o pójściu do psychologa albo psychiatry, ale nie wiem, czy ma to sens? Pewno zleci wykonanie badań, a ja się boję je wykonać, bo a nóż wykażą coś złego? I tak wkoło...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
doskonale Was rozumiem, u mnie w rodzinie wśró znajomych non stop słyszę ten zachorował tego dopadło strrasznie się boje że i ja będę się z tym zmagać. Zaczęłam szukać o profilaktyce, czytałyscie może o diecie ketogennej? ogólnie jest stosowana w leczeniu padaczki ale ma ogromny potencjał w leczeniu nowotworów. może być bardzo długo stosowana owszem początki są cieżkie ale to jakz każda dietą ale jak organizm się przyzwyczai to ponoć super. Bardzo intensywne rozważam przejście na diete oleoketo, bo nie robic nić jest jeszcze gorsze niż próbowac coś robic nawet jak nie wyjdzie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×