Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

no-name-for-naive

Za rok biorę ślub a właśnie zadzwoniłam do byłego...

Polecane posty

...to jeden z tych, którzy są pierwszym w życiu zauroczeniem, pierwszą "miłością". Pznaliśmy się przez przypadek, poprzez rozmowę,kiedy to on leciał na urodę mojej siostry a ja byłam jedynie doręczycielem hiobowyh wieści...Od rozmowy do rozmowy zaczeliśmy ze sobą spędzać coraz więcej czasu...On 12 ja 14 lat, niby nic ale z wiekiem zaczęlo się pogłębiać...Rzuciłam dla niego dwóch (naprawdę wartościowych) chłopaków. Kiedy miałam 18 a on 16 lat (czas jego ekscesów, nie mieliśy wspólnych znajomych) na złość jemu po kolejnych niedogadaniach, postanowiłam umówić się z dobrym kolegą od chłopaka mojej kumpeli...od tamtego czasu mineło 8 lat...Mój "pierwszy" w tym czasie postanowił wyjechać za granicę...przez nieszczęsnego fb czasami dręczę go swoimi przemyśleniami, raz nawet myślałam, że miałam wpływ na rozpad jego dosyć poważnie zapowiadającego się związku (chociaz on za każdym razem mówi/pisze mi, że i bez moich sms-ów jego związek by się rozpadł, bo w pewnym momencie zaczął bazować na wypominaniu sobie rówżnych dóbr). Właściwie to nie wiem na co liczyłam dzwoniąc do niego, ale po niespełna dwóch godzinach "pitolenia", kiedy zapytał mnie (poraz kolejny)co u mnie, to powiedziałam mu, że za rok wychodze za maż...Nie wiem czego się spodziewałąm, było kompletnie normalny i taki...życiowy, przez co znów przypomniałam sobie za co go darzyłam wieki temu tym swoim "uczuciem"...i popłakałam się, ale wątpie żeby to wyłapał...a przynajmniej nie chiała tego wyłapać (nie ryczałam w słuchawkę, po prostu nie wiedzieć czemu nagle poczułąm smutek i pleciały mi łzy...). Teraz mamy już ponad 20-ścia lat, każdy swoje życie i doprawdy nie wmiem...albo to jest normalne zachowanie każdej kobiety, która decyduje się na zamążpójście albo..no właśnie, albo co? Nie chcę mu robić już więcej krzywdy, ale...doprawdy nie wmiem jak mam interpretować swoje zachowanie...Ktoś ma na to wytłumaczenie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość bzykacz ver.56.1
kochasz go a on juz chyba ciebie nie. Inaczej by sie przejal. A ty go kochasz bo jest dla ciebi enieosiagalny ale gdyby byl osiagalny to bys go zlala.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość bzykacz ver.56.1
widzisz jako jedyny przeczytalem Twoj temat. A i tak nic z tego nigdy nie bede miec. To sie nazywa empatia czy frajestrwo?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość lady darkness 1617373
Radze ci nie wychodzić za maz. Chociażby dlatego ze cały czas o nim myślisz. Jak wyjdziesz za maz będziesz jeszcze częściej o nim myślała a przy okazji skrzywdzisz męża.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ocena sytuacji jest taka: kochasz tamtego... łzy polecialy ci bo podswiadomie wiesz ze nie wychodzisz za tego faceta za ktorego bys chciala... moim zdaniem

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość letisja kalderą
pozostał jakiś sentyment do niego i tyle. jak długo nie mieliście ze sobą kontaktu, przecież teraz chyba tak naprawde go już nie znasz

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Czy to możliwe...? Przecież wiem, że tamten mnie nie chce bo inaczej walczyłby o nie będąc tu w PL, raz go zaprosiłam do siebie to póxniej nawet nie pamiętał jak do mnie dojechać... ewidentnie mu nie zależało...więc skąd ten smutek...? Z obecnym partnerem jesteśmy razem 8 lat, od 6 mieszkamy ze sobą...Czy to możłiwe bym tak długo nisiała do siebie słabosć do poprzedniego faceta...?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość lady darkness 1617373
Musisz zrozumieć ze zranisz obecnego partnera wychodząc za niego za maz. Obawy są normalne przed ślubem ale kilka godzin przed a nie rok.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
...Szczerze mówiąc to oczekiwałam wielu epitetów na swój temat...może macie racje...lepiej zatrzymac machinę przed a nie po fakcie. Czyli łudziłąm się, że odnalazałam swojej szczęście, a tymczasem od zawsze byłam "zakochana" w poprzednim partnerze...? To jest bez sensu...to po co układała sobie życie z innym od tylu lat? Tylko po to by dowiedzieć się że od początku podświadomie oszukiwałam siebie? Czy to waśnie daje mi do zrozumienia moje wenwętrzne ja?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość powiem szczerze, ale w dobrej
autorko, powiem ci że masz cholernie nieciekawą sytaucję...większość uwiesi na tobie psy...w sumie to ja też bym mogła, ale ja ty się wałściwie widzisz w tej sytuacji? Co ty sobie wyobrażasz? Żyjesz tyle czasu z jednym facetem a jak przychodzi co do czego to taka jazda z twojej strony? Może najlepiej będzie jak po prostu postanowisz być sama, bo krzywdzić tyle soób na raz...? Jest sens...?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×