Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Mam ADHD14

Proszę o eutanazję

Polecane posty

Gość Mam ADHD14

Wypracowanie ,, Szkoła moich marzeń" Kiedy byłem jeszcze całkiem mały nie mogłem doczekać się , kiedy pójdę do szkoły. Mama opowiadała mi,że będzie tam fajnie,że będę miał nowych kolegów, z którymi będę się bawił, będę miał swoją Panią, która będzie się mną opiekowała w szkole, bo mamy nie będzie. Wyobrażałem więc sobie tę moją Panią taką ciepłą, serdeczną, taką jak moja mama. Dziś się z tego śmieję. W końcu nadszedł długo wyczekiwany dzień. Poszedłem do szkoły. Nie potrafiłem się odnaleźć wśród tylu dzieci, byłem inny od nich.One radosne,uśmiechnięte, a ja zamknięty w sobie, z poważną miną,typ samotnika. Wiecznie myślami gdzieś daleko. Okno klasy- to był mój świat. Za nim działo się tyle ciekawych rzeczy. Zawsze byłem gdzieś z tyłu, zawsze na końcu.Ostatnia para,ostatnia ławka.Nikt mnie nie zauważał. Nikt nie chciał się ze mną bawić.No chyba,że coś nabroiłem, wtedy choć przez moment byłem zauważany, bo dzieci krzyczały ,,to on", a Pani stawiała do konta. Nie chciałem broić, mama zawsze powtarzała ,że w szkole muszę być grzeczny.A ja starałem się jej słuchać. Nie zawsze mi to wychodziło. Tak było w zerówce. W pierwszej klasie było już trochę inaczej. Nie było już zabaw na dywanie, a ja nie potrafiłem usiedzieć w ławce, bujałem się na krześle, przebierałem nogami i ciągle rysowałem. Nadal lubię rysować, mam niby talent. Z czasem było mi coraz trudniej. W drugiej klasie zaczęły się moje problemy z nauką. Nigdy nie pamiętałem co zadane, co przynieść, co zrobić. Chyba,że miałem zapisane, bo wtedy mama o tym wiedziała. Ale ja niezbyt często zdążyłem zapisać, a potem zapominałem co chciałem zapisać, bo był dzwonek. Zresztą tak mam do dziś. W tej kwestii nic się nie zmieniło.Mama siedziała ze mną do późna w nocy nad lekcjami, uczyła mnie, a ja już rano nic nie pamiętałem. Denerwowało mnie to strasznie, wczoraj umiałem, a dziś nie wiem nic.To było tak, jakby podczas snu ktoś wykasował mój mózg.Czułem jak z dnia na dzień nauczyciele mnie nie lubią, nie słuchają jeśli o coś pytałem. Chciałem wszystko wiedzieć, byłem ciekawy wielu rzeczy. A oni mnie zwyczajnie ignorowali . Miałem być grzeczny i nie odzywać się. Do innych dzieci zwracali się Kasiu,Aniu...., a do mnie zawsze po nazwisku. Pytałem mamę dlaczego nie mówią do mnie po imieniu, ale ona nie potrafiła mi tego wytłumaczyć. Dzieci też z czasem wołały już tylko po nazwisku.Na przerwach bawiły się ze mną , wygłupiały , skakały, ale do czasu....do czasu, gdy coś się nie wydarzyło. Czyli do czasu,gdy któregoś niechcący nie przewróciłem lub czegoś przypadkiem nie zniszczyłem. A ja naprawdę nie chciałem. Tak bardzo chciałem się z nimi bawić, chciałem mieć przyjaciół, chciałem, aby mnie lubiły. I tak oto stałem się w oczach nauczycieli idiotą, debilem, szkolnym zabijaką. Słowo ,,debil" słyszałem już niemal każdego dnia. A przecież byłem tylko ośmioletnim, zagubionym dzieckiem, które nie potrafiło odnaleźć się w tym szkolnym świecie. Cokolwiek złego się stało, zawsze winien byłem ja. Winni się wytłumaczyli, a kozioł ofiarny nie potrafił, bo nikt go nie wysłuchał, a jeśli już nawet wysłuchał to i tak uznał,że kłamię. Wtedy to bardzo bolało. Wieczorami płakałem w poduszkę,że świat jest taki niesprawiedliwy,że dobrym uczniom wierzą, choć ci kłamią. Dzieci zaczęły dokuczać mi coraz bardziej. Doskonale wiedziały,że mogą, bo nawet jak się poskarżę to i tak nauczyciel nic z tym nie zrobi. Machnie na mnie ręką, mało ważna sprawa, aby zawracać sobie tym głowę. Ktoś, kto wyrządził mi krzywdę, coś mi zniszczył, zabrał nigdy nie był karany.Do tego byłem ja i słusznie, czy też niesłusznie kara była. Skargi innych uczniów zawsze były notowane, zgłaszane Pani dyrektor, a moje zawsze pominięte. Przestałem się skarżyć, bo i po co? Nauczyłem się bronić sam, żyć w tym szkolnym świecie na swój sposób.Wiem,że bójki to nie najlepszy sposób na rozwiązywanie problemów, ale ja innego nie znałem wtedy. Ten był skuteczny. Nie mogłem pozwolić, aby mnie poniżano i wyzywano. Nie jestem,,grubasem", ,,debilem"....jestem człowiekiem, który też ma uczucia. Kiedyś usłyszałem od nauczyciela,że jestem kryminalistą i zgniję w więzieniu. Cała klasa śmiała się wtedy, ubaw mieli po pachy. Walczyłem ze łzami, z całych sił zaciskałem pięści, aby tylko się nie rozpłakać. Nie mogłem im pokazać,że jestem słaby, musiałem być twardy. Do więzienia nigdy nie trafię, nie jestem zły, jestem tylko ,,inny". Zostanę w przyszłości Policjantem, będę walczyć ze złem. Szkoła moich marzeń bardzo różni się od tej do której chodzę. W szkole moich marzeń nauczyciel nigdy nie krzyczy na dziecko, nie bije go, nie wyzywa, nie upokarza,nie ośmiesza. Nauczyciele są w niej mili,uśmiechnięci,potrafią w każdej chwili pocieszyć ucznia, zwyczajnie porozmawiać, są sprawiedliwi i wyrozumiali. Interesuje ich to,że ktoś ma problemy z nauką i stara się pomóc takiemu uczniowi, a nie przeciwnie zniechęcając go wstawiając jedynkę za jedynką. Próbują dowiedzieć się, co jest przyczyną niepowodzeń w nauce, bo nie zawsze to jest lenistwo. W mojej wymarzonej szkole pracują nauczyciele dla przyjemności, nie z konieczności. Wtedy również uczniowie będą chętnie się uczyć, bo będzie miła atmosfera. Do szkoły moich marzeń nie nosi się ciężkiego plecaka, gdyż nie zadaje się prac domowych . Każdy uczeń ma w niej swoją szafkę, w której trzyma swoje zeszyty,podręczniki i inne przybory do nauki. Przed szkołą znajdują się ławeczki i stoliki,aby można było spokojnie usiąść, zjeść śniadanie i porozmawiać.Za budynkiem mojej szkoły jest również kryty basen, korty tenisowe,plac zabaw, boisko do siatkówki i gry w płkę nożną. Nie ma w niej też handlu narkotykami i palenia papierosów.Na przerwach i lekcjach nie ma kłótni, bicia,ani wyśmiewania się z innych ludzi. Nie szuka się wśród uczniów kozłów ofiarnych, którym się dokucza i śmieje z nich.Moje marzenia o szkole nie są wygórowane, więc może kiedyś powstanie taka szkoła...Kolorowa,wesoła i przyjazna uczniom, gdzie wszyscy będą równi... To wypracowanie pisałem w klasie 4 chyba z miesiąc. Pisałem je dla mojej wychowawczyni, która jednocześnie uczyła mnie polskiego. Była miła , wyrozumiała, starała się stawać w mojej obronie do innych nauczycieli. Była nowa, nie znała mnie. U niej dostawałem z prac domowych zawsze 3,4. Nie jedynki. Gdy zapomniałem odrobić dawała mi drugą szansę. Dziękuję jej za to,że dostrzegła we mnie człowieka. Dziękuję jej również za to,że po moim odejściu nie zapomniała o mnie,że doprowadziła do tego,że dzieci przyznały się do tego, jak mnie prowokowały i nakręcały. To co jest tu opisane to tylko kawałek tego co przeżyłem,bo to wypracowanie, nie życiorys. Nauczyciele po prostu nie wytrzymywali ze mną. Denerwowało ich to moje bujanie na krześle, rysowanie po ławkach i za to obrywałem. Najgorsze jak już puściły im nerwy, bo wtedy szarpali mnie, bili książkami po głowie. Raz nawet tak mi wierciła kluczem w ramię, abym siedział cicho,że przewierciła na wylot bluzę, koszulkę i zrobiła dziurę w ramieniu. Wróciłem do domu zakrwawiony. Ale co z tego im przyszło to nie wiem, bo ja nie stawałem się wtedy spokojny , a wręcz nakręcałem się jeszcze bardziej. Ale to wypracowanie miało zmienić moje życie. Moja mama szukając dla mnie pomocy trafiła w końcu do Centrum diagnozy i terapii ADHD. Nie miała nawet pojęcia o istnieniu takiej choroby. Pomoc psychoterapeuty bardzo jej pomogła.Mi niewiele, bo terapia i zapisane leki tylko trochę pomogły. Leki musiałem odstawić, bo po nich nie istniałem, spałem,jadłem i tyłem. Mama zmieniła mi szkołę. Po rozmowie z psychologiem zadecydowała ,że będzie to szkoła prywatna. Znalazła taką. Zanim mnie do niej zapisała szczerze powiedziała dlaczego mnie chce przenieść. O tym,że się bujam,rozwalam lekcje, że jestem trudnym dzieckiem. Przyjęto mnie. Twierdzili,że potrafią pracować z dziećmi z ADHD. W tej nowej szkole na początku było fajnie. Ale potem to samo co w poprzedniej. Uwaga za uwagą. Za to,że bujam się na krześle,że pstrykam kontaktem,że zniszczyłem ozdoby, że zbiłem doniczkę. Tak, zrobiłem to, ale nie mam pojęcia jak to się stało. Ozdoby trzymałem w ręku i tak długo je miętoliłem,aż w końcu zepsuły się. Na doniczkę wpadłem niechcący skacząc sobie. W klasie robię za błazna klasowego, wtedy klasa się śmieje i wtedy mnie choć przez chwilę lubią. Podskakuję jak pajac i nucę przy tym. Nie chcę się tak zachowywać,ale nie mogę nad tym zapanować, to dzieje się szybciej niż o tym pomyślę. Jest mi z tym źle, jest mi wstyd, ale nie potrafię nad tym zapanować. Działam jak nakręcona marionetka. Najgorsze jest to, że koledzy wiedzą jak sprawić to, aby mnie sprowokować i nakręcić, a tym samym zmusić do rozwalenia lekcji. Nauczyłem się palić papierosy, bo chciałem spędzać z nimi czas. Im się nie chciało uczyć to robili wszystko,abym tylko rozwalił lekcję. Szkołę mamy zamykaną na klucz, nie możemy jej opuszczać. Oszukuję więc woźne i uciekam.Nie myślę o tym,że znowu dostanę uwagę,że będzie afera. Ja muszę wyjść i zrobić kółeczko wokół szkoły. Nie mogę żyć w zamknięciu, muszę mieć ruch. Na salę gimnastyczną nie wpuszczają mnie, bo się boją,że im piłki zniszczę. Na godzinie wychowawczej zrozumiałem,że ja nigdy nie będę miał kolegów. Zawsze będę sam. Tematem lekcji byłem ja. Mówili o mnie, co o mnie myślą , drwili i kpili. Słuchałem tego i nie muszę chyba mówić co czułem, myślałem,że wybuchnę, wszystko we mnie drżało. A ja głupi myślałem,że mam kolegów. To tak bardzo boli. Tak się staram, ale nie potrafię się skupić na niczym. Tak bardzo boję się kolejnego dnia, bo nie wiem,czy będę miał siły,aby go przetrwać, czy zniosę kolejną niesprawiedliwość. Rodzice moich kolegów napisali petycję, abym został wyrzucony ze szkoły, bo ich dzieci nie mogą się uczyć. Wyrzucili mnie. Przegrałem życie. Jak ja mam dalej tak żyć? Do końca życia mam tak biec i dźwigać mój krzyż? Zamęczać wszystkich w koło? Ja tak nie chcę, bo ja nie żyję, ja się męczę. Umieram powoli zaszczuty...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Mam ADHD14
Wypracowanie ,, Szkoła moich marzeń" Kiedy byłem jeszcze całkiem mały nie mogłem doczekać się , kiedy pójdę do szkoły. Mama opowiadała mi,że będzie tam fajnie,że będę miał nowych kolegów, z którymi będę się bawił, będę miał swoją Panią, która będzie się mną opiekowała w szkole, bo mamy nie będzie. Wyobrażałem więc sobie tę moją Panią taką ciepłą, serdeczną, taką jak moja mama. Dziś się z tego śmieję. W końcu nadszedł długo wyczekiwany dzień. Poszedłem do szkoły. Nie potrafiłem się odnaleźć wśród tylu dzieci, byłem inny od nich.One radosne,uśmiechnięte, a ja zamknięty w sobie, z poważną miną,typ samotnika. Wiecznie myślami gdzieś daleko. Okno klasy- to był mój świat. Za nim działo się tyle ciekawych rzeczy. Zawsze byłem gdzieś z tyłu, zawsze na końcu.Ostatnia para,ostatnia ławka.Nikt mnie nie zauważał. Nikt nie chciał się ze mną bawić.No chyba,że coś nabroiłem, wtedy choć przez moment byłem zauważany, bo dzieci krzyczały ,,to on", a Pani stawiała do konta. Nie chciałem broić, mama zawsze powtarzała ,że w szkole muszę być grzeczny.A ja starałem się jej słuchać. Nie zawsze mi to wychodziło. Tak było w zerówce. W pierwszej klasie było już trochę inaczej. Nie było już zabaw na dywanie, a ja nie potrafiłem usiedzieć w ławce, bujałem się na krześle, przebierałem nogami i ciągle rysowałem. Nadal lubię rysować, mam niby talent. Z czasem było mi coraz trudniej. W drugiej klasie zaczęły się moje problemy z nauką. Nigdy nie pamiętałem co zadane, co przynieść, co zrobić. Chyba,że miałem zapisane, bo wtedy mama o tym wiedziała. Ale ja niezbyt często zdążyłem zapisać, a potem zapominałem co chciałem zapisać, bo był dzwonek. Zresztą tak mam do dziś. W tej kwestii nic się nie zmieniło.Mama siedziała ze mną do późna w nocy nad lekcjami, uczyła mnie, a ja już rano nic nie pamiętałem. Denerwowało mnie to strasznie, wczoraj umiałem, a dziś nie wiem nic.To było tak, jakby podczas snu ktoś wykasował mój mózg.Czułem jak z dnia na dzień nauczyciele mnie nie lubią, nie słuchają jeśli o coś pytałem. Chciałem wszystko wiedzieć, byłem ciekawy wielu rzeczy. A oni mnie zwyczajnie ignorowali . Miałem być grzeczny i nie odzywać się. Do innych dzieci zwracali się Kasiu,Aniu...., a do mnie zawsze po nazwisku. Pytałem mamę dlaczego nie mówią do mnie po imieniu, ale ona nie potrafiła mi tego wytłumaczyć. Dzieci też z czasem wołały już tylko po nazwisku.Na przerwach bawiły się ze mną , wygłupiały , skakały, ale do czasu....do czasu, gdy coś się nie wydarzyło. Czyli do czasu,gdy któregoś niechcący nie przewróciłem lub czegoś przypadkiem nie zniszczyłem. A ja naprawdę nie chciałem. Tak bardzo chciałem się z nimi bawić, chciałem mieć przyjaciół, chciałem, aby mnie lubiły. I tak oto stałem się w oczach nauczycieli idiotą, debilem, szkolnym zabijaką. Słowo ,,debil" słyszałem już niemal każdego dnia. A przecież byłem tylko ośmioletnim, zagubionym dzieckiem, które nie potrafiło odnaleźć się w tym szkolnym świecie. Cokolwiek złego się stało, zawsze winien byłem ja. Winni się wytłumaczyli, a kozioł ofiarny nie potrafił, bo nikt go nie wysłuchał, a jeśli już nawet wysłuchał to i tak uznał,że kłamię. Wtedy to bardzo bolało. Wieczorami płakałem w poduszkę,że świat jest taki niesprawiedliwy,że dobrym uczniom wierzą, choć ci kłamią. Dzieci zaczęły dokuczać mi coraz bardziej. Doskonale wiedziały,że mogą, bo nawet jak się poskarżę to i tak nauczyciel nic z tym nie zrobi. Machnie na mnie ręką, mało ważna sprawa, aby zawracać sobie tym głowę. Ktoś, kto wyrządził mi krzywdę, coś mi zniszczył, zabrał nigdy nie był karany.Do tego byłem ja i słusznie, czy też niesłusznie kara była. Skargi innych uczniów zawsze były notowane, zgłaszane Pani dyrektor, a moje zawsze pominięte. Przestałem się skarżyć, bo i po co? Nauczyłem się bronić sam, żyć w tym szkolnym świecie na swój sposób.Wiem,że bójki to nie najlepszy sposób na rozwiązywanie problemów, ale ja innego nie znałem wtedy. Ten był skuteczny. Nie mogłem pozwolić, aby mnie poniżano i wyzywano. Nie jestem,,grubasem", ,,debilem"....jestem człowiekiem, który też ma uczucia. Kiedyś usłyszałem od nauczyciela,że jestem kryminalistą i zgniję w więzieniu. Cała klasa śmiała się wtedy, ubaw mieli po pachy. Walczyłem ze łzami, z całych sił zaciskałem pięści, aby tylko się nie rozpłakać. Nie mogłem im pokazać,że jestem słaby, musiałem być twardy. Do więzienia nigdy nie trafię, nie jestem zły, jestem tylko ,,inny". Zostanę w przyszłości Policjantem, będę walczyć ze złem. Szkoła moich marzeń bardzo różni się od tej do której chodzę. W szkole moich marzeń nauczyciel nigdy nie krzyczy na dziecko, nie bije go, nie wyzywa, nie upokarza,nie ośmiesza. Nauczyciele są w niej mili,uśmiechnięci,potrafią w każdej chwili pocieszyć ucznia, zwyczajnie porozmawiać, są sprawiedliwi i wyrozumiali. Interesuje ich to,że ktoś ma problemy z nauką i stara się pomóc takiemu uczniowi, a nie przeciwnie zniechęcając go wstawiając jedynkę za jedynką. Próbują dowiedzieć się, co jest przyczyną niepowodzeń w nauce, bo nie zawsze to jest lenistwo. W mojej wymarzonej szkole pracują nauczyciele dla przyjemności, nie z konieczności. Wtedy również uczniowie będą chętnie się uczyć, bo będzie miła atmosfera. Do szkoły moich marzeń nie nosi się ciężkiego plecaka, gdyż nie zadaje się prac domowych . Każdy uczeń ma w niej swoją szafkę, w której trzyma swoje zeszyty,podręczniki i inne przybory do nauki. Przed szkołą znajdują się ławeczki i stoliki,aby można było spokojnie usiąść, zjeść śniadanie i porozmawiać.Za budynkiem mojej szkoły jest również kryty basen, korty tenisowe,plac zabaw, boisko do siatkówki i gry w płkę nożną. Nie ma w niej też handlu narkotykami i palenia papierosów.Na przerwach i lekcjach nie ma kłótni, bicia,ani wyśmiewania się z innych ludzi. Nie szuka się wśród uczniów kozłów ofiarnych, którym się dokucza i śmieje z nich.Moje marzenia o szkole nie są wygórowane, więc może kiedyś powstanie taka szkoła...Kolorowa,wesoła i przyjazna uczniom, gdzie wszyscy będą równi... To wypracowanie pisałem w klasie 4 chyba z miesiąc. Pisałem je dla mojej wychowawczyni, która jednocześnie uczyła mnie polskiego. Była miła , wyrozumiała, starała się stawać w mojej obronie do innych nauczycieli. Była nowa, nie znała mnie. U niej dostawałem z prac domowych zawsze 3,4. Nie jedynki. Gdy zapomniałem odrobić dawała mi drugą szansę. Dziękuję jej za to,że dostrzegła we mnie człowieka. Dziękuję jej również za to,że po moim odejściu nie zapomniała o mnie,że doprowadziła do tego,że dzieci przyznały się do tego, jak mnie prowokowały i nakręcały. To co jest tu opisane to tylko kawałek tego co przeżyłem,bo to wypracowanie, nie życiorys. Nauczyciele po prostu nie wytrzymywali ze mną. Denerwowało ich to moje bujanie na krześle, rysowanie po ławkach i za to obrywałem. Najgorsze jak już puściły im nerwy, bo wtedy szarpali mnie, bili książkami po głowie. Raz nawet tak mi wierciła kluczem w ramię, abym siedział cicho,że przewierciła na wylot bluzę, koszulkę i zrobiła dziurę w ramieniu. Wróciłem do domu zakrwawiony. Ale co z tego im przyszło to nie wiem, bo ja nie stawałem się wtedy spokojny , a wręcz nakręcałem się jeszcze bardziej. Ale to wypracowanie miało zmienić moje życie. Moja mama szukając dla mnie pomocy trafiła w końcu do Centrum diagnozy i terapii ADHD. Nie miała nawet pojęcia o istnieniu takiej choroby. Pomoc psychoterapeuty bardzo jej pomogła.Mi niewiele, bo terapia i zapisane leki tylko trochę pomogły. Leki musiałem odstawić, bo po nich nie istniałem, spałem,jadłem i tyłem. Mama zmieniła mi szkołę. Po rozmowie z psychologiem zadecydowała ,że będzie to szkoła prywatna. Znalazła taką. Zanim mnie do niej zapisała szczerze powiedziała dlaczego mnie chce przenieść. O tym,że się bujam,rozwalam lekcje, że jestem trudnym dzieckiem. Przyjęto mnie. Twierdzili,że potrafią pracować z dziećmi z ADHD. W tej nowej szkole na początku było fajnie. Ale potem to samo co w poprzedniej. Uwaga za uwagą. Za to,że bujam się na krześle,że pstrykam kontaktem,że zniszczyłem ozdoby, że zbiłem doniczkę. Tak, zrobiłem to, ale nie mam pojęcia jak to się stało. Ozdoby trzymałem w ręku i tak długo je miętoliłem,aż w końcu zepsuły się. Na doniczkę wpadłem niechcący skacząc sobie. W klasie robię za błazna klasowego, wtedy klasa się śmieje i wtedy mnie choć przez chwilę lubią. Podskakuję jak pajac i nucę przy tym. Nie chcę się tak zachowywać,ale nie mogę nad tym zapanować, to dzieje się szybciej niż o tym pomyślę. Jest mi z tym źle, jest mi wstyd, ale nie potrafię nad tym zapanować. Działam jak nakręcona marionetka. Najgorsze jest to, że koledzy wiedzą jak sprawić to, aby mnie sprowokować i nakręcić, a tym samym zmusić do rozwalenia lekcji. Nauczyłem się palić papierosy, bo chciałem spędzać z nimi czas. Im się nie chciało uczyć to robili wszystko,abym tylko rozwalił lekcję. Szkołę mamy zamykaną na klucz, nie możemy jej opuszczać. Oszukuję więc woźnę i uciekam.Nie myślę o tym,że znowu dostanę uwagę,że będzie afera. Ja muszę wyjść i zrobić kółeczko wokół szkoły. Na salę gimnastyczną nie wpuszczają mnie, bo się boją,że im piłki zniszczę. Na godzinie wychowawczej zrozumiałem,że ja nigdy nie będę miał kolegów. Zawsze będę sam. Tematem lekcji byłem ja. Mówili o mnie, co o mnie myślą , drwili i kpili. Słuchałem tego i nie muszę chyba mówić co czułem, myślałem,że wybuchnę, wszystko we mnie drżało. A ja głupi myślałem,że mam kolegów. To tak bardzo boli. Tak się staram, ale nie potrafię się skupić na niczym. Tak bardzo boję się kolejnego dnia, bo nie wiem,czy będę miał siły,aby go przetrwać, czy zniosę kolejną niesprawiedliwość. Rodzice moich kolegów napisali petycję, abym został wyrzucony ze szkoły, bo ich dzieci nie mogą się uczyć. Wyrzucili mnie. Przegrałem życie. Jak ja mam dalej tak żyć? Do końca życia mam tak biec i dźwigać mój krzyż? Zamęczać wszystkich w koło? Ja tak nie chcę, bo ja nie żyję, ja się męczę. Umieram powoli zaszczuty...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Mam ADHD14
A ja głupi myślałem,że mam kolegów. To tak bardzo boli. Tak się staram, ale nie potrafię się skupić na niczym. Tak bardzo boję się kolejnego dnia, bo nie wiem,czy będę miał siły,aby go przetrwać, czy zniosę kolejną niesprawiedliwość. Rodzice moich kolegów napisali petycję, abym został wyrzucony ze szkoły, bo ich dzieci nie mogą się uczyć. Wyrzucili mnie. Przegrałem życie. Jak ja mam dalej tak żyć? Do końca życia mam tak biec i dźwigać mój krzyż? Zamęczać wszystkich w koło? Ja tak nie chcę, bo ja nie żyję, ja się męczę. Umieram powoli zaszczuty...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Mam ADHD14
I = 1, V = 5, X = 10, L = 50, C = 100, D = 500, M = 1000. Zasady: 1. Obok siebie mogą stać co najwyżej trzy znaki spośród: I, X, C lub M. 2. Obok siebie nie mogą stać dwa znaki: V, L, D. 3. Nie może być dwóch znaków oznaczających liczby mniejsze bezpośrednio przed znakiem oznaczającym liczbę większą. 4. Znakami porzedzającymi znak oznaczający większą liczbę mogą być tylko znaki: I, X, C.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość karmienie kotów
starczy ;) eutanazja niepotrzebna, dasz sobie radę 🌻

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
wiesz, ze adhd mozna leczyc farmakologicznie? wiesz, ze ci najwieksi z showbiznesu (prezentatorzy tv, radiowi) tez maja adhd?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Mam ADHD14
Wiem.Będę miał niedługo wprowadzane nowe leki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość dssdwgg
Czlowieku nie zyj przeszloscia. I taak jej nie zmienisz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Mam Adhd14
Od kwietnia jestem w nowej szkole. Przez uczniów jestem raczej lubiany. Mam kolegów. To dla mnie ogromnie ważne. Niestety wraz z wrześniem pojawił się kolejny problem. Rodzice dzieci znowu piszą petycję, aby mnie usunięto z klasy. Mimo,iż byłem w tej klasie tylko 2 miesiące i tak naprawdę nikt mnie nie zna to już wyrobili sobie opinię na mój temat na podstawie tego,że mam ADHD. Dyrekcja chce, abym zmienił szkołę. Mam iść do specjalnej placówki. Nie chcę znowu zmieniać szkoły. Dlaczego rodzice ,,zdrowych dzieci" są tak okrutni ? Przecież ja nie jestem zagrożeniem dla ich dzieci, nie jestem potworem. Po prostu gorzej się uczę. Moja mama po konsultacji z psychologami i psychiatrą nie zgadza się na specjalną placówkę. Staje murem za mną. Wiem ile to ją nerwów i stresu kosztuje. Ta bezsilność ją wykańcza, wylewa morze łez, ale wiem,że się nie podda. Walczy o mnie, o moją przyszłość. Ona jedna....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Mam Adhd14
,,dssdwgg Czlowieku nie zyj przeszloscia. I taak jej nie zmienisz. " To nie tylko moja przeszłość, bo to się ciągnie do dziś. Mimo,iż z wielu ,,złych zachowań " zwyczajnie wyrosłem to niestety ciągnie się to za mną.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×