Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość bibilandia

czy lubicie WF

Polecane posty

Gość bibilandia

Ja jestem już na studiach i na szczęście mogę wybrać rzecz którą lubię tak jak np. aerobic, ale pamiętam że w gimnazjum nienawidziłam wf-u, nie znosiłam koszykówki, siatkówki, byłam najsłabsza ze wszystkich. Dla innych ludzi to była zabawa, dla mnie dramat i wolałabym już 2 godziny matmy pod rząd. Do dziś nie lubię gier zespołowych i pewnie wciąż nie umiałabym porządnie odbić piłki. czy dla was wszystkich wf to zabawa i miły odpoczynek?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ja nie lubilam wfu
też wolałam już jakiś inny przedmiot niż wf, naprawdę wolałam np. język polski od wf-u. udało mi sie na szczęście załatwić zwolnienie na cały rok w LO

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ja jestem introwertyczka
i nie znosiłam gier zespołowych... myślę że to jest jakoś powiązane.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja też nienawidzę wf bo jak pisałam w innym wątku: wf w polsce to teraz w 90% siatkówka a jeśli ktoś nie umie grać to jest wysmiewany przez koleżanki. A przeciez jest wiele innych sportów :-o

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
miałam tak samo, na wf ciągle gry zespołowe w szczegolnosci siatkówka, ja najsłabsza z drużyny, nikt mnie nie chciał :O jak odbiłam źle to zaraz glupie miny w moja stronę, jakieś komentarze. nawet babka od wf czasem to skomentowała, nienawidziła mnie, ale ja jej bardziej. jednym slowem czysta męczarnia i to aż 3 razy w tygodniu. Na zdrowie mi to na pewno nie wyszło, bo bardzo sie stresowałam :O

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
W liceum uwielbiałam wf, to był jeden z moich ulubionych przedmiotów! Miałam fantastycznego wfistę, który nie dość, że nie traktował swojej pracy jak nieprzyjemnego obowiązku, to jeszcze w 1 dzień nauczył mnie dwutaktu, czego kobieta z gimnazjum nie potrafiła zrobić w trzy lata. Dało się z nim dogadać, zawsze dawał nam wybór w co gramy, a jak ktoś nie chciał grać np. w kosza to mógł pograć z drugą klasą albo z chłopakami w coś innego np. w ręczną ;) Jak miałyśmy jakiś totalnie zawalony tydzień, to brał nas na spacery w ramach dwóch godzin wf, zorganizował nam naukę tańca (uczyli nas koleżanka i kolega, którzy tańczyli bardziej 'zawodowo'), generalnie bardzo miło to wspominam, uwielbiałam wf ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ja mialem tak samo, tylko z pilką nożną :O Co lekcję to samo, zawsze mnie na bramkę dawali i wybierali jako ostatniego, a w momencie gdy ktoś mi strzelil, w moją stronę leciały okropne komantarze. Raz nawet jeden koleś wskurzyl się, że puścilem i uderzyl mnie pilką w twarz, nauczyciel oczywiście nie zauważył.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja jestem w gimnazjum i mam wf 4 razy w tygodniu. Na szczescie 2 godziny to basen wiec zostaja tylko dwie godziny. Wfu nie lubie, przynajmniej do tej pory nie lubilam bo sie przenioslam. W bylej szkole non stop gralismy w reczna i koszykowke, mam nadzieje ze tu bedzie lepiej 😠

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
nienawidziłam wf-u, od podstawówki do liceum, na studiach mam dopiero za rok. U mnie też zawsze siatkówka i jęki "sportsmenek" jak się nie odbiło... Z dwojga złego wolałam koszykówkę, przynajmniej nie było, że było moje, a nie odbiłam. ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Z tymi grami zespołowymi to w podstawówce grając w siatkówkę nigdy nie mogłam złapać piłki (graliśmy na łapane, żeby łatwiej było), w gimnazjum grając w palanta przez trzy lata wfów nie złapałam piłki ani razu, ale na studiach zapisałam się na siatkówkę i w miarę szybko doszłam do normalnego poziomu pozwalającego na grę w drużynie, czyli takie byle odbić, a ktoś w drużynie pomoże, bo są trzy odbicia po jednej stronie i było spoko, potem jeszcze lekko się wprawiłam w miarę czasu i jest zabawa, także nie należy się zniechęcać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja jestem po studiach i też dobrze nie wspominam WF-u. Im później, tym było lepiej. W podstawówce i w gimnazjum nie lubiłam tych zajęć. Zwłaszcza w gimnazjum, gdzie prawie zawsze musieliśmy grać w siatkówkę, której ja nie lubiłam, a większość klasy przeżywała każde złe odbicie i każdy stracony punkt. Dobrze grałam w koszykówkę, ale graliśmy w nią tylko kilka razy w roku. :/ W liceum już było lepiej. Co prawda dalej najczęściej rządziła nieszczęsna siatka, ale klasa miała zupełnie inne podejście - na luzie, każdy traktował to jako zabawę i nie miało znaczenia, czy ktoś dobrze gra czy nie. Na studiach w ramach WF-u miałam basen, z czego nie byłam zadowolona, bo nie umiem pływać. Na szczęście było tam sporo takich osób jak ja i dobrze się wśród nich czułam. Były też zajęcia na sali - różnorodne ćwiczenia i gry zespołowe, fajne, ale o kosmicznej dla mnie porze - 7.30.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
lubie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kkkkkkkkkkkkkkkkkkk
ja lubie ale nie lubie jak gramy w noge albo idziemy na huragan!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kkkkkkkkkkkkkkkkkkk
lubie ale nie lubie biegać!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja uwielbiam w-f. Bałam się gier zespołowych bo inni nie uważali tak jak ja i często byłam mocniej kopnięta mimo że bardzo uważałam i dostawałam kijami do hokeja. Najbardziej lubiłam jak pan dawał nam wycisk. Ciągle na to czekałam . Ja się cieszyłam inni się smucili

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość farellka
Ja bardzo nie lubiłam tego przedmiotu. Nie znosiłam gry w piłkę - koszykówki, siatkówki, ręcznej a wf polegał na tym, że rzucali piłkę i tak sobie graliśmy. W 5 klasie szkoły podstawowej miałam połamaną rękę - w 5 miejscach w stawie. Do dzisiaj jest słabsza i przy większym wysiłku boli. Dlatego też koszykówka czy siatkówka były dla mnie trudne. W gimnazjum inni nabijali się ze mnie. Szczególnie jedna dziewczyna. Sam sport bardzo lubię: rower, łyżwy, bieganie. Niemniej uważam, że powinni zrobić pewną rewolucję w nauce wychowania fizycznego. Piłka jedynie na sekcjach (niech chodzą Ci co lubią) a dla dziewczynek w ramach ćwiczeń: siłownia taniec aerobic ewentualnie joga.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
dokladnie mam te same wspomnienia! nie cierpialam wfu praktycznie od samego poczatku. dla mnie horrorem bylo, ze ktos ocenial moja sprawnosc fizyczna na oceny - od malego duzo biegalam po podworku, moglam spedzic tam caly dzien, ale nigdy nie mialam ani odwagi ani dosc sily, by wspinac sie na drzewa czy na trzepaki, ktore byly duzo wyzej niz ja. mam od malego po prostu slabe miesnie. ale ruch uwielbialam. gry zespolowe tez byly dla mnie koszmarem. jestem okularnikiem, wiec bywalo, ze obrywalam pilka. cwiczenia bez okularow byly ciezkie, bo mam dosc duza wade. i tak zle i tak niedobrze. do tego podejscie innych dzieciakow - kazda gre traktowali jak mistrzostwa brrr. tyle dobrze, ze znajdowalam sobie nieraz jakas nisze;) tzn w podstawowce dobrze trafialam do kosza, wiec dwoch kolegow, ktorzy byli dobrzy w grze jako takiej brali mnie do siebie, bo wiedzieli ze im napykam troche punktow samymi trafieniami. W gim na poczatku mnie przesladowali za te wfy, ale potem sie okazalo ze umiem dobrze przebijac pilke przez siate (nie wiem co to za pozycja, tuz przy siatce na srodku). Ale tak to byl dramat;) wiec cale LO siedzialam sobie na lawce, mialam zowlnienie lekarskie albo w ogole nie chodzilam. Aha i mialam pecha - moi wuefisci byli totalnymi idiotami. Doslownie. w LO mialam nawet wychowawce totalnie tepy czlowiek. Teraz pracuje w szkole sama i kolezanki i koledzy od wf to inteligentni, fajni ludzie, nie wiem czemu wtedy tak trafialam. Ale gdy slysze ich skargi, ze dzieciaki nie uczeszczaja na wf, ze notorycznie uciekaja, to sie tym dzieciakom szczerze mowiac nie dziwie. Lodowato zimna sala, silownia to samo - oblesna i zimna. Szok. To prawda - lekcje wf w Polsce powinny sie zmienic, bo inaczej bedzie coraz gorzej,

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×