Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Jola de Palma

Franciszkowa rewolucja w Kościele

Polecane posty

Gość Jola de Palma

"W Kościele nadchodzi być może koniec rydzykowego szczucia na siebie ludzi. Cezary Michalski: Czy to co się ostatnio dzieje w polskim Kościele – kary dla niepokornych księży, zakazy wypowiadania się publicznie, usunięcia z parafii... – to jest „efekt Franciszka”, który ośmielił do buntu osoby bardziej nieautorytarne, które kiedyś wybrały Kościół jako instytucję chrześcijańską, a nie jako narzędzie wojny kulturowej czy „zemsty Boga”, czy też jest to wyłącznie pacyfikacja przeprowadzana przez konserwatywną strukturę prewencyjnie, zanim „efekt Franciszka” naprawdę dotrze do Polski? Prof. Stanisław Obirek: Każdy przypadek jest inny. Ta eskalacja emocji ma różne źródła. Ale przy wszystkich różnicach sądzę, że wpływ na postawę tych ludzi ma także i to, że dostają informację zwrotną, że ich losy nie są obojętne także katolikom, także mediom, że ta reakcja nie jest wyłącznie reakcją potępienia. A to wszystko wynika również ze zwiększonego zainteresowania Kościołem w momencie krystalizowania się kierunku pontyfikatu Franciszka. Nawet publicyści tak reprezentatywni dla mediów prawicowych, jak np. Tomasz Terlikowski, wyraźnie chwieją się w swoich opiniach. Argument ex auctoritate, gdzie ksiądz to jest ktoś, kto z założenia słucha swoich przełożonych, nie jest już wystarczający, żeby zablokować dyskusję, jeśli ta odwołuje się do autorytetu wyższego, który w Kościele powinien być kluczowy, autorytetu Ewangelii, autorytetu sumienia. Nawet Terlikowski napisał już zatem parę tekstów, w których stara się wsłuchiwać w powody, dla których księża czy zakonnicy starają się artykułować swoje poglądy na Kościół i swoje poczucie krzywdy. Ks. Lemański tak konsekwentnie odwołuje się do Watykanu, bo liczy na to, że Watykan Franciszka to nie będą już tylko kazamaty i spiżowa brama, za którą jakiekolwiek racje „niższych rangą” duchownych absolutnie nie docierają. Myślę, że w wypadku o. Mądla jest podobnie, a dodatkowo zadziałał tu fakt, że Franciszek jest jezuitą. Ci księża uprawiają też publicystykę, w której z entuzjazmem komentują to, co robi papież. Nawet bym tego nie nazwał tak skrótowo „efektem Franciszka”, ale wpływem krytyki wewnątrzkościelnej, którą coraz wyraźniej uprawia nowy papież, a która w polskich realiach oznacza krytykę przepychu dworów biskupich, limuzyn biskupich.... Także autorytarnego i arbitralnego sprawowania władzy, dominacji, różnego typu aktów jawnej przemocy wobec sumienia podwładnych. Wydaje mi się, że nie poczynię jakiejś nadinterpretacji, jeśli powiem, że Franciszek zachęca wręcz do takich „niesubordynacji” dokonywanych w imię Ewangelii i wolności sumienia przeciwko personalnym nadużyciom władzy. Mówiąc wyraźnie, że ten monolit i ślepe posłuszeństwo są dla Kościoła niedobre. Powtarzając, że bez względu na „rangę” trzeba być świadomym swoich racji, swoich praw. To na pewno dotyka zwłaszcza takich feudalnych struktur, które, jak w Kościele polskim, zupełnie nie liczyły się z głosami oddolnej krytyki. To jest już artykułowane przez papieża we wszystkich możliwych obszarach, bo to jest inne spojrzenie na dialog chrześcijańsko-żydowski, na sposób uprawiania duszpasterstwa, na problem możliwości różnych interpretacji doktryny kościelnej, na stosunek do materialnego przepychu władzy w Kościele, na język komunikowania się z wiernymi. To nie jest różnica doktrynalna, ale różnica formy, innego mówienia o tych samych prawdach doktrynalnych i ich stosowania. A mimo to już powoduje poczucie zagrożenia dla establishmentu biskupiego wychowanego w dotychczasowych standardach posłuszeństwa i braku rozmowy. Czy deklaracje i działania Franciszka są wciąż możliwe do zamknięcia w granicach „zmiany formy”, czy też mamy do czynienia z ośmielaniem fermentu doktrynalnego? Jest bowiem u wielu tradycjonalistów nadzieja, że to będzie wyłącznie zmiana języka. I jak sami zaczną więcej mówić o biednych, że „są z nimi”, to „przeczekają Franciszka” tak jak „przeczekali Sobór”. Sytuacja jest dynamiczna. Ja pamiętam swoje bardzo entuzjastyczne odczucia po pierwszych zachowaniach Franciszka, czyli marzec-kwiecień, gdzie ten język rzeczywiście był rewolucyjny, szczególnie jak na znormalizowaną czy ezopową mowę watykańską. On od początku mówił ludzkim językiem i zaczął się zachowywać w sposób nieprzewidziany etykietą. I nawet jeśli te rozgraniczenia są zasadne, język i doktryna to jednak są dwie różne rzeczy, to wiemy, że nie da się tego do końca rozdzielić. To jak mówimy wpływa także na treść. Wystąpienia Franciszka podczas wizyty w Brazylii, którą śledziłem bardzo uważnie, trochę osłabiły mój pierwotny entuzjazm. Tam padły słowa adresowane wyraźnie do teologów wyzwolenia, że marksizm to nie jest droga Kościoła. Franciszek powtórzył wcześniejsze zarzuty Jana Pawła II i Ratzingera. A z drugiej strony, w sposobie, w jakim Franciszek mówi o odrzuconych, marginalizowanych, upokorzonych, o wykluczeniu społecznym... nawet jeśli doktrynalnie odrzuca inspiracje filozoficzne teologii wyzwolenia, to przejął jej centralne przesłanie, idące od lat 60., czyli żądanie zbliżenia Kościoła do ubogich i zmarginalizowanych, stanięcia wręcz przez Kościół wyraźnie po ich stronie. Franciszek zachowuje się niejednoznaczne, ale myślę, że czyni to bardzo świadomie. Z jednej strony chce uspokoić konserwatystów, że rewolucji nie będzie, nie będzie zmiany doktryny... Tym bardziej wiedząc, że po pontyfikatach Jana Pawła II i Benedykta XVI, o których najbardziej eufemistycznie można powiedzieć, że nie pogłębiały reformy soborowej, a bardziej wprost, że ją wygaszały, mógłby się liczyć z reakcją silniejszą niż schizma Lefebvre'a. Tę silną konserwatywną tendencję w Kościele papież chce uspokoić, ale z drugiej strony – i to jest ta dwuznaczność – wyraźnie lokuje się w zupełnie innej tradycji Kościoła. Mówiąc, że chce przeczytać książkę Leonardo Boffa, współtwórcy teologii wyzwolenia, że chce beatyfikować arcybiskupa Romero. W ten sposób pokazuje, że to wszystko, co jest drogie teologii wyzwolenia i biskupom, którzy nigdy się od tej tradycji nie odżegnali, jest też ważne dla niego. Można tę postawę nazwać „realistyczną”. To jest początek tego pontyfikatu, Franciszek jest papieżem dopiero pół roku i teraz testuje, jak daleko i jak szybko można się posunąć. Jak na razie, dzięki tej niejednoznaczności, udaje się Franciszkowi unikać jawnych buntów. To jest elastyczność podyktowana obawą o jedność Kościoła. On wyraźnie „nie domyka” swoich doktrynalnych sformułowań. Ale jednocześnie, na to zwrócili już uwagę komentatorzy watykańscy, świadomie tak często nie porusza kluczowych dla Jana Pawła II czy Benedykta XVI kwestii z obszaru biopolityki, a więc aborcji czy in vitro. W ogóle też nie używa kluczowego dla Jana Pawła II terminu „cywilizacja śmierci”. Gdyby wydobyć własne słowa-klucze i formuły językowe Franciszka, to po pierwsze jest mówienie w pierwszej osobie: ja jestem grzesznikiem, ja powinienem się nawrócić, ja odkrywam Boga... On umiejętnie stwarza w ten sposób zupełnie nową płaszczyznę porozumienia z odbiorcą. Nie ma urzędu nauczycielskiego, który jest dysponentem pewności, a biednego zagubionego człowieka ze swych wyżyn naucza o prawdzie." całość: http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20130923/obirek-franciszek-sprawdza-jak-daleko-moze-sie-posunac

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Jola de Palma
"Wróćmy do reakcji polskich. Większość mediów katolickich, tak jak one dziś wyglądają w naszym kraju, nie ośmiela się formułować wprost krytyk antypapieskich, choć nawet pojawiły się już tam wątpliwości wobec „sformułowań Franciszka”. Tym ostrzej jednak atakowani są ks. Lemański czy o. Mądel. Atakowany jest Tygodnik Powszechny, który zaczął nauczanie Franciszka prezentować bez manipulacji. Czytałem nawet wypowiedź jednego z dawnych liderów antykomunistycznej Ligi Republikańskiej, który religią nigdy się nie interesował, a teraz nagle stwierdził, że „w moim Kościele nie chcę takich księży jak Lemański czy Mądel”. Wielu świeckich prawicowców atakuje księży powołujących się na Franciszka brutalniej, niżby to robili bardziej tradycjonalistyczni księża czy biskupi. Nie mają ograniczeń, bo wielu z nich Kościół nigdy jako instytucja religijna nie interesował i nie zainteresował. To jest inny problem, myślę, że on się zaczął w momencie, kiedy PiS doszedł do władzy. Kiedy ci publicyści zaczęli „zbliżać się do Kościoła” już nawet nie w logice „wojny kulturowej”, ale w logice wojny politycznej, partyjnej, żeby Kościół użyć jako narzędzie walki politycznej. W tej nowej logice nawet konserwatyści z PO mogli zostać zaatakowani za „prześladowania Kościoła”. I niestety są księża, a nawet biskupi, którzy się na to zgadzają. To się nazywa polityzacja religii. Ale często jest tak, że świeckość się tym ludziom wcześniej zupełnie rozpadła. A Kościół, od czasu zniszczenia „Solidarności” w latach 80., zachęcał, żeby te utracone świeckie zaangażowania przenieść na Niego, przedefiniować religijnie. Jeszcze jednak w latach 80. Kościół był postrzegany jako instytucja broniąca praw człowieka. Natomiast w momencie, kiedy system się zmienił, od kiedy mamy demokrację i pluralizm, te deklaracje żywiołowej sympatii do katolicyzmu stały się bardziej wyraziście związane w wyborami ideowymi idącymi spoza religii. Mógłbym tu przywołać Pawła Lisickiego, który jest o tyle interesujący, że jest autorem z ambicjami teologa. I bardziej wyraźnie artykułuje to, co naprawdę wybiera w tym obszarze, kiedy deklaruje: jestem katolikiem, stanąłem po stronie Kościoła. Jego książki wskazują na odrzucenie całego Soboru i jego nauczania. To jest oczywiście bardzo subtelnie robione, niełatwe do rozpoznania na pierwszy rzut oka, ale widać, że wszystkie osiągnięcia posoborowej teologii, czyli otwarcie na inne wyznania, dowartościowanie czynnika indywidualnego i autonomii człowieka – są przez niego postrzegane jako rozmywanie chrześcijaństwa, jako antykatolickie. Tyle że ten pakiet konserwatyzmu politycznego utożsamianego z katolicyzmem był przez ostatnie parędziesiąt lat jednoznacznie pozytywnie oceniany przez Kościół. Nie tylko przez biskupów, ale też teologów. Tymczasem Franciszek stawia ogromny znak zapytania nad tą arogancką pewnością siebie wszystkich ludzi, którzy chcieli z Kościoła uczynić narzędzie własnego politycznego czy ideologicznego konserwatyzmu, prawicowości, ataku na nowoczesność. Nowy papież mówi: a co, jeśli to ci, którzy zadają pytania, ci którzy nie mają absolutnej pewności, co jeśli to oni są po stronie światła, a dogmatyzm połączony z pychą i delegowaniem zła na zewnątrz siebie jest po stronie ciemności? Do tej pory ta retoryka „wojny cywilizacji” świetnie służyła zideologizowanym publicystom do objaśniania rzeczywistości polskim katolikom, bo miała sankcję albo przynajmniej milczące przyzwolenie Kościoła powszechnego kojarzonego z papiestwem, z Watykanem. Od czasu pojawienia się Franciszka to się zmienia. Te armaty nadal są wycelowane, ale Franciszek mówi, że przeciwnika nie ma. One strzelają po próżnicy, ci ludzie strzępią sobie języki po próżnicy, bo przeciwnik nie jest ten, którego oni tak mechanicznie, prosto i od dawna zwalczają. Nie ma tego przeciwnika. To jest trochę jak późny Gierek. Propagandowo walczymy ciągle z kapitalizmem, z imperializmem zachodnim, a tak naprawdę tęsknimy, żeby wreszcie on do nas zawitał. Podobnie jest z naszą sytuacją dzisiejszą, która jest trochę takim zawieszeniem. Prawicowy dyskurs używa Kościoła, żeby się legitymizować, a Kościół słowami Franciszka powtarza coraz wyraźniej, że nie ma z tym językiem i z tą tożsamością nic wspólnego, że to, co prawica polska powołująca się na Kościół uważa za wroga Kościoła, sam Kościół uważa za partnera, za kogoś, z kim należy prowadzić dialog, a nawet formułowana przez tego kogoś krytyka Kościoła musi być przez Kościół wzięta na poważnie. To wszystko się w Polsce nie zmieni z dnia na dzień, ale myślę, że już mamy pewne osłabienie temperatury. Myślę, że tak jest na przykład z ks. Dariuszem Oko. On wszedł w homofobię, w walkę z homoseksualizmem jako złem absolutnym. I nagle traci oparcie, bo papież mówi: „kim to ja jestem, żeby ich osądzać?”. Ci najwyrazistsi teolodzy i publicyści tracą grunt pod nogami, bo tracą oparcie w stanowisku samego papieża. Ciągle jednak jest pytanie o reakcje polskich hierarchów, o układ sił w Episkopacie. Z tego punktu widzenia bardzo ciekawa była bardzo jednoznaczna deklaracja abp. Józefa Kowalczyka przeciwko upartyjnieniu Kościoła, z wyraźnym wskazaniem, o jakie zachowania księży i biskupów mu chodzi. Jednak poza tym mamy w episkopacie głośnego abp. Hosera i ciszę. Myślę, że wywiad abp. Kowalczyka, odchodzącego prymasa, jest zaskakujący tylko dla kogoś, kto zapomniał o języku Kościoła jeszcze sprzed 20 czy 30 lat. To była głównie dyplomacja negocjująca to co możliwe. Dziś ten dawny język watykańskiego dyplomaty zabrzmiał w Polsce inaczej, bo głosem dominującym polskiego Kościoła stał się już od dawna konfrontacyjny głos abp. Michalika, bp. Ryczana... nie kryjący także sympatii i antypatii politycznych, czasem wręcz partyjnych. Głos tych biskupów, którzy bardziej przejęli się retoryką Radia Maryja, niż retoryką watykańską. Ale głos abp. Kowalczyka to jest typowy głos watykański, który ugrywa to, co możliwe. Jednak słusznie się uważa, że abp. Kowalczyk nominował wraz z Janem Pawłem II większość obecnego episkopatu, więc to ostrzeżenie przed upartyjnieniem Kościoła jest także sygnałem dla obecnego nuncjusza abp. Celestino Migliore, który będzie miał decydujący głos przy powoływaniu nowych polskich biskupów. Zatem jest dla mnie optymistyczne, że pojawił się głos przywracający choćby funkcję Kościoła jako siły mediującej, a nie konfliktującej. Myślę, że ten głos będzie jakoś wyznaczał kierunek nominacji. Oczywiście w obowiązującym dzisiaj także w polskich mediach świeckich języku, powiedzą, że to Duch Święty wyznacza biskupów, a On wymyka się kategoriom socjologicznym, świeckim. Ale dla mnie jednak ten głos prymasa Kowalczyka wskazuje na zmianę warty. Na to, że możliwy jest koniec rydzykowego szczucia na siebie ludzi, a zamiast tego pojawienie się na czele polskiego Kościoła ludzi rozumiejących służebną funkcję tej instytucji w społeczeństwie pluralistycznym. Nawet jeśli to brzmi życzeniowo i optymistycznie, wydaje mi się że jest to bardziej prawdopodobne w okresie pontyfikatu Franciszka. "

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gongorrrek
spasiony i władczy polski kler nie odpuści. Oleją Franciszka i będą dalej robić swoje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
jola =maciek b

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
I ty wierzysz że ktoś to będzie czytał o tej godzinie, szkoda że wyborczej nie wkleiłeś

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
widzicie Maciek B w akcji ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość angelika z podlasia
Obirek to znawca KK i teologii, to także jezuita. On wie co w trawie piszczy. Franciszek to nowyt Chrystus który obali faryzeuszy Michalika i Rydzyka, unieważni też Terlikowskiego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość angelika z podlasia
Opus Dei kaputt, prawica katolicka kaputt. Rewolucja w Kościele u bram jego już jest. Franciszek to św. Jerzy, który ubije smoka władzy i pazerności Kościoła.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kjhgfdsa
takiego trzeba było

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ksionc Natan
Hydra polskiego KK zostanie ubita !

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Bonghol
JPII w grobie sie przewraca widząc Gorbaczowa we Franciszku. On wie co zrobił Gorbaczow z ZSRS.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ksionc Natan
Kuria alno ubije Franka albo go wysle na przedwczesną emeryturę w Andach.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Jola de Palma
"Czy można powiedzieć, że mamy pierwszego od czasów Jana XXIII papieża rzeczywiście lojalnego wobec Soboru Watykańskiego II, a nawet entuzjastę tamtego soboru? Myślę, że wreszcie mamy powrót do ducha, a nie tylko litery soboru. Jednak to co się dokonało w otwarciu Jana XXIII na świat, to było zupełnie inna epoka. Tu mamy do czynienia z nową jakością, bo dla Franciszka zarówno Michel de Certeau, jak też kategorie Vaticanum II, kategorie teorii i praktyki nowoczesności, to jest przestrzeń, w której on żyje, która go ukształtowała. I on to jednoznacznie mówi adresując się do katolików. Co ważne, de Certeau był przez wiele lat stygmatyzowany jako wręcz niechrześcijanin, ktoś kto się „wyrzekł”, „zdradził”. Mimo że to nigdy nie była prawda. A teraz okazuje się, że dla papieża Franciszka właśnie de Certeau wraz z teologami wyzwolenia to jest inspiracja, punkt odniesienia, wręcz formacyjne otoczenie. To jest ciekawe i mnie napełnia optymizmem. Mój przyjaciel, amerykański jezuita John O’Malley, komentując dla tygodnika jezuitów z USA omawiany przez nas wywiad Franciszka napisał, że on nie musi komentować soboru, bo on nim żyje. Myślę, że to bardzo trafna uwaga. Znowu pytanie o możliwość recepcji tego wszystkiego w Polsce. Tygodnik Powszechny, nawet ostrożny, to wyspa na morzu nieufności, niechęci. Media katolickie i ludzie używający Kościoła jako narzędzia wojny cywilizacji, a nie jako miejsca ewangelizacji czy przeżywania wiary, udają że nic się nie dzieje, zamazują, zagadują papieża. Abp. Leszek Sławoj Głódź, który ze swoich pałaców i spośród swoich danieli jedzie limuzyną do Częstochowy, mówi tam do wiernych, że on jest jak Franciszek, bo walczy z „kolonizacją Polski” i broni religii smoleńskiej. Nikt mu w polskim Kościele nie zwróci uwagi, że nie mówi prawdy. Większość mediów katolickich i większość hierarchów akceptuje jego praktykę zarządzania instytucją. To jest zaklinanie rzeczywistości. Myślę, że to są ostatnie podrygi tego „Kościoła tryumfującego”, „konfrontacyjnego”. I myślę, że decydujące jest to, co zrobił Franciszek z polskim nuncjuszem w Dominikanie, bp. Wesołowskim, czyli odwołanie go ze względu na posądzenie o pedofilię. To jest prawdziwy początek zmiany. Oni przestali być nietykalni. To zostało przez papieża pokazane całemu Kościołowi."

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Franciszek to prawdziwy chrześcijanin, pełen miłosierdzia i dobroci.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Maciek B to prawdziwy prawik, pełen zawiści i niewyżyty seksualnie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
franciszek to ciota robi co mu się każe to marionetka kogoś innego!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Maciek B spędził wakacje na kafeterii!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Ornelka z Michałowa
papa Franciszek jest cooool !!! On nam pokazuje czym jest chrześcijaństwo - miłością i miłosierdziem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jolka___x
nasi biskupi trzęsą tyłkami że będą musieli oddać swoje pałace biednym

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kiełbaśnik
ciekawe co natanek mówi na temat franka pewnie że jest agenturą szatana i niszczy kościół

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość różowypalusznik
Franio kocha chłopaków różowych :-))

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość MMaliniara
Franciszek jest super papcio !

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
rewolucja w kościeleD:D:DTo mniej więcej tak samo prawdopodobne jak piekarnik w zamrażalniku:P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jak mnie bedziesz dalej w******ł to sie do Ciebie przejade i zrobie Ci rewolucje w uzebieniu:P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
miszcz weź się ogarnij

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
No co?:(Nie mam gdzie i po co jechać to sie przejade do poznania spacyfikować tego kretyna:P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
no dobra, to jedź

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Franek rozwala beton koscielny i ciekawe co zrobi polska hierarchia. Albo uda , że nie słyszy albo oplują Franka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×