Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

I want to die

Polecane posty

Gość gość

nie wiem czy ktoś się zainteresuje, ale chciałabym to tutaj napiac.. bo może w jakiś sposób mi ulży i sprawi, że sama świadomośc, że ktoś się przejmie tym i przeczyta to, mi pomoże.. mam 17 lat, uczę się w liceum.. w swoim życiu może i nie przeżyłam jakiś traumatycznych zdarzeń, czegoś co na dobre zmieniłoby moją psychikę i nastawienie do życia.. ale jednak.. nigdy nie otrzymałam miłości od swoich rodziców, po prostu nigdy mi jej oni nie okazywali, przez co nie wiem, np. co to znaczy miłośc macierzyńska. moja mama nigdy sama od siebie nie pwoiedziała mi że mnie kocha, nigdy mnie nie przytuliła, nie zainteresowała się moimi sprawami.. z resztą nigdy nie miałyśmy dobrego kontaktu, ale teraz ciągle dochodzi do awantur, do tego stopnia nawet, że kiedy wyjechałam na miesiąc z domu, po moim powrocie ona potrafiła mi powiedziec że lepiej było w domu beze mnie, bo przynajmniej nikt się nie kłocił.. powiedziała mi kiedyś że "g***o w życiu mam i g***o będę miec", że nie jestem niczego warta i do niczego się nie nadaję, dlatego nic nigdy nie osiągnę.. to przykre coś takiego usłyszec, jeszcze z ust swojej matki. ja teraz nie oczekuję, że sytuacja się zmieni.. ale już sama nie mam siły tego znosic, czasami zdarza się jej wpasc w taką złośc, że mnie uderzy.. zdarzyło się już nie raz, taka prawda.. nigdy nie przeprosiła, nie powiedziała nawet że jej przykro.. tak jest już od dawna.. od ponad dwóch lat.. przez to właśnie się ciełam, bo nie umiałąm sobie poradzic z problemem, był okres kiedy nie miałąm nikogo, nie byłam lubiana we wcześniejszej szkole i praktycznie nie miałam znajomych, to wszystko sprawiło, że moja samoocena, już i tak niska, jeszcze bardziej się obniżyła.. nienawidziłam sama siebie, za to jakim jestem człowiekiem, przez to, że tyle razy słyszałam jaka jestem beznadziejna, sama w to w końcu uwierzyłam i to mnie zniszczyło.. już nie raz chciałam to skończyc, ale jakoś zawsze brakowało mi odwagi.. żyję z dnia na dzień, nie jestem szczęśliwa i chyba też nie potrafię cieszyc się z tego co mam. jednak wierzcie mi na słowo, już dawno nie czułam się spełniona, zadowolona, ciągle ogarnia mnie pustka, której nie potrafię niczym zapełnic.. teraz nie oczekuję litości, nie chcę też żeby ktoś mnie oceniał, po prostu napisałam to, bo może w ten sposób jakoś mi ulży, choc na chwilę

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Black_Butterfly
Masz 17 lat. Staraj się, wyprowadz sie, zakochaj się, załóż rodzine, nie bądź jak swoja matka, okazuj miłość dzieciom, stwórz prawdziwy dom. Innego rozwiązania nie widze. Daj coś czego sama nie otrzymałaś a chciałaś. O matce zapomnij. Bynajmniej ja bym tak zrobiła...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Każdy chce umrzeć bo tak najłatwiej. Powiedzmy to razem, kij jej w oko. To nie Ty niedługo będziesz starym babsztylem wymagającym pomocy. Ja bym pielegnował w sobie nienawiść do niej i całą energię przelał w np. naukę. w coś żeby odnieść sukces. Jeszcze znajdziesz chłopaka, pracę i będziesz szczęśliwa. Teraz masz przetrwać :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
właśnie przez to, że sama nie otrzymałam miłości od najbliższych, teraz trudno jest mi ją dac komuś innemu.. w relacjach z chłopakami, też mi się nie układa, bo był tylko jeden chłopak na którym bardzo mi zależało i właśnie On pojawił się wtedy, kiedy najbardziej potrzebowałam bratniej duszy, mieliśmy świetny kontakt, był równocześnie moim przyjacielem.. ale później stało się coś, co wszystko zmieniło i dzisiaj oboje udajemy, że się nie znamy.. na prawdę chciałabym się zakochac, ale jest to trudne dla mnie i może też przez to straciłam motywację.. pogrążyłam się w swoich problemach dlatego, że ciągle jestem sama, sama z tymi wszystkimi problemami, trudno jest mi coś zmienic..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
z tatą miałam kiedyś bardzo dobry kontakt, ale od czasu, kiedy zaczęły się codzienne awantury z matką, on woli usunąc się w cień.. po prostu wychodzi, kiedy widzi, że się kłócimy, albo przyznaje matce rację, tylko dlatego, żeby później nie musiec słuchac od niej ciągłych pretensji.. trudno jest nie miec wsparcia, w obu rodzicach..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Black_Butterfly
Też jestem sama, też siebie nienawidze. Z chłopakiem jest tak: Straciłąm z nim dziewictwo, jest nadal dla mnie bardzo ważny, a on co jakiś czas przyjdzie do mnie, pocałuje, narobi nadziei, a nastepnego dnia musze patrzec w szkole jak przytula albo całuje inne. ._. Myśli samobójcze? 24/dobe. Psychoterapeuci nie umieją dotrzeć dlaczego. Bo nie umiem rozmawiać. Chcą polepszyć moje relacje z rodzicami, ale chu*ja warte to wszystko (za przeproszeniem) Przestałam do niej chodzić. Wkurzała mnie, o wszystko pytała. 50 minut ciągło się w nieskończoność. Pytała nawet o mój pokój, żebym go opisała, opisałam każdy drobny szczegół, żeby było mniej czasu na inne pytania. Też mam dość życia, ale cóż...Cały czas jest jeszcze ta j****a nadzieja, że może przyjdzie taki jeden magiczny dzień i wszystko się zmieni. Mam też problemy z kompleksami. Obżeram i głodze się na zmiane. Do tego przeczyszczanie. Ale to już inna bajka. Tez sie samookaleczam, pije, zaczełam wagarować. Wow, mam 14 lat. hahahaha. Teraz pewnie będzie, że jestem Pseudo-emo-gimbem. Przetrwaj to, walcz ze mną. Walcz, aby przeżyć. Kiedyś nam to wynagrodzą.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ale moje problemy chyba nie opierają się na tym, że zostałam zraniona przez chłopaka, z tym jeszcze jakoś sobie potrafiłabym poradzic, gdyby to tylko o to chodziło.. owszem, też zostałam zraniona i dużo mnie kosztowało, to wszystko co się stało.. ale bardziej boli mnie sytuacja w domu, a jakby na to nie patrzec, jest to póki co, miejsce w którym się wychowuję i nie mam możliwości wyprowadzenia się, bo nawet tą 17. mam dopiero w grudniu. więc do pełnoletności mi jeszcze trochę brakuje, a nawet jakbym miała to 18 lat.. to niby jak mam się wyprowadzic, skąd wziąc pieniądze ? przecież prawie skończyłabym szkołę, a z samą maturą raczej szerokich horyzontów nie mam.. a przecież trzeba za coś życ, więc jestem całkowicie uzależniona od rodziców

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Black_Butterfly
Musisz wytrzymać. Przeczekać. W domu też nie mam kolorowo. Po mordzie nie raz od nich dostałam. Kłóce się codziennie z nimi, o wszystko. Ostatnio nie kłóciłam sie z nimi...na wakacjach, jak przy rodzinie byłam. A tak to cały czas. Serio też nie wytrzymuje. Mam 14 lat...też prędko się raczej nie wyprowadze...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×