Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Toksyczna rodzina

Polecane posty

Gość gość

Potrzebuje obiektywnej opinii do mojego problemu. Długo sie nosiłam z opisaniem tego ,ale zawsze odwlekałam, bo może to tylko ja żle myślę.... a wcale tak nie powinnam . Opisuje to na forum ponieważ może lepiej, że nikt mnie nie zna i spojrzy na to trzeżwym okiem. Postaram się streścić swoją historię do minimum. W zasadzie nie wiem od czego zacząć, bo musiałabym wiele wątków poruszyć by ktoś zrozumiał moje położenie. Pochodzę z małej miejscowości gdzie brakuje wielu możliwości dla młodych osób jak praca czy jakieś spędzanie wolnego czasu. W tym roku skończę 28 lat. Jestem osobą urodzoną z wcześniaczej ciąży mnogiej , niepełnosprawną z racji wady wzroku od urodzenia oraz wypadku który miałam jak byłam mała. Ale funkcjonuje normalnie poza problemem ze słabszym wzrokiem, Do tej pory jednak odczuwam swój słabszy stan zdrowia i wlecze się to za mną . Z tego powodu wychowywana byłam pod kloszem w mojej rodzinie. Moja mama całe życie mi nadskakiwała, nie rób bo żle zrobisz, więc większość obowiązków ona wypełniała jak pranie gotowanie sprzątanie. Do moich obowiązków należało tylko chodzenie do szkoły i bycie grzeczną posłuszną dziewczynką siedzącą w domu. Nie mogłam się im sprzeciwiać. Nie trudno się dziwić , że kobieta pewnego dnia się obudziła i doznała wielkiego szoku, że jej dziecko dość, że niepełnosprawne to jeszcze nie potrafi nic prawie w domu zrobić. W szkole nie byłam najlepszą uczennicą - byłam przeciętną raczej jednostką. Rodzice kiedy byłam mała i potem nastolatką zajmowali się firmą ,a każda moja inicjatywa spędzania czasu poza domem była wręcz ignorowana. nie bo nie ma jak dojechać, nie bo nie będziesz miała jak wrócić, nie bo ja nie mam czasu by ciebie odbierać i całe moje dzieciństwo do 19 r ż spędziłam w domu zamiast rozwijać się w jakims sporcie czy innej dziedzinie i mieć jakieś inne zajęcie poza szkołą. Nie nie mogę powiedzieć, że nie mieli kasy, mieli jej bardzo dużo, ale ojciec wolał inwestować w swój high life zapominając całkowicie o rodzinie i dzieciach. Tak jak wspomniałam wcześniej jakie kol wiek moje zainteresowania nie były brane pod uwagę, jeżeli wyszłam do koleżanki to tylko do 19 bo potem nie było autobusu by wrócić do domu kiedy byłam już prawie dorosła. Po zdanej maturze poszłam na studia do najbliższego większego miasta by być pod ich kontrola wierząc, że nie jest to jakiś trudny kierunek i jakoś dam sobie radę. Chciałam by rodzice byli ze mnie dumni. Byłam uparta do czasu, kiedy wykładowy zaczeli mi kłaść kłody pod nogi i raz nawet zasugerowała mi wykładowczyni, że jak przyjdę do na poprawkę to nie mam co liczyć na zaliczenie. I to był koniec mojej walki o swoje studia. Zrezygnowalam z tego kierunku bo wiedziałam, że jest on ponad moje siły i może też kondycję fizyczną. Wróciłam do domu do rodziców. Oczywiście wiadro pomyij na mnie wylewane jest każdego dnia za to, że ona zainwestowała a ja ich nie skończyłam! Może przeliczyłam się z tym kierunkiem i na tamten okres byłam za słaba do tego. Od tego momentu zaczęła się moja depresja , która trwa praktycznie do dzisiaj. W między czasie mojego dorastania rodzice zaczeli mieć problemy finansowe w firmie , bo ojciec kiedy dorobił się w szybkim czasie dobrych pieniędzy jak na lata 80 i 90 postanowił sobie rozwalić cały majątek rodzinny bo był taki ambitny jakieś 17 lat temu w jeden rok. Upadek firmy był kwestią tylko lat i czasu. Na dzień dzisiejszy po bardzo wielu ciężkich latach nie ma nic. Jest bez dachu nad głową i wszystko stracił. Wyprowadza się na wieś , ale ja tam nie chce mieszkać bo w małym mieście nie mogłam żyć jak człowiek to tym bardziej na wsi nie będe żyć i będę pod ich stałą kontrolą. Teraz opuszczamy dom oraz firmę a raczej to co z niej zostało ...pełno towaru, którego on nasprowadzał i się nie sprzedało przez lata. Kilka lat temu jak poszłam na staż za ostatnie praktycznie pieniądze postanowiłam wrócić na studia , które w tym roku po wielu bólach , problemach finansowych , awanturach w domu może skończę. wtedy też zdecydowałam się wyprowadzić po raz drugi z domu bo miałam dosyć życia w stresie. Nie żyłam jakoś super, ale miałam spokój wewnętrzny. Moja wolność ne trwała długo bo sprowadzili mnie do domu pod jakaś przykrywką, że będzie mi w domu lepiej bo będę pracowała u siostry. Sprowadziła mnie w sumie moja siostra, a ja głupia i naiwna jej uwierzyłam. Przez te 3 lata od kiedy jestem w domu jestem cały czas gnojona, wyzywana, krytykowana i robią ze mnie swoją niewolnice i mają mnie za nic. W między czasie pisałam prace licencjacką o która jestem gnojona, że tak długo to robiłam. Z braku środków finansowych i mojego stanu dziwię się, że w ogóle dotarłam do mety tych studiów. Pracuję u mojej siostry czasami ale robi ze mnie kozła ofiarnego, pomagam rodzicom pakować rzeczy w firmie i nie mam własnego życia w ogóle, bo nie mam do niego prawa. Jeszcze dostaje ochrzan za to jak wyrażam swoje zdanie, np mówię, że jestem zmęczona czy nie chce słuchać krzyków nad głową! Moim jedynym prawem i obowiązkiem jest być przy rodzicach i pomagać im kiedy oni teraz zbankrutowali i wyprowadzają się z firmy o domu. Ja niepełnosprawna bez stałej pracy oficjalnie mam ich utrzymać na stare lata bo im się to należy. Naleźy, gdyby szanowali mnie jako słabsze dziecko któremu należy pomóc z emocjami i zdrowiem i trzeba do niego podchodzić z większą empatią by jako dorosła osoba potrafiła sobie poradzić sama w życiu. A oni tymczasem traktowali mnie obojętnie, albo same nakazy i zakazy i awantury. Do mojego stanu depresji , która mam potwierdzoną przez lekarza przy okazji badań sądowych po wypadku doszła nerwica, fobia społeczna, zaburzenia emocjonalne i jakieś liczne natręctwa z którymi sobie nie radzę. Nawarstwiło się to przez wiele lat w trakcie problemów w szkołach z młodzieżą z powodu mojego wyglądu po wypadku i tym jak byłam traktowana prze nich w domu , a moja matka nic z tym nie zrobiła. A ja sama przez to czuje się jakaś inna wyalienowana, beznadziejna nic nie warta. Faceta za bardzo nie miałam. W liceum podobał mi się chłopak lubiany przez wszystkich w szkole, matka go poznała na jakimś spotkaniu szkolnym to powiedziała, że jest biedny i niewychowany. Od liceum do 2011 r nie myślałam powaznie o facetach, nawet do żadnego nic nie poczułam, Na 2 studiach zainteresował się tylko mną jeden chłopak z innego miasta, ale nie byliśmy ze sobą zbyt długo, bo wiedziałam , że to nie jest osoba dla mnie. Potem utrzymywaliśmy jako taką lużną relację jeszcze przez 2 lata , ale była ona dość kłopotliwa bo nawet jak się z nim spotykałam to kłamałam w domu, że jadę do koleżanki. Matka jak się dowiedziała o nim wygadywała mi tylko w ciążę nie zajdż, on jest gruby nic ci nie pomoże. Moi rodzice ogólnie nie tolerują ludzi grubszych . Mało wychodziłam z domu bo najpierw byłam zakompleksioną nastolatką pod kloszem matki nawet ubrań sobie nie mogłam wybrać sama bo jej się nie podobały i władza apodyktycznego ojca, a potem liczyły się tylko studia i kasy zresztą tez na jakieś wychodne nie miałam za wiele. Zmieniło sie tylko trochę mój stan i relacje z ludżmi kiedy byłam 2 lata na pierwszych studiach i potem na tych, które teraz kończę. Obiecałam sobie, że po zakończeniu studiów wyjadę od rodziców którzy całe życie podcinają mi skrzydła, uważają za lenia, że jestem nic nie warta, na nic nie zasługuje od życia, żaden facet mnie nie zechce i do niczego się nie nadaję. Ogólnie wyzwiska w stosunku do mnie są na początku dziennym jak bym ja była winna całej sytuacji w domu i tego jaka się urodziłam. Wiele awantur było podczas których musiałam dzwonić na policje bo ojciec chciał nam krzywdę zrobić po pijaku. Nie mogę iść do nikogo w rodzinie po pomoc bo wszyscy wiedzą jaka ja sytuacja, jaki jest mój ojciec i ogólnie wstyd gdzie kol wiek iść i coś powiedzieć, bo tez bym miała awanturę. Nawet jak policja próbowała interweniować już póżniej dyplomatycznie to cała sprawa była gaszona w zarodku. Mój ojciec nigdy się mną nie przejmował , zawsze patrzył tylko na siebie bo jest egoistą. Teraz kiedy ja postanowiłam, że wyjadę za granicę bo chce spokoju, chce własnego życia bez stresu z daleka on ma pretensję, że chce wyjechać. Teraz się rodzi w nim instynkt ojca i chce być autorytetem? Do tego mówią mi tak tak w Anglii na ciebie praca czeka i wszyscy ci pomogą!!! No bo nie będzie miał kto skakać koło ich przeprowadzek i spraw. Problem polega na tym, że nie wiem co mam wybrać???? Nie chcę być wyrodną córką , ale chcę też żyć z daleka od nich w spokoju , bo tym wszystkim zrobili mi wielką krzywdę nie interesując się mną ...i do tego całe życie w domu przesiedzaiałam poza studiami bo oni ciągle się o mnie bali finansowo tez mnie trzymali krótko i przez to jak ze mną rozmawiała matka siostra i ojciec sama zaczęłąm się tak postrzegać. Nie miałam i nie mam w nich żadnego wsparcia psychicznego. Zostałam z tym wszystkim kompletnie sama. Małe grono koleżanek się ode mnie odwróciło... Wczoraj się na mnie wydarł i powiedział że jestem samolubna i samson bo nie chce im pomagać bo chce wyjechać i żyć własnym życiem. Nie chciałam słuchać jego krzyków nad głową bo aż mi jest niedobrze! Dzieci też nie będziesz miała , bo na to się zanosi!!! Ciekawe jak miałam mieć dłużej faceta jak żaden im się nie podobał jakiś i całe lata siedziałam albo w domu, albo na studiach w ksiązkach i znowu w domu jak mnie tak alienowali. Nawet zresztą jak gdzieś na tych studiach wyszłam to nie byłam pewna siebie i nie chciałam do siebie nikogo dopuścić. Matka z kolei wyzwała mnie od walców drogowych przy wadze 50 kg, i powiedziała, że przeze mnie ma piekło na ziemi ona tak mi się poświęciła a ja się jej tak odwdzięczam?! że to ja sama się tak wychowałam i to wszystko jest moja wina bo jestem inna ! Ja jestem inna ona z moją siostrunią są obie idealne, bo jej wnuczka urodziła i ma kolejnego faceta z kolei , który teraz pomaga naszym rodzicom. Oni chcą mojego poświęcenia swojego życia spełniania ich potrzeb niż swoich , chcą szacunku ode mnie jak sami do siebie nie mają , a do mnie tym bardziej. Czuje się potwornie i jestem załamana. Nie dość , że oni wszystko stracili co mieli przez głupotę mojego ojca, jestem psychicznie wyprana , powinnam może się leczyć z tych depresji i innych przpadłości bo często myślę o samobójstwie i płacze po nocach , że lepiej było by mi chyba nie żyć niż żyć z takim bólem i na takiej smyczy rodzinnej . Ale nie mogę teraz zając się swoim podkopanym zdrowiem psychicznym , bo nie mam czasu. Za chwile mam obronę , a potem chciałabym wyjechać za granicę , bo musze sobie zarobić na jakieś mieszkanie na stałe bo nie mam gdzie mieszkać . Powinnam tak wiele a sama nie wiem co z tym swoim życiem zrobić... nie mam siły i chce mi się tylko wyć.... z bólu i bezradności.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
musisz zaczac zyc swoim zyciem

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Wyjedź i żyj jak człowiek. Nie ma innego wyjścia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ucieło mi się połowe tekstu ehhhhhhhh

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
to bardzo przykre autorko, co piszesz....wiem co czujesz, bo też miałam nieczułych rodziców. Wiesz, ja postanowiłam pokazać im , że się mylą, ze jestem wartościowym człowiekiem, że dam sobie rade. Wiem, że nie jest łatwo po latach gnojenia uwierzyć w siebie, ale to jest możliwe. Jedno co jest pewne,jeśli zostaniesz z nimi, to zniszczą Cię psychicznie do końca. Jesteś dorosła i masz prawo do zycia, ja zostawiłam swój dom rodzinny ponad 10 lat temu, do tej pory czuję ból , gdy przypomnę sobie jak byłam traktowana, musiałam z psychologiem przepracować wiele godzin, zeby sie nie załamać, ale udało się. Autorko na pewno jesteś super dziewczyną i dasz redę, tylko musisz chcieć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
uważam, ze niektórzy rodzice, nie powinni mieć dzieci i tak jest w tym przypadku, rodzice , którzy niszczą swoje dziecko nie zasługują na nic

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
pewna siebie by nawet z kimś się poznać a co mówić o jakiś powaznym związku. Czuję się strasznie, potowrnie, jestem wrakiem człowieka. Dość, że zmarnowali mi życie swoimi problemami , nakazami , zakazami, to jeszcze ja tracę najlepsze lata swojego życia przy nich. W tej sytuacji jestem bez mieszkania, zameldowania i normalnego życia. Obiecałam sobie że jak skończę studia i się obronię to wyjadę za granicę by zacząć żyć normalnie na tyle ile będe mogła. Oni chcą żebym poświęciła swoje życie , marzenia plany i wszystko dla nich. Każda moja decyzja , pozytywna myśl jest gaszona w zarodku. Nawet z tym wyjazdem mówią , że mi się nie uda bo się do niczego nie nadaję i jestem beznadziejnym przypadkiem - nie ma gorszego na ziemii! Matka mnie wyzywa od walców drogowych przy 50 kg wagi, mówi, że przez ze mnie i naszą rodzinę jej życie stało się piekłem!!! wylewa wszystkie frustracje na mnie na swoje słabsze dziecko , które urodziła. Szczerze powiedziawszy nienawidzę ich wszystkich. Ja jestem inna i na nic nie zasługuje, na lepsze traktowanie, życie na lepszą pracę , bo będę tylko robolem , faceta nigdy nie będę miała bo żaden mnie nie będzie chciał. Teraz powinnam zająć się swoim zdrowiem psychicznym nadszarpniętym , ale nie mam czasu. Za 2 miesiące musze stad szybko wyjechać , bo jestem bez zameldowania za chwile i potem znowu mi wymyślą jakieś zajęcie by mnie udupić i ugnoić bym nie wyjechała z tej wsi. Nie chciałam być wyrodną córką, ale nie umiem przechodzić tak koło tego jak oni mnie całe życie traktowali. Nie mam w nich żadnego wsparcia psychicznego , jestem tylko czarną owcą bo chcę sobie życie ułożyć daleko od nich. Jestem zrozpaczona jak mogli do tego doprowadzić wszystkiego dorośli ludzie nie lat 20 - 30 tylko 45 - 60.,,, i ja jeszcze mam im pomagać, bo to mój z****** obowiązek utrzymywać na stare lata oboje. A ja to za co się utrzymam? Z czego kupię sobie jakieś małe mieszkanie z czego dzieci?? jak kiedyś bym miała. Nie mogę iść nawet po żadną pomoc , bo zaraz wstyd i rodzina też się od nas odwróciła. Do tego ile awantur z policją bo stary pijany.... potem chcieli rozmawiać jakoś dyplomatycznie, ale wszystko gaszone w zarodku. dlaczego??? dlatego bo wiedzą, że to nie jest normalne te relacje , to jak ze mną postępują to jest karygodne, żebym ja osoba niepełnosprawna za ich błedy życiowe musiała płacić swoim zdrowiem psychicznym. Nie mam do tego wszystkiego siły. Być może grzeszę chcąc ich zostawić , ale oni mnie psychicznie zniszczyli i nie wiem nawet jak się podnieść z tego , jak zacząć tu czy za granicą nowe życie , jak z ludżmi zacząć rozmawiać? Jestem wrakiem człowieka. Do tych depresji mam pełno jakiś fobii społecznych , zaburzeń lękowych , problemy z podejmowaniem decyzji i jakieś tiki nerwowe...nie wiem co mam ze sobą zrobić. Boje się życia już z tego wszystkiego ;(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
teraz muszę uciekać bo znowu będzie, że nic nie pomogłam ....;(( a kto mi kiedyś pomoże jak będę się wyprowadzać, albo będę miała małe dziecko ? Nikt bo oboję będą już starzy by mi pomagać, a siostra będzie się karierowała na ojca nazwisku... i czasu nie będzie miała.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ehhh... :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Do gość 14-18 No właśnie ja mimo jakiś tam problemów, błednych decyzji z racji wieku wcześniej tez tego chcę. ale moja kochana mamusia mnie utwierdza w przekonaniu, że jeżeli teraz sobie życia nie ułożyłam tutaj z nimi / przy nich w tej patowej atmosferze i stresie i podejmowałam złe( czy ja wiem czy złe decyzje- dały mi one jakieś doświadczenie )decyzje do których miałam prawo bo byłam młoda i nie ważyły one zbytnio na ich życiu ani przyszłości to świat sie nie zawalił. To nie powinnam już nic robić po swojemu bo się spartoli....ona tak uważa. Oni już mnie zniszczyli ....i podejrzewam, że odbije się to na całym moim życiu aż do śmierci. Chciałabym mieć kiedyś dzieci, ale nawet nie wiem czy przez swoją matkę potem nie będe takih postaw wobec nich mieć - a to by było dla mnie najgorsze gdybym przez własną matkę perfekcyjną zniszczyła kiedyś własne dzieci ;(. Nie wiem to jeszze odległy plan teraz nie realny bo nawet faceta nie mam, ale też o tym myślę...Z psychologiem to mnie czeka chyba 2 lata ;( aby kiedyś tego balastu się pozbyć.... gość 14-22 sama nie wiem. z jednej strony jestem emocjonalna i wrażliwą osoba i bardzo im współczuje i staram się jakoś im pomagać, ale oni tego nie doceniają bo i tak mają mnie za nic... a z drugiej strony mam do nich bardzo dużo żalu zarówno o to, że mieli wszystko i ojciec nie myślał, że dzieci kiedyś dorosną by zapewnić im jakiś byt. On miał to w d***e, a teraz mojej pomocy chce? Gdzie on był przez te lata w moim życiu kiedy byłam sama ??? A matka ,że mnie tak całe życie gnoi z racji tej niepełnosprawności. No czy to moja wina, że mnie taką urodziła....nie zdaje sobie sprawy nawet jak to jest żyć z jakimś defektem od urodzenia, a przyznam szczerze, że problem wzroku i potem ten wypadek po którym mam blizny dał dużo mi w życiu utrudnia. A ona jeszcze mnie gnooi z tego powodu. Nie wiem jaka matka która ma niepełnosprawne dziecko tak traktuje ....każda matka nawet jak się w te programy patrzy to stara się dziecko mimo wad fizycznych czy umysłowych wierzyć w swoje dziecko jakoś je motywować do ludzi, do świata ,a moja mnie tylko krytyka obrzuca którą mnie rani. i jeszcze ten szacunek ta wdzięczność ma z mojego serca przepełnionego żalem płynąć.....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×