Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Huba buba22

Musze zacząć żyć...ale jak

Polecane posty

Gość Huba buba22

Mam 32 lata, dwoje najcudowniejszych dzieci na świecie, mieszkaliśmy we wspaniałym domu z ogrodem...z facetem który mnie nienawidzi. Moje życie było trudne, mama zmarła gdy miałam 18 lat, ojciec alkoholik. Nauczyłam się sama radzić w życiu i nie użalać się nad sobą. Gdy poznałam X, poczułam że wreszcie mój los się odmieni, że w końcu będę miała w kimś oparcie, zapewni mi bezpieczeństwo i poczucie, że nikt mnie więcej nie skrzywdzi. Stworzyłam sobie idealny obraz naszej przyszłej rodziny i konsekwentnie go realizowałam. Wspaniały ślub jak z bajki, dziecko, dom, potem drugie dziecko... Nagle po 3 latach małżeństwa spadły mi różowe okulary z oczu. Mąż coraz częściej wychodził, ignorował mnie, obrażał się, zaczął dyktować co mogę robić a czego nie - gdy próbowałam się sprzeciwić siłą zmuszał, np. potrafił zabrać mi dokumenty, kartę do bankomatu, telefon, zamknąć na klucz w domu. Gdy zauważył, że to działa, że zaczęłam się go bać ograniczał mnie jeszcze bardziej, potem doszło znęcanie się fizyczne - popychanie, szturchanie, aż w końcu uderzył mnie tak mocno że musiałam pójść do szpitala. Jak to się stało? Najgorsze jest to, że wciąż obwiniam siebie, że może go prowokowałam, że ciągle coś od niego chciałam (odbierz dziecko z przedszkola, idź z nim do lekarza, nie pal, musimy oszczędzać, nie spotykaj się z tymi ludźmi bo sprowadzają cie na zła drogę - ale to naprawdę był margines...). Ale 10 miesięcy temu wyprowadziłam się z dziećmi z tego domu..do ojca. Nie muszę mówić jak było ciężko podjąć tą decyzję, ojciec też nie jest "święty" ale lepszy niż X. Przynajmniej nigdy mnie nie uderzył. No i tak siedzę 10 miesięcy w zawieszeniu, boję się wystąpić o rozwód, miesiąc temu wystąpiłam tylko o alimenty bo już naprawdę prawie przymieramy głodem... I tak bajka zmieniła się w koszmar. Mąż nie chce mnie znać, powiedział, że to ja go opuściłam i do tego jeszcze zabrałam dzieci. Jak złożę o rozwód to mam zapomnieć, że dostane cokolwiek z majątku, alimenty, on zniknie i go nigdy nie znajdę a jego koledzy dopadną mnie na mieście... Żyje w lęku, nie potrafię normalnie funkcjonować, dzieci są też przygnębione bo widza że mama jest smutna.. Straciłam sens życia, mam niewielu znajomych ale każdy mówi - wszystko będzie lepsze od życia z nim. Ale czy napewno? Nie mam już sił, nie mam gdzie mieszkać, alimentów też jeszcze nie mam, nie ma mi kto pomóc przy dzieciach - nie mam rodzeństwa, kuzynostwo gdzieś daleko. Co ja mogę tym dzieciom zapewnić???? Czy mam wrócić? Nienawidzę X, ale dzieciom nic nigdy nie zrobił (jeśli nie licząc braku zainteresowania nimi). Mieszkam w jednym pokoju z dziećmi, ojciec sam ledwo wiąże koniec z końcem, ma zły wpływ na dzieci bo...jest zdegenerowany (język jakiego używa, brak higieny, na szczeście nie pije bo jest inwalidą i trudno mu sie poruszac..tak go zniszczył alkohol). W każdym razie nie widzę perspektyw, ale jestem zbyt dumna by pójść do Domu Samotnej Matki. Oferowano mi taką pomoc, ale tam też pewnie dostane jakiś pokoik i talerz zupy..a co dalej??? Przecież tak nie mogę żyć, a jak mogę? Może ktoś ma jakiś pomysł co mogłabym zrobić? Może terapia, a może rozwód...a może strzelic se w łeb!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie poddawaj się, na pewno jest Ci ciężko ale przemyśl jakie życie czeka was dalej przy tym człowieku. W jakim wieku masz dzieci i co się stało ze mąż tak się zmienił?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Grozi Ci? Nagraj go na dyktafon. Przy każdej groźbie (nawet jeśli nie masz dowodu) wzywaj policję. Przy każdym przyjeździe będą go spisywali i założą mu kartę (nie pamiętam jak ona sie nazywa). Straszy Cię? Zrób to samo. Powiedz ze też możesz wynajać kogoś kto mu rozwali łeb. Tylko czy jesteś silna i umiesz walczyć?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Doskonale rozumiem Ciebie, a nawet podziwiam, że zdobyłaś się na odejście od tego człowieka. Mnie się nie udało, dalej tkwię w toksycznym związku, nie widzę wyjścia. Moja rada, zostań z ojcem, nie wracaj do kata. nie wolno Ci tego zrobić. Masz już najtrudniejszy krok za sobą. Wydaje mi się, że on chce Ciebie zastraszyć, a tak naprawdę boi się konsekwencji. Wystąp o alimenty i to jak najszybciej, porzuć leki, a już na pewno porzuć zamiar powrotu tam, gdzie nie będzie lepiej. Zrobisz największy błąd, jeśli do niego wrócisz. Za jakiś czas sytuacja powtórzy się, tylko ze zdwojoną siłą. Pisze to kobieta z 30 letnim stażem małżeńskim i dużym doświadczeniem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Straszy Cie że naśle kolegów.. znam takich. To tchórze, potrafia tylko straszyć, grozić itp. Myślisz że jakikolwiek jego kolega pobiłby kobietę i byłby gotowy odsiedzieć za to? Takie scenariusze on ma tylko w swoim łbie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Kochana ! Wyobrazam sobie, ze jest Ci bardzo zle. Ale musisz wziac sie w garsc bo masz dla kogo zyc, dwoje dzieci ktore przeciez kochasz i chcesz dla nich jak najlepiej. Jesli jestes w bardzo zlej sytuacji finansowej warto zglosic sie po jakis zasilek, zapomoge do jakiegos osrodka no i oczywiscie samemu szukac intensywnie pracy. Nie wiem w jakim wieku sa Twoje dzieci , ale pewnie raczej w takim ze potrzebuja opieki. Pomysl, kto na poczatek moglby sie nimi zajac, komu ufasz. Na pewno warto skorzystac z pomocy jaka w takim przypadku oferuje panstwo, w koncu za cos i Ty placisz te podatki :) Pozdrawiami i powodzenia :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
masz prawo do alimentów na dzieci a jeśli mąż ma wysokie zarobki a ty nie pracujesz możesz starać się o alimenty również na siebie!!!! (tego pewnie się boi najbardziej) musisz tylko udowodnić w sądzie że rozwodząc sie z mężem twój poziom życia się pogorszył. bez adwokata rozwód będzie ciężki no ale jak nie masz kasy to sama musisz pogrzebać w przepisach by dowiedzieć się jak się pisze pozew rozwodowy i jakie kroki podjąć by zmusić go do płacenia (je sli on mimo wyroku sądu ci nie zapłaci alimentów to zrobi to fundusz alimentacyjny a potem i tak upomną się o kasę od niego:) mam nadzieję że masz obdukcję lekarską i że będziesz umiała w sądzie udowodnić że znęcał się nad tobą i że on jest powodem twojego rozwodu

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Huba buba22
Dziękuję za słowa otuchy.. Ja pracuję, jeśli dostanę alimenty na dzieci a on nie stoczy sie do tego stopnia, że wywalą go z pracy (a już ma problemy, obecnie siedzi na jakimś chorobowym od miesiąca bo pobił się z jakimiś karkami i miał założony kołnierz...) to finansowo dam rade. Gorzej z pomocą przy dzieciach, bo nie mam NIKOGO kto mógłby pomóc. Jakieś koleżanki, które też pracują, a babci...brak. Teściowa się odwróciła ode mnie, bo uważa że jej syn się załamał psychicznie przeze mnie, sama nawet powiedziała "zgadzam sie, on zwariował, ale właśnie dlatego powinnaś tam wrócić i go ratować". To są dosłownie jej słowa...tylko że jak zwykle nie pomyślała o dzieciach (a swoich wnukach) że zafunduję im piekło wracając tam. Z drugiej strony to ona funduje mi szantaż emocjonalny, bo wie w jakiej jestem sytuacji - i uważa, że albo wróce do jej "wspaniałego" syna albo mam sobie radzić sama. Nawet na Dzień babci nie przyszła do przedszkola do dzieci... To właśnie jest najgorsze, że wszystko się odbija na dzieciach - one widzą w otoczeniu rodziny z tatusiami, babciami, dziadkami, wujkami...a moje dzieci nie maja nikogo prócz mnie. To strasznie przykre...nie chciałam dla nich takiego życia... To miała być normalna rodzina, a wyszło jak zwykle. Co stało się z moim mężem? Hmmm...niestety on chyba zawsze taki był, tylko ja zaślepiona miłościa tego nie widziałam. Był zawsze agresywny, ale nigdy w stosunku do mnie. To było jeszcze przed ślubem, jakieś 10 lat temu - bójki na mieście, narkotyki...a ja postanowiłam, że go "uratuję", pomogłam znaleźć mu pracę (pisałam cv, szukałam ogłoszeń). Był mi wdzięczny, odcioł sie od starego towarzystwa. Pracował. Potem, gdy ja skończyłam studia wyjechaliśmy na trochę za granice żeby zarobic na ślub, mieszkanie. Pracował, nosił mnie na rękach i był naprawdę wspaniały. Ale agresywny też...tyle że wtedy uważałam że to nawet dobrze (głupia byłam, wiem!!) bo staje w mojej obronie, nikt mi nie zrobi krzywdy bo wszyscy sie go boją. Potem był ślub i dziecko...no i też ok, może jakoś super się nie angażował w opiekę nad małą ale robił zakupy, gotował. Stwiedziłam, że może się boi że to takie małe dziecko itd. Ale potem znów sie oddalił ode mnie, zaczął wychodzić i znów TOWARZYCHO spod ciemnej gwiazdy. Ale ja tego znów nie widziałam...w końcu facet musi się rozerwac, a ja przecież też miałam w głowie swój "piękny plan rodzinny". Wiec zdecydowałam sie (tak, ja!) na drugie dziecko. W domu było dużo pracy bo kupiliśmy ruderę do remontu, on pod pretekstem że coś robi ciagle wychodził po czym hlał, ćpał. Ja już byłam w ciąży. Pod koniec ciaży pojechałam do teściowej bo źle sie czułam a drugie dziecko wymagało tez intensywnej opieki (miało 1,5 roku) więc stwierdziłam że tak bedzie lepiej bo teściowa mi pomoże. To był następny bład...on został sam. Po porodzie wróciłam już do "innego X". Ciągłe pretensje, zero pmocy, mówił: kredyt sobie płać sama, ja mam w d***e twoje plany bo ja żyje bez planu, ja nie chce zmarnować życia z tymi bachorami, mam prawo wyjść z kumplami, zarabiam i gów* cie obchodzi co robie z pieniędzmi itd. Przestaliśmy razem spać, ciagle tylko kłóciliśmy się, on wyrzucał rzeczy, tłukł talerze albo wrzucał mi do torebki śmieci i wystawiał mnie z tym za drzwi mówiąc "tyle mozesz ode mnie dostać". Dalszy ciąg juz opisałam... To był proces, który dawał niepokojące sygnały już wcześniej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Huba buba22
No i co z tego, że teraz to wiem, ze powinnam zareagowac wczesniej...może chociaz moja historia bedzie przestrogą dla innych. Człowieka nie da sie zmienić jeśli jest "jakiś" to co najwyzej moze byc tylko gorzej, bo przychodzą kłopoty finansowe, dzieci, stres w pracy... On jest nieodpowiedzialny, zawsze taki był, a ja wzięłam wszystko na siebie a teraz mam pretensje do całego świata że zostałam sama... Ale co ja myślałam?! Dlatego czasem sobie myśle, ze może to jest moja kara za głupotę, naiwność która sie kierowałam. Tylko gdybym tą krę miała ponosić sama...ale beda ją ponosić tez dzieci i to do końca swojego życia. To ja wybrałama im takiego ojca, skończonego idiotę, nieudacznika i beszczelnego gnoja... Te ostre słowa to nie przesada...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Huba buba22
Acha, jeszcze jedno - on ma sprawe karną za znęcanie się nade mną, mam kartę szpitalną jako dowód ale nic poza tym. Nie wiem jak to się skończy, on ma oczywiście adwokata bo mamusia mu za niego zapłaciła, wiec pewnie nic mu nie zrobią... Szczegół że to już nie pierwsza sprawa, bo mial też za groźby karalne i dostał wtedy wyrok, ale to z innego paragrafu więc to nie jest recydywa. Miał też o pobicie, ale ten człowiek wycofał zeznania i całosć umorzono. Oczywiście zawsze matka mu pomagała sie wybronić, jest dobrze sytuowana. Mamy niebieska kartę, ale odkad tam nie mieszkam interwencji nie było, ci ludzie co to prowadzą stwierdzili ze przemoc ustała. Także nie wiem co z tą wina przy rozwodzie, nie mam też kasy na adwokata i to jest problem bo u nas za takie sprawy biorą 3000 do 4000 zł. To dla mnie nieosiagalna kwota.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Huba buba22
Sorry ze jeszcze piszę ale w sumie stwierdziłam, ze powinnam napisac jak to wyglada ze strony mojego męża. W domu nie mam internetu, jestem teraz w pracy...mam nadzieje że mnie za to nie wywala :-) W każdym razie na dzień dzisiejszy X: - spotyka sie z dziećmi coraz częściej - 2 do 3 razy w tyg. (na początku, gdy się wyprowadziłam przez 3 m-ce nie odzywała się do mnie ani do dzieci, spotkaliśmy sie tylko w jego urodziny, dzieci złożyły życzenia, byliśmy w restauracji wiec nie można było się kłócić więc wogóle nie rozmawialiśmy) dziwne, ale prawdziwe. - jest b.zły że założyłam mu sprawę o znęcanie i powiedział że nigdy mi tego nie wybaczy, jestem szpiclem i wolałby żebym go zdradziła z autobusem arabów niż zrobiła coś takiego, - nie zgadza się na mój powrót do domu, nadal twierdzi że wszystko jest jego, - mówi że mnie nadal kocha ale nie potrafi już ze mną spokojnie rozmawiać, działam na niego jak płachta na byka i ma mnie ochotę udusić, - byliśmy 2 razy na terapii małżeńskiej, na pytanie po co tam przyszedł nie potrafił odpowiedzieć. Pani psycholog powiedziała że mamy zupełnie inne spojrzenie na świat, żyjemy jakby w innych światach i zupełnie nie potrafimy ze soba rozmawiać. Komunikacja "ZERO" - X jest bardzo wulgarny, nadal spotyka się z półmózgami i leje się z nimi na dyskotekach, mieście itd. Co do tego, że mnie uderzył uważa, ze to nie było uderzenie, ale mnie popchnął bo się zdenerwował, a resztę "szkód" sama sobie zrobiłam bo sie zaczęłam rzucać a że on jest słusznej postury stąd miałam tyle siniaków. Jakby chciał mi coś zrobić to bym już jeździła na wózku...Najgorzej, że on wierzy w to co mówi...i ja też. - syn uwielbia ojca, jest dla niego najwspanialszy i wogóle SUPER! - mogę zapomnieć że przejmie się kiedykolwiek komornikiem, jakimś mandatem (w tamtym roku mandatów na jakieś 3000 zł, kiedyś zabralli mu prawko to jeździł bez), przestanie robić szemrane interesy (typu handel cholera wie czym, ja naprawdę nie wiem co on robi ale ma z tego dodatkową kasę - paserstwo, dealerstwo itp.) - nadal mnie potrafi rozśmieszyć, - umie dużo rzeczy naprawić, zrobić i wiem że z nim "nie zgine" jak to określa...tyle czy to jest legalne to inna sprawa - jak mnie przytula to czuje się mega dobrze i chciałabym, zeby ta chwila trwała na wieki... - on nienawidzi mojego ojca a ja jego matki...ale to chyba najmniejszy problem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×