Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Nieumiemzwamiżyć

Trud życia

Polecane posty

Gość Nieumiemzwamiżyć

Witam. Z góry przepraszam za mogące się pojawiać błędy w składni, ale pisze to w środku nocy. Może to być też naprawdę długie, ponieważ w nocy lubię się rozpisywać. Piszę tu, ponieważ mam problem, otóż nie potrafię żyć, znaczy, hehe, trochę to dziwnie zabrzmiało, "przecież właśnie żyjesz, a to chyba oznacza, że to potrafisz" moglibyście powiedzieć, jednak sprawa wygląda tak, że nie pasuje do całej reszty, nie potrafię się wpasować w ludzi, nie potrafię załatwiać z nimi spraw, powiedziałbym nawet, że trudno mi żyć obok nich. Od zawsze jestem nieśmiały, nie lubię kiedy są że mną inni, może z paroma wyjątkami, ale też do czasu, w szkole jestem tym co to stoi na uboczu, nikomu nie zawadza, czasem coś tam powie do kogoś innego niż do zwykle jednej zafanej osoby, kiedy nie ma tej osoby jestem strasznie zagubiony, chociaż czasami nawet do niej się nie odzywam. Dotąd nie sprawiało mi to jakiegoś dużego problemu, ponieważ nie ukrywajmy byłem dzieckiem, które oczywiście mało co wie, wszystko załatwiają za nie rodzice, a ono nie musi się martwić niczym poza zabawą i nauką, jednak teraz zostało mi parę miesięcy do osiemnastki, wszyscy traktują mnie prawie na równi z dorosłym, powinienem już załatwiać sprawy samemu, ale nie jestem w stanie, póki muszę załatwiać je z ludźmi jest to dla mnie tak trudne, że trudno sobie wyobrazić normalnym osobom. Takie "zabiegi" potwornie mnie męczą, kiedy dla innych byłyby one jak nadanie mleka do kubka, ja czuje się po nich jak po przebyciu maratonu iron man. Kiedy jeszcze nie było ich dużo, jakoś byłem w stanie podołać, jedna taka sprawą do załatwienia na dwa miesiące jakoś da się przeżyć, ale teraz ma być ich coraz więcej i więcej, wiem chociażby dlatego, że widzę moich rodziców i wiem też, że nie dam sobie rady, jeśli jest tu ktoś taki jak ja może zrozumie, jednak w resztę szczerze wątpię, jakie to jest ciężkie nie tyko psychicznie ale i fizycznie, naprawdę, chociażby serce jest bardzo obciążone. Wracając, jak już mówiłem szkoła także nie jest mi przyjazna, jednak z czasem zamiast mi się polepszać(powinienem się chyba przyzwyczajać, czy coś) jest coraz gorzej, może tak, zaczęło się w przedszkolu, ciężko mi było, ale to chyba nie aż takie nienormalne, zawsze to pierwszy raz gdzie mama zostawia cię na dłuższy czas, ale już wtedy miałem dość uciążliwe nerwobóle żołądka, przy dużym stresie najsłabszy organ "wysiada", u mnie akurat był to żołądek, odziedziczyłem problemy z nim po tacie (dzięki tato), ale mniejsza, tak więc tu się zaczęło, później podstawówka, żeby było gorzej akurat się przeprowadziłem i nikogo nie znałem, tam już źle się czułem, marudziłem mamie, że źle, że nie chce, ale to jeszcze aż tak złe nie było, następnie gimnazjum, tu już sprawy się pogorszyły, poza rytualnym nie chce, tam jest be, zacząłem się też źle czuć nie tyle w samej szkole, co po niej, w domu poprostu od razu kładłem się na łóżko i przesypiałem bite cztery godziny co w sumie z normalnym snem dawało jakieś 12-13 godzin na dobę, z zalecanych 8, bynajmniej nie było to spowodowane dorastaniem, ponieważ inni robili w tym czasie sto tysięcy innych rzeczy, w samej szkole już ledwo dawałem radę, 90% moich słów, może i mówionych do siebie czy w przestrzeń, ale zawsze, to było " ja chce już do domu" "zabierzcie mnie stąd" "spać", ale to i tak nie najgorsze, tu jeszcze dawałem radę, mimo częstych chorób, może czasem wyimaginowanych, a może raczej dzięki nim. I tak minęło gimnazjum, wakacje po trzeciej klasie i wreszcie stan aktualny, liceum. Proszę państwa co się dzieje oceny lecą w dół, w szkole jeszcze nigdy nie czułem się gorzej, (znacie uczucie grypy? ja czułem się tak codziennie) frekwencja leci na łeb na szyję, robię dosłownie wszystko, żeby nie musieć siedzieć w szkole, czuje się tam tak źle jak to tylko możliwe, już nie boli jedynie sam fakt, że są tam ludzie, oni są tragicznie głupi, to co widzę, słyszę, nie wierze, że jestem w tej samej grupie wiekowej,(czy ja też powinienem się tak zachowywać?) [chyba zbaczam z tematu, a może nie, zapomniałem już jaki jest cel mojego piasania], ogólnie próbuje skończyć na tym, że widzę, poznaje ludzi coraz bardziej i im mocniej ich odkrywam tym bardziej ich nienawidzę, gardzę nimi, nawet ci których nazywałem przyjaciółmi, poprostu nimi gardzę, ba! gardzę nawet moimi rodzicami, a zwłaszcza ich nieprawdziwymi teoriami na temat tego jaki jestem, a także innych rzeczy, ludzie są poprostu głupi, teraz to widzę, ale skoro mam żyć, jak mam żyć otoczony przedmiotami mej pogardy i nienawiści, jak żyć w świecie który jest przez nich opanowany[och, już pamiętam, rzeczywiście zboczyłem trochę z tego co chciałem pisać, no ale cóż] czy są inni tacy jak ja, którzy widzą coś więcej, nie wiem, jest stowarzyszenie takich ludzi, czy coś w tym stylu, miejsce w którym wreszcie mógłbym się poczuć jak w domu? A tak jeszcze wracając do tego co chciałem napisać, ogólnie chodziło mi o to, że nie jestem w stanie żyć z innymi, nie jestem już w stanie chodzić do szkoły ani pracy, albo chociaż jej znaleźć, jest coś co lubię i z czego mógłbym żyć, pisanie, ale żeby napisać coś większego, sensownego potrzeba czasu, którego nie mam bo jest zabieranych przez np. Właśnie szkołę, z tego co wiem też całkiem nieźle rysuje, czy mógłbym zaryzykować rzucenie szkoły, w której i tak długo nie pociągne, patrząc na moje dokonania, sądzę że mogą nawet mnie w przyszłym roku wyrzucić za brak obecności i złe oceny, i czy może spróbować wziąć się poważnie za to pisanie i zobaczyć czy coś z tego wyjdzie, jeśli nie, to w sumie zostaje mi praca, wyruszenie w podróż życia(tak, taką obcę też przemyślałem), lub samobójstwo, ale tym już zadręczać was nie będę, chociaż może... JESTEM STRASZNIE PODUPADŁY PSYCHICZNIE, JUŻ WIELE RAZY MYŚLAŁEM NAD SAMOBÓJSTWEM JEDNAK NIGDY DO TEGO NIE DOSZŁO, ALE CZUJE SIĘ CORAZ GORZEJ I MYŚLE, ŻE W KOŃCU TO ZROBIĘ, ok wyrzuciłem to z siebie, tak więc dzięki za przeczytanie i może jakąś sensowną odpowiedź na jakieś z pytań.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gośćk19
no tak, było bardzo długie,tak sa takie miejsca gdzie można poczuć się jak w domu ale żeby tam dojść trzeba pokonać kilka rzeczy, pierwsze poznac siebie bo wtedy już wiesz jakiego miejsca szukasz a drugie wolność od opinii innych ,nigdy nie przeglądaj się w oczach innych bo nikt Cie nie zna, no i trzecie zobaczyć więcej w innych co jest chyba najtrudniejsze :-) cokolwiek nie mówią sami mają swoje bolączki i zmartwienia lęki i obawy tylko tego nie pokazują .to co czujesz to zderzenie z rzeczywistością jedni przechodzą to lepiej inni gorzej,najgorzej Ci najwrażliwsi a Ty taki jesteś,co możesz wykorzystać na działalność twórczą :-) najważniejsze dla Ciebie opancerzyć wrażliwość ,w siłę i odporność jak wojownik

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×