Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Śmierć

Polecane posty

Gość gość

Witam. Chciałabym móc się wyżalić tutaj, na forum.. bo na chwilę obecną nie mam komu.. z góry dziękuję, jeśli komuś będzie chciało się przeczytać do końca. Więc.. mam dopiero 17 lat, mój tata umarł 3 tygodnie temu.. ja kompletnie nie potrafię się z tym pogodzić. Pierwszego dnia strasznie płakałam, myślałam, że z dnia na dzień będzie lepiej.. myliłam się. Jest coraz gorzej.. ciągle mam wyrzuty sumienia, przez ponad tydzień męczył się, piekło go w klatce piersiowej.. nie miałam pojęcia, że to zawał.. ale kompletnie nie chciał żebym wzywała karetki.. a ja jestem takim typem, że boję się ludzi więc dla mnie było na rękę.. teraz, kiedy to piszę, jest mi wstyd.. bo czuję się, jakbym się przyczyniła do jego śmierci.. nikt mi tego nie powiedział wprost, ale czuję, jak jest.. siostra też to widziała, ale ciągle gdzieś wychodziła więc miała to gdzieś. Ja.. zazwyczaj z nim siedziałam w domu, on oglądał tv, a ja na kompie.. teraz tego żałuję, mogłam spędzać z nim więcej czasu.. wracając.. mówił, że go boli.. że chyba się zabije zaraz.. a mnie kompletnie nic nie ruszyło.. jak widać, jestem kompletnie złym człowiekiem.. on bał się iść do lekarza, bo nie miał pieniędzy (myślał, że mu leki wypiszą). Więc poszliśmy jak miał dostać wypłate z opieki (był na bezrobociu, dość otyły i dużo chorób) nie poszłam do szkoły, więc się nawet cieszyłam, że z nim idę.. byliśmy 3 w kolejce a ponad godzinę żeśmy czekali na swoją kolej (tutaj chcę pozdrowić ONZ) ale to pewnie nic by nie dało nawet, jakby był 1.. więc, czekałam na niego z pół godz... przyjechała po niego karetka, dał mi swoje rzeczy i powiedział, żebym potem przyniosła mu piżamę.. łzy mi zaczęły gromadzić się w oczach.. nagle pomyślałam sobie o tym, co będzie, gdy go zabraknie? ja 17, siostra 18.. jak sobie bez niego poradzimy? rodzina, wiadomo, daleko.. każdy ma swoje życie.. no więc, odwiedziłam go z siostrą na wieczór i przestraszyłam się jak weszłam.. ciężko oddychał (w domu też) ale w szpitalu tak inaczej.. skarżył się, że babka dała mu 6 tabletek na raz i nie może złapać powietrza.. byłam w totalnym szoku.. nigdy nie widziałam go w takim stanie, chciało mi się rozpaczliwie płakać.. ale nagle mu przeszło (takie wtf?) i zaczął się zachowywać jak dawniej.. zaczął żartować, troszczyć się o wszystkich, tylko nie o siebie.. 2 zawał przeżył na mieście, też to przeżył.. a ja nic, kompletnie nic.. boli mnie to, powinnam zadzwonić i nie patrzeć na to, że on nie chce, że się boi... może wiedział, że już nie wróci ze szpitala? ja tego nie wiedziałam.. odwiedzałam go codziennie. Zabrali go we wtorek jbc. Ale na wieczór, bo lubiałam chodzić wieczorem, więc razem z siostrą się wybierałyśmy. Żałuję tego też.. powinnam była siedzieć tam dzień i noc.. ale też nie chciał, żebyśmy siedziały tam długo.. ciągle mówił - przyjdźcie jutro.. umyjecie mnie itp.. a jak codziennie przychodziłyśmy, mówił tylko o wyjściu ze szpitala.. co chwile o tym, o dziwo też mnie to nie zdziwiło.. dlaczego? dlaczego jestem taka beznadziejna? teraz gdy sobie o tym myślę, jestem wdzięczna Bogu za to, że miałam takiego tatę. Zawsze byłam z niego dumna, a on myślał, że się go wstydze, bo był otyły. Podziwiałam jego dobroć, troskę o innych, mądrość i honor. Zawsze chciałam być taka jak on, ale poszłam po matce.. całkowite zło i zero dobroci.. Ciągle też patrzał na zegarek, jak mówił, odliczał do piątku, że go wtedy niby wypuszczą ze szpitala.. lecz w piątek go nie wypuścili, wgl nie powiedzieli kiedy to zrobią.. więc tata miał nadzieję na poniedziałek, ja też.. Tak bardzo chciał wyjść.. po zawale jego 1 pytanie.. czy zwierzaki mają co jeść? czy my mamy? pożyczcie pieniądze, jak wyjdę ze szpitala oddam wszystko... zamiast myśleć o sobie, myślał o nas, żebyśmy mieli co jeść.. akurat wtedy nie mieliśmy, bo nie zdażył wypłacić bo byliśmy u lekarza przed wypłatą.. ale siostra pożyczyła od koleżanek itp.. więc wszystko było na dobrej drodze. Wgl już nie myślałam o tym, że może go zabraknąć.. wtedy co go zabrali spod lekarza, miałam taką myśl.. potem już nie. Zapomniałam wspomnieć, że w domu zaczęło mu być zimno w stopy.. a mu zawsze było gorąco. Też mnie to nie zdziwiło. Nie mógł spać, bał się jeść.. a mimo tego bólu, robił nam obiady jak wracałam do domu po szkole.. ciągle myślał o nas, nie chciał za żadne skarby do szpitala. Wstałam rano, w sobotę.. wiedziałam, że dzisiaj odwiedzę tate wcześniej, niż wieczorem.. więc poszłam do WC. Babcia zadzwoniła zapłakana, że tata nie żyje.. Siostra biegnie z płaczem i mi to wszystko powiedziała.. Ja nie mogłam w to uwierzyć, rzuciłam wszystko i zaczęłam się jak najszybciej ubierać. Szłam do szpitala z płaczem, wchodzę do szpitala, idę do jego sali z nadzieją, że to jakiś głupi żart i znowu zobaczę go jak się śmieje, jak leży na tym łóżku i odlicza do poniedziałku.. nie było tak. Łóżko było puste (sam był w tym pokoju jak go odłączyli od aparatury - a był pod aparaturą bodajże 2 dni) więc my zapłakane do pielęgniarek, gdzie tata? a ona, że zaraz wezwie lekarkę.. Lekarka była niezwykle chamska.. nikomu takiej nie życzę.. Przyszła - uśmiechając się - powiedziała "Witam. Chcielibyście Państwo odebrać rzeczy zmarłego czy może obejrzeć go w kostnicy?" my takie wtf? Ładne zaczęcie zdania.. Zamiast powiedzieć co i jak, ona wypala z takimi tekstami.. Byłam w niemałym szoku. Myślałam, że jej coś zrobię. Zaczęła wyjaśniać, że przy śniadaniu walnął się głową o ścianę, zatrzymało się serce, robili resuscytacje (na chwile przywrócili akcję serca) następnie znowu się zatrzymało i nie zdążyłi go reanimować.. Nie mogłam w to uwierzyć.. świat w jednej sekundzie przestał dla mnie istnieć.. Dali nam rzeczy, lekarka sb poszła i miała wszystko za przeproszeniem w d*pie.. Poszliśmy do domu, co chwilę płakałam.. zadzwoniła kuzynka z kondolencjami, poszłam do niej i wujka, pojechaliśmy znowu do szpitala... Oni coś tam rozmawiali, ja weszłam do jego pokoju, które było kompletnie puste. A jeszcze wczoraj z nim rozmawiałam, planowaliśmy dużo rzeczy... Widziałam w nim determinację, chciał schudnąć i chodzić do kościoła (zdążył się wyspowiadać przed śmiercią) i widziałam to, że pewnie by tak było.. Patrzałam na te okno, które sb otwierał, bo ciężko mu się oddychało.. Zaczęłam ciągle pytać - dlaczego? Dlaczego mój tata? tyle się nacierpiał i odszedł w samotności? (Jak go przenieśli po 2 dniu bez aparatury to był sam, lekarze raz na ruski rok przychodzili)... Poszłam z rodziną opierdolić babke.. Dlaczego się tak Pani śmieje? A ona - ja się nie śmieje! (niby taki jej wyraz twarzy) ja swoje wiem.. tłumaczyła się, że to jej 1 zgon na dyżurze.. chvj mnie to... Tata ciągle cierpiał w swoim życiu i nawet teraz, po śmierci, miał takiego pecha trafić na taką niewykwalifikowaną lekarkę? śmiech na sali.. Nawet nam pieczątki nie podbiła na akcie zgonu.. potem się śmiałą i "Bardzo przepraszam! to mój 1 raz"! ... brak słów.. Gdy byłam na pogrzebie, przestraszyłam się jego widoku.. To było straszne.. Wyglądał jakby nie był sobą, usta śiwe, uszy zaczęły się psuć.. Nawet mu buty krzywo założyli... Ręce bardzo białe.. To było straszne. Dotknęłam jego ręki i osunęła się.. Zaczęłam wyć.. To na nic. Nic mi po tym, on pewnie też cierpiał gdy my wszyscy cierpieliśmy i by tego nie chciał.. ale inaczej się nie da.. Gdy patrzałam jego rzeczy, widziałam podwójną parę skarpetek założonej jedna na drugą.. Od razu przypomniał mi się ten motyw zimnych stóp.. Znowu zaczęłam płakać.. I zobaczyłam zegarek, zawinięty w folię... przypomniałam sobie o tym, jak bardzo odliczał do poniedziałku... już nie musi odliczac... już nidy więcej nie musi się bać o to, kiedy wypłata.. O to, jak będzie.. Nie musi już cierpieć.. Mam nadzieję, że ma tam lepiej... Chcę w to wierzyć, chociaż nie możemy być niczego pewni.. Gdy się budzę, przypominam sobie jego twarz, jak mnie budził w swoim ostatnim dniu w domu, jak bardzo chciał do tego lekarza, bo już nie mógł oddychać.. Boli mnie to niemiłosiernie.. Taki dobry człowiek odszedł, a ja nadal żyję i mam się dobrze.. Jutro są jego urodziny, nie dożył nawet do nich.. Bardzo proszę postawcie mu świeczkę, dziękuję jeśli ktoś wytrwał do końca. I pamiętajcie jedno: szanujcie rodziców póki żyją.. Ja żałuję wielu rzeczy..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Moja mama właśnie umiera, zawsze jej było pełno nawet bywała męcząca ale teraz jest mi jej brak.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
współczuje ci z całego serca, nie obwiniaj się bo nigdzie nie ma twojej winy, taka kolej rzeczy, każdy kiedyś odejdzie. A gdzie w tym wszystkim jest twoja mama?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Moja mama ma własną rodzinę, zostawiła mojego tatę po moich narodzinach. Teraz sobie o nas przypomniała, jak taty zabrakło.. Ale jest to naprawdę zła kobieta, nie chcę jej widzieć w moim życiu.. żyje na koszt państwa, żyje z alimentów dzieci.. Pewnie chciałaby odzyskać prawa rodzicielskie do nas, a gdy zaczniemy pracować, to domagałaby się alimentów..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Bardzo Ci współczuje sle nie powinnas sie obwiniać.Potrzebujesz czasu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
To przykre że jedyna osoba na której mogłaś polegać umarła zostaliście z siostrą same i teraz razem musicie się wspierać,

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jestem z Tobą i bardzo, bardzo Ci współczuję...ale szukanie winy w sobie to najgorsze co możesz teraz zrobić. Nic nie mogłaś zrobić kiedy Twój Tata umierał, ale teraz musisz zawalczyć o siebie. Jeśli istnieje cokolwiek po życiu, to Twój Tata na pewno jest teraz z Tobą i nie chciałby żebyś była nieszczęśliwa. Pewnie minie trochę czasu zanim pogodzisz się z Jego śmiercią, ale dasz radę...musisz dać. Bardzo mocno trzymam kciuki i jestem z zTobą myślami.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość efwe43434535345
Chciałbym was przestrzec przed tym co tu wypisujecie na kafeterii. W Polsce istnieje system do podglądania i namierzania obywateli - system ten obsługiwany jest przez zwykłych ludzi; a nie żadne służby specjalne. Dostęp do tego systemu mają zwykli szarzy ludzie....tzn. wasz sąsiad, znajomy etc może was namierzyć i podglądać. Do tego systemu mają dostęp zwykli ludzie i jak zakładacie tu temat na kafeterii czy na innym forum to mogą was namierzyć tym systemem i podglądać. Ekran waszego laptopa/tabletu to kamera. W obudowach waszych laptopów są kamery które nagrywają to co robicie nawet jak laptop jest wyłączony - dźwięk i obraz. To samo z telewizorami wyposażonymi w dekodery TV-naziemnej - te telewizory mają kamerki z mikrofonem przez, które można was podglądać... Cyfrowe radio DAB+ to kolejny podsłuch w waszym domu.... Routery WIFI też mają ukryte kamery z mikrofonem do których można się łatwo podłączyć... System do podglądania sprzężony jest ze wszystkimi dostawcami internetu w Polsce i można was łatwo namierzyć. Można też namierzyć was przez komórkę i oglądać z bliska dzięki satelicie gdy niebo jest bezchmurne.... Uważajcie na siebie bo wasze komputery nagrywają to co robicie i działa to na poziomie sprzętowym(niezależnie od systemu operacyjnego). Odczytują nawet wasze myśli w głowie przez fale WIFI... System ten umożliwia namierzenie was z drugiego końca Polski.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×