Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

czy to była trauma...?

Polecane posty

Gość gość

Kiedy to piszę, wydaje mi się to tak strasznie trywialne, i chyba głównie z tego powodu mam problem, zaburzenia lękowe, problemy z facetami... bo wydaje mi się, że moja reakcja jest zupełnie nieadekwatna do wydarzenia. Zresztą to nie była jedyna sytuacja, kiedy działo mi się coś upokarzającego, i nikt kompletnie nie reagował... zastanawiam się, jak sobie z tym poradzić, jak sobie wybaczyć moje zachowanie, i przestać się użalać... Nawet nie to co ten mężczyzna zrobił jest dla mnie problemem, tylko to wyśmianie później przez ojca i wszystkich pozostałych, brak reakcji... w sumie chciałam tylko to wyrzucić, bo nigdy nikomu o tym nie byłam i pewnie nie będę w stanie powiedzieć. Boję się identycznej reakcji, jak tam mojego ojca. Sama chciałaś, przestań się użalać...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
napisz na forum co cię trapi aby się uporać z traumą musisz pierw komuś o tym powiedzieć np. na tym forum opisz nam całą sytuację

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Zemścij się

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Usunęło wszystko co napisałam... Miałam 13 lat i już wtedy byłam zahukana, z bardzo niską samooceną. Nie umiałam powiedzieć nie dorosłemu - fizycznie nie byłam do tego zdolna, bo u mnie w rodzinie "dzieci głosu nie miały", a dorosły miał zawsze rację. Prywatności też nie miałam, pamiętam, że nikt nigdy nie pukał do mojego pokoju albo łazienki, kiedy słyszałam kroki na schodach zastygałam w bezruchu, bo wiedziałam, że za chwilę otworzą się drzwi i zaraz ktoś wejdzie z jakąś pretensją. Nikt w rodzinie mnie nie wykorzystywał ani nie bił, nic z tych rzeczy... tylko po prostu się u nas nigdy nie rozmawiało - a już na pewno nie o uczuciach. Na weselu złapałam bukiet, gość który dostał krawatkę był stary, śmierdzący, obleśny i kompletnie pijany. Usadzili go koło mnie na środku sali i 100 osób patrzyło, jak przesuwa mi po udzie rękę pod sukienkę. Strzepnęłam ją, a wokół tylko rozległy się chichoty. Więc w tym momencie byłam już pewna, że nie mam wyboru, że wszyscy oczekują ode mnie, że go pocałuję, tak jak nawijał nienormalny wodzirej... Załamana nie odwróciłam nawet głowy ale chciało mi się wyć z upokorzenia. Pamiętam, jak złapał moją głowę tak żebym nie mogła jej oderwać i prawie spadłam z krzesła, wyrywając się - nikt nie zrobił nic, tylko jak upokorzona pobiegłam do łazienki poszła za mną dziewczyna mojego brata. Później przez cały wieczór gość za mną łaził, a ja chowałam się za członkami rodziny. I to byłoby nic - z tym bym sobie poradziła - ale nie z upokorzeniem i wyśmianiem przez mojego własnego ojca, i kompletną ignorancją całej reszty na moje odczucia po tym. Miałam 13 lat, a emocjonalnie pewnie dużo mniej. Kiedy nie chciałam później np. oglądać nagrania z wesela i wyszłam z pokoju, mój ojciec bezlitośnie skomentował, że "nie musiałam się tam pchać" i "sama się prosiłam". A kiedy nie chciałam już nigdy jechać z nimi na żadne wesele do tamtej rodziny, śmiał się tylko "że przecież tamtego człowieka tam nie będzie". Największe wyrzuty sumienia mam dlatego, że 10 lat później nadal potrafię na wspomnienie przepłakać pół nocy, nadal wzdrygam się z upokorzenia na to wspomnienie. A przecież to było nic takiego. Musiałam to po prostu z siebie wyrzucić, bo tak bardzo się tego wstydzę, że nigdy nikomu o tym nie powiedziałam, nie jest w stanie mi to przejść przez gardło. Pierwszy raz w życiu to piszę. Dlaczego taki drobiazg tak bardzo zatruł mi życie? Mam wrażenie, że gdyby to było coś gorszego, potrafiłabym sobie wybaczyć, a tak mam tylko i wyłącznie poczucie winy i upokorzenia. Minęło tyle lat a ja nie potrafię się go pozbyć....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jfk35
trauma to dobre określenie reakcja najzupełniej adekwatna, miałaś 13 lat... niepotrzebnie rozpamiętujesz po tylu latach, ale wiem że łatwo tak mówić 🌼

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
No wlasnie problem w tym ze wplynelo to na mnie do tego stopnia, ze nigdy nie umialam np odwzajemnic pocalunku. Wszystko czuje prawie tak jak tamto. Nie musze mowic, ze nie jestem w stanie wejsc w zwiazek. A gdyby ktos mnie zapytal, czego poza utrata ludzi ktorych kocham boje sie najbardziej, byloby to "upokorzenie" a potem dlugo dlugo nic... Mam wyrzuty sumienia bo ludzie radza sobie, przepracowuja najbardziej traumatyczne rzeczy, g***ty, molestowania, a ja pozwalam takiej p*****le rujnowac mi zycie uczuciowe. Nie umiem przestac tego rozpamietywac, probuje od 10 lat... :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jfk35
myślę, że jeśli znajdziesz odpowiedniego faceta to powinnaś się przemóc i ... dużo próbować z tymi pocałunkami, do bólu ;) a jeśli nie dasz rady, to chyba wizyta u psychologa pozostaje, inaczej zmarnujesz sobie życie 🌼

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×