Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

matka chce przyjechać do pomocy po porodzie. Czy to w ogóle potrzebne?

Polecane posty

Gość gość
21:50 a ja nie rozumiem tego fenomenu, który opisujesz. Przecież swoje dzieci już wychowała, miała swój czas. Teraz musi się pogodzić z tym że jej rola jest wręcz trzeciorzędna (na drugim miejscu po tobie jest mąż - w zdrowych związkach, a nie nieodpępowionych z mamunią). Jak można się chcieć wepchnąć do kobiety w połogu. Dziecko to małpka? Ona nadal będzie babką, nikt jej przecież tego nie zabierze :/// ale PO JAKIEGO WAŁA zaraz po porodzie? To intymny czas, po co intruzi? Rodzina to Ty, dziecko i mąż! A nie trójkąciki z mamusiami

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
To naprawdę smutne jak wy piszecie o swoich matkach. Niedługo same będziecie nimi, niektóre z was już są. Chociaż wy nie bądźcie takie jak wasze matki, by wasze córki nie narzekały potem na was. Ja rok temu po porodzie dałabym wszystko by moja mama do mnie przyjechała, ale nie było to możliwe bo mieszkam u rodziców męża. A teściowa moja to właśnie taka sama jak wasze mamy na które narzekacie, tak samo duzo gadania, pouczania, a pomocy zero. Więc rozumiem poniekąd dlaczego tak się bronicie przed pomocą. Ale mimo wszystko współczuję, że nie macie dobrych relacji z matkami.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
21:55 bardzo "mondrze" brzmiąca diagnoza, szkoda, że nietrafna. Słuchaj, ja sobie matki nie wybieralam, była zawsze władcza, wścibska i choć kocham ją jak to matkę, to jednak bardzo trudna, ciężka wręcz osoba w pożyciu. Trzeba mieć anielską cierpliwość. I co Ty myślisz, że ja będę swojemu synowi sprzedawać te cechy, p[rzez które z domu się wyprowadziłąm? NIE. ja zrobię wszystko, by nie być taka jak ona w tych kwestiach. By dać innym żyć a nie dyktować wszystkiego, nie obrażać się o niepójście do dobrodzieja na mszę, nie zabraniać nosić się na czarno bo się słucha rocka w wieku buntu 15 lat - a to wszystko moja matka robiła. Negowała każdy mój pomysł. Nie będę taka na bank.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
A im bardziej moja matka mnie chciała przerobić "na swoje kopyto" tym bardziej się buntowałam. Taka byłam, taki mam charakter, nie znosże jak ktoś mnie ustawia na siłę i narzuca swoje zdanie, a moja mama narzuca je wszystkim. Współczuć mi sie musisz, nie ma patologii, matka nie biła mnie, nie piła, jest normalną urzędniczką, osobą na poziomie. Ale ma cechy osoby znerwicowanej i takie są fakty. W dodatku niepokoi mnie jej stosunek do dzieci. Jak widzi jakiekolwiek małe dziecko to KAŻDE zaczepia, zagaduje, chce brać na ręce...czy to nie jest trochę dziwne? Dziecko sąsiadki, pani interesantki, pani na poczcie...no jest to jak obsesja.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Kocha dzieci i jest pozytywna osoba. Ty pewnie uważasz ze inne "goofniaki" są okropne i brzydkie...a Twoja matka rozczula sie na widok małego człowieka. Ty jestes zmęczona swoim i masz powyżej uszów małych dzieci a ona ma ten etap za sobą i wie ze był wspaniały. Czy chcesz czy nie cechy dziedziczymy bo to nic innego jak geny a skoro wychowywali Cie Twoi rodzice to przykro mi ale tez bedziesz taka jak oni w pewnych kwestiach (nie w 100%) bo taki mialas wzorzec zachowania. Zaklinaj sobie rzeczywistość dowoli.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Juz tak nie robcie z tych matek wyrzutkow, faktycznie, wy patrzycie na innych przez pryzmat siebie, wlasnych mam i relacji. Moja mama to jest dobra osoba jednak bardzo jojczaca i upierdliwa, nie chce byc niemila ale taka jest prawda, w dodatku caly czas komentuje i poucza mnie w najbardziej oczywistych rzeczach, ja odkad pamietam chodzilam napieta z nerwow jak struna. Mojej mamie po porodzie babcia mnie praktycznie wyrywala i chyba poczula instynkt macierzynski, a moja matka wtedy nie umiala obsluzyc noworodka, to tym bardziej po 26 latach by nie umiala. Poza tym ja przez dobre 2 miesiace przed porodem sluchalam jojczenia zebym tylko nie przenosila ciazy bo ona chce zobaczyc wnuka zanim wyjedzie na wakacje. Tak, wakacje! Tydzien po moim porodzie pojechala na 2 tygodnie i wszyscy byli szczesliwi. Aha, i nikt tu nie probuje udowodnic ze jest zosia samosia i sobie rewelacyjnie radzi. Ja np uwazam ze pierwsze tygodnie z dzieckiem byly fascynujace, ale ja mialam meza prawie 3 tygodnie w domu bo tak wyszlo, on byl od poczatku zakochany w dziecku po uszy wiec chodzilismy jak na haju. Dopiero potem sie zaczal hardcore jak bylam sama calymi dniami, wtedy owszem prosilam o dorazna pomoc. Wiem ze nie wszystkie dzieci takie sa znosne na poczatku, nie kazda rodzaca znosi tak super polog jak ja, a wy niektóre zrozumcie, ze nie kazdy ma taka kochana mame jak Wy i nie kazda z nas lubi jak im sie ktos krzata, gada i instruuje...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
22:35 dokładnie. Same mają normalne matki, które nie wtrącają się tonem znawcy. Do tej osoby co napisała, że przy swojej mamie zawsze była napięta jak struna, bo ta ciągle ją strofowała - miałam tak ZAWSZE, dlatego uznałam że wyjadę na studia im dalej od domu tym lepiej. Nie mżecie tego pojąć że nie każdy przyjaźni się ze swoją matką i nie każda matka jest dobrotliwa, empatyczna i traktuje was normalnie, a nie jak wieczne niedołęgi? Jak ktoś ma rozwinąć skrzydła skoro matka całe życie wszystko robi "lepiej"?!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ktos juz napisał ze wy swoje matki znacie najlepiej i skoro oceniacie ich pomoc jako zbyteczna i uciążliwa to za nia podziękujcie i juz. Ale wy musicie sie zachowywać jak jakies dzikie zwierzęta-ogrodzić sie murem wysokim najlepiej kolczastym, zamknąć drzwi i celebrować z mezem potomka. Jednak nie patrzycie na innych ludzi ważnych w tej relacji. Wszystko sie da załatwić normalnie ale do tego potrzeba checi ktorych wam brakuje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Straszne co czytam, nie wyobrazam sobie takich relacji z moja ukochana mamą, tak samo nie wyobrazam sobie,zeby maz g***tem bronil sie przed swoja mamą. Chyba jestesmy wielkimi szczesciarzami, ze oboje kochamy swoje mamy, co nam przecież nie przeszkadza kochac siebie nawzajem i swoje dzieci. Jestesmy bardzo zzyci ze swoimi rodzicami, a nasze dzieci z dziadkami. Nigdy bym nie pomyslala, ze matka po slubie ma spasc z pierwszego miejsca na drugie czy trzecie, kocham ją niezmiennie, oczywiscie inaczej niz męza i dzieci, ale serca przecież starczy dla wszystkich, kazdy tam swoje miejsce ma.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
moim zdaniem to zależy od tego jak kto się czuje i jaki masz charakter.zauważyłam nastepujące prawidłowości: - jak dzieciaczek dużo spi i jestgrzeczny, to samej mozna dac rade -jak masz taki charakter ze nie znosisz gdy ktos ci mowi jak masz postepowac a matka jest taka ze wszystko "zrobi lepiej" - to dziewczyny z reguly nie chcą pomocy. im bardziej ogarnieta i zaradna kobieta tym bardzej nie chce osób trzecich.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
wkurzają mnie takie osoby, które obsobaczają mnie tutaj i inne, mówiąc "och nie wiem jak można!", "ja mam taki dobry kontakt z matką!'. Kiedy zrozumiecie, że matki się nie wybiera? Od kiedy pamiętam, moja mama widziała we mnie same wady. Zawsze coś było nie tak, mimo że w szkole miałam same szóstki, wzorowe zachowanie, dostawałam nagrody - zawsze cś się na mnie znalazło. Nie powalała mi rozwinąć mojego indywiduazlizmu, za wszelką cenę chciała bym była klepiącą zdrowaśki, latającą co dzień do kościoła "starą maleńką". Nie potrafiła ze mną pogadać, byłam bardzo samotna, ile razy próbowałam pogadać np. o młodzieńczych rozterkach to mnie zbywała, mówiąc że mam "g..wno a nie problemy", co mnie bolało, bo każdy ma takie problemy na jakie wskazuje jego wiek. Nawet malucha może boleć np. to że ktoś nie chce się z nim pobawić czy cokolwiek. Matka ciągle widziała we mnie niedociągnięcia, a brata rozrabiakę miała chyba za lepszego bo jemu wolno było dużo a mnie nic. Nie dostałam przyjazni w domu i NIE WIDZE POWODU dla ktorego mialabym teraz udawać, że się z matką przyjaxnie. czas na budowanie relacji minal bezpowrotnie. Wolała caly dzien spedzac na gotowaniu, a wystarczylo zrobic zupe i cś na szybko a nie cały dzien gotować codziennie i zbywac mnie od rozmowy bo ona "czasu nie ma". Najwazniejsze w zyciu bylo dla niej napchać w kichy i odmówić zdrowaśkę. Przepraszsam,nie umiem teraz udawać ze jestesmy przyjaciolkami. Urodzenie dziecka to dla mnie moment intymny, to nasza sprawa. Każdy bedzie zbierał co zasiał. Nie zasiała przyjazni to na zobaczenie wnuka troche poczeka. mamy kontakt ale dla mnie to taka wydmuszka, piszędo niej z poczucia obowiązku.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja to dopiero mam patologie w rodzinie. Moja matka jest pijaczką. Czasem pije, czasem nie i tak w kółko. Potrafiła zaprosić rodzinę na wigilię, a potem przywitać gości nawalona w trupa. Jak jest trzeźwa, to jest spoko, ale skoro nigdy nie wiadomo kiedy się upije, to nie mam co na nią liczyć. Szczerze, to bałabym się zostawić z nią dziecko...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
gość dziś wkurzają mnie takie osoby, które obsobaczają mnie tutaj i inne, mówiąc "och nie wiem jak można!", "ja mam taki dobry kontakt z matką!'. xxxx Nie widze w tych postach obsobaczania, raczej smutek i zdziwienie, ze takie relacje sa w rodzinach i to , jak sie okazuje, nie rzadkie. Po prostu bardzo przykro to czytac, tym bardziej, ze nie znam osobiscie takiej sytuacji i przerazenie mnie ogarnia na mysl, ze moglabym sie w takiej rodzinie urodzić. Myslałam naiwnie,ze milość matka- dziecko jest absolutna i wszechobecna. Wspolczuje wam i starajcie sie,zeby wasze dziecko nigdy nie mialo powodów, aby byc w takich zimnych stosunkach z matką.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
do gościa z 11:54: jestes bardzo naiwna optymistka :). Nie każda córka ma bliski kontakt ze swoją matka. Ja tak samo jak moja poprzedniczka nigdy nie będe sie przyjaźnić z moja matka. Na to juz jest po prostu za późno. W dzieciństwie i w wieku dojrzewania byłam trzymana krótko i na dystans. Coś na zasadzie: dzieci i ryby głosu nie maja. Żadnego partnerstwa, żadnej przyjaźni. Do matki musiałam nawet odzywać sie w osobie trzeciej, a nie nezposrednie jak inne dzieci, strasznie sie tego wstydziłam :(, zazdrościłam innym koleżankom. Dziś mamy bardzo chłodne kontakty, ja sie nawet zwracam do niej bezosobowo, tak jak chciała wtedy, tak ma teraz. To z teściowa mam bliższe i cieplejsze kontakty.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Mam podobnie jak gosc z posta powyzej. zadnej wiezi z matka. jest mi ona obojetna. Na psula mi krwi i jak dosroslam usamodzilenilam sie to po prostu odcielam sie od tej toksycznej baby. Na przykladzie moim i wieleu moich kolezanke widze takie "relacje " z matkami. Jestesmy doroslymi kobietami po 30, ktore maja juz alozone swoje rodziny a te nasze matki nadal probuja na kazym kroku nas wychowywac i nas strofuja. Jest to po prostu mega zalosne.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość dfklsfhksdhfkslhfksh
U mnie byla moja mama i bardzo sie z tego ciesze. Porod mialam bardzo ciezki. Ani nami nie dyrygowala ani nie byla przewrazliwiona. Pomagala nam kiedy naprawde bylo to potrzebne - zalezy jaka jest Twoja matka - nie kazda to panikara, zolza czy dyrygantka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Mega żałosne jest to,że piszesz jakbyś nawet podstawówki nie skończyła!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Pisalam z telefonu. Przepraszam ze az tak kole w oczy Ciebie moja ortografia. Pewnie jestes jedna z takich tosycznych matek.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja chciałabym żeby matka mi zaproponowała pomoc po porodzie. Niestety nie zaproponowała. Moja matka z kolei w druga stronę. Nie chce mi pomagać bo uważa ze swoje dzieci juz wychowała i nie miała pomocy to ja tez mam sobie radzić. Uważam ze o ile się da to lepiej dbać o dobry kontakt z matka. Bo jak będzie kiedys potrzebna opieka do dziecka to babcia jest bardzo przydatna.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
A u mnie najpierw przyleciała teściowa , jak mała miała 7 dni ( teściówa przyleciała, na 6 dni ) oczywiście przyleciała z szwagierka ( one całe dnie kawkę piją u niej w domu ) i niespodzianka wzięła ze sobą wnuczkę 16 lat bo w szkole strajkowali . Teściowa tylko śniadanie robiła i ona chce tu i tam , w nocy do 4 nad ranem śmiechy i hihy . Wykończyli mnie , ja miałam 28 szwów , ruszać się nie mogłam ( przy siusianiu prawie płakałam , ) a teściowa ze co ja taka niezadowolona . A ja byłam tak zmęczona ze żuć sił nie miałam . A mój maź jak poprosiłam o ciszę , jak śmie to jego matka . Ona poleciała moja przyleciała i u niej zaczęło się klimaterium , następna niezadowolona nieszczęśliwa , ona przyjechała żeby coś wiedzieć I mam z nim chodzić po mieście , to powiedziałam że przyjechała do swej pierwszej wnuczki . Boże litości , skarżyła się później wszystkim że nie kupiłam jej ulubionej kawy ( jakobs ) mój mąż pije kawę ja kawy nie piję , ona piła u nas ale jak ja mogłam nie pomyśleć o tym że jej kawy nie było nas w domu . Sorry właśnie urodziłam . Przy następnym dziecku , Żadnej" pomocy" bo to nie pomoc była tylko terror , kto jest najważniejszy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Hmm pisalalam o 10:35, ja nie moge powiedziec ze matke mam toksyczna, nigdy nie udalo sie jej mnie przerobic na swoja modle, chociaz dobrze mnie wychowala bo duzo do mnie mowila - nie mylic z rozmawianiem, bo jej tez nigdy nie interesowaly moje rozterki, do tej pory nie interesuja - czesto musialam wysluchac monologu z uwzglednieniem tego jaka ona jest super (a np jej matka to juz nie super), no ale to jest uwazam madra kobieta, duzo przeszla, wiec costam zostalo z tego co mowila, mowi. Ja kocham mame, lubie nawet, lubie z nia czasem pogadać, ale niestety irytuje mnie, wiec czasem wytrzymam z nia pol godziny, czasem 3, najczesciej spotkanie konczy sie wieksza lub mniejsza kłótnia. Ona jest troche w stylu matki Bridget Jones... ze swoja matka tez sie nie umie dogadac, moja babcia ze swoja tez nie umie (tak, mam prababcie) i ja sie ciesze ze w tym calym babincu mam syna, moze chociaz mi sie uda:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
O 22.35 pisalam*

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
czas na budowanie relacji minal bezpowrotnie. Wolała caly dzien spedzac na gotowaniu, a wystarczylo zrobic zupe i cś na szybko a nie cały dzien gotować codziennie i zbywac mnie od rozmowy bo ona "czasu nie ma". Najwazniejsze w zyciu bylo dla niej napchać w kichy x Haha, a ja akurat jestem przypadkiem na bieżąco świadkiem wytykania matce przez dzieci, że nie stoi cały dzień przy garach, żeby im (ciepły oczywiście) dwu-trzydaniowy obiad pod paszcze podetknąć, jak już się raczą zjawić w domu. A rozmowy psychologiczno- wychowawcze to może sobie wsadzić, wolą się napchać i zamknąć u siebie :D Co za zderzenie postaw i poglądów :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
15:43 Dokładnie to samo czuję. Moją matkę cenię za dobre serce, zasady moralne, pracowitość, dobroć dla ludzi. Naprawdę o mnie dbała. Ale TYLKO materialnie. Zadnej głebszej więzi, tez włąśnie był ten dytans i pamiętam jak zazdrosciłam koleżance że ona ze swoją mamą jak przyjaciółki, razem gadają na kazdy temat. Przychodziłam tam poczuć trochę kobiecego ciepła od straszej, serdecznej kobiety, która nie uwazała jak moja matka że dzieci i ryby to głosu nie mają. W domu dostawałam rzeczy jedynie materiane no i wychowanie na porządną dziewczynę, wiem, to dużo, ale jednak żal że zawsze moje problemy były dla niej niczym, to boli do dzis. Do wnuka może i niech przyjedzie, ale nie bdzie to z mojejs trony zachwyt ze przyjaciółka przyjechała. Mama jest dla mnie troche jak taki zimny monument. Jest godna podziwu i szacunku bo wiele przeszla w dziecinstwie i mlodosci, dobrze wychowala dzieci, ale niestety posucha w więzi emocjonalnej była duża

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Strach pomyśleć co by było gdyby było się matką jednej z was. Dobrze ze nie mam córki ale za to trzech chłopaków,dreszcze mnie przeszywają na samą myśli jak mi któryś przyprowadzi jakieś niewychowane badziewie.Które będzie mu suszyć łeb czy tesciową może przyjąć,kiedy jaśnie pozwoli albo kiedy zechce etc. Od jutra zaczynam uczyć najstarszego jak ma postrzegać kobiety,na co zwracać uwagę,choć nie uczę chamstwa ale czasem w związku jak czytam tutaj jest potrzebne.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość swiezo upieczona mama
Tez myślałam jak Ty. Po co mi pomoc? Okazalo się, ze trafilo mi sie dziecko malo spiace i z bolacym brzuszkiem. Po porodzie nie odespalam ani razu, a minelo juz 3 tygodnie. Często noce i dnie nieprzespane bo mala boli lub nie spi, bo glodna (początkowe problemy z laktacja). Psychicznie bylam w dołku. Pomalu jest lepiej, karmienie jest ok. Ale mala ma problemy z brzuszkiem i zapowiadaja się 3 miesiące z kolkami ;-) mam pomoc męża, który ogarnia dom i jedzenie, czasem mala. Ale to ja ja karmie, a ona chce jeść bardzo duzo, wiec nie moge jej nikomu dać do opieki mamie itd. W dalszym ciagu nie chce pomocy rodziny, ale czuje, ze na dłuższą metę moze poproszę o pomoc.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
18:05 poy****a jestes???, a co, myslisz ze wskoczysz synkowi do domu bez pytania? masz swoj! jak zalozy swoja rodzine to musisz grzecznie pytac czy życzą sobie izyty. nie wiesz o tym ze to juz nie bedzie tylko jego mieszkanie ale skoro mieszkaja razem to oboweiązuje pytać wspollokatora??? poza tym nie myśl sobie ze jak bedziesz niemila dla synowej to syn ci pozwoli tam łazić. druga sprawa, matka synowej - tez nie moze przychodzic bez pytania. takie fakty. ty sie wpychasz swoim bez pytania rodzicom? ja z mezemz awsze pytamy rodziców czy danego dnia mozna przyjsc. glupia kretynko, idz pod pałac prezydencki na krucjatę. a co, mam matke zapraszac do domu? swoje dzieci juz miala, nie dla psa kielbasa

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ludzie, jak czytam niektorych to mam wrazenie ze jestescie tępi do kwadratu. Albo czarne albo białe. Autorce jak i kilku innym osobom nie chodzi o to żeby udowodnic swiatu ze z nich herod-baby zosie samosie itp, tylko o to ze czesto te "matki/tesciowe" mowia ze przyjada pomoc, tymczasem ich pomoc to bedzie wyrywanie dziecka z rak rodzicow z tekstem "ja to zrobie lepiej, ty przeciez nic nie umiesz". Posiedza, napsuja krwi, pojada, a kobieta zostanie zielona z nadszarpnietymi nerwami i kompleksami ze nie nadaje sie na matke. A wyobrazcie sobie, ze sa takie matki/tesciowe ktore przyjezdzaja niby pomoc a w rzeczywistosci to jeszcze przy nich trzeba skakac , podac sniadanko kolacje, obiadej ugotowac i pod nos podstawic, zrobic kawusie i jeszcze sluvhac tekstow "to nie tak, tego nie rob, wez go na rece, odloz do lozeczka niech sie wyplacze, przewin, pobujaj, teraz nie bujaj, ale beznadziejnie karmisz - nie umiesz to nie tak sie robi, itd". Kiedy pojmiecie, ze nie kazda matka chce pomoc i jest to dzialanie bezinteresowne z czystego serca, a jedynie kolejna okazja do pouczania i krytyki swojej corki czy synowej. Pogratulowac tym ktore maja wspaniale matki czy tesciowe ktore faktycznie pomagaja czy delikatnie cos doradza z dobrego serca a nie z checi ukazania braku wiedzy calemu swiatu kobiety - swiezo upieczonej matki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
autorko, nie wiem, po co Twoja matka zwala Ci się na głowę jak jesteś osłabiona po tak ważnym wydarzeniu. ale jej na to nie pozwól.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Moja pomagała mi od razu odkąd wrocilam ze szpitala przez 2 tygodnie. Poród miałam z komplikacjami, długi, stracilam dużo krwi, nacierpialam się, co i tak skończyło się CC chwile przed partymi. Lezalam 10 dni w szpitalu, którym nazwę rzeźnia. Lekarka prawie zabiła mi dziecko, obrazala mnie, położne tak samo, dowalaly na każdym kroku. Dzień w dzień ryczalam i po wyjściu od razu poczulam się lepiej. Mama sprzatala, gotowala i czasem pomagała przy dziecku.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×