Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Facet jest od tego żeby utrzymać kobietę na dobrym poziomie

Polecane posty

Teraz są takie czasy że powinno się wzajemnie wspierać a nie tylko wymagać. Chyba nikt by nie chciał być traktowany przedmiotowo więc szanujmy siebie. Kobiety same otwarcie mówią że raczej nie chcą planować dużej rodziny więc jak będzie chciała pogodzić pracę, dom i wychowywanie dzieci to jej się uda. Dużo takich kobiet i sobie radzą a zawsze jest to jakieś "koło ratunkowe" gdyby okazało się że ta druga osoba straciła pracę, chce ją zmienić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Co wy się tak uczepiliscie tego niepracujacego kolesia? Przeciez to jego zycie i jego sprawa co z nim robi. Przejedzie sie na tym to tez pretensje bedzie mial tylko do siebie. Wy mu chyba zazdroscicie, bo inaczej mielibyscie to w dupie. Co do rozwoju poprzez prace zawodową to zalezy gdzue sie oracuje i co sie robi. Wiekszosc osob w tym kraju ma beznadzuejna pracw na ktora traci 8-12 h dziennie. I gdzue tu czas na rozwoj? Ja pracuje w sekretariacie. I co, czy ta praca rozwija? Caly dzien robie pierdolowate rzeczy typu adresowanie kopert, wypelnianie tabelek na kompie i parzenie kawy... Czy to mnie rozwija? Dopiero teraz jak jestem w ciazu i siedze w domu to mam czas na rozwoj. Nadrabiam zaleglosci w literaturze, bardzuej orientuje się co sie dzieje na swiecie. Ktos mi zaraz napisze, ze pracujac tez mozna znakezc czas na rozwoj. Praca razem z dojazdami zajmowala mi 10 h dziennie. Jak wracalam to niewiele czasu mialam na inne rzeczy, a gdzie jeszcze odpoczynek, rozrywka? Teraz jest super, mam na wszystko czas, jestem wypoczęta, zdrowo sie odżywiam bo mam czas na gotowanie, moglabym nie pracowac cake zycie i moj rozwój inteletualny by tylko na tym zyskal.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Sory za literówki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
do dziewczyny powyzej - dla wielu osob, w tym kobiet bedziesz miala dobra prace - sama bym taka chciala:) moze i nie rozwija, ale zauwaz reakcje,gdy mowisz gdzie pracujesz - ja mialam prace taka jak Ty, pare lat temu,to byla moja pierwsza praca i jak komus mowilam to czulam sie sama przed soba dobrze i "elegancko'":P zreszta nawet jak ktos pytal gdzie to sam sobie nieraz odpowiadal "pewnie w biurze";) mimo, ze ta praca byla taka, ze wiecej mialam czasu na czytanie lub nauke (bo moglam) niz mialam zajec zawodowych;) potem kolejna praca byla tez ok, ale mowiac o niej mialam wrazenie, ze to jakis spadek spoleczny, moze dlatego, ze to nie byla praca z ludzmi przy ludziach - jedynie kontakt mialam z klientem przez tel/mail

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
i tak ogolnie mowiac to taka rozwijajaca praca to wg mnie bedzie np praca naukowa,gdzie sie cos odkrywa lub praca dla innych, spoleczna,np w fundacji, moze praca jako prawnik, lekarz... ale czy inne prace sa rozwojowe? biurowa z utartymi schematami, w banku to samo, to samo w sklepie, bez obrazy dla nikogo jak dla mnie wiekszosc prac nie niesie mozliwosci rozwoju...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
No niby masz racje. W czasie studiów pracowałam w sklepie, wyobraz sobie jak się czułam... Sekretariat a sklep to niebo a ziemia. Chodzi mi tylko o to, że nawet jak ma się ten szacunek spoleczenstwa to nie znaczy, że nas to rozwija. Są dwie opcje. Albo tracisz czas na prace i nie masz czasu na rozwoj, rozwijanie zainteresowan itd ale za to ludzie cie szanuja, albo nie pracujesz i zyjesz jak chcesz, robisz co chcesz i kiedy chcesz, bo nie masz szefa nad głowa i masz wiecej czasu na rozwój taki jakiego potrzebujesz. Takze albo zyjesz wedlug siebie albo wedlug innych :) ja zawsze chciałam przed innymi wyjsc na ambitną, zdolna osobę. Robiłam to co trzeba, to co jest spolecznie akceptowane. Teraz robie to co chce, bo mam przerwe od pracy i czuje się dużo szczesliwsza. Może dla niektórych jestem nieambitna, siedząca w domu "krowa rozplodowa" jak sie mowi na tym forum. Ale wiesz co, zaczelo mi to byc obojętne. Lepiej się czuje odkąd żyje wedlug siebie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Zgadzam się. 14.53 te zawody są rozwijajace, ale ile osób na tym forum ma taką pracę? Prawda jest taka, że kafeterie oblegaja osoby z beznadzuejna pracą, sfrustrowane swoim życiem, ale zeby dopiec tym, ktorzy maja lepiej to pisza jak to niby się nie rozwijają, a taka kura domowa tylko obiadami się interesuje. Mylą się. Właśnie wiele kur domowych bardziej sie rozwija, niż taka kasjerka, która nie ma na to czasu, bo po 12- godzinej zmianie pada na pysk.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
14:59 Lubie takie babki jak ty, nie myslisz stereotypowo "co se ludzie pomysla" i tak dalej, ja tez jakbym mogla to bym najchetniej rzucila prace, uczyla sie jezykow, czytala ciekawe ksiazki, poswiecila sie swoim pasjom (malowanie, szycie, pisanie)... jak je robie to dopiero czuje, ze zyje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
*jak sie im poswiecam sorki, spalam 4 h dzisiaj :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
No dokladnie o to chodzi! Fajnie miec na to czas. Niestety trzrba za coś żyć i tracic czas na prace :/ jesli jest taka, ze rozwija typu lekarz itd to ok, ale wiekszosc zawodow to porażka. Ludzie pracuja bo muszą i wiekszosc z nich z chęcią by to rzucila w pizdu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja studiuję zaocznie na polibudzie i 90% studentów zaocznych ma pracę, ma rodzinę, doginają często 8-12h dziennie, a na polibudzie od 7 do 19 w soboty i niedziele, a czy to wystarczy? Oj nieee, na zaocznych trzeba w tygodniu poświęcić trochę czasu po pracy na powtórzenie materiałów, czy zrobienie sprawozdania na laboratorium, albo części składowej jakiegoś projektu... To nie rozpieszczone lekkoduchy pchnęły naszą cywilizację do przodu, oni tylko mówią i swoimi słowami usprawiedliwiają swoje życie, może mają wiedzy więcej niż przeciętny Kowalski, ale i tak nigdy nie zrobią z niej żadnego pożytku, to tytani pracy ciągną ten świat do przodu, a ci studenci, o których piszę nie są tytanami pracy, to zwykli zawzięci ludzie, którzy tyrają, żeby coś osiągnąć. Gdyby współczesnych ludzi wrzucić w realia powiedzmy czasów początków rewolucji przemysłowej, to chyba większość wpadła by w obłęd od pracy 6 dni w tygodniu 12 godzin dziennie (to przestało być standardem ledwie 100 lat temu) i to tyry, w dzisiejszych warunkach "niehumanitarnej", im nam łatwiej, tym bardziej się rozleniwiamy, niedługo wszyscy będą zbyt delikatni, żeby wziąć młotek w rękę... Ja do niedawna przez 2 lata prowadziłem tryb życia 12h pracy dziennie od pn do pt i 12h w soboty i niedziele na uczelni + dojazdy na uczelnię ponad 100km i uważałem się z tego tytułu za mega kozaka, aż okazało się, że na ok 50 osób na roku, były co najmniej dwie, które pracowały jeszcze więcej niż ja, miały dziecko i lepiej ogarniały uczelnię... Ja akurat nie robię tego dla ludzkości, na pewno nie jestem tytanem pracy, a Wy róbcie co tam chcecie, ale nie mówcie, że się nie da, po prostu jesteście leniwi (ja też przez te 2 lata byłem codziennie zmęczony, ale jednocześnie miałem z tego satysfakcję, tylko deficyt snu mnie naprawdę dobijał psychicznie). W końcu, żeby pogodzić pracę z rozwojem nie trzeba wcale robić polibudy przez, którą musiałem tyle pracować, bo trzeba jeszcze zabulić 4,6 tyś zł rocznie na czesne + powiązane wydatki, a w moim miasteczku stawki są raczej minimalne... Ale jak pracujecie 8 godzin dziennie i resztę dnia + weekend spędzacie regenerując się w pozycji horyzontalnej, to chyba trochę głupio by Wam było tak podejść do grupy studentów zaocznych, jakiejś w miarę poważnej uczelni i przedstawić swoje teorie? Zjedli by Was...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×