Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość krycha555

Odratować złamane serce...

Polecane posty

Gość krycha555

Hej:) sama się sobie dziwię, że odważyłam się tu zajrzeć i napisać... Problem jest i mimo tłumaczeń koleżanek nie mogę sama sobie z tym poradzić... Kilka miesięcy temu poznałam chłopaka.. ale miałam narzeczonego , sytuacja się tak rozwinęła, że rzuciłam faceta... nie do końca dla tego nowego,. Zaczęłam się z nim spotykać.. wszystko było ok, niestety trochę musiałam się ukrywać z racji ex... aż tu po 2 miesięcznej znajomości On zamilkł... tak z dnia na dzień... nie do końca to tak, że ja sobie coś uroiłam, że ja i On... to On zabiegał, to on pisał, że tęskni, nie nie wytrzyma tyle dni beze mnie... i ku**a z dnia na dzień cisza... oj przepłakałam trochę... minął miesiąc poukładałam się odrobinę i tu trach.. sms po czym przyszedł przeprosić.. wyjaśnić.. " nie wiem co mi odwaliło.. wiem, że źle się zachowałem, chciałbym z Tobą porozmawiać na spokojnie.. może tego i tego dnia?.." No nie powiem, pojechałam trochę po nim, wiem że nie powinnam ale to było silniejsze ode mnie.. A co najgorsze, dziś ten dzień, kiedy mieliśmy się spotkać ... i znowu cisza.. Mam taką ochotę się na nim odegrać.. tylko JAK????? heeelp meee

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Za jakiś czas pewnie znowu się będzie nudził i się odezwie - i wtedy go stanowczo olej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
sorry Autorko, jeśli waliłeś swojego narzeczonego w rogi, to absolutnie sobie na tę akcję zasłużyłaś :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość krycha555
Od jakiegoś czasu dręczy mnie pewna myśl. Chciałam porozmawiać o moim problemie z przyjaciółką, ze znajomymi, ale jakoś nie mogę się przełamać i poruszyć z nimi tego tematu. Nie chcę wyjść na wariatkę, czy na przewrażliwioną osobę, która z igły robi widły. Mianowicie wydaje mi się, że mam problem z alkoholem. Dla wyjaśnienia napiszę, że mój ojciec jest alkoholikiem, niestety nigdy się nie leczył i nie zamierza. Jak to zawsze mówił, ma stałą pracę, w większości utrzymuje dom i może sobie pozwolić na wypicie kilku piw. Szkoda tylko, że zaczynając od kilku piw kończy na wódce. Wychowałam się w dość toksycznych warunkach. Ojciec pił odkąd pamiętam, zaczynał z kolegami w piątek po pracy, a kończył w niedzielę. Kłótnie, awantury, szarpaniny ojca z moim starszym bratem, później z mamą - to było moje dzieciństwo. Ale jak ktoś zapyta, to absolutnie nie jest alkoholikiem. Mój dziadek również był uzależniony od alkoholu, ogólnie rodzina mojego taty lubi często zajrzeć do kieliszka. Pierwszy raz upiłam się mając jakieś 15 lat, było to jedno piwo, z mijającym wiekiem piłam coraz więcej. Oczywiście jedynie w gronie przyjaciół na ogniskach, grillach, i tym podobnych spędach. W liceum zrezygnowałam z piw i drinków, zaczęłam pić na imprezach wódkę, po jakimś czasie nie potrafiłam już bawić się bez alkoholu. Nie zwracałam w ogóle na to uwagi, była impreza - było picie. W końcu pili wszyscy, więc dlaczego ja miałabym rezygnować z tego przywileju? Obecnie studiuję i pracuję, mam mniej czasu na picie, ale jak tylko udam się na jakąś imprezę, to nigdy nie odmówię alkoholu. NIE POTRAFIĘ bawić się bez przynajmniej kilku piw albo kilku głębszych, niestety jak zaczynam pić i załączy mi się tak zwana "ssąca", pije do wyczerpania zapasów albo sił. Zawsze zaczyna się od małych ilości, a kończy na wiadrach piwa albo wódki. Zawsze mówię sobie, że wypije mniej albo wcale, ale jest, jak zwykle. Na szczęście mam normalnych i zaufanych znajomych, którzy doskonale mnie znają i kiedy jest taka potrzeba dobrze się mną zaopiekują, dzięki czemu nigdy nie spotkała mnie żadna niemiła sytuacja na tzw. zgonie. Jest mi z tym bardzo trudno, czasami mam dość moich przyzwyczajeń, mojego picia, ale na imprezie nie potrafię racjonalnie myśleć, nie potrafię nie pić. Do tej pory powtarzałam sobie, że jestem młoda, muszę się wyszaleć, a picie alkoholu w moim wieku jest normalne, ale naprawdę zaczynam się obawiać. Boje się, że popadnę w jakiś alkoholizm, że może to na mnie padło bycie wierną kopią ojca? Sama już nie wiem, co o tym myśleć. A Wy jak sądzicie? Moje zachowanie, które opisałam powyżej podchodzi już pod wczesny alkoholizm?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Krycha555
Do gosc; nigdy nie zdradzilam narzeczonego... nigdy! Latwo jest powiedziec tak Ci dobrze.. moze Twoje serce slucha rozumu, niestety nie wszyscy maja tak dobrze.. poza tym olej go.. to nie takie latwe... nie moge sobie pozwolic na to aby taki ktos jak On tak sobie ze mnie zakpil..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×