Gość gość Napisano Lipiec 30, 2017 Jak odtworzyłam błonę cieficzą, historia mego życia: Szłam sobie polną dróżką, pewnego czerfcowego poranka, znalazłam na drodze tejże kawałek latawca z metalowego metalu i wsadziłam do kieszeni, szłam dalej i dalej, aż zaczął padać śnieg, wtedy to zza krzaczka wyłonił się mały, rudy kotek, ledwo go zauważyłam, wszak padał biały śnieg. Wzięłam go do kieszeni i szłam dalej. Idę, idę, patrzę, a tu mała owieczka, patrzy na mnie, to wzięłam ją do plecaka i idę dalej, idę ,idę, znalazłam małego wombata, który zaplątał się w kłębek wełny i watę cukrową, nie miałam już gdzie tego wsadzić, a lubię zbierać różne rzeczy, to kucnęłam i wsadziłam do pochwy. Tym sposobem odtworzyłam sobie błonę dzieficzą, ponieważ nie mogłam ich potem wyciągnąć i jestem dziewicą do dziś, bo żaden męnszczyzna nie potrafi znaleźć mojej pochewki, tak skubaną ukryłam pod warstwą folii. Udostępnij ten post Link to postu Udostępnij na innych stronach