Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
Gość Kola33

Lanie w latach 90.

Polecane posty

Gość Gość

Rocznik '79. Dostałam 3 razy w tyłek ręką. Jednak nie zasłużenie: raz za podrobienie podpisu mamy pod uwagą brata (wystarczyło wytłumaczyć; podpisałam, bo nie chciałam, by brat dostał pasem), drugi raz za zgubienie kleju biurowego w tubie i nożyczek (to było z ich strony przegięcie, chociaż do dziś MEGA szanuję każdą rzecz, jaką mam - może dlatego?) a trzeci raz nie pamiętam za co. Mój brat dostawał częściej, nawet pasem, nigdy kablem. Nie pochwalam bicia pasem, kablem itp. ale zdrowy klaps, gdy inne metody zawodzą, nie jest wg mnie traumą. Za to mój tato był typowym "chłopcem do bicia, najczęściej za starszego brata, który umiał na niego zrzucić winę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Szczęśliwa

Nigdy nie byłam bita w żaden sposób, nie kojarzę nawet klapsa. Zostałam dobrze wychowana i mam bardzo duży szacunek do moich rodziców. Spędzali ze mną dużo czasu i rozmawialiśmy o wszystkim, nie byłam jak większość koleżanek chowana samopas.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość moe

Mnie rodzice bili często, jak sobie zasłużyłam to nawet i parę razy dziennie i wyrosłam na normalną zdrową osobę. I dziękuje im że nie pozwolili mi wleźć sobie na głowę. Teraz mam 34 lata, pracuję w dużej firmie, jestem tłumaczem, stać mnie na wynajem wielkiego apartamentu i mam do rodziców szacunek taki jak do nikogo. Swoje dzieci też będę wychowywać w ten sam sposób.

x

 Czyli pare razy dziennie zasluzylas? Wniosek, chyba nie rozumialas, jak sie zachowywac - widac ci tego nie wytlumaczyli dostatecznie. Dlaczego niby wchodzilas im na głowe? próba sił? na złosc im?   u nas w domu dzieci nikt nie uderzyl, ale tez nie bylo powodów, wszyscy bylismy zaprzyjaznieni, a wobec przyjaciól czlowiek zachowuje sie lojalnie, a nie wchodzi na głowe. Żadne wychowanie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość izussek

No bylo lanie i to nie jedno 😄 Skorzanym pasem na gola pupe 😛

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość J84

Ja dostałem może z 10 lań w swoim życiu więc na tamte czasy to nie było nic nadzwyczajnego. Zdarzały się lania zarówno pasem jak i kablem. Pamiętam ten szczypiący ból po pasie no ale kabel był jeszcze gorszy. Kabel był od grzałki - bordowy w gumowej izolacji. Poza bólem pamietam też slady jakie zostawiał na tyłku i udach. Kiedys jak dostalem lanie tym kablem mialem isc na basen nastepnego dnia to przytomnie sprawdzilem czy widac ze dostałem. Pręgi na tyłku były tak widoczne, źe było oczywiste ze dostałem i wstydziłem się pójść na basen.

Ogólnie to mama  mnie często straszyła laniem zwykle biorąc kabel do ręki. Było to bardzo skuteczne co prawda ale nie popieram takich metod. Z drugiej strony żalu też nie mam.

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość aga79

Byłam "córeczką tatusia", jednak nie zmieniało to faktu, że w tyłek dostałam od tatusia jak bardzo przegięłam. Na szczęście nie kablem, a pasem. Nie powiem bo tyłek nie raz bolał i szczypał tak, że pocierałam tyłkiem po podłodze nie raz :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Asia
Dnia 5.09.2019 o 19:14, Gość Ja byłam bita... napisał:

Rocznik 1984. Tak, byłam bita i to bez żadnego powodu często. Byłam grzecznym spokojnym dzieckiem a i tak byłam bita. Jeden przykład: nie powiedziałam matce o zebraniu w szkole o którym nie wiedziałam bo wcześniej byłam chora i nie było mnie w szkole kilka dni. Nikt mi po przyjściu nie powiedział o zebraniu. Matka się przypadkiem dowiedziała o tym zebraniu, bo spotkała matkę mojej koleżanki z klasy. Po czym jak tylko weszła do domu to wzięła kabel i zaczęła mnie bić, ja nawet nie wiedziałam za co. Takiego bicia bez powodu było mnóstwo. Oprócz tego przemoc psychiczna, wyzywanie, darcie ryja z byle powodu, porównywanie z innymi. Tata też mnie bił. Ogólnie źle wspominam dzieciństwo. Byłam bardzo znerwicowanym nieśmiałym dzieckiem. Niestety to wszystko rzutuje na mnie do teraz. Wciąż jestem nieśmiała, znerwicowana, boję się sytuacji społecznych. Mam też wadę wymowy, która mogła wziąć się z bicia i toksycznych relacji w domu...

Łącze się z toba w bólu. U mnie tez tak było. Nawet nie raz nie wiedziałam za co było to bicie. Kiedyś zgubiłam czapkę i matka tak mnie zbiła ze aż miałam popuchnięte palce, bo się zasłaniałam. Nie dość ze byłam smutna z powodu czapki to jeszcze na koniec lanie. Tez jestem znerwicowana, nieśmiała, nie potrafię mówić nie bo nauczyłam się poddawać przemocy a nie walczyć i stawiać na swoim. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Asia

Dodam ze moi już teraz starzy rodzice są okropnie roszczeniowi i zawsze jak dzwonię dostaje reprymendę ze powinnam rzucić prace i przyjechać do nich, wprowadzić się tam i zajmować się nimi, bo jestem ich córka. Maja gdzies ze mieszkają na wsi i tam nawet nie znalazłabym pracy. A mieszkać musiałabym u nich w jednym pokoju i to oczywiście bez męża. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 4.09.2019 o 13:43, Gość lidia napisał:

Mnie rodzice bili często, jak sobie zasłużyłam to nawet i parę razy dziennie i wyrosłam na normalną zdrową osobę. I dziękuje im że nie pozwolili mi wleźć sobie na głowę. Teraz mam 34 lata, pracuję w dużej firmie, jestem tłumaczem, stać mnie na wynajem wielkiego apartamentu i mam do rodziców szacunek taki jak do nikogo. Swoje dzieci też będę wychowywać w ten sam sposób.

Bałaś się lania i pasa

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 4.09.2019 o 04:43, Gość lidia napisał:

Mnie rodzice bili często, jak sobie zasłużyłam to nawet i parę razy dziennie i wyrosłam na normalną zdrową osobę. I dziękuje im że nie pozwolili mi wleźć sobie na głowę. Teraz mam 34 lata, pracuję w dużej firmie, jestem tłumaczem, stać mnie na wynajem wielkiego apartamentu i mam do rodziców szacunek taki jak do nikogo. Swoje dzieci też będę wychowywać w ten sam sposób.

Bardzo rozsadne podejscie do zycia, szkoda ze teraz tak malo jest takich kobiet. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

U mnie nawet w latach 2000 się zdarzały lania. Wiem, że wiele moich rówieśników nie dostało nigdy lania, ale byli też tacy, co dostawali. Ja dostawałam 2-3 razy w roku. Zawsze musiałam zdjąć spodnie/spódnice/rajstopy tak, żeby na tyłku zostały tylko majtki. Przekładałam się przez jakiś mebel i dostawałam 5-15 pasów. Słabsze lanie, 5 pasów też bolało, ale na drugi dzień prawie nie było czuć a po dwóch dniach prawie  nie było śladów na pupie i można było np. ubrać strój kąpielowy i iść na basen. Ale po 15 pasach ze 3 dni nie szło usiąść, tyłek był spuchnięty a siniaki były widoczne nawet po tygodniu. Na szczęście najczęściej dostawałam po 10 pasów, czyli solidne i bolesne lanie, ale tyłek w miarę szybko dochodził do siebie. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 20.08.2025 o 16:16, Ndia napisał:

U mnie nawet w latach 2000 się zdarzały lania. Wiem, że wiele moich rówieśników nie dostało nigdy lania, ale byli też tacy, co dostawali. Ja dostawałam 2-3 razy w roku. Zawsze musiałam zdjąć spodnie/spódnice/rajstopy tak, żeby na tyłku zostały tylko majtki. Przekładałam się przez jakiś mebel i dostawałam 5-15 pasów. Słabsze lanie, 5 pasów też bolało, ale na drugi dzień prawie nie było czuć a po dwóch dniach prawie  nie było śladów na pupie i można było np. ubrać strój kąpielowy i iść na basen. Ale po 15 pasach ze 3 dni nie szło usiąść, tyłek był spuchnięty a siniaki były widoczne namwet po tygodniu. Na szczęście najczęściej dostawałam po 10 pasów, czyli solidne i bolesne lanie, ale tyłek w miarę szybko dochodził do siebie. 

A majtki też musila sciagnac do lania 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Pawel40 napisał:

A majtki też musila sciagnac do lania 

 

Nie. Zawsze dostawałam przez majtki. Zawsze na tyłku była tylko jedna warstwa materiału i każde lanie było podobnie bolesne - w zależności od ilości pasów a nie ubrania. No i nie musiałam wstydzić się gołej pupy - to byłoby bardzo poniżające. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Moje dzieci urodziły się w latach siedemdziesiątych i nigdy nie dostały w tyłek, choć ja sama, w swojej młodości, lanie pasem i to na gołą pupę uważałam za rzecz bardzo nieprzyjemną, ale naturalną. Ząb, jak trzeba było wyrwać, to było się prowadzonym do dentysty i pomimo, że bolało chyba gorzej od lania, to się wyrywało (coś takiego, jak znieczulenie było nieznane, to znaczy znieczulano, ale zastrzyk z tym znieczuleniem bolał tak, jakby ząb wyrywano na żywca). My dzieciaki lanie traktowaliśmy tak samo, jak pójście do dentysty. Wizyta u dentysty miała nam pomóc – lanie też. Następnego dnia już ani ząb, ani tyłek nie bolał. Po laniu prócz bólu pamiętało się jednak wstyd, bo do bicia obowiązkowo trzeba było wystawiać gołą pupę. I wierzcie mi, że często wolałabym dostać lanie przez trzy dni z rzędu niż przeżyć koszmarny wstyd musząc raz po raz opuszczać majtki do kolan przy młodszym bracie a czasami także przy kuzynach, którzy „mieli nosa”, kiedy trzeba nas odwiedzić. Mój goły tyłek bity pasem oglądali tak często, że się do tego w zasadzie przyzwyczaiłam.

Im byłam starsza, tym bardziej lanie traktowałam jak specyficzny rytuał. Komuś trzeba było podać pas, opuścić majtki do kolan, wypiąć gołą pupę, na której lądowało kilka lub kilkanaście bolesnych batów, i już. Czy lanie było zasłużone czy nie, nikt się nie zastanawiał.

Ja swoim dzieciakom wolałam wytłumaczyć co robią nie tak, jak trzeba, choć często ręka mnie świerzbiła by sięgnąć po pasa.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Do Fantazji.

Tomek, rocznik 1960. Miałem podobnie. W tamtych czasach niemal jedynym wychowaniem było wychowanie pasem. W podstawówce było to nagminne, w szkole średniej niemal też. I tak jak Ty porządne  lańsko zawsze miałem na goły tyłek z tą różnicą że nie odbywało się ono przy świadkach.  Potem były kłopoty z siadaniem. W domu dostawali i chłopcy i dziewczęta.  A gdy się narozrabiało, to można było oberwać na gola nawet po kilku dniach od poprzedniego lania. Było przewinienie-- była kara którą było lanie.  Często był też płacz już na widok ojca z paskiem w ręku i  krzyk w trakcie  z solenną obietnicą poprawy.  Lanie traktowaliśmy jak coś normalnego, a widok wiszącego paska nad łóżkiem czy w przedpokoju u koleżanki czy kolegi  nikogo nie dziwił.  Słyszałem  np od kolegów :-- nie mogę iść z wami pograć w piłkę, bo dostanę lanie. I każdy ze zrozumieniem kiwał głową. Obowiązywała zasada :-- mieszkasz z nami, masz się słuchać. Tak nas wtedy wychowywano.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dzieciństwo moje przypadło na lata 70 i praktycznie w każdym domu i u każdej koleżanki lania odbywały się regularnie. Nie kojarzę nikogo kto byłby wychowywany bezstresowo. Mało tego, lanie można było dostać od rodziców, od nauczycieli, od opiekunów na obozie czy kolonii czy całkowicie obcej osoby która zareagowała na was wybryk. W domu miałam starszą o 3 lata siostrę i siostrę bliźniaczkę. Uczone na przykładzie starszej siostry posłuszeństwa pierwsze poważne lanie dostałam w podstawówce, wcześniej były tylko klapsy. W domu panowała zasada, że na bieżące wybryki reagowała matka klapsem lub kilkoma, a ojciec który pracował całe dnie na budowie za wychowanie nas brał się w weekend. Zawsze pytał mamy o miniony tydzień, o to jak się zachowywałyśmy i decydował o dalszym losie. Albo pochwalił , albo ukarał. Ponieważ wcześniej widziałam, jak karana była starsza siostra to wiedziałam, że przyjdzie czas i na nas i starałam się odsunąć to jak najdalej w czasie. Gdy pierwsze lanie dostawała moja starsza siostra my już byłyśmy pierwszoklasistkami, więc ona była w czwartej. Nie pamiętam za co dokładnie, ale wiem że ze skargą przyszła sąsiadka. Ojciec wysłuchał jej i obiecał solidne lanie. Już byłyśmy w łóżkach gdy przyszedł do naszego pokoju. Usiadł na krześle i zawołał siostrę do siebie. Wypytywał o tą sytuację i powody jej zachowania a potem stwierdził , że zostanie ukarana. Wziął ją za rękę przyciągnął do siebie i przerzucił przez kolano, nocną koszulę zadarł do góry tak wysoko, że praktyczne odsłaniała nie tylko tyłek ale i całe plecy. Potem mocno przytrzymał jedną ręką a drugą wypłacił jej kilkanaście siarczystych klapsów. Krzyk i płacz zaczęły się natychmiast, więc bolały na pewno. Kilka miesięcy minęło jak zasłużyła znów na reakcję ojca, też już nie pamiętam za co, ale gdy tato wrócił z pracy siostra stała w kącie po interwencji matki. Wszedł spytał matki co zrobiła i od razu zareagował. Tym razem jeszcze w kącie musiała odsłonić tyłek, a że była w ...ence to w rzeczywistości po zdjęciu tej ...enki i majtek zastała całkowicie nago. Z spod stołu ojciec wyciągnął taboret i kazał jej się przełożyć a matka podała mu skórzaną dyscyplinę którą podobno pożyczyła od kogoś na wsi. Dostała wtedy około 20 razów i od tej interwencji za kilka dni z boku na kredensie na gwoździu zawisła nowa dyscyplina którą ojciec kazał zrobić rymarzowi. Jak później się dowiedziałam, taka dyscyplina była prawie w każdym domu w naszej wsi. Jednak nie w każdym domu wisiała na wierzchu i straszyła dzieci, u nas niestety tak. Moich lań w życiu było sporo, wręcz powiem że za dużo, ale taki miałam charakterek, że poprzednie lanie pamiętałam krótko. Ale o nich napiszę później a teraz jeszcze opiszę jedno z moją koleżanką i moją bliźniaczką. Były wakacje, gorąco, wszystkie dzieciaki ze wsi biegały na starą żwirownie ochłodzić się w wodzie Mieliśmy swoje bajorko gdzie woda sięgała kawałek powyżej pasa i tam nam było wolno wchodzić, ale nam i mojej koleżance to było mało i weszłyśmy do innego gdzie kąpali się tylko dorośli. Miałyśmy wtedy 13 lat i uważałyśmy się już za pannice, które nie będą kąpały się z ,,dzieciorami". A zrobiłyśmy dosłownie kilka kroków w głąb wody gdy zareagował jeden z mężczyzn kąpiących się kawałek dalej , przybiegło ich do nas kilku i od razu wyciągnęli nas z wody. Wytłumaczyli, że w tym miejscu jest bardzo niebezpiecznie i tu nawet dorośli nie wchodzą. My oczywiście stwierdziłyśmy, że nam nic by nie było, ale długo nas nie chcieli słuchać , zareagowali w najprostszy sposób. Zebrało się już sporo gapiów i czekali na finał a panowie zrobili im show. Zaczęli od koleżanki, była ubrana w jednoczęściowy kostium kąpielowy , więc bez żadnych ceregieli kilkoma ruchami pozbawili ją ubioru, jeden z nich przerzucił ją przez swoje kolano i mocno unieruchomił a dwaj inni wierzbowymi gałązkami przywracali rozsądek. Ja z bliźniaczką próbowałyśmy delikatnie oddalić się stamtąd ale niestety szybko nam zablokowano odwrót, Rózgi doprowadziły koleżanki pośladki do sinego koloru, a gdy skończyli bić kazali jej klęczeć  na piasku z rękoma z tyłu głowy, a do siebie zawołali mnie. Ja miałam dwuczęściowy kostium, więc miałam nadzieję iż stanik zostawią. Niestety po stwierdzeniu, że koleżance by było przykro stanik też mi zdjęto. Też wylądowałam na kolanie tego mężczyzny i zaczął się drugi show dla coraz większej grupy ludzi. Ból był straszny, krzyk i łzy nie pomagały, zastałam solidnie ukarana i również wylądowałam klęcząc na piasku. Trzecia na rzeź poszła bliźniaczka i podobnie jak my wylądowała kolanami na piachu. Rozejrzałam się po tłumie, prawie wszystkie dzieciaki ze wsi, niestety koledzy i koleżanki z klasy i ze starszych klas też, a my zryczane, z obitymi tyłkami całkowicie gołe jako aktorki pierwszoplanowe. Żadna wtedy już nie myślała o bólu, ale o wstydzie, bo już było u nas widać pierwsze oznaki kobiecości. Ale żadna nie śmiała się odezwać by nie mieć poprawki. Ktoś w między czasie powiadomił nasze matki, przyszły po nas i wysłuchały historii o naszych wyczynach. Obie matki uzgodniły żebyśmy do domu wracały bez ubrań ku przestrodze innych podziękowały panom za obsługę i ruszyłyśmy. Koleżanka miała kilkaset metrów drogą przez wieś, my ponad kilometr. W domu od razu do kąta i czekanie na powrót ojca. Wieczorem wrócił ojciec, widok mocno go zaskoczył, po relacji matki powiedział że tym mężczyzną postawi dobrą wódkę a my na dziś mamy dość, ale przez najbliższe cztery niedzieli będziemy karane przez niego. No i oczywiście słowa dotrzymał, ale to już w następnym wpisie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No i dotrzymał ojciec słowa, w cztery kolejne niedziele wystawiałyśmy gołe tyłki leżąc na taborecie a ojciec używał dyscypliny by wpoić nam ogólne zasady, od matki dodatkową karą było to że schowała nasze stroje kąpielowe i w ten sposób zablokowała nasze wyjścia na żwirownie i zabawę w wodzie z innymi. Kilka godzin kombinowałam jak temu zaradzić i wymyśliłam. Pod pretekstem pójścia do koleżanki wieczorem gdy już nikogo nie było na żwirowni chodziłyśmy i kąpałyśmy się same bez ubrań, uważając tylko by nie zamoczyć głowy. I tak po kilku wypadach na tą żwirownię przyuważył nas starszy kolega, poszedł za nami, siedział w krzakach i podglądał nas, a gdy już chciałyśmy wyjść to okazało się że schował nasze ubrania. Zaszantażowane tym iż powie o tym naszemu ojcu zgodziłyśmy się grzecznie wyjść z wody i wykonywać jego polecenia, tego dnia dotykał trochę naszych ciał skupiając się głownie na piersiach a potem najpierw mi a potem bliźniaczce przylał nie za mocno po 10 klapsów i kazał przyjść znowu nad jezioro na drugi dzień wieczorem. Następnego dnia czekał na nas na żwirowni jak już wszyscy poszli do domów. Tym razem on w kąpielówkach a my nago bawiliśmy się w wodzie koło godziny, na koniec znowu masaż piersi zrobiony przez niego i po 10 klapsów. Zabawa trwała już drugi tydzień, wtedy wpadł na pomysł byśmy namówiły starszą siostrę by przychodziła z nami, ale żebyśmy nie mówiły jej o nim. Zadanie było dosyć trudne, ale udało się pokazać jej co robimy wieczorem i jak unikamy gniewu rodziców. Przyszła z nami na tą żwirownię i choć chciała kąpać się w kostiumie to my chciałyśmy żeby zdjęła bo jak będzie miała mokry to może się wszystko wydać. Z obawami, ale zdjęła wszystko i weszła z nami. 20 minut później na brzegu pojawił się nasz kolega, usiadł przy ubraniach i zażądał wyjścia z wody. Wielka panika naszej siostry na nic się zdała, po krótkiej negocjacji i szantażu powiadomienia ojca my wyszłyśmy a za nami po paru minutach skapitulowała siostra. Ten chłopak chodził z nią do jednej klasy do liceum, więc podwójny wstyd dla siostry, a poza tym starsza od nas o trzy lata była już dojrzałą i piękną kobietą. Ale by ratować nasze tyłki a pewnie i swój z wielkim trudem przełamała wstyd i stanęła przed nim jak Pan Bóg ją stworzył. Kolega rozegrał podobny scenariusz jak z nami, powiedział iż dotrzyma tajemnicy i nikomu nie powie w zamian za wspólną zabawę. I w taki sposób stał się najbardziej szczęśliwym chłopakiem we wsi. Na drugi dzień zatriumfowała nasza siostra, podczas zabawy w wodzie zdjęła mu spodenki i rzuciła na brzeg stwierdzając, że albo wszyscy albo nikt. Po kąpieli tradycyjny masaż i klapsy, ale i tu siostra zawalczyła o rewanż. To na nim uczyłyśmy się budowy mężczyzny i odpowiedniego ,,masażu" a on trenował na nas, a właściwie na siostrze, bo jak tłumaczyła my jesteśmy jeszcze za młode, więc możemy się tylko przyglądać. I tak przy zabawie doczekaliśmy jesieni. Zaczął się nowy rok szkolny, siostra i kolega zostali parą, przyjeżdżała do domu tylko na weekend a w tygodniu mieszkała w internacie, a my rozpoczęłyśmy ósmą klasę. I tu muszę niestety wspomnieć o laniu w szkole. Korzystałam z toalety gdy chłopaki kopcili fajki przed kabinami, jeden był tak dobry że mnie poczęstował, siedząc na muszli nie zorientowałam się, że wpadła kontrola, chłopaki przez okno uciekli na dwór a ja nieświadoma puściłam dymka. Wtedy ktoś zapukał do drzwi i kazał mi wyjść. Gdy wyszłam przed toaletą stał dyrektor i wicedyrektorka. Od dyrektora usłyszałam tylko. Zapraszam do siebie. Odwrócił się i ruszył do gabinetu, ja za nim. U niego w pokoju zostaliśmy sami, rozpoczęło się dochodzenie i próba dowiedzenia się kto palił ze mną. Wybroniłam się mówiąc, że słyszałam dużo głosów, ale nie poznałam żadnego a jak wyszłam to zastałam tylko ich dwoje. Potem był wykład i decydujące pytanie. Obniżamy ocenę ze sprawowania i powiadamiamy rodziców czy masz inny pomysł. Wiedziałem co znaczy inny pomysł bo już przynajmniej kilka osób korzystało z niego, oczywiście trzeba było poprosił dyrektora o osobiste ukaranie i zapomnienie o tym incydencie. Każdy wiedział, że dyrektor lubi takie zabawy, a jako stary kawaler najbardziej lubi karać dziewczyny.  Powiedziałam, że wolę inny pomysł, zapytał jaki, a gdy usłyszał o osobistej karze od niego zapytał, jaka to ma być kara. Wiedziałam, że poniżej pięćdziesięciu uderzeń nie schodzi, ale byłam pewna że tylu mogę nie wytrzymać więc musiałam kombinować. Zaproponowałam by raz na tydzień podczas lekcji wychowawczej u siebie w gabinecie ukarał mnie dwudziestoma klapsami. Kara ma trwać trzy tygodnie. Widać, że poczuł krew i wyraźnie rozochocił się ale zaczął przedstawiać swoje warunki. Nie trzy a pięć, nie dwadzieścia a trzydzieści i nie klapsy a skakanka. I tu znowu zaproponowałam, zgoda na ilość ,ale nie skakanka tylko klapsy za to może być na gołą warunkiem jest to by nikt się nie dowiedział o tej karze. Oczy wyraźnie mu zabłysły, zdecydował, że oficjalnie wrócę teraz do klasy, powiem wszystkim iż karą jest to iż przez najbliższe lekcje wychowawcze będę chodzić do niego na szkolenia ze szkodliwości palenia i zaprasza jutro na pierwszej lekcyjnej. Poinformował moją wychowawczynie o tym szkoleniu i ja zamiast do klasy poszłam pod jego gabinet. Każdy kto pytał o karę był mocno zdziwiony że tak łagodnie mnie potraktował tym szkoleniem, ale stwierdzili, że pewnie się on starzeje. Kilka minut po 8 jak już na korytarzu nikogo nie było wyszedł z pokoju nauczycielskiego otworzył swój gabinet i wprowadził mnie do środka. Powiedział, że zostawi mnie jeszcze na kilka minut, mam przemyśleć wczorajsze zachowanie i przyszykować się do lania a on ma jeszcze jedną ważna sprawę do załatwienia i wyszedł. Próbowałam odgadnąć co miał na myśli mówiąc o przyszykowaniu się, ale nic mądrego mi nie przychodziło do głowy. Zdecydowałam by było to tak jak w domu, zdjęłam buty, skarpetki spodnie i majtki i goła od pasa w dół czekałam na dyrektora. Gdy przyszedł spojrzał na mnie i stał bez słowa myśląc o czymś, nie mogąc się doczekać reakcji spytałam. Tak będzie dobrze? A jak myślisz? - odpowiedział - Moim zdaniem ta koszula jest za długa i może przeszkadzać. Rozbierz się do końca- powiedział. Nie było rady golusieńka podeszłam do niego, siedział już szeroko w fotelu. Ułożył mnie na swoich kolanach i zaczął wypłacać klapsy, na szczęście nie były za mocne, choć tyłek piekł nie było łez. Do końca lekcji postawił mnie w kącie i obserwował siedząc w fotelu . Gdy zadzwonił dzwonek na przerwę kazał mi się ubrać i wrócić do klasy. Wyszłam i poczułam się zwyciężczynią, moim zdaniem z niewielkim bólem odpokutuje tą karę. No i tak było dopiero przy piątym razie ,,dolne policzki" zapiekły mocniej. A o tym co się tam stało długo się nikt nie dowiedział. Po tym incydencie byłam szczęśliwa, że tak wykombinowałam i oszczędziłam sobie bólu, ale nie pomyślałam o dalszych konsekwencjach, ale to w następnym opowiadaniu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jak się później okazało pan dyrektor wykorzystał mnie do wprowadzania następnych dziewczyn w tajniki takiej kary. Po kilku miesiącach poszukiwań znalazł powód by zaprosić mnie z koleżanką do swojego gabinetu. Nauczycielka od geografii złapała nas dwie na ściąganiu na kartkówce. Namówił by nauczycielka zamiast oceny którą trudno by nam było poprawić wysłała nas na następnej lekcji geografii do niego i on się tym zajmie osobiście. Jak kazał tak zrobiła, we dwie przyszliśmy do gabinetu dyrektora. Tradycyjne kilka pytań dlaczego, i powiadamiamy rodziców czy mamy jakiś pomysł? Wybór nasz wiadomy, zawsze lżejsze lanie lepsze niż domowe, i oceny niedostatecznej nie będzie. Od razu wybrałyśmy karę od dyrektora. Rozegrał to taktycznie jak na magistra przystało, zaczął ode mnie stwierdził 30 uderzeń i pytanie skakanka czy klapsy? Wybrałam oczywiście klapsy. To przygotuj się i zapraszam - powiedział i usiadł w fotelu. Wiedziałam dokładnie co mam robić, rozebrałam się szybko, podeszłam do niego i położyłam mu się na kolanach. Kątem oka widziałam zdziwienie koleżanki i jej wielkie oczy. Bez większej ceregieli dostałam swoje lekkie klapsy i wylądowałam w kącie. Te same pytania do koleżanki i taki sam jej wybór, tyle że nie potrafiła się rozebrać. Ponaglił ją drugi raz a ona nic, spuściła głowę i stała. Możesz wyjść i wybrać dwójkę i powiadomienie rodziców - przypomniał jej. Nie niech będą te klapsy- odpowiedziała. To czekam - powiedział - czy może ci pomóc? Poproszę bo sama nie dam rady - odpowiedziała. Dyrektor dostał się do raju, podszedł do niej i po kolei zdejmował z niej wszystko, potem podprowadził do fotela, usiadł, przełożył ją przez kolana, dostała 20 lekkich klapsów i po podkreśleniu że za opór w rozbieraniu się 10 bardzo mocnych. Chyba w ten sposób chciał pokazać , że nie warto się ociągać , potem postawił ją w kącie koło mnie i wyszedł a my mogłyśmy porozmawiać. Dla niej to był wielki szok, ale jak sama stwierdziła teraz już wie co wybierać i co robić by nie bolało. O tej karze wieści szybko się rozeszły pielgrzymki do mnie innych dziewczyn z pytaniami nie miały końca. Ale z tego co wiem większość dziewczyn z klasy była później w gabinecie dyrektora, a w dzienniku nie było ocen niedostatecznych. Trafiło się i mojej bliźniaczce po fizyce, ale też wybrała opcje klapsów. Ja do końca podstawówki byłam jeszcze dwa razy, za każdym razem nie było wielkiego bólu, co innego w domu tam ojciec nie wstrzymywał ręki. Za wzór stawiał nam starszą siostrę i życzył sobie byśmy w tą stronę szły. a rzeczywiście, odkąd poszła do liceum to ani razu nie dostała lania za naukę. Ojciec jeździł co dwa tygodnie do kierownika internatu, ale nigdy nie usłyszał złego zdania o siostrze. A my z bliźniaczką raz na dwa , trzy miesiące miałyśmy trzepanie skóry przez ojca. I tu bywało różnie, lanie zawsze było na gołą, to tradycja ojcowska, ale niekiedy wystarczało opuścić spodnie i majtki czy podwinąć kieckę a niekiedy była pełna golizna. Zauważyłam że jak było jakieś poważniejsze przewinienie to samo spuszczenie majtek nie wystarczało. A przecież wkraczałyśmy w wiek buntu młodzieżowego i łatwiej było podpaść u rodziców. Ale tato kiedyś nas zaskoczył. Podczas powrotu ze szkoły jeden z kolegów z klasy najpierw mi a potem siostrze próbował włożyć rękę pod bluzkę i złapać nas za piersi. Byłyśmy we dwie więc kolega od siostry  dostał z łokcia w oko. Wieczorem do ojca przyszła jego matka a ojca koleżanka na skargę z tym synem i pokazała jego oko. Ojciec zawołał nas obie i poprosił o wyjaśnienie. Gdy usłyszał co się stało od razu stwierdził, że będzie lanie i baz namysłu przerzucił kolegę przez taboret i zaczął okładać go dyscypliną. Jego matka próbowała interweniować, ale ojciec krótko powiedział do niej - Rusz się a będziesz następna - i zatrzymała się patrząc jak jej synalek obrywa lanie. Już słowa nie powiedziała nawet gdy ojciec zmusił go do spuszczenia spodni i odsłonięcia dupy. Powiem szczerze, że takiego manta to my nigdy nie dostałyśmy. Potem jeszcze ze spodniami spuszczonymi do kostek musiał przeprosić nas i obiecać, że nigdy nie dotknie żadnej z nas. Gdy skończył spojrzał na jego matkę i powiedział - Wytłumaczysz mu teraz co źle zrobił czy ja mam najpierw wytłumaczyć tobie? Trzymając dyscyplinę w ręku i patrząc w oczy swojej koleżanki wydaje mi się ze wiem jak chciał jej to tłumaczyć. Nigdy więcej oni już nie przyszli na skargę. A nam powiedział że jeżeli jeszcze któryś chłopak zachowa się podobnie to mamy mu powiedzieć a on sprawę szybko załatwi. A z nas był tak dumny, że w niedzielę pojechaliśmy całą rodziną do miasta na lody i do wesołego miasteczka. Musiało to się szybko rozejść bo inne chłopaki też wolały trzymać się z daleka od nas. Potrafili jakąś dziewczynę przydusić gdzieś w kącie, włożyć jej rękę pod bluzkę lub w spodnie a nas odpuścili sobie. Skończyło się wszystko jak za zaklęciem czarodzieja.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Do tego opowiadania poprosiłam starszą siostrę, chciałam dowiedzieć się, co skłoniło ją do takiej grzeczności w liceum , że ojciec stawiał ją za wzór? I już wszystko wiemy , poszła inną drogą, wszystko to co działo się w liceum najpierw  docierało do kierownika internatu. To do niego bezpośrednio nauczyciele zgłaszały problem a on wzywał winowajczynie na rozmowę do siebie. Kierownikiem był młody chłopak prosto po studiach który zdobywał pierwsze doświadczenia w wychowaniu młodzieży. Starsze koleżanki z internatu podpowiadały jej by prosiła jego o ukaranie i nie powiadamianie rodziców, mówiły, że lania od niego są  lżejsze niż w domach. Czyli coś w moim stylu z dyrektorem, przecież ja też wybierałam lanie od niego . Na początku pierwszej klasy pierwsza uwaga, wróciła do internatu i myślała co opowiedzieć ojcu by nie było lania, wtedy koleżanka z pokoju podpowiedziała jej by poszła do kierownika i poprosiła o ukaranie i nie powiadamianie rodziców. Jak podpowiedziała jej koleżanka tak siostra zrobiła. Wieczorem tuż przed spaniem zapukała do jego pokoju, poprosił ją do środka, gdy weszła od razu powiedziała co się stało w szkole i poprosiła by to on ją ukarał a nie powiadamiał rodziców. Kazał jej iść do siebie do pokoju, przebrać się do spania i wrócić a sam wyszedł na obchód sprawdzić czy wszystkie światła już pogaszone. Wrócił za kilkanaście minut, ona już czekała pod drzwiami, zaprosił ją do środka i już mógł spokojnie porozmawiać. Wypytał ją dlaczego podjęła taką decyzję, czy wie na czym polega kara, i jakiej się spodziewa kary. Wymyśliła sobie że powie iż rodzice pokładają w niej duże nadzieje i nie chciałaby ich zawieść, że o takiej możliwości poinformowała ją koleżanka z sali, wie że karą jest lanie i że oczekuje sprawiedliwej kary. Takie odpowiedzi wystarczyły by zgodził się ją ukarać. Z szuflady biurka wyjął taws a potem kazał jej zdjąć koszulę nocną , oprzeć się rękoma o szczyt biurka, rozstawić szeroko nogi i mocno wypiąć. Wyraźnie wyczuła że ją sprawdza, wykonywała wszystko bez szemrania tak jak jej kazał. Naga, nisko oparta na rękach z mocno wyeksponowaną dupcią czekała na pierwsze uderzenie. On stał z tyłu za nią, nie widziała jego twarzy ani jego oczu, nie wiedziała czego się spodziewać, bo koleżanka nie zdążyła jej opowiedzieć jak jest w jego pokoju, mówiła tylko , że lżej niż w domu. I zaczął syknęła po pierwszym razie, bo na tak rozciągniętą skórę bolało dość mocno. Bił wolno , celował dokładnie ale rzeczywiście lżej niż ojciec. Dziesięć uderzeń i zakończył, pozwolił rozmasować pośladki, usiadł w fotelu a jej kazał stanąć przed sobą w postawie sportowe baczność. Wtedy przez kilkanaście minut wytłumaczył jej większość zasad panujących w internacie. Dowiedziała się że najlepiej jest przyjść do niego zaraz po przewinieniu, należy przyznać się i poprosić o karę. Jeżeli on pierwszy dowie się od kogoś innego kara będzie surowsza. Kara zawsze jest wieczorem po zgaszeniu świateł, trzeba przebrać się do spania i oczekiwać przy drzwiach jego pokoju. Jeżeli któraś nie zgodzi się na karę od niego, zostanie zawieszona w prawach ucznia i odesłana do domu, potem rozmawia już tylko z rodzicami. Zatajanie jakichkolwiek przewinień będzie dodatkowo karane, bójki i kłótnie między uczennicami kończą się karą dla obu, jeżeli któraś ma o coś żal do drugiej to w pierwszej kolejności rozmawia z nim, i to on stara się rozwiązać  spór. Nie dopuszcza się wpuszczania żadnych osób do internatu oraz wychodzenia bez jego wiedzy poza internat, jeżeli któraś złamie zasady będzie ukarana. W większości przypadków kary to kary cielesne, czasami dodatkowe dyżury na obieraku czy sprzątaniu a przy większych przewinieniach zawieszenie w prawach ucznia. Zakaz palenia i picia obowiązujący również poza internatem. Kazał się ubrać i wrócić do siebie. Koleżanka już czekała z ciekawością opowiedziała jej o tym co się stało w pokoju, ona opowiedziała jej jeszcze kilka zdarzeń  z internatu. Mówiła mi, że była kiedyś taka uparta dziewczyna, że odesłał ją do domu, wróciła potem z ojcem prosić o odwieszenie. Razem z ojcem ustalili że zostanie ukarana publicznie na szkolnym apelu. Na środku sali gimnastycznej postawiono konia gimnastycznego, ona nago przewieszona przez konia a jej rodzice trzymający ją za nogi i ręce. Dyrektor szkoły skórzanym pasem stłukł ją dokładnie , a potem każdy chłopak ze szkoły miał prawo własnym paskiem do trzech uderzeń. Jedni bili mocno , inni trochę słabiej, a jeszcze inni nie podeszli wcale, ale ślady z tyłka schodziły jej przez miesiąc. W internacie kierownik cały czas miał ją na oku, wylądowała kilka razy u niego w pokoju ale po kilku miesiącach znowu odesłał do domu i już nie wróciła. Siostra wystraszona przez koleżankę długo nie mogła zasnąć, leżała i myślała o tym co się zdarzyło w pokoju kierownika. Kilka dni później dostała z chemii dwójkę, czekała do wieczora i gdy zgasło światło udała się do kierownika. Musiała chwilę poczekać bo w środku była inna dziewczyna. Było słychać rozmowy a potem znajomy odgłos obijanych pośladków. Zaczęła liczyć, było tego 25, gdy drzwi się otworzyły zobaczyła zapłakaną koleżankę z klasy która też dostała dwóje z chemii. Nogi jej się lekko ugięły ale weszła do środka, zamknęła drzwi za sobą i zaczęła opowiadać z czym przychodzi. Kierownik spokojnie jej przerwał, kazał zdjąć koszulę, podejść do niego i przyjąć odpowiednią pozycję do rozmowy wtedy mogła opowiadać na pytania, co się stało, dlaczego dostała dwójkę i jak zamierza ją poprawić? Gdy odpowiedziała na wszystkie pytania kierownik wydał wyrok, 25 klapsów i ocena ma być poprawiona za dwa tygodnie na minimum 4. Za dwa tygodnie miała do niego przyjść i powiedzieć czy się udało. Kazał położyć się na jego kolanach pod lewą rękę, był mańkutem, dostała zakaz zasłaniania pośladków i uciekania z kolan pod groźbą powtórki. I zaczął od siarczystego klapsa, potem następne, to nie było lżejsze niż domowe, miał zdecydowanie wciętą rękę, bała się ruszyć bo zacznie bić od nowa polały się łzy, jeszcze tylko kilka i zakończył. Zrozumiała czemu koleżanka też płakała. Wróciła do pokoju, tej nocy spała na brzuchu, rano ruszyła do szkoły z postanowieniem poprawy. Szybko minęło 2 tygodnie, siostrze nie udało się poprawić oceny, postanowiła że nie pójdzie, liczyła że zapomniał. Kilka minut po zgaszonych światłach przyszedł do niej, zaprosił do siebie, już wtedy czuła że może być ciepło. Weszli do pokoju, zamknął za nią drzwi i usiadł w fotelu. Siostra rozebrała się i stanęła przed nim w lekkim rozkroku z rękoma na plecach. Padło podstawowe pytanie czemu nie przyszła. Odpowiedziała ze nie udało jej się poprawić oceny więc się bała, spytał czy pamięta rozmowę o tym że ukrywanie czegoś grozi większą karą. Potwierdziła że tak, z szafki wyjął okrągły gruby wałek i gumową skakankę, ruszyła jej wyobraźnia. Kazał położyć się jej na jego tapczanie, pod biodra podłożył jej ten gruby wałek by wyeksponować dupę do lania, na nerki położył poduszkę by przypadkiem one nie dostały i zaczął się taniec skakanki po jej dupie i udach, nie wytrzymała ryczała już po kilku razach, darła się w niebogłosy a on nie przestawał. W końcu zakończył, podobno po 50, siostra długo leżała i trzęsły nią spazmy, pozwolił jej się wypłakać potem znowu przyjęła pozycję do rozmowy. Rozmawiali bardzo długo, zrozumiała wszystko, od tego momentu pilnowała się bardzo, wyniki w szkole były coraz lepsze, coraz rzadziej bywała w pokoju kierownika. Czasem tylko na kilku ostrzegawczych klapsach, nie trzeba jej było tłumaczyć dwa razy. Oceny docierały do domu, ojciec był dumny bo to co się działo w internacie nie opuszczało jego murów. Wtedy dopiero mogła powiedzieć, że lania są dużo lżejsze niż w domu, ale dopiero wtedy gdy zrozumiała wszystkie zasady współżycia w internacie. I w ten sposób poznałam tajemnicę tak znaczącej poprawy siostry. W następnym opowiadaniu zajmiemy się już dyscypliną domową i przypadkami jej łamania przez dwie rozwydrzone bliźniaczki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

×